<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054</id><updated>2012-02-14T06:04:01.234+01:00</updated><title type='text'>Dziennik przemyśleń</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>58</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-6681834558210697177</id><published>2011-04-07T12:17:00.002+02:00</published><updated>2011-04-07T12:51:39.907+02:00</updated><title type='text'>Dobre skutki pijaństwa?!</title><content type='html'>W końcu tego dokonam, pokonam samego siebie, swój strach (przed czym?) i napiszę nową notę. Dziwne, kiedyś przychodziło mi to z łatwością, a teraz rozmyślam, zastanawiam się, kilka not było w fazie przygotowawczej, a i tak wylądowały w koszu i tak czas ucieka. Dziś jednak pomyślałem: "ta koncepcja będzie dobra". Nie elaboraty o wszystkim i o niczym, ale może trochę krócej i konkretniej. Na ile to wyjdzie, nie wiem, ale miejmy nadzieję, że pomysł się sprawdzi i że nadal są jacyś czytelnicy Dziennika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy kto mnie zna jakoś bliżej, wie skąd się wywodzę. Nigdy nie ukrywałem tego, że ojciec mój jest pijakiem. Bo co tu ukrywać? O tym już kiedyś pisałem. Pijaństwo oczywiście przynosi masę złych rzeczy do życia. Boję się tego, że mogę powielić nieudane rodzinne życie ojca. I nie chodzi tu o możliwość wpadnięcia przeze mnie w alkoholizm, ale o to, że mogę tak jak on zupełnie spierdolić kontakt z najbliższymi. Alkoholizm mi nie grozi. Taką przynajmniej mam nadzieję i wiem, że to będzie tylko zależne ode mnie czy ulegnę pokusom, czy nie. Boję się tego, że coś w życiu pójdzie nie tak sprowadzając mnie na złą drogę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie jednak tytuł noty mówi o dobrych stronach pijaństwa. Dobrych?! - zapyta ktoś. Jakie mogą być dobre strony tego, że ma się ojca pijaka, który nigdy na rodzinę nie łożył, unikał wszelkiej odpowiedzialności, nie dał żadnego dobrego przykładu? Pierwszą i najważniejszą korzyścią jest właśnie ten kontrast, do którego chcę w życiu dążyć - chcę być zupełnie inny od niego. Chcę skończyć te pieprzone studia, znaleźć pracę i utrzymać swoją rodzinę, stworzyć tam miejsce szczęścia. Drugą jest nauka życiowa - widzę jaki jest on i uciekam, ratuję się wszelkimi możliwymi sposobami, by takim nie być! &lt;br /&gt;Dlatego też poszedłem do pracy. Po co siedzieć z założonymi rękoma w czasie studiów i liczyć na to, że gwiazdka z nieba spadnie? 5 lat studiów (jeśli dobrze pójdzie) i potem iść z CV do pierwszej pracy, a tam w rubrykach doświadczenie, szkolenia pustki. Przecież pracodawca by mnie wyśmiał. Za krótkie to życie jest, bym je marnował na "studiowanie" - wykłady, ćwiczenia, picie, zabawy, wykłady. Mam dwie ręce, dwie nogi, sprawny jestem fizycznie i umysłowo, więc nie będę marnotrawił czasu. I pracuję, łączę to jakoś ze studiami. Napisać ten licencjat, skończyć stopień pierwszy, a potem przystanąć i zastanowić się co dalej. Pewnie dalej będą studia dzienne, ale postaram się łapać jeszcze więcej pracy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdyby to życie rodzinne wyglądało inaczej? Gdyby &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tatuś&lt;/span&gt; nie był pijakiem? Fachmanem jest świetnym, ma duże umiejętności, ludzie chwalą to co robi. Gdyby nie wódka, mógłby mieć własny warsztat, a my z bratem bylibyśmy teraz jego wspólnikami. Studia traktowałbym jako fanaberię, robiłbym je dla frajdy. Miałbym może nieograniczony zasób kasy, bo wystarczyłby sms czy telefon i konto napełniałoby się kasą, którą trwoniłbym na imprezy. Czy byłoby to lepsze życie? Nie znałbym innego, więc pewnie nie zastanawiałbym się nad tym. Ale pewnie byłbym też innym człowiekiem - może leniem bez szacunku dla pracy, pieniądza. Buńczucznym narcyzem skupionym na własnych potrzebach. I Bogu niech będą dzięki za te problemy z ojcem. To jest właśnie szkoła życia. Dzięki tej szkole wiem, że pieniądz też jest ważny. I teraz, kiedy zarabiam własne pieniądze ich wartość doceniam po dwakroć. Każdą złotówkę dwa razy w palcach obracam przed wydaniem, ale też nie skąpię. I dumą napawają mnie dobra słowa o moim gospodarowaniu, które słyszę od Brata czy Mamy. &lt;br /&gt;Ale nie spocznę na laurach. Jeśli nie ta praca, to inna. Rozwój, rozwój i jeszcze raz rozwój! Szkolenia, praca, doświadczenie. I niech to będzie dobrym drogowskazem. Niech mój sukces będzie dobrym skutkiem ojcowego alkoholizmu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam za tak długie milczenie. Pora wrócić. Po raz kolejny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-6681834558210697177?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/6681834558210697177/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=6681834558210697177' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6681834558210697177'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6681834558210697177'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2011/04/dobre-skutki-pijanstwa.html' title='Dobre skutki pijaństwa?!'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-3025778028880167920</id><published>2010-01-13T00:42:00.000+01:00</published><updated>2010-01-15T18:52:27.326+01:00</updated><title type='text'>Fenomen</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_AWppJCOqz0E/S0porSaSZbI/AAAAAAAAAEw/M0Kx1GOr1KM/s1600-h/Schowek01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 218px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_AWppJCOqz0E/S0porSaSZbI/AAAAAAAAAEw/M0Kx1GOr1KM/s320/Schowek01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425263794006943154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jedenasty stycznia 2009 roku, godzinę temu skończył się XVIII finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W internecie czytam, że po raz kolejny pobito rekord zebranych pieniędzy i serce mi rośnie, bo zebrane pieniądze pokazują, że Polacy potrafią pomagać, chcą pomagać, tylko potrzebują impulsu. Pokazują to, że potrafimy zjednoczyć się wokół jednej idei, potrafimy być Solidarni i to nie tylko wobec komunizmu, wokół być wrogim wobec czegoś, a także w momencie, gdy trzeba komuś pomóc, zrobić coś dobrego dla drugiego.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mamy do czynienia z prawdziwym fenomenem WOŚPu jako akcji społecznej, jako swoistego ruchu społecznego. Skąd on się wziął? &lt;b&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze - charyzma&lt;/b&gt;, charyzma Jurka Owsiaka - człowieka 55-letniego (sic!), człowieka, któremu się jeszcze chce. Człowieka, który zaczynał swą pasję od Woodstocku, tego amerykańskiego i zapragnął przenieść go na polski grunt. I zrobił to! Człowieka, który z niczego stworzył potężną machinę, machinę pomocy ludziom. A nawet więcej, pomocy dzieciom, tym, które często same nie potrafią jeszcze mówić, nie mogą napisać protestu, pozwu, podania. I on ujął się za nimi. To się ceni.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Po drugie - organizacja&lt;/b&gt; - z każdym rokiem coraz więcej ludzi przyłącza się akcji, wykorzystywanych jest coraz więcej środków masowego przekazu, możliwości dotarcia do ludzi, którzy chcą wspomóc akcję, a nie mają możliwości wrzucenia swojego grosza do puszek. Obecnie można nawet nie ruszać się z domu w dniu finału, a wspomóc akcję przelewem, smsem lub licytacją wszelkich rzeczy. Nic jednak chyba nie cieszy tak, jak widok ludzi młodych i tych młodych duchem, bez ograniczeń wiekowych, którzy czekają na wrzucenie monety do ich puszki. W zamian za to zaś otrzymujemy serduszko, niezmienny symbol od 18 lat. I już świat staje się lepszy, widok obcych nam ludzi, idących tą samą ulicą, którzy mają naklejone gdziekolwiek serduszko WOŚP powoduje chęć uśmiechu do nich. Bo każdy z nas, wrzucających, pomagających jest członkiem wielkiej Rodziny, Rodziny Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. I możemy nosić to serduszko z dumą i dawać dookoła dobry przykład, przykład pomocy.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Po trzecie - jedność&lt;/b&gt; - zostało o niej napomknięte już we wcześniejszym punkcie - dzień finału WOŚP to dzień jedności Polaków, zdecydowanej większości Polaków. Bo, niestety, cały czas są ludzie, którzy w akcji Orkiestry widzą samo zło, podejrzane interesy i inne wady. Cóż, takie są prawa demokracji. O nich jednak później, teraz o jedności wspierających. Wszyscy są wtedy jedną wielką Rodziną - prezydent i premier zgodnie wspomagają, ci z lewicy i ci z prawicy na chwilę odkładają na dalszy plan walkę polityczną. To jest ważne, swoiste Treuga Dei, dzień bez awantur, tumultów. Chociaż jeden w roku.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Po czwarte - prostota&lt;/b&gt; - nie trzeba poświęcać swego życia, zdrowia, szmatu czasu, by pomóc, wystarczy iść ulicą i zauważyć kwestujących. To też przyciąga Polaków do Orkiestry - możliwość pomocy w sposób niewymagający wielu starań. Ot, grosz do puszki i człowiek już jest kimś lepszym. I ma poczucie tego, że pomógł, może to zauważyć potem w szpitalu, gdy widzi sprzęt oznaczony sercem Orkiestry. I ma świadomość, że to on pomógł w zakupie tego sprzętu ratującego życie najmłodszych.&lt;br /&gt;Połączenie tych kilku czynników daje piorunujący efekt - niebywały sukces, popularność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, której ufa zdecydowana większość Polaków, co pokazują z roku na rok rosnące kwoty, zebrane przez Orkiestrę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;I tego nie potrafi nawet nadwątlić ojciec Rydzyk i jego środowisko. Swoją drogą, dziwny to ksiądz/zakonnik, który sieje taką nienawiść wokół siebie i podburza do niej ludzi. To jednak temat na kolejne rozważania. W każdym bądź razie nawet słowa płynące na antenie Radia Maryja nie są w stanie powstrzymać tej wielkiej fali dobroci. Jednakże zatrzymam się chwilę na zarzutach stawianych Owsiakowi, aby móc się do nich odnieść.&lt;br /&gt;Zarzut pierwszy - Owsiak i zarząd fundacji WOŚP czerpią duże korzyści majątkowe ze zbiórki. Tak twierdzi Radio Maryja i środowiska jemu tożsame. I tylko one, nikt nie ma na to dowodów, poza tym Orkiestra co roku zamieszcza szczegółowe rozliczenie finansowe. A gdzie można znaleźć rozliczenie Radia Maryja? Ojciec dyrektor nie widzi belki w swoim oku... A gdyby nawet Jerzy Owsiak zarabiał pieniądze poprzez WOŚP (w co wątpię, ma inne pola do zarabiania), to też mu się to należy, wykonuje bowiem kawał dobrej roboty, którą powinno robić państwo.&lt;br /&gt;Zarzut drugi - słynne owsiakowe "róbta co chceta" podnoszone jako zarzut bardzo niepedagogicznego postępowania, namawiania do rozpasania i innych wybryków, zwłaszcza w kontekście Przystanku Woodstock. I tu znów trzeba zadać pytanie - czy od tego "róbta co chceta" ktokolwiek poniósł śmierć na Przystanku? Tak, zdarzają się wypadki śmiertelne, ale są one incydentalne. Z drugiej strony zarzut niepedagogiczności tego zdania jest też chybiony. Nie można bowiem młodych ludzi trzymać na smyczy ciągłych zakazów, nakazów. Dorastający człowiek dobrze wie czego chce i dąży do samorealizacji. Trzeba mu w tym pomagać, a hasło Jurka jest tu bardzo na miejscu, być może z małym dodatkiem wyrazu "ale" - "róbta co chceta, ale... nie krzywdźcie innych, nie ryzykujcie swego zdrowia". Wtedy, wydaje mi się, hasło to będzie bez zarzutu.&lt;br /&gt;Zarzut trzeci - jeden z bardziej niedorzecznych jaki słyszałem - "WOŚP wykonuje pracę należącą do państwa i nie powinna tego robić". Przecież to zakrawa absurdem na kilometr! WOŚP jest podstawą polskiego społeczeństwa obywatelskiego, pokazaniem, że Polacy mogą radzić sobie bez pomocy rządu, że organizacja taka jak Orkiestra jest w stanie zrobić to, czego państwo, władające przecież budżetem, zrobić nie może, nie chce, nie potrafi...&lt;br /&gt;Zarzut czwarty - "część pieniędzy zebranych w WOŚP przeznaczanych jest na Przystanek Woodstock". I owszem, jest on organizowany z pieniędzy WOŚP, ale z pieniędzy od sponsorów i odsetek bankowych od zebranej w zbiórce kwoty. Fundacja sama zarabia i może wydawać pieniądze. Ponadto Woodstock jest podziękowaniem dla wolontariuszy Orkiestry, jest to miejsce wielu spotkań z ludźmi kultury, sztuki. Jest to wielkie wydarzenie muzyczne. I z pewnością zdarzają się na nim narkotyki, ale są incydentalne. A serce powinno rosnąć każdemu Polakowi, który widzi masy, tysiące, miliony młodych ludzi zjednoczonych wokół jednego hasła "Miłość Przyjaźń Muzyka", wspólnie tańczących i bawiących się. Poza tym, młodzież gdzieś musi się "wyszaleć", a gdzie zrobi to lepiej: na Woodstocku tańcząc, tarzając się w błocie czy na ulicy, wyrywając staruszce torebkę z ręki bądź paląc papierosy w bramie? To pytanie do ojca Rydzyka, bo to on bowiem podnosi takie zarzuty. A gdzie on był, gdy Owsiak startował z Orkiestrą? I co robi teraz? Czy ma to coś wspólnego z dobroczynnością? Chyba tylko w stosunku do samego siebie... A to jest zwykły egoizm, niegodny kapłana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orkiestra ma wielkie wpływ na życie miasta, w którym organizowane są zbiórki. W dniu tym panuje w nim milsza atmosfera, ludzie są do siebie uśmiechnięci, bardziej serdeczni. To korzyść niematerialna, a są także korzyści czysto materialne. Rozwiniętych jest wiele straganów z wszelkimi produktami, od waty cukrowej do pluszowych misiów, otwarte są sklepy. I to nie jest nic złego, wręcz przeciwnie. Sama obecność Orkiestry napędza gospodarkę. Nie dość, że pomagają dzieciom, to także całemu społeczeństwu. W ramach Orkiestry organizowane są różne koncerty, zabawy, wydarzenia. To kolejna zasługa tej organizacji – ukulturalnianie, dawanie ludziom możliwości kontaktu z kulturą, sztuką. A zespołom dawanie możliwości występów, przekazania swojej sztuki innym.&lt;br /&gt;A jaka może być rola pedagoga w misji WOŚP? Po pierwsze, sam może wspierać, kwestować, licytować na rzecz Orkiestry. Po drugie, i chyba ważniejsze, ma wpływ na młodzież i może wpajać im dobre wzorce, wzorce pomocy. Negować zaś, obalać „fałszywe wzory”.  Do tego celu można wykorzystać pogadanki, dyskusje na temat WOŚP, aby dobrze, właściwie kształtować młody umysł. To nauczyciel może wychowywać kolejne pokolenie pomagających Orkiestrze, młodych, dobrych ludzi. I musi z takiego autorytetu korzystać. Inaczej można uznać to za marnotrawstwo okazji do wychowywania młodego pokolenia. A czyż nie do tego stworzony jest nauczyciel?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując, można odnieść wrażenie, że jestem fanatykiem Wielkiej Orkiestry. I taka jest prawda, choć mój fanatyzm nie powinien być źle interpretowany. Jestem fanatykiem tej prostoty pomagania, tej wielkiej misji, której wymierne korzyści widać w szpitalach całej Polski. Jerzy Owsiak to wielki bohater i dobrze, że nie angażuje się w politykę, choć gdyby zechciał startować w wyborach prezydenckich, wygrałby je w cuglach. Tego jednak nie zrobi, bo wtedy nie byłby sobą, polityka nie jest miejscem dla ludzi tak szczerych jak on. On robi swoje - pomaga, organizuje - i to daje mu więcej popularności niż prezydentowi i premierowi razem wziętym. I tego trzeba się trzymać do końca świata i o jeden dzień dłużej, jak to mówi Owsiak. Strach tylko pomyśleć, co będzie, gdy ten charyzmatyczny 55-latek przejdzie na emeryturę. Miejmy nadzieję jednak, że nastąpi to jak najpóźniej i będzie miał Owsiak swego następce, który będzie organizował Wielką Orkiestrę do końca świata. I o jeden dzień dłużej... Przeciwnicy zaś zawsze będą, jednak nie ma co z nimi polemizować, są bowiem zaślepieni nienawiścią i żaden dowód do nich nie dotrze, gdy ich guru ma swoje zdanie. A Orkiestra mówi sama za siebie, pokazuje dowody swej dobroczynności i będzie trwać dopóki będą ją wspierać Polacy. &lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[Wstawki o pedagogu i jego roli na potrzeby zajęć z pedagogiki zostały zrobione]&lt;br /&gt;[Czapka ze zdjęcia jest moja :)]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witam w nowym roku.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-3025778028880167920?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/3025778028880167920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=3025778028880167920' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3025778028880167920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3025778028880167920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2010/01/jedenasty-stycznia-2009-roku-godzine.html' title='Fenomen'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AWppJCOqz0E/S0porSaSZbI/AAAAAAAAAEw/M0Kx1GOr1KM/s72-c/Schowek01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-3100091879915003653</id><published>2009-06-10T09:30:00.002+02:00</published><updated>2009-06-10T10:15:10.410+02:00</updated><title type='text'>Rozpoznaj czas...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_AWppJCOqz0E/Si9H3sfS62I/AAAAAAAAAEg/GUbY84F2FYY/s1600-h/74d0d7e362.jpeg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 224px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_AWppJCOqz0E/Si9H3sfS62I/AAAAAAAAAEg/GUbY84F2FYY/s320/74d0d7e362.jpeg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5345570304872868706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Otwórzcie bramy, co nietknione stały...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem tam, czy ktoś da temu wiarę? Mogłem być już rok temu, ale wtedy nie wykorzystałem danej mi przez los szansy, w tym roku było inaczej. I cieszy mnie to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjazd o piątej, pobudka więc około czwartej, z tym nie było problemu, ostatnio wstaję wcześnie. I fakt, autokar może po nas nie przyjechał, ale czy to ważne by miał wewnątrz ubikację, ekspres do kawy i DVD? Ważne, że dojechaliśmy bezpiecznie. A w czasie jazdy okazało się, że być może dostąpimy tego, co jest, a przynajmniej wydawało mi się kwintesencją Lednicy - przejście przez Bramę-Rybę. Trzeba tylko było mieć szczęście w losowaniu i to nam dopisało... Niestety i ksiądz nieraz chyba kłamie i już po przyjeździe okazało się, że powrót jest przed północą. No cóż się spodziewać, jeśli w swym zmyśle organizatorskim nie pomyślał ksiądz o drugim kierowcy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początki, początki jak zawsze są trudne, trudno jest się przekonać do czegoś, choćbyś nawet tego wyczekiwał. Musisz wejść w tę sytuację, musisz do niej przywyknąć i dać porwać się emocjom. I choć nie mam specjalnych problemów z adaptacją do nowych sytuacji, to tutaj zajęło mi to trochę czasu. Przyjechaliśmy, rozlokowaliśmy się w sektorze i ruszyliśmy na zakupy (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) i po strawę, tę cielesną. Na duchową był czas później i  ta okazała się ogromnym nasyceniem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oderwałem się od Torunia, oderwałem się od rozpoczynającej się sesji i wraz z najdroższą mi osobą pojechałem na Lednicę... Chciałem, by nic się nie liczyło, by każda chwila była kontaktem między nami a Szefem. Powtarzałaś, że Lednica to ładowanie akumulatora, odnowa sił. I zgadzam się, poczułem tę moc, poczułem w końcu moc wiary, moc tego dobrowolnego zobowiązania, wyboru drogi, drogi z Szefem. Tam nikt nie patrzył na mnie, nikt nie rzucał na mnie spojrzeń pełnych niechęci (a w kościele nieraz tak było), ludzie się do siebie uśmiechali. Ta radość, ta moc wiary. Powrót do wyznawania miłości Szefowi w piękny sposób - śpiewem, tańcem. O tym marzyłem, do tego dążyłem. Formułki, rutyna coniedzielnej mszy? To może być, to też jest konieczne, ale niestety nuży... A tu, taniec, śpiew, ekspresja uczuć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jednak zacząłem pełnym głosem śpiewać i całego siebie zaangażowałem w taniec odbyłem ważną rozmowę z Szefem. Zastanowiłem się czy kiedykolwiek wcześniej z Nim rozmawiałem i doszedłem do wniosku, że tak naprawdę to nigdy moja spowiedź nie była rozmową... Może i miałem dobre chęci, ale zawsze było tak, że po kilku minutach zaczynały boleć kolana przy konfesjonale i myślenie schodziło właśnie na ten dyskomfort. A tu? Podszedłem do księdza i zaproponowałem byśmy usiedli. I zacząłem, chyba całą historię mego życia opowiedziałem, bez świadomości upływającego czasu. Byłem całkowicie szczery i widziałem w tym człowieku jakiegoś posłańca z góry. I nie mówiłem żadnej formułki, po prostu z nim rozmawiałem. I widziałem w nim szczerą chęć rozmowy ze mną, bez oglądania się na zegarek, bez zniecierpliwienia. Słuchał i mówił, z zaangażowaniem. Jego słowa naprawdę do mnie docierały, bo nie były to jakieś odklepywane po stokroć pokuty, po stokroć nauki... A gdy powiedziałem mu o tym, że nie przejdę przez Rybę, powiedział, że to dobrze... Powiedział, bym za rok wrócił tam jako nowy człowiek i wtedy tego aktu dokonał. Wtedy zrozumiałem, że gniew na mojego księdza był nieuzasadniony i niepotrzebny. Po spowiedzi wstaliśmy z trawy, ukląkłem i udzielił mi pokuty i błogosławieństwa. Potem zaś podniósł z ziemi, uścisnęliśmy się i podaliśmy sobie dłonie życząc sobie nawzajem powodzenia. Takich ludzi potrzebuje Kościół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec tej spowiedzi był jak w kolejnej pieśni lednickiej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Powstań przyjaciółko ma, piękna ma i pójdź!&lt;br /&gt;Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł,&lt;br /&gt;Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic.&lt;br /&gt;Drzewo figowe wydało zawiązki owoców&lt;br /&gt;I winnic krzewy kwitnące już pachną.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ziarenko zostało zasiane, albo i nie. Ziarenko było, ono cały czas było w moim sercu, ale było tłumione przez chwasty. W końcu te chwasty wyrwałem i chcę by to ziarno się rozwijało, by było zawiązki owoców i bym w czasie przycinania winnic miał cokolwiek do przycięcia, bo na razie tkwiłem w glebie, głęboko... Po tej spowiedzi mogłem w końcu odetchnąć pełną piersią Lednicą. I tak też uczyniłem. Śpiewałem, tańczyłem, poczułem wspólnotę z tymi ludźmi. Był jakiś gorszy moment, ale pokonany został w mig. Msza, potem ważna sprawa - Wybór Chrystusa, dokonany w kilkunastu językach świata. Ludzie naprawdę wierzą, ludzie mają w sercu wiarę w Szefa, który jest też ich przyjacielem, jest przyjacielem każdego. Tylko dajmy Mu szansę, albo nie, dajmy sobie szansę by zobaczyć, że nie jest to gromowładny, długobrody starzec... On jest taki jak Ty i ja, nosi tak samo połatane spodnie czy długie włosy, może być też kobietą (Bóg jest wszystkim). Jedyne co różni Go od nas to idealność. Ale tym, że jest taki jak my z wyglądu, zachowania, pokazuje, że jest możliwe ludzkie dążenie do ideału. By być jak orły, wolni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Tylko orły szybuja nad granią.&lt;br /&gt;Tylko orłom nie straszna jest przepaść.&lt;br /&gt;Wolne ptaki wysoko latają.&lt;br /&gt;Już za chwilę wylecimy z gniazda!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie będę tu używał górnolotnego słownictwa... Nie stanę się zaraz gorliwym katolikiem. Zostanę sobą, ale dopuszczę do mojego życia Szefa, bo wiem, że z nim zwyciężę. I zrozumiałem w końcu co symbolizuje ta Rybka, którą od roku mam...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek On ci się wydaje.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Prawda, szczera prawda. Nie musisz wyrzekać się swojego życia, On tego nie chce. Chce byś z Nim rozmawiał, bo On jest naszym Przyjacielem, najlepszym z najlepszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jechałem tam po jakiś nowy początek i taki otrzymałem. Teraz to ode mnie zależy, czy go podtrzymam, a tego bardzo chcę. Już wyczerpałem limit życia bez Boga, teraz czas żyć z Szefem w zgodzie. W końcu poczułem, że jestem czyjś... I jedno z trzech marzeń spełniłem, dwa pozostałe też spełnię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję Ci za to, że tam ze mną byłaś, że wprowadziłaś mnie w Lednicę. Chcę by była ona dla Nas corocznym rytuałem. Wierzę w Nas, dzięki Lednicy znów uwierzyłem. I dwie wspólne noce też wiele dały. I teraz też tylko od Nas zależy jak spożytkujemy ziarno nowej miłości. Wierzę, że dobrze, innej rady nie widzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Tak, tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;On to wie o każdym z Nas. Więc jeśli macie jakieś wątpliwości co do swojej wiary, mierzi Was wybór między moherem a moherem to nie czekajcie dłużej. Za rok na Lednicę. Tam zobaczycie czym jest ta wiara. Ta wiara to śpiew, ta wiara to radość z tego, że ma się najlepszego Przyjaciela. Ja za rok jadę, chcę być tam z Tobą...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-3100091879915003653?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/3100091879915003653/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=3100091879915003653' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3100091879915003653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3100091879915003653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2009/06/rozpoznaj-czas.html' title='Rozpoznaj czas...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AWppJCOqz0E/Si9H3sfS62I/AAAAAAAAAEg/GUbY84F2FYY/s72-c/74d0d7e362.jpeg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-3160904905034762211</id><published>2009-05-19T02:33:00.005+02:00</published><updated>2009-05-19T10:10:26.484+02:00</updated><title type='text'>Ściana</title><content type='html'>11 miesięcy przeleciało piorunem... Rzekłbym, że do października tamtego roku wszystko było jak w bajce - kolorowo, sielankowo, po prostu klękajcie narody. Oczywistym było, że nie może to trwać wiecznie. &lt;i&gt;W końcu przyjdzie codzienność, przyjdą problemy, a wtedy się przekonacie...&lt;/i&gt; - tak prawili realiści, a raczej realistki (coś drogie panie z naszego otoczenia są mało romantyczne. Wszak to faceci powinni stąpać twardo po ziemi, a kobiety wzlatywać na skrzydłach serca pod niebiosa wyobraźni, marzeń, romantyzmu. Od wspomnianego już października następuje okres takiego swoistego rozdwojenia — Toruń-Nidzica. Było ono nieuniknione i jak wiele razy sami sobie powtarzaliśmy i powtarzamy — sami wiedzieliśmy na co się decydujemy i, że jest to tylko przejściowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od października weszły też w Nasze życie nowe zjawiska — kryzysy, wybuchające od czasu do czasu z najróżniejszych powodów. Wiadomo, każdy związek ma lepsze i gorsze momenty. Z tym, że u nas im dalej w las (czyli de facto im bliżej kolejnych, wspólnych wakacji) tym gorzej - kryzysy coraz cięższe, coraz częstsze. Wydawało się nawet, że siła rozmów, siła miłości może sobie z nimi nie poradzić, tak jak radziła sobie ze wszystkimi poprzednimi. Ostatnie dwa były bliskie do przeskoczenia bariery rozmów i rozpieprzenia wszystkiego co jest między nami. O przedostatnim (ostatnim, bo czy ten jest już do końca zażegnany?) kryzysie nie będę pisał. Ja jestem jak ten &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;pies &lt;/span&gt;- kopnięty zapomni o ranie, choć kopany często traci ufność. Ja jednak szybko się z ran wylizuję i dalej idę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie dni to jeden wielki pokaz z naszej strony jak nie należy postępować... Najpierw moje słowa pod wpływem impulsu (furia...) i już wybuch. Wybuch gniewu, wybuch wzajemnej złości. Nie lubię, gdy zbyt daleko interpretujesz moje słowa, nie chcę nigdy nic złego dla Ciebie. Cieszę się, że jednak pojechałaś do tego Olsztyna i spróbowałaś tego, co w całości zaznasz już za rok ze mną, tutaj w Toruniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie chcę dalej roztrząsać tego wszystkiego, bo po co? By potem ktoś mi mówił/pisał, że jestem mistrzem w robieniu z siebie ofiary? Niedoczekanie, droga Anno, dawno nie śledziłaś moich losów. Bo po prawdzie, kiedy ostatnio gadaliśmy? Bardzo dawno temu, a szkoda. Te rozmowy zawsze były wartościowe. A wszystko o czym chcę pogadać z Kasią omówię już w cztery oczy z samą zainteresowaną. Oboje mamy coś za uszami, ale mamy świadomość tego i chęć by to usunąć. (I to co stało się w sobotę udowadnia, że jesteś piękną, wartościową dziewczyną, nie tylko dla mnie. Zaś świadomość ewentualnej konkurencji uwiera. Muszę jednak wierzyć w siebie...). Wiem jedno - nie chcę mówić do "Ściany", chcę by słowa w końcu docierały, by były rozważane. Niech nie będą akceptowane, niech będą dyskutowane. Tylko niech nie odpowiada mi na moje słowa milczenie albo potakiwanie, ironiczne bądź z rezygnacją. Tu jest pierwsza piosenka, która chodzi za mną od dłuższego czasu. Nagrał ją wokalista Indios Bravos - Gutek, z niewiastą o pseudonimie Dziun, przy dużym udziale drugiego twórcy IB - Banacha. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="300" height="200"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/A0sYLdioT5w&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/A0sYLdioT5w&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="300" height="200"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niech nie będzie już ścian, bo od napieprzania w nie boli łeb, niemiłosiernie. A ściany pokonuje rozmowa. W jednym Migotko masz rację, jeśli związek ma być męczarnią, jest toksyczny, to najlepiej go skończyć... Bo Miłość to nie męczarnia, to jest radość z bycia ze sobą... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kryzys po raz kolejny zażegnujemy rozmową. Choć nie mówię hop, bo przez telefon niczego nie załatwimy. O nie. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Porozmawiamy szczerze, jak przed rokiem, swobodnie. Bez ogródek. Rozwikłamy problemy, rozwiążemy je, wierzę w to. To nie są puste marzenia, nie do spełnienia. I nie myśl nigdy, że chcę Cię przez te zmiany pozbawić Twojej indywidualności, uczynić kobietą &lt;i&gt;pokornego serca&lt;/i&gt;. Nic z tych rzeczy, nigdy nie będę miał zamiłowania do pokornych kobiet, ale też nie będę lubował się w wiecznych buntowniczkach, które bronią swej osoby za wszelką cenę. O tym jednak porozmawiamy. Siła rozmowy - to jest to. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnie gdy zaczniesz czytać tę notę, będziesz w strachu, że oto objadę Cię ze wszystkich stron i pewnie się zdziwisz, że tak nie jest. A ponadto na końcu chcę coś jeszcze przekazać :). Znów duet, choć osobno, ale w tej samej piosence, tylko w dwóch wersjach (można bardziej zagmatwać zdanie? ;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="300" height="200"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bjpxIuKFj4g&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bjpxIuKFj4g&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="300" height="200"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt; &lt;br /&gt;&lt;object width="300" height="200"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OJ43uydwrGM&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OJ43uydwrGM&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;rel=0" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="300" height="200"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenki jak najbardziej do przemyślenia. Dla mnie ostatnio takie kwintesencje obrazu młodzieńczej miłości, który może warto naśladować... My mamy może i marzenia nie do spełnienia (zdaniem większości), ale my je spełnimy, bo bardzo tego chcemy. Po prostu musimy coś zmienić. Bez wyrzeczeń ogromnych. Dopuśćmy do tego uczucia trochę rozumu też. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Potem...&lt;br /&gt;Będzie pięknie jak we śnie&lt;/span&gt; :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie od razu będzie kolorowo, pięknie, niebiańsko. Zresztą, jeśli ma być taka sinusoida pięknie-fatalnie, to ja nie chcę. Niech będzie zwykle, normalnie, co nie oznacza nudno czy przyziemnie :). Po prostu bez ogromnych wstrząsów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzę w to, bo jestem, mimo wszystko, człowiekiem wiary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ludzie się zmieniają, nie tylko z chęci zysku. A Lednica czeka :). I ja na nią też :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Amen.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-3160904905034762211?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/3160904905034762211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=3160904905034762211' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3160904905034762211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3160904905034762211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2009/05/sciana.html' title='Ściana'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-6550826878015048175</id><published>2009-04-20T04:05:00.005+02:00</published><updated>2009-05-03T10:37:42.074+02:00</updated><title type='text'>Brudy i jad</title><content type='html'>W głośnikach "KISS - I was made for lovin' you", a na zegarze 4:32. Od razu odpowiadam na pytania - nie siedziałem całą noc przed monitorem, po prostu przebudził mnie współlokator. I pomyślałem, że mogę coś napisać. O dziwo, gdy było pięknie, gdy brakowało tylko manny z nieba nie pisałem. Gdy coś się psuje, czuję potrzebę pisania. Może to jednak jest Dziennik Samotności?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz już w głośnikach album "Detox" Dżemu. No właśnie, detox. Trwał od 11. czerwca. Trwał? Czyżby się skończył? Oto jest pytanie. Wg Ciebie skończył, wg Ciebie wszystko nagle dobiegło końca. Wcześniej słuchałem świetnego Maleńczuka w piosenkach "Dawna dziewczyno", "Nigdy więcej" i "Jestem sam" - od dwóch dni te piosenki za mną chodzą. Mają coś w sobie. To cudowne przesłanie - miłość i samotność, sentymenty, wspomnienia. I w komentarzach do "Nigdy więcej" napisał:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak w piosence "Dawna dziewczyno" śpiewa, że "dziś już nie kocham cię", a widac wyraźnie uczucia do tej osoby, tak tutaj, mimo że "miłość jeszcze żyje w nas" widać beznadziejność sprawy... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie sposób się z tym nie zgodzić. Być może i tak jest u Nas? Publicznie wyprałaś brudy, a ja nie mam siły się sprzeciwiać. Będzie tak jak zechcesz. Choć nie, kogo ja chcę oszukać, chcę porozmawiać, chcę to naprawić. Ale bez rezygnowania z czegokolwiek. I nie, nie będę tu odnosił się do Twojej noty, nie będę wylewał strumienia jadu na Nasze brudy. Ty to zrobiłaś, wystarczy. Jestem nierobem, nie dbam o nic, chcę się tylko bawić. Mógłbym się z tym zgodzić, ale pozwolę się nie zgodzić. Zresztą - czy to ważne? Nie, Ty już swoją opinię masz. A ja nie chcę tego zmieniać, tkwij w tym przeświadczeniu. Może zmieni je rozmowa, a może nie... I jak nagle zmieniła się Twoja opinia o mnie. Jeszcze niedawno byłem "och! ach! ideał!", brakowało mi tylko aureolki nad głową. Dziś jestem tym najgorszym, ale uwierz mi, są gorsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba jednak się tym przejmuję... "Czy podasz mi swą rękę, a może będziesz się bał..." Mam nadzieję, że nie będzie się bał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko, porannie i treściwie - dobranoc, a może raczej dzień dobry. Gdy przemyślę więcej, coś więcej napiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W mokrej pościeli miota się,&lt;br /&gt;a potem marzy całe dnie,&lt;br /&gt;że tylko Ciebie chce... &lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-6550826878015048175?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/6550826878015048175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=6550826878015048175' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6550826878015048175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6550826878015048175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2009/04/brudy-i-jad.html' title='Brudy i jad'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-1180029911113600034</id><published>2009-03-17T02:08:00.002+01:00</published><updated>2009-03-17T02:19:43.613+01:00</updated><title type='text'>Król świata?</title><content type='html'>Tak, właśnie... Po raz kolejny siedzę przed monitorem i walczę z samym sobą o kolejne zdania. O zdania, które tak naprawdę ułożone w swoim sercu mam cały czas, ale nie mam kiedy ich przelać na klawiaturę. Klawiatura i monitor już nie te same, nie nidzickie. Już toruńskie. Mógłbym teraz zacząć zastanawiać się czy cokolwiek jest takie samo, jak było na początku Dziennika. Wszystko się zmieniło. Ludzie, otoczenie, świat. I ja, ja też się zmieniłem... I nie wiem czy napisać niestety, czy na szczęście, a może żadnego określenia nie dodawać? Taki jest świat, świat się zmienia, bo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;od stania w miejscu niejeden zginął już kwiat&lt;/span&gt; [Edward Stachura "Nie rozdziobią nas kruki i wrony"]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja nie chcę zginąć, nie stoję więc w miejscu... Nie stałem też przez te kolejne miesiące ciszy, za które znów przepraszam. Choć, co warte takie przeprosiny, mój ojciec też przeprasza za to, że pije, a dalej pije... Może jestem uzależniony od długich przerw w Dzienniku? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta nota ma być nowym początkiem. Wznowieniem mojej działalności. Zawsze uciekałem do tego azylu, gdy było mi w życiu gorzej, a teraz jest lepiej. Nie mogę się jednak okazać wyrodnym dzieckiem mojej własnej idei. Muszę sam siebie przekonać, że mogą tu być też noty optymistyczne. Nie jestem królem świata, dalej jest ze mnie ten nędzarz, dalej ten tułacz, ale już nie samotny. Przemyślenia nie zginęły&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny witam i przepraszam. Chcę pisać i mam głowę pełną idei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowy początek, po raz kolejny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-1180029911113600034?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/1180029911113600034/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=1180029911113600034' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1180029911113600034'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1180029911113600034'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2009/03/krol-swiata.html' title='Król świata?'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-952871098631162792</id><published>2008-12-03T02:55:00.000+01:00</published><updated>2008-12-03T03:08:20.563+01:00</updated><title type='text'>Trzy, cztery, pięć</title><content type='html'>Znowu przerwa... Znowu trzy miesiące bez pisania. A obiecywałem sobie, obiecywałem czytelnikom (jeśli jeszcze są, w co wierzę), że będę pisał częściej, że wrócą stare czasy dziennikowe, kiedy to noty pojawiały się z dużą częstotliwością. Niejako jednak mam wytłumaczenie - otóż chciałem na nowe zagadnienie spojrzeć z potrzebnym dystansem. A dystans rodzi się z czasem. Teraz jednak jestem już gotów na zmierzenie się z kolejną notą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tak czytam przed chwilą napisany wstęp, myślę:"Cholera, on zbyt straszny jest, a przecież pisał będę o rzeczach radosnych, o miłości. A wstęp zalatuje tajemniczością na kilometr..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedenastego listopada minęło pięć miesięcy. Pięć miesięcy od kiedy ostatni raz powiedziałem sobie, że jestem samotny. Wtedy bowiem zaczęła się nowa epoka - MY, która zastąpiła długą i straszną, niemal epokę lodowcową MNIE SAMOTNEGO. I teraz siedząc tu, przed tym monitorem, nie wiem cóż napisać... Przecież taki ogrom trudno oddać słowem pisanym. Jak bowiem streścić serce? Jak przelać na łamy Dziennika pięć najlepszych miesięcy mojego życia? Otóż to jest chyba niewykonalne. Ale zawsze mogę próbować, wszak za próbę nikogo nie ukarano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio zrobiłem mały strumień świadomości, taką małą retrospekcję. Czytałem Dziennik od najstarszych, już może niekiedy zapomnianych not. Szukałem w nich jakiejś ciągłości wydarzeń z tym, co dzieje się dziś. I znalazłem. Wszak od miłości zacząłem, cały czas przebijała się ona w notach i komentarzach. One to już oddzielna historia, w gruncie rzeczy tę notę mógłbym oprzeć na komentarzach, wraz z moimi obecnymi przemyśleniami na ich temat. Z jednej strony jest to pracochłonne - wyszukiwanie, kopiowanie, wklejanie, a z drugiej trochę łażenie na łatwiznę. Dlatego będą być może tylko małe dygresje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejdźmy do sedna. Dziennik istnieje już od ponad dwóch lat. Wspomniany wyżej strumień świadomości pozwolił mi dojrzeć, że cały czas przebijała się ta miłość. Niespełniona, nieszczęśliwa, kulawa, skrzywdzona. Ale warto było to wszystko przeżyć, przygody toruńskie, nidzickie, by dojść do dziś. Uważam, że nie byłbym tym kim jestem, gdyby nie ukształtowanie poprzez dawne dzieje. I za to winien jestem wiadomym osobom dzięki. Patrzę na kalendarz i ciężko mi uwierzyć, że to już pięć miesięcy od czasu pożegnania samotności. I jaki to człek jest podły, zapomniałem już o niej. A może samotność też chciałaby nieraz, bym ją na chwilę odwiedził? Ale czy nie chciałaby mnie wtedy zatrzymać znów przy sobie, na kolejne długie lata? Dlatego wolę jej unikać, wolę żyć z ludźmi, wśród ludzi. Z Tą Jedyną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakacje 2008 były najcudowniejszymi wakacjami mojego dotychczasowego życia. A wszystko właściwie zaczęło się przed wakacjami. To był luty, marzec 2008 roku. Wtedy dokonała się &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;pierwsza ewolucja&lt;/span&gt;. Z kumpeli Kasia stała się przyjaciółką. Te długie rozmowy, te spacery. I tak coraz bliżej, coraz bardziej zagłębialiśmy się w swoje dusze. Przyszedł maj, wraz z nim matury, ale one z perspektywy wydają mi się błahe przy tym co działo się w sercach. Wtedy to Kasia po raz pierwszy zaproponowała wspólny Detox, uwolnienie się od wspomnień. I wszystko to miało odbyć się na, rozśmieszającej mnie dziś, zasadzie związku z terminem ważności. Wszak ciążyła nad nami wizja mojego wyjazdu do Anglii. Początkowo bałem się tego, wycofałem się. Jednak serce powiedziało: "Czemu nie? Lepiej uwolnić się od starych wspomnień, by na nowo zacząć coś w Toruniu." I zgodziłem się, termin miał upłynąć początkowo w połowie lipca, potem zaś został przesunięty na jego koniec. Ostatecznie jednak żaden termin do skutku nie doszedł. Dziś dziękuję za to Szefowi, dziękuję Mu za to, że cała ta Anglia nie wypaliła. &lt;br /&gt;Trzynastego lipca dokonała się &lt;b&gt;druga ewolucja&lt;/b&gt;. Dojrzałem, to Ona, przez tyle czasu niezauważana skruszyła lód mojego serca, przeskoczyła mur, którym powoli się otaczałem. Mur wspomnień, mur bólu. I zniszczyła mur. I nigdy już nie będę zbierał cegiełek na nowy mur, mury są straszne, odgradzają od ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nota powstaje już kilka dni i dopiero teraz, gdy czytałem powstały już fragment skojarzyłem kolejny fakt. 11 listopada to nie tylko rocznica pięciu miesięcy, ale także minęły dwa lata od najpierwszej ewolucji, ewolucji toruńskiej. Pierwszej wielkiej miłości. Potem przyszła znów miłość nidzicka, a potem posucha. Nie chodzi tu jednak o rozdrapywanie starych ran, ale o to by zdać sobie sprawę od czego to wszystko się zaczęło, przez co przeszło. By dojść do obecnej sytuacji. Ewolucja, progres, wszystko poszło do przodu. Rozwinąłem się w uczuciach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale wróćmy do meritum tej sekcji noty. Do ważnych chwil, do momentów, które czynią życie piękniejszym. Czas na daty, czas na określenie miejsca i czasu poszczególnych wydarzeń. Któż by tam się pozornie tym przejmował? One jednak po raz kolejny uświadamiają, że już wspólny kawałek mamy za sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęło się w 2006 roku chyba, w trakcie akcji Oświadczeń Woli. Wtedy jednak Kasia była kumpelą, koleżanką. I taki stopień zażyłości był między nami aż do tego roku. Gdy dziś to wszystko wspominam to śmieję się w głos. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę najszczęśliwszym człowiekiem z Nią, to chyba wyśmiałbym go. A dziś, dziś jest najważniejsza, dziś jest moim szczęściem. Wracając do dat, &lt;b&gt;29. lutego 2008&lt;/b&gt;, data wyjątkowa nie tylko dlatego, że jest raz na cztery lata. Data wyjątkowa, bo wtedy na nowo zaczęliśmy z Kasią rozmawiać po dłuższej przerwie. Czym była ta przerwa spowodowana? Dziś nie pamiętam i chyba nie jest to istotne. A rozmowy były coraz dłuższe, spacery także. Szczególnie upodobaliśmy sobie łażenie do końca ulicy Olsztyńskiej i przesiadywanie na wysepce nad jeziorkiem. Jakoś też w tym czasie powiedziałaś mi o swoich uczuciach. Ja jednak nadal czułem się uwięziony w starych wspomnieniach, w starych miłościach. Rozumiałaś to, akceptowałaś i, co najważniejsze, nie przestałaś kochać. Potem był &lt;b&gt;17. maja&lt;/b&gt;, a zaraz po nim 18... Coś drgnęło, ale tylko na kilkanaście godzin. Tak, wycofałem się wtedy. Potrzebowałem czasu na przemyślenie. Wiem, że bolało Cię to... Po prostu wtedy jeszcze tkwiłem łbem w starych czasach, byłem dalej niepewny tego co czuję. Przekonywanie jednak nie trwało długo. Dziś sam nie pamiętam co mnie przekonało, albo raczej kto. Na pewno była to Kasia, ale czy jeszcze ktoś to nie pamiętam... Faktem jest jednak, że przejrzałem na oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nastał &lt;b&gt;11. czerwca&lt;/b&gt;. I kolejny przełom, kolejna ewolucja. Podjęliśmy decyzję o wspólnym Detoksie, detoksie od wspomnień. I zdecydowaliśmy się na to mając świadomość, że jest to tylko na miesiąc. To miał być związek z terminem ważności. I znów potwierdziła się sentencja "amor vincit omnia" oraz to, że "kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć." Miałem wyjechać, mieliśmy spędzić ze sobą około miesiąca. Dziś, gdy o tym wszystkim myślę, to trochę śmiać mi się chce. Założenie mieliśmy następujące - będziemy ze sobą przez miesiąc, a potem wrócimy do zwykłej przyjaźni... Jakie to szczęście, że Michał (mój brat) znalazł pracę i z wyjazdu zostały nici. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Szóstego lipca&lt;/b&gt; była przyspieszona Gwiazdka w tym roku. Do Nidzicy zawitał Dżem... I w dodatku mogłem z członkami zespołu rozmawiać, zdobyłem autografy. Moja miłość do Dżemu się wzmocniła. A z drugiej strony znów ewoluowały uczucia. Wtedy to po raz pierwszy okazałem Kasi uczucia przy kumplach (to nic wielkiego, ale jednak znaczenie miało). I jeszcze jedno stało się na koncercie. Spotkanie starej i nowej miłości. Wtedy to chyba ostatecznie zdałem sobie sprawę, że stara miłość (jak sama nazwa wskazuje) jest stara i jej czas minął. Nastał czas nowej! I tak, &lt;b&gt;13. lipca&lt;/b&gt; wyznałem Kasi to co czuję. Pamiętam, że chwilę stała zszokowana, nie mogła chyba w to uwierzyć... Potem poprosiła mnie, bym ją upewnił (wszak już raz się z deklaracji wycofałem). Ja jednak byłem pewien. I nie żałuję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rozwój&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakacje roku 2008 spędziłem w połowie w domu, a w drugiej połowie u Kasi. 12 km dzień po dniu pokonywane rowerem. Potem długie spacery, po lasach, nad jeziora. Długie rozmowy, czułości. Coś bez czego nie zbudowalibyśmy tego związku. Wzajemne odkrywanie się... Dzięki Kasi po raz pierwszy mogłem przerzucać węgiel łopatą... To na pierwszy rzut oka śmieszne się wyda każdemu, ale to też było dla mnie ważne. Nigdy nie miałem okazji tak pracować. Okazało się, że umiem i to. Wspólna praca też zbliża, tak jak wspólna opieka nad dziećmi. Zawsze zazdrościłem koleżankom i kolegom, którzy opowiadali jak to nie opiekowali się dziećmi. Sam nigdy tego nie doświadczyłem, aż do tych wakacji. I okazuje się, że jakieś tam zdolności do opieki nad dziećmi mam. Polubiłem to. Mało jest lepszych rzeczy jak obserwowanie rozwoju takiego szkraba. Tu Kasia porównała rozwój dziecka do rozwoju tego uczucia. Początkowo baraszkowało, było takie małe, bezbronne, a teraz jest coraz większe, coraz mniej bezbronne. &lt;u&gt;Rozwija się&lt;/u&gt;, jak tam miłość... I dziś śmiejemy się razem, kiedy mówimy: "Gdybyś ktoś powiedział, że my razem jeszcze rok temu..." Tak, wtedy bym chyba wybuchł śmiechem. Ale nie ma rzeczy niemożliwych! Uwierzcie w to i Wy, Drodzy czytelnicy. Dziś wspominamy z uśmiechami na twarzach czasy zwykłego koleżeństwa :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za kilka dni będzie pół roku od kiedy jesteśmy razem. Dużo to czy mało? Minęło naprawdę szybko. I są "teorie" mówiące, że pierwsze trzy miesiące związku są piękne, a potem zaczyna się życie, kłopoty, wchodzi marazm, znużenie... Kolejne twierdzenie, które można włożyć między bajki. Jeśli jest miłość, nie ma miejsca na znużenie, znudzenie, marazm. Bo jest rozwój, wspólny, dążenie do wspólnych celów. Naszym celem był i jest Toruń. I w końcu odwiedziliśmy go razem. &lt;b&gt;8. sierpnia 2008 roku&lt;/b&gt; (osiem to dla Chińczyków cyfra szczęśliwa, wtedy też igrzyska olimpijskie w Pekinie się zaczęły) zawitaliśmy w mieście Kopernika. Spacery ulicami tego miasta wzmogły marzenia, marzenia o wspólnej przyszłości. Na sam koniec zaś dopadła nas ulewa, zmokliśmy jak kury. Zmokliśmy razem i to było najważniejsze. I wiem, że i maturę razem pokonamy, a za rok wrócimy do Torunia już razem, do namiastki naszej małej mansardy... A potem dalej i dalej, razem. I niech realiści mówią, że jeszcze wiele przed nami. Fakt, ale "amor vincit omnia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Idylla?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś powie: "To wszystko zbyt idealne. Nie mieliście jeszcze żadnych problemów... Pewnie pierwszy problem was pokona". I osoba ta będzie w błędzie, bo pokonaliśmy już przeszkody. Najpierw Kasia pokonała przeszkodę w postaci strachu przed okazaniem mi uczucia. Potem ja pokonałem przeszkodę dawnych wspomnień i strachu przed nowym uczuciem. Potem już wspólnie stanęliśmy przed poważniejszym zadaniem - &lt;b&gt;chemią&lt;/b&gt;. I tak, były momenty zwątpienia, były momenty strachu, ale wszystko się udało. Przebrnęliśmy to razem, tak jak ostatni kryzys. I wszystko można rozwiązać, można wyjść z każdej opresji. Ale tylko &lt;b&gt;razem&lt;/b&gt; i przez &lt;b&gt;rozmowę&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niech będą życzliwi, którzy insynuowali i insynuują różne głupoty o naszej dwójce. To już nie nasz problem, a ludzka zazdrość zawsze będzie istniała... Tylko my wiemy jak jest naprawdę. I ta nota też nie przekaże całego uczucia (gdyby przekazała to coś z uczuciem było nie tak...), a poza tym, nie ma sensu pisać wszystkiego. To dopiero byłaby desakralizacja. A są rzeczy, które o sobie nawzajem wiemy tylko my. I tak jest w każdym związku. "Sfera" publiczna i ta prywatna, tylko dla zaangażowanych w uczucie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;To, co zbliża&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co zbliża ludzi w miłości? Miłość można odpowiedzieć, ale to nie wszystko. Samo uczucie niewiele da, jeśli nie jest podbudowane. Podbudowane zaufaniem, podbudowane rozmowami. I co może często najważniejsze - wspólnymi pasjami. Dla nas tą pasją jest Dżem. Można rzec, że to Rysiek Riedel nas zjednoczył, to Rysiek pozwolił przetrwać trudne chwile. I cóż więcej mogę napisać? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nota ta nie jest poradnikiem "Jak budować dobry związek". Ta nota to po prostu opowieść o tym jak w końcu "zbiegły się tory sieroce naszych dwu planet". Ma być to też &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;podziękowanie dla Tej&lt;/span&gt;, która rozwiała mrok mojego życia. Mrok samotności. I po części jest to rozliczenie się z przeszłością. I jak już napisałem wyżej, nie streszczam tu wszystkiego, co się dzieje, bo o wszystkim pisać nie zamierzam. Bo pewne rzeczy są tylko nasze :). Jest to też kolejny powrót Dziennika, mam nadzieję, że już na stałe. Forma Dziennika zmieni się, głowa aż huczy od pomysłów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Niebo do wynajęcia, niebo z widokiem na raj..."&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-952871098631162792?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/952871098631162792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=952871098631162792' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/952871098631162792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/952871098631162792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2008/11/trzy-cztery-pi.html' title='Trzy, cztery, pięć'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-4460673564408815517</id><published>2008-08-03T13:30:00.000+02:00</published><updated>2008-08-03T13:50:08.439+02:00</updated><title type='text'>Nota na dwa głosy po raz pierwszy.</title><content type='html'>Miejsce akcji: jezioro, droga, dom.&lt;br /&gt;Czas akcji: niedziela - 13 lipca 2008, poniedziałek - 14 lipca 2008.&lt;br /&gt;Osoby akcji: Ona (zwana umownie Kasią, jej wyróżnikiem będzie +), On (zwany umownie Marcinem, jego wyróżnikiem będzie -). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Jezioro, niedzielne wczesne popołudnie, lekki wiaterek, chmury na niebie. Dzika, lecz spokojna plaża. Przychodzi mi do głowy ten oto pomysł. Wyciągam swój zeszyt na twórczość i zapisuję)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Stare Dobre Małżeństwo - "Dotykaj mnie") &lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Kocham Cię, bo...&lt;br /&gt;+ Jesteś. To wystarczy :).&lt;br /&gt;- Rozjaśniłaś ciemności w moim życiu, rozbiłaś głaz w sercu i pomogłaś w przeskoczeniu muru strachu przed otwarciem się na nowe uczucie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;(wokół nas trawa, w oddali Słońce odbija swe promienie w tafli jeziora, Dżem - "Mała Aleja Róż")&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Od czego to wszystko się w Tobie zaczęło?&lt;br /&gt;+ Od zainteresowania Oświadczeniami Woli. Chciałam Ci pomóc. Być może już wtedy coś do Ciebie czułam, ale to nie było nic silnego, tak jak teraz.&lt;br /&gt;- I sam nie wiem od czego. Poznaliśmy się na pewno w redakcji "Naszej Gazety Nidzickiej"&lt;/i&gt; (tu następuje chwila przerwy ;)) &lt;i&gt;To było jakieś dobre dwa lata temu. I trwała taka znajomość aż do tego lata.&lt;/i&gt; (Tu ona przełącza przypadkiem na "Naiwne pytania", które od razu zmienia na "Wehikuł czasu", w sam raz do wspomnień ;)) &lt;i&gt;I tu Twoje wyznanie "urodziło" coś we mnie. I tak to się rozwijało, choć początkowo w strachu. Na szczęście obawy rozwiałaś. I teraz jest jak jest&lt;/i&gt; (+ uśmiecham się szeroko)&lt;br /&gt;&lt;i&gt;+ Czy jest coś co kochasz we mnie szczególnie?&lt;br /&gt;- Oczy z długimi rzęsami, uśmiech, to ciepło.&lt;/i&gt; (Kasia włącza "Lunatyków) &lt;i&gt;Te oczy ufne, wpatrzone, ale koniecznie uśmiechnięte.&lt;/i&gt; ("Autsajder") &lt;i&gt;Tę cierpliwość, wytrwałość w uczuciu. I to, że we mnie wierzysz. I, że zaczynasz wierzyć w siebie. I to, że przestałaś bać się okazywania uczuć.&lt;/i&gt; (Kasia gładzi mnie po włosach i podśpiewuje). &lt;i&gt;A Ty we mnie? Odpowiedź "wszystko" nie będzie akceptowana ;) I do cech zapomniałem dodać tę troskliwość Twoją...&lt;br /&gt;+ Ciepło - wyjątkowe ciepło. Uwielbiam to w Tobie. Czułość. Swoboda. Włosy :). To, że tak bardzo lubisz okazywać uczucia, emocje, nie wstydzisz się ich. Miłość do zwierząt... Wrażliwość&lt;/i&gt; ("Tylko ja i Ty")&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Czy nie czujesz czasami, że popełniłaś błąd wybierając tego, a nie innego?&lt;br /&gt;+ Nie. Nigdy. Nie wyobrażam sobie kogoś innego na Twoim miejscu. Rozumiemy się świetnie, czasami wręcz telepatycznie. I tego nie da się, nie można tego uznać za przypadek. Chcę wierzyć i wierzę, że jesteś tym właściwym. Ja to po prostu wiem. Będę czekać ile będzie trzeba. Ale nigdy nie żałowałam. Nigdy. Jestem szczęśliwa, że w moim przypadku padło właśnie na Ciebie i spotkała mnie wzajemność.&lt;br /&gt;+ A Ty? Żałujesz?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;(Jej zdrętwiały nogi, poszła je rozprostować. Kończy się "Dzień, w którym pękło niebo". Ona poszła w stronę jeziora, sam wysłuchałem "Uśmiech śmierci" Dżemu. Po chwili odwróciła się i mnie pogania, z uśmiechem na twarzy :))&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Nie żałuję, bo jest ta wzajemność. I jest pięknie. Mam tę pewność w końcu, otworzyłem się i nie żałuję&lt;/i&gt; ("Detox") &lt;i&gt;Początkowo to miało być takie coś na chwilę. Dziś chcę by trwało to jak najdłużej. Zaangażowałem się. I nie żałuję, bo wierzę w Ciebie, wierzę w nas. I ufam. I ufam...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Skojarzenia i sentymenty&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A teraz trochę krócej (choć kto wie jak wyjdzie). Jakie piosenki, wiersze, itp. kojarzą Ci się ze mną, z tą sytuacją?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;("Jak malowany ptak")&lt;br /&gt;&lt;i&gt;+ No na pewno Dżem. Nauczyłam się go słuchać dzięki Tobie. "Tylko ja i Ty". "Do kołyski", "Złoty Paw". Ale też od dzisiaj "Lunatycy". No i "Wehikuł czasu", "Jak malowany ptak", "Dzień, w którym...". Stare Dobre Małżeństwo - "Z nim będziesz szczęśliwsza", "Dotykaj mnie". A z wierszy to wiele wierszy Stachury (-które i mnie się z Tobą kojarzą) - m.in. "Sanctus". &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;(Stwierdzam, że jej ładnie w kiecce :))&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- Dwie piosenki bardzo. Obydwie w wykonaniu Raz Dwa Trzy - "Czy te oczy mogą kłamać" &lt;/i&gt; (Toto - "Rosanna") &lt;i&gt;w końcu jesteśmy - ja - facetem po przejściach, Ty - kobietą z przeszłością. I to trochę o nas opowiada. Druga - "Oczy tej małej".&lt;/i&gt; (Ona chce się położyć na trawie. Będzie "Cała w trawie" ;), kolejna piosenka, która mi się kojarzy) &lt;i&gt;A z "Oczu tej małej" szczególnie refren. I choć ta piosenka źle się kończy, to oczy tej małej to oczy Twoje. Dżem też jest Twój w moich myślach. Odczarowałaś "Tylko ja i Ty", "Sen o Victorii". Początkowo mieliśmy obydwoje być dla siebie "Detoxem" od wspomnień, pamiętasz? Teraz jest "Tylko ja i Ty..."&lt;br /&gt;Durny ten pomysł dzisiejszy, co?&lt;/i&gt; (Toto - "Africa")&lt;br /&gt;&lt;i&gt;+ Ten pomysł wcale durny nie jest. Pozwala uchwycić chwilę.&lt;br /&gt;A jakie chwile zapamiętasz najlepiej?&lt;/i&gt; ("Z nim będziesz szczęśliwsza" początkowo chciałem przełączyć, ale jednak tego nie zrobiłem. Podczas słuchania ona chce otrzeć łzy, które rzekomo uroniłem. A ja nie płaczę, nie dziś. Ach, ta jej troskliwość :))&lt;br /&gt;&lt;i&gt;- A co do pytania, czy odpowiedź "wszystkie" będzie zaakceptowana? ;)&lt;br /&gt;+ Tak :) Ja też wszystkie zapamiętam&lt;/i&gt; ("Bo nowy dzień wstaje")&lt;br /&gt;&lt;i&gt;A jakie miejsca będziesz ze mną kojarzył?&lt;br /&gt;- Na pewno lasy wokół Muszak i leśne ścieżki. Kocham naturę. I Zawady, piękne jezioro, pełne wspomnień.&lt;/i&gt; (Znów Dżem - "Do kołyski") &lt;i&gt;A Ty ze mną?&lt;br /&gt;+ Wysepka na jeziorku w Nidzicy. To miejsce już zawsze będzie mi się z Tobą kojarzyć. To też miejsce naszego pierwszego pocałunku, pamiętasz?&lt;/i&gt; ("Naiwne pytania") &lt;i&gt;Też ulica Warszawska (-tam mieszkam)&lt;br /&gt;- Pamiętam, jak miałbym nie pamiętać? Ale czuję jakby od tego czasu minęły lata ;). A wysepka i dla mnie jest magiczna :). Nie jesteś głodna? Że tak odejdę od tematu ;).&lt;br /&gt;+ Niom (-uwielbiam taki język :P)&lt;br /&gt;- I co w związku z tym?&lt;br /&gt;+ Śmigamy na bazę? :)&lt;br /&gt;- Chyba trzeba ;). Wrócimy do pisania po przerwie (reklamowej). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Marzenia, plany, sugestie&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jest już coraz ciemniej, my po kolacji (ona leży, bo się najadła). Miała zachciankę, to zrobiliśmy jajecznicę. Była ponoć pyszna. Była? &lt;br /&gt;+ Była :). Jak już mówiłam, nadajesz się na męża :). Ech, zazdroszczę Twojej żonie :P.&lt;br /&gt;- Ja również :P. I to już niestety koniec tej niedzieli. Czas goni :(. Jadę do domu. Muszę.&lt;br /&gt;+ Niestety :(. Czy kiedyś przyjdą takie chwile, że będziemy bez pośpiechu zasypiać i budzić się w swoich objęciach? Bardzo bym chciała. To moje chyba najskrytsze marzenie. Tylko czy on by tego chciał?&lt;br /&gt;- On by tego chciał. W końcu po to są uczucia, by je sobie wzajemnie okazywać&lt;/i&gt; (Ona kończy pisać smsa, a w ogóle dzieje się to dzień później)&lt;i&gt;Opisywać wczorajszy wieczór?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;("Bo nowy dzień wstaje") &lt;i&gt;+ No ja wczorajszego wieczoru nie wspominam najlepiej, mam wyrzuty sumienia, że tak wyszło :/.&lt;br /&gt;- I z jakiego powodu te wyrzuty? Z powodu zmienności polskiej aury? Nie wspominaj o tym, bo ja przypomnę koncert :&gt;.&lt;br /&gt;+ Dobra, już dobra ;). Kocham te wspólne chwile. Tę magię. Ciekawe ile osób z naszego otoczenia już wie, że jesteśmy ze sobą? Mimo deklarowanej przez nas dyskrecji ;) bardzo mnie to ciekawi :) &lt;br /&gt;- Kilka osób już wie. I czy to takie ważne, ile&lt;/i&gt; (wysłałem ją po herbatę, bo mi tu przez ramię zagląda ;)) &lt;i&gt;osób o tym wie? Wolę jednak zachować spokój. Po co to zaraz wszystko roztrąbiać? Szczęście jest tak płoche, że ucieka na samą myśl o nim, tak jakoś szedł cytat. A co dopiero, gdy się o nim trąbi?&lt;br /&gt;+ Ja tam jestem zdania, że z życzliwymi osobami powinno się dzielić swoją radością. Ale tylko z życzliwymi. Bo cała reszta może tylko tę radość zepsuć. Poza tym, szczęście dzielone z ludźmi bliskimi staje się 2 razy większe.&lt;br /&gt;- Nie sposób się nie zgodzić. Pozostaje mieć nadzieję, że ci, z którymi podzielimy się naszym szczęściem okażą się godni zaufania. A zresztą, czy ludzie mogą zniszczyć miłość? Nie. Miłość się obroni. Ale i tak momentami boję się ogromu słowa "miłość"... To jednak nieważne. Właściwie o czym teraz, o 16:48, 14. lipca 2008 roku, myślisz?&lt;br /&gt;+ O tym, że chciałabym zatrzymać czas, wyrzucić zegary, kalendarze, zapomnieć o upływającym zbyt szybko czasie. O tym, że dobrze mi z Tobą, jestem szczęśliwa. Nic innego się w tym momencie dla mnie nie liczy. Chcę zachować ten lipiec w pamięci na zawsze, nawet gdy być może będą inne lipce, sierpnie, grudnie. Od tego lipca zaczyna się nasza wspólna historia i oby potrwała jak najdłużej.&lt;br /&gt;- Tak, "Wehikuł czasu to byłby cud..."&lt;br /&gt;+ Ale przyszłość jest równie ważna, bo też zależy tylko od nas. Nie widzę sensu w stwierdzeniu "jak nam się życie ułoży" bo to my to życie kształtujemy i mamy na nie wpływ. Owszem, zdarzają się wypadki losowe. Ale i tak większość wydarzeń z naszego życia jest konsekwencją naszych decyzji, dobrych czy złych, ale naszych. Amen:)&lt;br /&gt;- Amen :). Choć też nie wszystko od nas tylko zależy w życiu. Taka np rekrutacja na studia zależy od wielu czynników. Często niezależnych od nas. My tylko składamy dokumenty...&lt;br /&gt;+ Chodzi mi bardziej o nasze życie, że tak powiem, prywatne :). Bo to akurat jest od nas zależne.&lt;br /&gt;- Tu się nie mogę nie zgodzić.&lt;/i&gt; (Patrick Swayze - "She's like the wind") &lt;i&gt;Ale może jednak lepszy byłby jasnowłosy, niebieskooki albo 'kruczoczarnowłosy' książę z bajki na białym rumaku?&lt;br /&gt;+ Tak, najlepiej od razu jakiś metroseksualny typ... :/ Ile razy mam powtarzać, że to Ty jesteś moim ideałem męskiej urody, Ty mi się podobasz i Ciebie kocham?&lt;br /&gt;- No widzisz, Tobie zaszczepiłem pewność siebie. A może ją raczej przeszczepiłem od siebie. Ty ją zyskałaś, ja ją straciłem. No to kolejny głupi żart w moim wykonaniu ;). Muszę się nieraz upewnić, bo to jak sen jest.&lt;br /&gt;+ Sugerujesz, że jestem jak pijawka, która wyciągnęła z Ciebie pewność siebie? :)&lt;br /&gt;- Jasne :P Tak jak radość życia :P.&lt;br /&gt;+ Jeszcze coś? Hmmm, no cóż, zawsze mogło być gorzej. Kurcze, tak bardzo chciałabym zatrzymać tę chwilę. Tylko jak to zrobić?&lt;br /&gt;- No tego nie da się zrobić. Trzeba ją przeżyć na całego, wykorzystać każdy moment życia. By nie pluć sobie później w brodę, że czegoś się nie zrobiło. A może teraz Ty zadaj jakieś pytanie? &lt;br /&gt;+ Co zmieniłbyś we mnie jako pierwsze, gdybyś mógł?&lt;br /&gt;- Przedłużyłbym Twoje włosy. I dodał trochę wzrostu :). To ja odbiję piłeczkę. Teraz Twoja kolej, co zmieniłabyś we mnie?&lt;br /&gt;+ Przydałoby Ci się więcej wiary w siebie. I co do wyglądu to żadnych zastrzeżeń nie mam :).&lt;br /&gt;- A ja bym chciał, żebyś częściej w kieckach chodziła :). No i jakbyś w butach na obcasie chodziła ;). Wam (kobietom) ładniej jest w kieckach i butach na obcasie :). Spodnie zostawcie facetom :P. &lt;br /&gt;+ Ale do kiecki muszą być warunki atmosferyczne. A buty na obcasie planuję kupić w najbliższym czasie :).&lt;br /&gt;- No jasne, że muszą być warunki. Na deszcz, zawieję nie zakładajcie kiecki. Ale wykorzystujcie okazje. O to apeluję :).&lt;br /&gt;+ :) :*&lt;br /&gt;- A teraz poważniej. Czy wierzysz w to, że pierwsza większa miłość w życiu może być i tą ostatnią, do końca?&lt;br /&gt;+ Tak. Gorąco w to wierzę. I myślę, że moje uczucie do Ciebie właśnie takie jest. Wystawione było na wiele prób i mimo wszystko wyszło z nich zwycięsko :). Takie rzeczy po prostu się wie. A Ty wierzysz?&lt;br /&gt;- Kiedyś w to wierzyłem, ale życie mnie przekonało, że tak nie jest. Choć może te wcześniejsze były tylko złudzeniem, zauroczeniem. Człowiek nie wiedział chyba jeszcze do końca czym jest miłość. Czas wszystko pokaże, ludzie pokażą. My pokażemy, jestem przekonany. Jak pokażemy, nie wiem... Bo czy jest to moje pierwsze uczucie? Sama dobrze wiesz, że nie. Choć na pewno jest to pierwsze uczucie odwzajemnione.&lt;br /&gt;+ Wierzę, że damy radę i udowodnimy niedowiarkom, że z takiej głupiej, idealnej miłości może powstać coś trwałego i dojrzałego. No co ja mam napisać? Przecież wiesz, że liczę na wspólną przyszłość...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie będzie siedemnastu dopisków. Ta nota tak ma wyglądać. Pełna emocji, pełna kolokwializmów, nieliteracka. Po prostu nota na dwa głosy... A Dziennik wróci, będą reformy i wróci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-4460673564408815517?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/4460673564408815517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=4460673564408815517' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4460673564408815517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4460673564408815517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2008/07/nota-na-dwa-gosy.html' title='Nota na dwa głosy po raz pierwszy.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-1790369339759716139</id><published>2008-06-23T01:17:00.007+02:00</published><updated>2008-06-24T13:23:20.334+02:00</updated><title type='text'>3:50</title><content type='html'>3:50? Cóż to może oznaczać. Nie jest to zapis dzielenia 3 przez 50, bo równie dobrze mogłem zapisać 0,06. Nie jest to też tajemny kod. To zapis godziny, o której wstałem w ostatnią sobotę. Wstałem, a nie położyłem, jak to często bywało. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego tak wcześnie wstałem? For money, że tak użyję reklamowego zwrotu. Miały być zbiory, miał być swoisty trening przed tym, co mnie czeka już za około miesiąc. O 4:40 wsiadłem na swojego stalowego rumaka i ruszyłem ku celowi. Dotarłem, ale zrezygnowałem. Właściwie to nie zrezygnowałem, ale wyciągnąłem złe wnioski z dużej liczby ludzi zgromadzonych w miejscu docelowym. I pojechałem dalej. Nie stchórzyłem. Ot, uznałem, że trochę tych ludzi za dużo i dla mnie miejsca już zabraknie. I nie opłacało mi się o 4:50 wracać do domu, pewnie położyłbym się spać i jak zwykle spałbym do 11:00 czy jeszcze później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojechałem więc dalej. Droga asfaltową, bez wielkiego celu. Ot tak, dla sportu. Przejeżdżałem przez kilka wsi, które różniły się od siebie. Jedna była bardziej rolnicza, w drugiej zaś już tego rolnictwa było jak na lekarstwo. I śpiący ludzie. A jeśli ludzie nie spali, to dziwnie patrzyli się na kudłatego rowerzystę. Może myśleli, że jadę do pracy... A ja z tej pracy "wracałem". Droga nie dłużyła się i jakoś po około czterdziestu minutach wyjechałem na drogę krajową nr 7. Po głowie chodziło mi, żeby tylko ją przeciąć i jechać w dalsze tereny, jednak zwyciężyła opcja powrotu do domu. &lt;br /&gt;Dlaczego polscy kierowcy są debilami? Czy jeśli jadą samochodem i potrącą bądź przejadą jakieś zwierze, nie odczuwają tego? Tak trudno wziąć łopatkę jakąś, którą, wydaje mi się, każdy gdzieś w bagażniku ma i zgarnąć zwłoki niewinnej istoty do rowu? A tak to są rozjeżdżane, aż zostaje placek... Polskie drogi. My nie będziemy w Europie póki one nie będą bezpieczne. Bycie rowerzystą to ciężki los. Nie chcę tu generalizować (generalizowanie jest ogromnym złem tego świata), ale jest wielu kierowców, którzy myślą, że są panem i władcą drogi. I nie zbaczają na innych uczestników ruchu. Jednak mnie jakoś udało się dojechać w jednym kawałku do domu. &lt;br /&gt;Była godzina 5:50. Słońce już stało dość wysoko na niebie zapowiadając kolejny ciepły dzień. &lt;br /&gt;Wróciwszy do domu nie zastałem w nim ojca. Pierwsza myśl - "poszedł z psem na spacer". Nic bardziej błędnego, pies spał wygodnie na moim wyrze. Postanowiłem go wyprowadzić. Ledwo wyszedłem z klatki schodowej i zobaczyłem wynurzającego się zza winkla ojca. Wychodząc był jeszcze lekko zawiany po wcześniejszym dniu. Spotkaliśmy się w połowie drogi i on do mnie: "Daj mi psa". Wiedziałem co się święci... Już szukał pretekstu do napicia się... Odmówiłem. Wtedy zobaczyłem w jego oczach coś, czego może wcześniej nie dostrzegałem... Tę wszechogarniającą żądzę picia, alkoholu. Nawet teraz widzę przed oczami ten wzrok. Nałóg. Alkoholizm. Obym nigdy w niego nie popadł. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po godzinie szóstej było już coraz więcej ludzi do mijania. Jakiś facet spacerował, a może wracał z jakiejś impreza. Kobieta w dresach spacerowała z psem. Czy mieli w tym jakiś cel? Pewnie nie. Wstali wcześnie i korzystali z dnia. Zupełnie jak ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O mocy alkoholizmu przekonałem się po powrocie. Wprawdzie ojciec umył podłogę, którą wcześniejszej nocy zalał tłuszczem, ale z worka ze śmieciami wyziewała czarna puszka piwa marki [markę przemilczę, wszak za reklamę mi nie płacą]. Fizyczny pociąg do alkoholu, straszne. I ta wewnętrzna świadomość, że trzeba się napić, że musi coś wypić. Ja też, tak jak on, lubię piwo. Ale odróżnijmy "lubię" od "muszę", "chcę" od "potrzebuję". A granica jest niekiedy cienka. I muszę uważać. Nie wiem jak to jest w opinii psychologów/psychiatrów, ale uważam, że nie mam szczególnych predyspozycji do alkoholizmu. Za wiele się napatrzyłem na skutki tego wszystkiego, na rozpad wartości, na upadek człowieka, na rozpieprzenie rodziny... &lt;br /&gt;Nie robię z siebie ofiary losu! Bo zaraz ktoś "mądry" powie mi, że są ludzie w gorszej sytuacji. Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę bez zastrzeżeń. A ja nigdy nie robiłem z siebie ofiary losu, wielce skrzywdzonego przez los. Po prostu, przyszło mi żyć w takiej rodzinie. I tego nie zmienię, nie wyrzeknę się przecież tego człowieka. Straciłem w niego wiarę, on się chyba już nie zmieni. Chyba, słowo-klucz. Potrzeba mu chyba wstrząsu. Taki wstrząs niedługo otrzyma. &lt;br /&gt;Dość jednak o nim. Jak to zawsze powtarzam - on nie świadczy o mnie, ani ja nie świadczę o nim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto powstaje kolejna wielce nudna nota. Nota o wszystkim i o niczym. A miałem tyle pomysłów... Tylko właśnie mam ich za dużo w jednym momencie i wszystkie chciałbym zmieścić w jednej, wielotematycznej nocie, rozwlekłej jak flaki z olejem. A może tak powinienem pisać częściej, ale krócej i na jeden temat. Zobaczymy co z tego wypali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W 2006 roku - 37 not, w 2007 - 9, a tu przez pół roku 2008 - 4. Staczam się. Nie wszystko jednak stracone. Jeśli tylko wprowadzę potrzebne zmiany wszystko wróci do normy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-1790369339759716139?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/1790369339759716139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=1790369339759716139' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1790369339759716139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1790369339759716139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2008/06/350.html' title='3:50'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-1767678668863375877</id><published>2008-06-04T01:09:00.003+02:00</published><updated>2008-06-04T01:14:51.923+02:00</updated><title type='text'>Kim jestem - jestem sobie</title><content type='html'>Tytuł niniejszej noty jest tytułem utworu Dżemu, a także tytułem rozdziału z książki o tymże zespole - "Ballady o dziwnym zespole". Tekstu piosenki przytaczał nie będę, któż jest zainteresowanym zapoznaniem z nim, ten się zapozna. Natomiast pokrótce objaśnię sens, treść rozdziału książki. Otóż są to swoiste ankiety personalne muzyków Dżemu - od Ryśka Riedla przez Pawła Bergera, Adama i Bena Otrębów, aż po Jerzego Styczyńskiego i Jacka Dewódzkiego. Wszyscy odpowiadali na te same pytania dotyczące różnych dziedzin życia. Zaczerpnąłem więc pomysł i także odpowiem na pytania z rozdziału "Kim jestem - jestem sobie".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Marcin Adam Albert S.&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rodzice&lt;/b&gt; - Bożena i Ryszard. Cóż więcej o nich mogę napisać. Większość szanownych czytelników wie jak to jest z tym moim ojcem. O matce zaś złego słowa nie powiem.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Urodzony&lt;/b&gt; 8 grudnia 1989 roku w Nidzicy. Tego samego dnia, kilkadziesiąt lat wcześniej wydano "Mein Kampf" a kilka lat później rozpoczęło działalność Radio Maryja. Taki ładny komplecik.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Znak zodiaku&lt;/b&gt; - Strzelec. Różnorakie horoskopy i inne charakterystyki tego znaku zodiaku pasują i do mnie. W dużej części, nie w całości. Z jednym z napotkanych opisów się nie zgadzam absolutnie: nie jestem racjonalny i nie kieruję się w życiu rozumem.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rodzeństwo&lt;/b&gt; - brat Michał (pięć lat starszy). Najlepszy z moich przyjaciół. Zawsze szczery w stosunku do mnie. Gasi moje niepotrzebne zapały, podbudowuje te godne zachodu. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Samotny&lt;/b&gt; od zawsze. Nigdy nie miałem kogoś... Wszystkie te moje miłości okazywały się epizodami. Nic nie znaczyły w życiu osoby drugiej, we mnie zostawiając natomiast nieodwracalne, nie do zapomnienia wspomnienia. Dla mnie to było coś zawsze wielkiego... Pozostaje tylko nadzieja, że od zawsze nie będzie tak &lt;b&gt;na&lt;/b&gt; zawsze...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wzrost&lt;/b&gt; - 182 cm. Wysoki nie, niski także nie. Ot taki, średniego wzrostu.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najmilsze wspomnienia z dzieciństwa&lt;/b&gt; - ta beztroska. Człowiek się niczym nie martwił, bał się ciemności na klatce schodowej, ale gdy mamuśka zapalała światło to wszystko było dobrze. Choć najgorsze było, gdy to światło gasło w połowie drogi do domu. Dziś lubię nieraz po ciemku zejść... I gdy człowiek był młodszy to niczym się nie martwił. Wszystko było proste, łatwe. Nie było tyle zła na tym świecie. Było lepiej.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najgorsze wspomnienia z dzieciństwa&lt;/b&gt; - śmierć dziadka, pierwszy pogrzeb w moim życiu. Fakt, miałem już ze 12, może 13 lat, ale nie byłem dorosły. Poza tym szopka, którą odwalono na pogrzebie. No i widok zalanego ojca. Do tego idzie się przyzwyczaić.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Bohaterowie lat dziecinnych&lt;/b&gt; - Strażnik Teksasu, zawsze sprawiedliwy, zawsze zwyciężał. Lucky Luck, patrz wyżej. Choć to prawdę powiedziawszy trochę naciągani bohaterowie. Nie było chyba ich jakoś w moim dzieciństwie. Zwykłe to było dzieciństwo. Wolałem ganiać za piłką niż myśleć o bohaterach. Choć jeszcze była też i u mnie moda na Power Rangers. Ale to szkoda gadać.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Będąc dzieckiem chciałem zostać&lt;/b&gt; strażak i policjantem chyba nie. Nie lubiłem strzelanin, pistoletów. Myślałem, że jak w filmie się zabijają to jest to tak naprawdę... To Stallone czy inny Schwarzenegger musieliby mieć 1000 żyć.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione przedmioty szkolne&lt;/b&gt; - historia, wos - pasja. Rozwijana dzięki dobrym pedagogom. Nie gardziłem geografią, podróże palcem po mapie to było coś.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Znienawidzone przedmioty szkolne&lt;/b&gt; - takich chyba nie było. Każdy dało się przeboleć, każdego nauczyciela przejść. Edukacja zmorą mą nie była. I chyba nagle na studiach nie zacznie nią być.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ostatnia ukończona szkoła&lt;/b&gt; - Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Wyspiańskiego w Nidzicy.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ideał muzyczny&lt;/b&gt; - wielu ich jest. Ale największym i niedościgłym jest Ryszard Riedel.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Zespół marzeń&lt;/b&gt; - nie określę składu krok po kroku, nie wymienię członków. Byłby to mix wielu czynników, wielu postaci, zespołów. Mieszanina Dżemu, Nirvany, Republiki, DAABu i wielu, wielu innych. Pewnie wybuchową byłaby ta mieszanka. Wybuchem świetnej muzyki.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubieni wykonawcy zagraniczni&lt;/b&gt; - Queen, Nirvana, Iron Maiden, Pink Floyd, Guns N'Roses, Rammstein, Led Zeppelin, Metallica. Na tylu poprzestanę. A jest ich znowuż wiele, wiele więcej. Każdy zespół z wymienionych cenię za coś innego. Najczęściej jednak są to zespoły charyzmatyczne, które mają te swoistą iskrę do gry, porywają tłumy (jedne w większym, drugie w mniejszym stopniu) lub, niestety, porywały...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubieni wykonawcy polscy&lt;/b&gt; - i znów wymienić to wszystko ciężko, bo coś pominę. Odsyłam do strony http://www.last.fm/user/skibi/. Może i idę na łatwiznę, ale po cóż przepisywać, gdy oto jest skarbnica wiedzy o gustach muzycznych moich.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione utwory zagraniczne&lt;/b&gt; - wg last.fm jest to "Somebody to love" zespołu Queen. I chyba tak jest. To jest swoisty hymn mojego życia. Jednocześnie trochę smutny, ale też pełen nadziei. Bo i ja jestem człowiekiem pełnym nadziei. Kiedyś musi być dobrze.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione utwory polskie&lt;/b&gt; - napisać mogę, że wszystko Dżemu, ale jeśli coś spoza Dżemu to "Dorosłe dzieci" Turbo, Raz Dwa Trzy "Jutro możemy być szczęśliwi" i wiele innych. Ciężko wybrać cokolwiek.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione płyty zagraniczne&lt;/b&gt; - "MTV Unplugged" Nirvany, Pink Floyd "The Wall", Pearl Jam "Ten", "MTV Unplugged" Alice in Chains&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione płyty polskie&lt;/b&gt; - znów mógłbym napisać, że cały Dżem z Ryśkiem Riedlem. Ponadto dodam do tego dyskografię DAABu.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najwspanialszy koncert&lt;/b&gt; - Na niewielu miałem okazję w swoim życiu być. Nie wytypuję jednego. Te największe jeszcze przede mną.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiony wideoklip&lt;/b&gt; - Też nie mam jednoznacznego typu... Ciężko wybrać. Jest wiele dobrych wideoklipów. Z pewnością do tych wybitnych, a jednocześnie prostych zaliczę teledysk DAABu "W moim ogrodzie" &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Muzyka jakiej nie cierpię&lt;/b&gt; - puste &lt;i&gt;łupucupu&lt;/i&gt;... muzyka bez żadnego przekazu, bez większego sensu. Nie ma określonego gatunku muzycznego, który uważam za szczególnie "zły". W każdym gatunku muzycznym znajdzie się coś dobrego.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione filmy zagraniczne&lt;/b&gt; - "Forrest Gump", "Truman Show", "Requiem dla snu"&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione filmy polskie&lt;/b&gt; - "Seksmisja", "Dzień świra"&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione aktorki zagraniczne&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Ulubione aktorki polskie&lt;/b&gt; - kolejne kategorie, w których nie mam jednoznacznych typów. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubieni aktorzy zagraniczni&lt;/b&gt; - Tom Hanks, Jim Carrey - pierwszy za "Forresta Gumpa", drugi za "Truman Show"&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubieni aktorzy polscy&lt;/b&gt; - Bogusław Linda, Cezary Pazura, Marek Kondrat. Pazura z tego wcześniejszego okresu, teraz bowiem wala się gdzieś facet po teleturniejach...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiona książka&lt;/b&gt; - "Ballada o dziwnym zespole"&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubieni pisarze&lt;/b&gt; - Znów brak jednoznacznego typu.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiony bohater historyczny lub literacki&lt;/b&gt; - Raskolnikow i Lucky Luck.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiona epoka historyczna&lt;/b&gt; - Nowożytność.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Sport, jaki uprawia&lt;/b&gt; - piłka nożna, 'kolarstwo'.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiony sport&lt;/b&gt; - piłka nożna najbardziej ulubionym sportem jest dla mnie. Jakoś tak od zawsze miałem do niej zamiłowanie. I do grania i do oglądania w telewizji.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiony sportowiec&lt;/b&gt; - Jest kilka typów, ale pierwszym takim idolem sportowym był dla mnie Edgar Davids, a to chyba za sprawą okularów i niebanalnych umiejętności. Ale chyba okulary decydowały.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiona drużyna&lt;/b&gt; - FC Barcelona. Nic mnie z tej miłości nie wyleczy. Kiedyś sympatyzowałem z Manchesterem United, ale teraz jest mi ta drużyna już raczej obojętna. Choć i tak ucieszył mnie ich triumf w Lidze Mistrzów 2007/08.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiona gra karciana&lt;/b&gt; - nie ma takiej. W karty gram/grałem rzadko i to tylko okazjonalnie. A z gier umiem grać w makao, tysiąca i wojnę rzecz jasna.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione programy telewizyjne&lt;/b&gt; - sportowe, naukowe (ale przedstawiające naukę z bardziej normalnej strony, a nie od strony nadętych magisterków gadających nudne twierdzenia).&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Prasa, którą czytam&lt;/b&gt; - Przed nadejściem ery internetu w domu czytałem nałogowo "Piłkę Nożną", "Piłkę Nożną Plus". Z czasem jednak oba tytułu zaczynały obniżać swe loty, a i mnie przestały być potrzebne. Źródłem wiedzy o piłce jest internet. I zostaje te kilka złotych w kieszeni, zaoszczędzone na gazetach.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiony polityk&lt;/b&gt; - Chyba takiego nie ma. To wszystko to jedno wielkie bagno, a oni wszyscy są w tym umoczeni po uszy. Ale nie, jeden polityk jest, do którego pałam sympatią i prawdziwie go podziwiam - Władysław Bartoszewski. To jest człowiek prawdziwego honoru i erudycji w tym półświatku.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najbardziej nielubiani politycy&lt;/b&gt; - Nazwiskami jechał nie będę. Chyba ich wszystko za coś nie lubię... Zakłamane, zaplute darmozjady... Za publiczne pieniądze się wszyscy, wszyscy, bez wyjątku pławią w luksusach...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione napoje&lt;/b&gt; - Piwo. Najlepszy jest Specjal. Obowiązkowo z butelki. Puszka to ostateczność. Od soków rzecz jasna też nie stronię. I herbatą nie pogardzę.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione potrawy&lt;/b&gt; - Sosy z makaronem, najlepiej własnej roboty. Lubię kulinarne eksperymenty, kombinowanie ze smakami. Mam to chyba w genach po matce. I do kuchni mnie ciągnie nie tylko by jeść, ale także by gotować. Z rzeczy, których sam nie robię, ubóstwiam fasolkę po bretońsku.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione desery&lt;/b&gt; - słodkich rzeczy, niestety, raczej nie odmawiam. A sam wiem, że to jest nie zawsze zdrowe... &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione owoce&lt;/b&gt; - banany i pomarańcze. Jabłka też nie są złe, choć nie są moimi ulubionymi. Mandarynki też mogę wsuwać kilogramami.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione kolory&lt;/b&gt; - czerń, czerwień, zieleń. Czerń - trochę mroku. I nie brudzi się tak szybko ;). Czerwień - wyrazistość, kolor niewątpliwie ciepły. Zielony - kolor nadziei.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubiona pora roku&lt;/b&gt; - Każda ma w sobie coś dobrego, ale chyba lato najlepsze. Choć obecnie lato nie jest już takie jak jeszcze niedawno. Trąby powietrzne, upał +40 stopni... Oj zmienia się klimat nam...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ulubione spędzanie wolnego czasu&lt;/b&gt; - kucharzenie, rozmowy, niestety komputer (pieprzony złodziej czasu). Aktywniej to rower, piłka nożna.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Hobby&lt;/b&gt; - Ktoś by powiedział: marudzenie. Ktoś: lenistwo. Inny jeszcze: szukanie dziury w całym. Nie mam jednego, określonego hobby. Uwielbiam muzykę. Długie godziny słuchania różnorakich utworów.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Gdzie najchętniej spędzam wakacje&lt;/b&gt; - na łonie natury wśród przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dokąd chciałbym pojechać&lt;/b&gt; - do Barcelony, na Camp Nou. I zwiedzić świat ogólnie. Poznać różne kraje, różne kultury.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Na co wydałbym milion dolarów&lt;/b&gt; - Nie mam tyle pieniędzy i pewnie miał nie będę. Nie wiem więc jakbym na nie zareagowałem. Chciałbym podzielić się nimi z ludźmi, a jednocześnie spełnić swoje własne marzenia. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Samochód, jakim jeżdżę&lt;/b&gt; - Nie ma takiego. I jak na razie nie planuję by takowy miał się pojawić. Nie jest mi potrzebny.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Samochód, jakim chciałbym jeździć&lt;/b&gt; - Patrz wyżej. Nie wiem co los przyniesie. Auta marzeń nie mam. Będę jeździł tym, co będę miał.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Cecha, którą u siebie cenię&lt;/b&gt; - Chyba to, że potrafię się przyznać do błędu. A popełniam ich w swoim życiu wiele. Jednak zawsze staram się naprawić jeśli coś zepsułem.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Cecha, której w sobie nie lubię&lt;/b&gt; - Nieraz ta agresja, która we mnie wstępuje. Poza tym jestem furiatem, mam gorącą głowę. I jeśli tego nie zmienię, to w życiu będzie. I to pieprzone rozpamiętywanie, analizowanie wszystkiego. Do jasnej cholery! Było minęło! A do mnie to nie dociera... I się sam wtedy truję. Oby wyjazd mi pomógł, bo jak on nie pomoże, to nic chyba nie da rady na tę debilną cechę. I brak wiary w siebie też jest moją przywarą, którą muszę zmienić. Pora uwierzyć w siebie. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Cecha, którą cenię u innych&lt;/b&gt; - szczerość do bólu, umiejętność i chęć wysłuchania.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Cecha, która drażni mnie u innych&lt;/b&gt; - brak wiary w miłość, zakłamanie. Jak można nie wierzyć w miłość? W jej istnienie... Ludzie tak sobie pieprzą, dopóki nie spotkają w końcu kogoś, kto będzie dla nich księciem/księżniczką z bajki. Wtedy znów "wierzą"...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Komu nie podałbym ręki&lt;/b&gt; - Nie ma takiej osoby. Dlaczego niby miałbym komuś nie podać ręki? Każdy jest godzien tego by okazać mu choć minimum szacunku, nawet jeśli ten ktoś nie szanuje nas... &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czego obawiam się najbardziej&lt;/b&gt; - śmierci najbliższych i samotności. Samotności nie tylko w sensie braku kobiety, ale także samotności jako braku bliskich ludzi, braku przyjaciół.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najprzyjemniejsze zdarzenie w życiu&lt;/b&gt; - świadomość bycia kochanym ze wzajemnością. Przeżywana przeze mnie krótko, ale zawsze to było coś pięknego. Szkoda, że zawsze się kończyło.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najmniej przyjemne zdarzenie w życiu&lt;/b&gt; - samotność, utrata bliskich, świadomość śmierci uczucia.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najmilszy otrzymany prezent&lt;/b&gt; - wierzę, że takowy dopiero otrzymam.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Największy ubaw&lt;/b&gt; - Jakiegoś konkretnego nie wymienię. Na pewno przeżywany wspólnie z ludźmi.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Największe marzenie&lt;/b&gt; - Być szczęśliwym u boku dziewczyny/kobiety, możliwość realizacji swoich marzeń. Trochę to masło maślane, ale chyba ma sens... Chciałbym kiedyś móc swoje marzenia urzeczywistnić.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ideał kobiety&lt;/b&gt; - Ideałów nie ma!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Z kim chciałbym zjeść kolację&lt;/b&gt; - z Ryśkiem Riedlem. Choć pewnie skończyłoby się na piwie albo winie. Ale gdybym tylko mógł z nim zamienić kilka słów...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najpiękniejszy sen&lt;/b&gt; - koniec wszelkiej samotności.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najbardziej koszmarny sen&lt;/b&gt; - wszechogarniająca samotność.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Najdziwniejszy sen&lt;/b&gt; - Unieruchomienie, odrętwienie, zero możliwości ruchu.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Co jest dla mnie w życiu najważniejsze&lt;/b&gt; - Żyć w zgodzie z własnym sumieniem, starać się zrobić coś dla innych, choćby nieraz. Nie muszę zaraz zdobywać szczytów. Małymi krokami wejdę tam szybciej.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Życiowe kredo&lt;/b&gt; - Żyj tak, byś zawsze mógł spojrzeć sobie w twarz w lustrze. I jeszcze wiele innych zasad, które staram się przekazać w tym grafomańskim dzienniku/blogu/whatever...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nota wybitnie grafomańska (tak jakby inne nie były...), choć daje jakiś tam obraz mój. Życzę cierpliwości przy czytaniu. I czas na zmiany, czas na powrót mojej twórczości. Jeśli nie pisanej dla czytelników, to choćby dla samego siebie, dla potomności. Non omnis moriar.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-1767678668863375877?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/1767678668863375877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=1767678668863375877' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1767678668863375877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1767678668863375877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2008/04/kim-jestem-jestem-sobie.html' title='Kim jestem - jestem sobie'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-1828413579595885512</id><published>2008-03-24T01:22:00.004+01:00</published><updated>2008-03-24T02:46:50.835+01:00</updated><title type='text'>Paw</title><content type='html'>&lt;i&gt;W mym sercu jest pamięć o człowieku,&lt;br /&gt;który w swym życiu przeszedł wiele dróg,&lt;br /&gt;lecz na żadnej z nich,&lt;br /&gt;nigdy nie spotkał prawdziwego przyjaciela.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;DAAB - Do plasticka&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od razu rozwiewam spekulacje - nie jest to tekst, który identyfikuję jako tekst dotyczący mojego losu. Ja bowiem mam przyjaciela. Piszę przyjaciela. To liczba pojedyncza. A przyjaciół mam kilku. Dlaczego więc piszę o nich jako o jednym? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nie tak dawno, kilka miesięcy, może rok temu moje życie wyglądało jak w cytacie ze "Złotego Pawia" Dżemu: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;I przyjaciół wielu otaczało mnie.&lt;br /&gt;Nie byłem sam, o nie, nie byłem sam.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjaciół wielu? Tu przyznaję rację tym, którzy przestrzegali mnie przed szafowaniem słowem "przyjaciel". Nie wiem cóż zawiodło... Być może to ludzie nie podołali jakimś "obowiązkom", które niesie za sobą bycie przyjacielem. A być może wina leży we mnie i w moim sposobie postrzegania świata. Dziś zaś świat wygląda w myśl dalszej części "Złotego Pawia": &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pewnej nocy prysnął czar.&lt;br /&gt;Ptak nie znosił już złotych jaj.&lt;br /&gt;Trefne karty rozdał los, więc przegrałem partię z nim.&lt;br /&gt;A życie, toczyło się dalej.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakieś dziwne koleje losu wszystko zmieniły. Jednocześnie tym "czarem", który prysł mogę nazwać te stare dzieje, te piękne chwile wiadomo z kim... Bo oto Rysiek jeszcze dalej śpiewał: &lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ładnych kilka długich lat minęło od tej nocy,&lt;br /&gt;której nigdy nie, nie zapomnę mu.&lt;br /&gt;Siedzę teraz sam w ogrodzie, &lt;br /&gt;Wśród umarłych kwiatów.&lt;br /&gt;Nikt już nie, nikt już nie odwiedza mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem tylko przyjdzie on, &lt;br /&gt;Czasem tylko przyjdzie on - piękny,&lt;br /&gt;Czasem tylko przyjdzie on - piękny, dumny&lt;br /&gt;Jak to paw, jak to zwykle paw.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto te wspomnienia czasów minionych są jak ten Paw. Przychodzą do mojego ogrodu czasem. Przynoszą jednocześnie swego rodzaju radość, ale także ból. Ból rozdrapywanych ran. Bo nic chyba nie wróci mnie, nas do roku 2006... Matko jedyna, jak to już dawno. A mnie nadal zdarza się, że sytuacje z listopada, grudnia stają mi przed oczyma jako żywe. I osoby w nie zaangażowane nigdy nie będą dla mnie kimś zwykłym, przypadkowym przechodniem. Czy jest to coś szczególnego? Nie wiem, wydaje mi się, że każdy ma jakieś wydarzenia, do których będzie wracał. U mnie jest jednak to złe, że za dużo wspominam i za dużo rozmyślam. To po prostu nie pozwala iść do przodu, skupić się na działaniu. I muszę to przezwyciężyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę to przezwyciężyć wraz z przyjaciółmi. Jest ich mniej, ale są pewniejsi. A "przełom w świecie przyjaźni" przyszedł w samą porę. Teraz bowiem czekają mnie same przełomy - matura, potem wakacyjny wyjazd i powrót na studia. Z niektórymi po prostu drogi rozeszły się zawczasu. Zobaczymy jak będzie z innymi. Świat jest mały, z pewnością wracał będę do domu. Poza tym są telefony, jest internet. Jeśli tylko obie strony zechcą to zachowamy kontakt. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mimo, że jakoś relacje się zepsuły, to dalej chciałbym żyć z ludźmi w zgodzie. To co kiedyś powtarzałem, powtórzyłbym dziś. Tylko kto to wysłucha. A nowy dzień wstaje, nowy dzień wstaje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak kłóci się we mnie miłość do ludzi z obrazem z wiersza "Pantofelek" Andrzeja Bursy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-1828413579595885512?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/1828413579595885512/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=1828413579595885512' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1828413579595885512'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1828413579595885512'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2008/03/paw.html' title='Paw'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-515034264706071485</id><published>2008-01-25T01:49:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T02:27:06.998+01:00</updated><title type='text'>Prawda w oczy</title><content type='html'>&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/i_-T9QrO6_I&amp;rel=0&amp;color1=0x3a3a3a&amp;color2=0x999999&amp;border=0"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/i_-T9QrO6_I&amp;rel=0&amp;color1=0x3a3a3a&amp;color2=0x999999&amp;border=0" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To pierwszy z mej strony i sądzę, że nie ostatni zabieg tego typu w Dzienniku. Piosenka nieodżałowanego Grzegorza Ciechowskiego ma wprowadzić w temat. Cóż do mnie ostatnio dotarło, gdy słuchałem tej piosenki, oglądałem ten występ? Uświadomiłem sobie jedno - ta piosenka jest o mnie. Wystarczy wsłuchać się w jej tekst. I czym ma być ta nota? Próbą przełamania pisarskiego zastoju? Samokrytyką? Po części i jednym i drugim. Ma też być stwierdzeniem pewnych faktów o sobie samym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, za dużo nieraz gadam. Paplam tym jęzorem po próżnicy, ale może to dlatego, że często nie wierzę w to, że ktoś mnie słucha. Bo to, że słyszy jest pewne. Głos mam donośny... Tak, i nie idą za słowami czyny. Oświadczenia Woli mam w domu już około 1,5 roku i leżą, cała ich sterta. Początkowo był wielki entuzjazm, zapał do promowania. Ale osłabł. I to cały ja - podpalę się do czegoś, nabiorę wielkiej chęci, ale tak chęć równie szybko spada. I sam często nie znam powodu "spadku" tej chęci. Być może jest to lenistwo i z tym muszę walczyć. Walka z samym sobą, odwieczna i najtrudniejsza. Nasze wady to nasz największy wróg. Wroga w postaci drugiego człowieka możesz unikać, możesz go omijać. A jak ominąć samego siebie? I toczy się ta walka. Takie piękne postanowienie noworoczne miałem, ale wzięło w łeb. Od nowa będę musiał się starać, by wyjść z tym wszystkim na prostą. Druga kwestia to oczywiście  Dziennik. Zaniedbałem, rozpieprzyłem. Znów lenistwo, brak czasu, chęci... Wena zawsze by się znalazła. Tylko znów walka z samym sobą przegrana, bo oczywiście masa innych rzeczy do zrobienia. A to dwa fora, a to nasza-klasa i człowiek rozproszony, myśli w sobie nie zbierze i kolejne przemyślenia zamiast do dziennika idą do kosza. &lt;br /&gt;O pracy już nie wspomnę. Zawaliłem trochę, dałem ciała, choć nie musiałem. I wytłumaczeń dla siebie nie szukam. Mam dużo wolnego czasu, nawet w okresie roku szkolnego, nawet teraz przed maturą. Często jednak wolę go spędzić na pieprzeniu o dupie Maryni niż na zajęciu się czymś konstruktywnym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy szukam jakiegoś usprawiedliwienia? Powiedzmy, że jednym z nich niech będzie mój wiek. Młody jeszcze jestem, teraz najlepszy czas na dogłębne poznanie siebie, swoich wad. I na radzenie sobie z nimi, na wewnętrzne kształtowanie, na walkę. Ważne chyba to zdać sobie sprawę ze swych wad, ze swych niedociągnięć. Z tego, jak wiele jeszcze przed nami. Ideałów nie było, nie ma i nie będzie. Każdy coś za uszami ma. A ponoć zdanie sobie sprawy z tego, że idealni nie jesteśmy i przyznanie się do winy to pierwszy i jeden z większych kroków na drodze zmian. Bo zmiany muszą nadejść, trzeba się na nowo ukształtować. Na bazie zalet, które mam trzeba wytopić moc ze starych wad. By za słowami szło więcej czynów. Choć słów i tak nie zabraknie. Dobre słowo też jest ważne, a siła serca zawsze będzie większa niż siła pięści.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-515034264706071485?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/515034264706071485/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=515034264706071485' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/515034264706071485'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/515034264706071485'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2008/01/blog-post.html' title='Prawda w oczy'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-4584780003828485024</id><published>2007-12-23T02:29:00.000+01:00</published><updated>2007-12-23T03:01:41.577+01:00</updated><title type='text'>Dzień przed</title><content type='html'>Dzień został do Wigilii. A tu już ta wszechobecna sraczka okołoświąteczna... To właśnie dzięki niej tak bardzo tych świąt nie cierpię... Sraczka okołoświąteczna to innymi słowy ta pieprzona komercjalizacja świąt. Co chwila z radia Las Krysmas i inne sztampowe kawałki świąteczne. No rzygać się chce, wymiotować, zwracać na to wszystko. W telewizji nie lepiej. Co chwila czerwone sanki Mikołaja Coca-Coli, wszędzie renifery, wszędzie o choinkach, karpiach i oczywiście prezentach! A jakżeby inaczej. "Polacy są coraz bogatsi i wydają coraz więcej na prezenty..." Po prostu godne współczucia... I nie to, żebym ja miał cokolwiek do świąt, ich tradycji, zwyczajów, etc. Jak już nadmieniłem - święta także kocham. Nie lubię tylko tej gorączki - wszystko musi być, wszystko trzeba kupić, a już na pewno prezenty. Zatracone zostają wartości, zatracony zostaje duch tych świąt - dawanie, wybaczanie win, godzenie się ze sobą. Zwłaszcza ja się ze wszystkimi pogodziłem... Coraz mniej ludzi wokół mnie, z którymi mam naprawdę dobry kontakt. Mamuśka rację ma: za bardzo szafujesz słowem "przyjaciel". Teraz wychodzi szydło z worka, kiedy Marcin jest przyjacielem, a kiedy nie. Szkoda, że dla wielu był tylko przelotem, chwilą. Chyba już nauczyłem sobie dawać z tym radę. Kurde - zmądrzałem... Taką przynajmniej mam nadzieję. Niemniej jednak widzę coraz więcej (mimo coraz większej dioptrii w okularach ;)) i dostrzegam coraz więcej wad. I coraz mniejszą grupę ludzi nazywam prawdziwymi przyjaciółmi. A wracając do tej komerchy... Całe szczęście, że to wszystko się skończy. 24 grudnia około godziny 17, 18 zasiądę z rodziną do wigilii. I zapomnę o tym całym przedświątecznym &lt;i&gt;lastkrystmesowaniu&lt;/i&gt;. I telewizja też o tym zapomni. I ludzie zapomną, że byli dla siebie mili - znów będą mogli na siebie rzucać samymi "kurwami" i "chujami". Ale to dopiero później. Wcześniej podzielimy się opłatkiem, będziemy sobie składać najlepsze życzenia. I będzie miłość i będzie zgoda. Choć na chwilę. I dobrze, że jest. Może część tej pięknej chwili zostanie w nas na dłużej... Bo pragnienie życia w zgodzie z innymi żyje chyba w każdym z nas. Nie wierzę, że ktoś na siłę chce mieć wrogów. A jednak nie ze wszystkimi możemy żyć w zgodzie. Nieraz po prostu nie można wytłumaczyć, nie ma jak porozmawiać. I to męczy, gdy nie możesz załatwić swoich niepozałatwianych spraw. Bo ja naprawdę te święta lubię - ich atmosferę, bliskość ludzi, jakiś taki spokój mimo gwaru i zgiełku. Ale co za dużo to i świnia nie zeżre, jak mówi stare, dobre przysłowie. Właśnie tego ciągłego hałasu nt świąt nie zdzierżę. Jeszcze tylko 36 godzin - wytrzymam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam to co przed chwilą napisałem i wydaje mi się to pozbawione sensu... Nie uporządkowałem myśli. Za dużo ich naraz chcę przedstawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj jeszcze, tyle że później zamieszczę jakieś życzenia dla czytelników, jeśli oni są...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-4584780003828485024?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/4584780003828485024/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=4584780003828485024' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4584780003828485024'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4584780003828485024'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/12/dzie-przed.html' title='Dzień przed'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-6711304459831799557</id><published>2007-12-08T00:00:00.000+01:00</published><updated>2007-12-08T01:51:43.200+01:00</updated><title type='text'>Desiderata II</title><content type='html'>&lt;i&gt;Przepraszam za pięć miesięcy milczenia. Głupi jestem, wiem, nie pisałem. A to czasu brakło, a to motywacji. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej. W gruncie rzeczy tę notę można by sobie darować, ale jednak obiecałem, że Desideratę dokończę. Z racji, że nota powstawała 5 miesięcy, to niektóre zdania mogą być niespójne, sprzeczne ze sobą. &lt;b&gt;Gdyby ktoś chciał więcej wiedzieć o losach tej noty zapraszam do wszelkich form kontaktu ze mną.&lt;/b&gt; Może to być konieczne, bo życie się zmienia. Mam nadzieję, że to nie jest zbyt grafomańskie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Ciesz się zarówno swoimi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plany, planowaliśmy. I nie mów, że nie razem. Ale z planów nic nie wyszło. Plany mają często to do siebie, że nie wychodzą. Ale też uczą, że nie należy planować ze zbyt wielkim wyprzedzeniem. A myśmy sobie zaplanowali. A potem z tego został tylko zawód, taki piekący ból. Jednakże pozostała też radość z osiągnięć. W każdej sytuacji, nawet przegranej, coś osiągam, czegoś się uczę. Czas od listopada do czerwca pokazał mi, że nie jestem żadnym tam gówno wartym śmieciem. Mogę być człowiekiem atrakcyjnym, mogę adorować, walczyć. I choć przegrałem dwie walki to wyciągnąłem z nich dobre blizny. I ktoś się może śmiać, ktoś kpić (są i tacy ludzie), ale ja wiem, że z tego wszystkiego wychodzę z głową podniesioną. Choć sam, to nie samotny. &lt;i&gt;Wiem, że nie spotkamy się w niebie. Czy można to nazwać pechem?&lt;/i&gt; Można to nazwać pechem. Skończyło się zanim się to wszystko zaczęło. Może i ja doszedłbym do wniosku, że to nie ta jedna jedyna, ale to dopiero po wielu wspólnych dniach, a nie po 15 godzinach. Takie jest życie. Pogodziłem się z tym.&lt;br /&gt;Praca. W końcu się zabrałem do roboty w gazecie. I jest prawdą co napisano. Jest ona stała, a tu się co chwila coś zmienia. I tu też potrzebowałem czasu na wyciągnięcie wniosków. Jest to i będzie bardzo przydatne w życiu doświadczenie. O... i tu nie muszę się obcinać z tekstem ;). Nie mam 1500 znaków. Mogę szaleć wśród swoich myśli, zatruwając umysły czytelników wypocinami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest, nie mówimy sobie prawdy. I tu nie jestem żadnym lepszym. Choćbym chciał być całkowicie, absolutnie szczery to nie mogę. Otoczenie zmusza nieraz do ugryzienia się w język. A u mnie to może nawet lepiej, że nieraz się w język ugryzę i jeszcze raz przemyślę wszystko co miałem powiedzieć. Działam często jak TNT, wybuch i pusto. A po chwili wyciszenia wracam do siebie. Jestem po prostu nadpobudliwy szajbusem nieraz. Ale znam swoje granice. Choć czasem są momenty gdy chciałbym każdemu z ludzi mi znanych powiedzieć kilka najbardziej szczerych słów. Ale po co? To nic nie da. Świat nigdy idealny nie będzie, a powiedziawszy kilka słów za dużo mogę komuś sprawić niepotrzebny ból. A słowa mają często cholernie wielką wartość... Budują, ale i rujnują. I wszędzie nas oszukują. O politykach mówił nie będę, bo to najbardziej zakłamana grupa ludzi. Ale też sami siebie oszukujemy. I czasem się usprawiedliwiamy, że to kłamstwo w dobrej wierze. A takie coś nie istnieje. Kłamstwo, oszustwo ma krótkie nóżki. I mam nadzieję, że kiedyś wyjdzie wszelkie kłamstwo na jaw. Moje też...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest siódmy dzień października, godzina 2:17. I cisza. Ja miałem czas, miałem go często aż nadto, ale wolałem go poświęcić czemu innemu niż mojemu małemu azylowi, miejscu, które dało mi tyle wspomnień, przeżyć. Ale chcę wrócić. I jak to już kiedyś pisałem "wracam w kolejnym rozdziale życia, w innej roli". Inni bohaterowie wcześniejszych rozdziałów też są obecni. Tylko jakoś dziwnie wydaje mi się, że większość z nich zeszła ze sceny mojego życia. Albo to ja wylazłem w końcu z ich losów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając do tego heroizmu i wzniosłych ideałów. Są one w życiu potrzebne. Wierzymy w ideały, dążymy do nich. Do czasu aż się zawiedziemy. Ideał miłości zawiódł mnie. Ale czy przestałem w nią wierzyć? Nie. Zmienił się mój stosunek do całego tego "zagadnienia". Dziś wiem, że nic na siłę. Wiem też, że nie zawsze to ja muszę być &lt;i&gt;myśliwym&lt;/i&gt;. I to też druga strona może nieraz zdobywać. Ale dalej siedzi we mnie ta stara wiara, że może jeszcze w życiu niektóre drogi się przetną. Lub lepiej, zejdą w jedną, nie tak burzliwie, już spokojniej i na stałe... Nadzieja, powiadają, jest matką... A może ja chcę być głupi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zwalczałem, nigdy nie zwalczałem swoich uczuć. I co z tego wszystkiego &lt;i&gt;mam&lt;/i&gt;? Garść wspomnień. Wspomnień dni pięknych, dobrych, ale także tych złych. I jak to powiedział pewnego dnia mój szef: "Weź Ty w końcu wypierdol te złe wspomnienia." I praktycznie je wywaliłem. Bo to prawda, lepiej pamiętać o dobrych momentach, złe zapomnijmy. Choć nieraz te dobre są ze złymi zespolone i wtedy zostaje zapomniane wszystko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jestem sobą? Jestem, nie gram swoich emocji. Choć wiem, że często moje zachowania, emocje wywołują różne reakcje: śmiech, nerwy, to jednak nie tłumię ich. To jest taki zakres mojej wolności. I te emocje wyróżniają mnie z tłumu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny bądź łagodny dla siebie. &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lata płyną mi jeszcze powoli, ale już czuję jakiś ich upływ. Jeszcze kilka lat temu liczyło się inne wartości, byłem innym człowiekiem. Ale rozwój, ewolucja ducha czyni swoje. Czy ta postać, która pisze jest ostateczna? Myślę, że w przeważającej większości tak. Jakieś małe zmiany będą, to jest naturalna kolej rzeczy, że wszystko się zmienia. &lt;i&gt;Panta rhei&lt;/i&gt;...&lt;br /&gt;Siła ducha jest potrzebna, zwłaszcza teraz. Nie potrzeba mi siły fizycznej, duchem, psychiką wygram więcej. A wyobraźnię swą pominę milczeniem... Jest nieraz zbyt aktywna. Kiedyś bałem się jej tworów, piwnica była siedliskiem potworów. Dziś w piwnicy jestem codziennie i potworów tam nie ma. Całe szczęście. I Rysiek Riedel śpiewał: &lt;i&gt;Samotność to taka straszna trwoga...&lt;/i&gt; Czasem jest straszna, ale powoli staje się przyzwyczajeniem. Z drugiej strony - nie jestem samotny. Mam rodzinę, przyjaciół, ludzi, którzy mnie lubią, nie muszę gadać do ścian. Więc brak kobiety/dziewczyny nie jest wielkim mankamentem :). A co do dyscypliny. Wymagam od siebie, choć wiem, gdzie są granice i ich nie przekraczam. Nie wypruwam sobie flaków dla celu, który nie jest konieczny. Choć zawsze to lepiej, gdy jest jakiś cel. Bo cel może być taką motywacją do działania.&lt;br /&gt;Ponoć stałem się bardziej pracowity, aktywniejszy. Tak przynajmniej mówią belfrowie. Podzielam po części to zdanie. Mniej czasu spędzam przed monitorem, częściej czytam. A może to "wina" klasy maturalnej. Dziwne jest to, że ta klasa wydaje mi się łatwiejszą niż wcześniejsze. Nie mam już żadnych fizyk czy chemii czy biologii, więc mniej jest nauki. Większość przedmiotów, to zajęcia, które mnie interesują. Ot takie PP (podstawy przedsiębiorczości). Pisanie CV, listu motywacyjnego czy symulacja rozmowy motywacyjnej są sprawami bardzo przydatnymi w życiu. I chyba nauczyciele już do nas przywykli, może nawet polubili... Wszak najstarszym rocznikiem w szkole jesteśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy to jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle razy zastanawiam się, czy ten świat jest taki, jaki być powinien. I często dochodzę do wniosku, że jest w nim cholernie dużo rzeczy, które trzeba zmienić. I w tym tkwi właśnie sens zdania, że wszechświat jest taki jaki być powinien. Jeszcze wiele w nim czeka na zmianę. Nie jest idealny, jest taki powiedzmy "ciut-ciut", wystarczy nam do egzystencji, ale czy do życia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Tak więc bądź w pokoju z Bogiem cokolwiek myślisz o jego istnieniu i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia zachowaj pokój ze swą duszą.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja myślę o Bogu, to chyba większość z bliskich mi ludzi wie. Bóg jest jeden, wiele jest nazwa, religie mówią o tym samym Najwyższym. I trzeba żyć w zgodzie z sobą, żyć dobrze, by dostąpić zbawienia/przyszłego życia. A co to znaczy żyć dobrze? W każdej religii znaczy to samo: nie okłamywać drugiego człowieka, nie krzywdzić go, nie zabijać, nie kraść, itd... I z tym myślę zgodziłby się i muzułmanin i wyznawca judaizmu. I Bóg jest tym, który nad nami czuwa, ale daje nam wolność. Dusza zaś jest często ze mną w kłótni. Ja chciałbym jedno, w niej co innego. O grzeszeniu już nie powiem. Jak każdy grzeszę i miewam te wyrzuty sumienia. Ale to i lepiej, przynajmniej wiem, że coś czuję... A dusza rwie się do starych miejsc, przeżyć... Zachowam z nią pokój, gdy wszystko się ułoży...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jego piękno polega na tym, że nie jest idealny. Nie mamy piękna podanego na tacy. Musimy szukać, musimy przedzierać się przez gąszcz kłamstw do prawdy, przez ciernie do gwiazd (per aspera ad astra). I choć nieraz nie chce mi się wierzyć w ludzi, to jest to chwilowe. Ludzie wracają, ludzie bowiem są ze swej natury dobrzy, a w sam życiu mogą wybrać dobro lub zło. Jednak pierwiastek dobra jest w każdym z nas. I to też jest piękne. Pomoc bliźniemu, powrót po kilku miesiącach do rozmów, godzenie się... Nie pieniądze, nie sława, nie uroda. Wartości nieraz przyziemne są najpiękniejsze. Jakiś udany projekt, spełniony plan, spełnione marzenie. I warto marzyć. Będę marzył dopóki żyję... I będę wierzył, że to jeszcze nie wszystko i czeka nas piękne jeszcze życie. Być może razem...I wiara i nadzieja nie są głupie. Są moje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ostatnie zdanie Desideraty, którego komentował nie będę, nie trzeba po prostu go komentować. To jest przesłanie, tak jak cała zresztą Desiderata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Bądź uważny, staraj się być szczęśliwym.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-6711304459831799557?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/6711304459831799557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=6711304459831799557' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6711304459831799557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6711304459831799557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/08/desiderata-ii.html' title='Desiderata II'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-4671094401772893397</id><published>2007-05-26T02:39:00.000+02:00</published><updated>2007-05-26T10:58:12.605+02:00</updated><title type='text'>Desiderata I</title><content type='html'>Nie będę nikogo witał po długiej przerwie. Przepraszał też nie będę. Chyba, że samego siebie za głupotę. No i fakt, osoby, które wyczekiwały moich liter też przepraszam za ich brak. Zapytacie: "Człowieku, co się z Tobą działo, że nic nie pisałeś? Pewnie byłeś ogromnie zajęty i nie miałeś nawet chwili by usiąść przy komputerze." Otóż zawiodę was.  Czasu miałem mnóstwo, siedziałem przed tym piętnasto-?.. siedemnastocalowym? monitorem i nic. Gapiłem się i pisałem na forum, pogrywałem w najróżniejsze gry, odbywałem rozmowy na gg, ale dziennik stał i stał i stał... W końcu znaleźli się ludzie, którzy zauważyli to, że nie piszę - czytelnicy. Mogę być z siebie dumny, mam czytelników, prawie jak pisarz. Pozwolę sobie zamieścić cytat z Nie dzielnych rozmów panny Izy: &lt;i&gt;Narzekałam na Skibiego, że ten się obija i nic nie pisze, ale ja nie jestem nic lepsza. Postanowiłam w końcu zabrać się do pisania i teraz czekam na odpowiedź od Skibiego właśnie.&lt;/i&gt;. Poczekała, poczekała, ale w końcu się doczekała. I fragment drugi: &lt;i&gt;Będę starać się, aby pisać tu częściej coś bazgrać, między innymi po to, aby dać dobry przykład Skibiemu [;&lt;/i&gt;. Przykład w końcu spłynął... I wracając do Nidzicy, była jakaś rozmowa i ni z gruchy ni z pietruchy rozmówca pytał: napisałeś ty coś w końcu... Odpowiedź brzmiała wciąż: zabieram się do tego. I się zabierałem. I znowu się zabierałem. I po raz kolejny. Była nawet nowa nota w drodze, czyli w tzw. drafcie (projekcie). Została skasowana jednak - straciła aktualność, ale wrócę do tematu w niej poruszonego, bo jest ponadczasowy. Teraz jednak koniec części wstępnej. Czas na działanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Desiderata, a właściwie dezyderata&lt;/b&gt;, z łac. Desideratio   - wyraz pochodzenia łacińskiego oznacza, życzenie, prośbę, pragnienie, potrzebę. Dezyderata to tytuł utworu autorstwa Maxa Ehrmanna. Zetknąłem się z nim niedawno, podczas prób do akademii z okazji rozdania świadectw absolwentom klas maturalnych. Akademię mam zaszczyt prowadzić z Natalią. A tekst zainteresował mnie całkiem przypadkiem rzekłbym. Otóż kolega Paweł wypowiadał słowa tego utworu w bardzo charakterystyczny sposób, słowa zapadły mi w pamięć. Potem brat google mi pomógł i oto mam tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu,&lt;br /&gt;pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To prawda. Jaka to ulga wyrwać się z tego zgiełku. Wsiąść na rower i jechać. Przed siebie jechać, jak najdalej. Kierować się Słońcem. Zjechać z drogi asfaltowej do lasu i dalej drogą leśną. Do jakiegoś bliżej nieokreślonego celu. Choćby ostatnio... Zwiedziłem rezerwat Źródeł rzeki Łyny oraz okolice Nidzicy, miałem czas na myślenie, rozważenie przeszłości. Przeszłość kroczy i czuję jej oddech na ramieniu. Ale już coraz słabszy. Wyz-wo-li-łem się od dręczących, powodujących przygnębienie rozmyślań o tym co było. Było - minęło. &lt;i&gt;Wczoraj minęło bezpowrotnie, jutro dopiero nadejdzie. DZISIAJ - TO JEDYNY DZIEŃ, TWÓJ DZIEŃ. UCZYŃ GO NAJLEPSZYM DNIEM TWEGO ŻYCIA!&lt;/i&gt;. Oto kolejna mądrość, ale prawdą jest, że wczoraj oddziałuje na dziś, a dziś na jutro, więc analizując związek przyczynowo-skutkowy mamy wniosek... Wczoraj wpływa na jutro. W małym stopniu, ale wpływa. Cisza pomaga w skupieniu się nad ważnymi rzeczami, pozwala odciąć się od tego zgiełku, gwaru przerw, tłumu na lekcji. Jestem ja, rower i las, a tam tylko wiewiórki, sarny i inny zwierz. Czasem też trafi się towarzysz. Podróż jest wtedy równie przyjemna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Problem. Jeden z ważniejszych z jakim przez dwa miesiące braku aktywności się zmagałem. Coś się zepsuło. I co? Czy jest to powód do smutku? A może raczej do radości? Kiedyś z pewnością byłby to dla mnie wielki smutek, ale w końcu jakoś doszedłem do wniosku, że przecież tak w życiu bywa. Nie jest to tragedia, gdy komuś się rozpada znajomość, komuś innemu umiera bliska osoba. Taki kontrast. Czy tęsknię do starych czasów? Do czasów, gdy było tych ludzi wielu... Nie wiem, zawiodłem się, pewnie i sam zawiodłem. Zresztą, skoro się rozpadło nie z mojej strony to teraz ciągnąć od mojej strony trochę głupio mi. Poza tym zajęci są znowuż starzy Przyjaciele. Naprawdę, Przyjaciele, nie "przyjaciele". Ale też przymiotnik "stary" określa, że to wszystko zostało pokryte zwałami codzienności. I cóż z tym fantem... Przecież nie pójdę: "Cześć koleżanko/kolego, dawnośmy nie gadali. Może pogadamy jak za dawnych czasów." Tu po części winna jest moja duma, która mi nie pozwoli na to. I ten strach, że ktoś mi powie: "A spadaj stary". A zresztą, zacznijmy od tego, że tak jak teraz jest, nie jest źle. I prawdę trza przyznać tym, którzy mówili pewne słowa... Mądrość przychodzi z wiekiem. Ponoć. W tej kwestii na pewno. I szkoda, że człowiek traci tak tę swoją ufność... Może nie całą, ale nie jest już ta przyłbica otwarta na oścież i do każdego... Ale jest i tęsknota do dawnych czasów, choć to pewnie nikogo z tych, o których myślę pisząc to, nie obchodzi... A jeśli to przeczytają i poznają, że w tym fragmencie jest o nich mowa to niech wiedzą, że mogą przyjść. W końcu życie się zmienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię mówić, to wiedzą Ci, którzy słuchają mnie i ze mną rozmawiają. Czasami gdy złapię swój słowotok to gadam i gadam. Ale to nie znaczy, że nie słucham. To jest tak samo przyjemne jak mówienie. Bo człowiek widzi, że drugi/druga mu ufa. I nie chodzi mi tu tylko o rozmowy filozoficzne, o życiu i sensie istnienia. Ważne są też te zwykłe rozmowy, jakieś żarty, wydurnianie. Przecież gdybyśmy ciągle byli poważni, to z pewnością sfiksowalibyśmy z prędkością światła. I tak samo lubię gdy z Natalią mogę porozmawiać o życiu, o problemach, jak i gdy możemy się powydurniać. Bo kto powiedział, że jak człowiek ma 17-18 lat to już musi być sztywnym, poważnym kijem? ;)&lt;br /&gt;I fakt, czasem nawet trzeba słuchać bredni ludzi, którzy chcą nam tylko zaszkodzić, przynieść przykrość. I nie ma na to rady. Przecież ust im nie zamkniemy, chyba, że pięścią... Ale przemoc nic nigdy nie rozwiąże. I czasem nawet w tych bredniach jest ziarenko mądrości, przekaz do odczytania i wzięcia do serca. A co do mojej prawdy. Czasem ciężko jest ją przekazać. Jestem lekkim cholerykiem, mam duży temperament, czasem myślę dopiero po fakcie. Wybucham niczym bomba, ale po kilku minutach znów jest dobrze. Ot, taki granat. Wybucha, ale po zaraz wszystko wraca do normy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ostatni w tej części, chyba najważniejszy, fragment "Desideraty"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt; Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten fragment, z rozwiniętych w tej części, jest dla mnie chyba najważniejszy. Jakoś tak po prostu miałem, że się porównywałem. Był we mnie lekki przerost ambicji jeśli chodzi o naukę. Na szczęście już zwalczony, teraz chyba jest nawet niekiedy w drugą stronę. Brak mi ambicji, chęci... Ale dobrze mi z tym. Priorytety znane, więc nie przejmuję się małymi niepowodzeniami. Jednakże szkoła była małym problemem do pokonania. Chodziło raczej o porównywanie się w sensie ogólnożyciowym. Tu jednak są mądre słowa. Po co mam się porównywać. Ja jestem sobą, mam swoje zasady, mam swoje życie. I każdy ma swoje. Każdy postępuje inaczej. I tego nie ma co porównywać, bo ciężko jest nawet znaleźć płaszczyznę, na której tego porównania można by dokonać. I widziałem to u siebie. Zwykle było tak, że przejmowałem się, że jestem gorszy, że ktoś jest ode mnie lepszy. I po co to było? Każdy inny, wszyscy równi - jak głosi jedna z naszywek na mojej torbie. Prawda. Nie przejmuję się. Każdy ma swoje życie, swoje zasady, swoje postępowanie. Nie ma lepszych i gorszych. Tu aż mi się przypomina ostatnia sytuacja dyskusji między dwoma moimi kumplami. Dyskusja o komputerach, jeden jest w tym troszkę mniej doświadczony od drugiego. W końcu ten bardziej doświadczony mówi: "Wiesz co, ty ze mną nie dyskutuj, bo się nie znasz na komputerach jak ja...". Jak to usłyszałem to myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok. Kolega dostał tzw. opeerkę. Bo zasłużył sobie na to jak nikt... Jestem fanem, miłośnikiem historii. Jestem laureatem wojewódzkiego etapu olimpiady z gimnazjum... Ale nigdy nie powiem, że ktoś nie może ze mną pogadać o historii, bo nie zna się na niej tak jak ja... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba wszystko wraca do normy. Powracam z tymi swoimi wypocinami. Komu potrzebna ta lektura niech przez nią przejdzie. W następnej nocie ciąg dalszy "Desideraty".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu...&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-4671094401772893397?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/4671094401772893397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=4671094401772893397' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4671094401772893397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4671094401772893397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/05/desiderata.html' title='Desiderata I'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-4801960938498561317</id><published>2007-03-17T00:46:00.000+01:00</published><updated>2007-03-18T11:19:52.166+01:00</updated><title type='text'>"Krótka" przerwa</title><content type='html'>Miesiąc nic nie pisałem. Ot tak, przerwa, kryzys twórczy. Znaczy niezupełnie. Albo to była wena, lecz brakło czasu, albo na odwrót - czasu w bród, ale chęci totalnie brak. A czas płynął i płynął, miały miejsce różnorakie wydarzenia oraz mnóstwo przemyśleń. Czas upływał raz szybciej, raz wolniej. Przez miesiąc zmieniła się pora roku - gdy pisałem poprzednią notę padał śnieg, a teraz robi się coraz bardziej zielono. Znów jakieś przemiany przeżywają kontakty z ludźmi. Znów coś działo się w środku. Tak często rozważam jedną jedyną piosenkę - &lt;i&gt;"Małą Aleję Róż"&lt;/i&gt; Dżemu. Bo coś w niej jest. Słucham i zawsze coś w niej słyszę. Zawsze jakiś fragment rzuca się w ucho. W ostatnim czasie jest to fragment: &lt;br /&gt;&lt;b&gt;A potem strach, że runie, no runie to wszystko. I znowu zostanę sam...&lt;/b&gt;. Bo znów zostałem sam. A tak mi to ludzie powtarzali często jaki to ja nie jestem fajny, jak to ludzi ponoć przyciągam do siebie. Komicznie to dziś wygląda... Nie ma do kogo pyska otworzyć częstokroć. Wszyscy zalatani, zajęci, zawsze jest coś ważniejszego. Ale nie mówię tu, że wymagam by ktoś dla mnie czas znajdował. Nie chcę wyjść na egoistę. Po prostu jeśli jest przyjaźń to kontakty też jakieś powinny być. I oto jak kolejny raz życie pokazuje mi, że moje przemyślenia, moje poglądy na pewne sprawy są mylne, są zbyt górnolotne, są zbyt marzycielskie. Bo nie ma kolorowo! Bo nie ma łatwo! Ja wiem - nauka, szkoła, egzaminy, sprawdziany, klasówki. Ale jest też gg, na którym też się mijamy... Nie rozmawiamy ni nic. Mówi się trudno. Tak można na to machnąć ręką? Widocznie tak. O popatrz... i to mówię ja. W końcu człowiek uczy się przez całe życie. Ale umiera i tak głupi. I się uczę i uczę. Ta samotność nie jest zła. Idzie przywyknąć. Człowiek uczy się na przyszłość, by być gotowym gdy zostanie tak naprawdę sam, bez rodziny. Teraz jeszcze jest szkoła, jest codzienne praktycznie granie w piłkę, więc nie ma aż tak wielkiej samotności. Choć fakt faktem, jakoś rozmyli się przyjaciele. Nie lubię gdy się potwierdzają słowa, których potwierdzenia tak się boję. Ale okazały się prawdą. Gdy przestałem być potrzebny, przestałem być w ogóle. A dla mnie ogólnie w życiu ważne jest poczucie bycia komuś potrzebnym. Nie chodzi tu tylko o np. podanie treści pracy domowej. Chodzi o najzwyklejszą rozmowę i także rozmowę niezwykłą. Ufam i chciałbym by i mnie ufano, bym mógł rozmawiać szczerze o wszystkim i byście nie bali się, nie unikali tematów drażliwych. Ale żeby nie było. Nie chcę być potrzebny &lt;i&gt;jednokierunkowo&lt;/i&gt;, tzn. tylko w momentach trudnych dla kogoś lub dla mnie. Znaczy się tylko wtedy gdy ja mam problem lub ktoś ma problem. Gdy jest dobrze to nagle kontakt upada. Tak samo nie chcę być potrzebny tylko w radości, a w smutku już nie. Zresztą, po co mi to pisać? Jak to jest często w opisie kolegi na gg: &lt;i&gt;"Nikt nie jest tak głuchy jak ten, który nie chce słuchać."&lt;/i&gt;. I jest to prawda. Więc nie mówię, bo nikt nie słucha. Staram się słyszeć, ale w chwili obecnej nawet moje słyszenie jest niepotrzebne, więc czym prędzej oddaliłem się z kilku relacji. Prawidłowo postąpiłem, bo przekonałem się o swej wartości. Ale to chyba dobrze, że w końcu zdałem sobie sprawę z tych kwestii. Let it be, jak to śpiewali Beatlesi. Nie to nie. Prosił nie będę. Zresztą ruch swój już poczyniłem. Odzewu brak. Dziękuję, sprawa jasna. I niech mi nikt teraz znowuż nie tłumaczy jaki to ja och! ach!, bo to gówno prawda. Tak jak to z tym przyciąganiem. Skoro tak przyciągam, to czemu teraz odpycham? Zmiana biegunów magnetycznych!? Takie zjawisko ma ponoć spowodować globalne kataklizmy i koniec życia na ziemi. A to będzie ciekawe. Taaa... koniec świata. Już przeżyłem w swoim życiu ze trzy końcu świata. Następny, tym razem już na pewno koniec, ma być w 2012 roku. A to ci ciekawe. Poczekamy. Choć świat tak naprawdę kończy się każdego dnia. Każdego dnia kończy się w naszych głowach, sercach. Patrzę codziennie na serwisy informacyjne. Jak nie politycy imbecyle to oszołomy w beretach i bez nich... Na świecie bieda, w Afryce w czasie kiedy piszę pewnie kilku ludzi z głodu zmarło. Ale cóż tu wybiegać do Afryki. Przecież tu w Polsce, gdzieś obok ludzie klepią niemiłosierną biedę, dzieciaki nie mają co jeść. I co można z tym zrobić? Przecież nie wyjdę na ulicę i nie zacznę krzyczeć na ludzi by sobie pomogli, bo i ja nie pomogę pewnie. Bo mógłbym teoretycznie sprzedać ten oto sprzęt, z którego nadaję. Zarobiłbym pewnie dziś z jakieś 800 polskich nowych złotych, 800.00 PLN = 273.378 USD, a to wszystko włożyłbym w piękną kopertę i wysłał do Afryki. Ale tak. Sama wysyłka listu do Afryki wyniosłaby kilka złotych i już biedne dzieci w Afryce dostałyby mniej jedzenia. Po co o tym piszę? Sam nie wiem. Tylko to mnie uderza. Tu księżulu jeździ drogim autem, a obok parafianie jego nie mają co jeść... Kontrast na świecie ogromny. Biedni i bogaci. Ale świat to nie bajka, to nie "Imagine" Lennona. Niestety nie. Jeden dureń chce i wywołuje wojny &lt;i&gt;z terroryzmem&lt;/i&gt;... drugi podkłada bomby, trzeci pływa w pieniądzach. A gdzieś dalej dzieciak umiera z głodu. Ale bez jakiejś ogólnoludzkiej rewolucji nie będzie zmian na lepsze. I tak oto świat kończy się codziennie. Świat kończy się w naszych głowach - tak chyba ktoś kiedyś powiedział. Upadamy i wstajemy. Upadamy by wstać, wstajemy by znów kiedyś upaść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak pomyślałem, że za często przepraszam, za często przepraszałem. Teraz już tak nie jest. Bo czy wszystko jest moją winą? Czy za wszystko co złe w moim otoczeniu jestem odpowiedzialny? Nie. Więc jeśli moje stosunki z kimś się psują to ta druga osoba też może przyjść i powiedzieć: "Sorry Skibi, że tak dawno nie gadaliśmy" albo choćby "Cześć Skibi. Jak się masz? Jak leci? Dawno nie gadaliśmy". Nie chcę przeprosin, typu "No wiesz, przykro mi, ale zalatany/a byłem/am." Bo to gówno prawda.  A może i nie. A może i prawda. Świat pędzi do przodu i jeśli nie będziemy wykształceni to nic nie osiągniemy. Ale co nam z wykształcenia, gdy obudzi się z dyplomami w samotnym świecie. Tak sobie coraz częściej marzę o tym domku w Bieszczadach. Samotny, wśród pól, lasów, hal. Marzenia. Może kiedyś się ziszczą. Tymczasem trzeba żyć tym co jest. Wiosna coraz bliżej, w lesie się zazieleni i spacery będą jeszcze przyjemniejsze. A czy będą samotne czy nie to nie zależy już ode mnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie zrzucam winy za pogorszenie, osłabnięcie kontaktu na drugą stronę. Nic z tych rzeczy! W sobie też widzę dużą, śmierdzącą kupę winy. Przecież do jasnej cholery ja też mógłbym się odezwać... Mógłbym zagadać. Ale ja obserwuję u siebie od dawna taką przypadłość. Jeśli nie mam z kimś kontaktu przez jakiś czas, jeśli mijamy się na gg, nie rozmawiamy osobiście, to u mnie buduje się strach. Taki swoisty mur, którego boję się przekroczyć. Bo jest tak: "Przecież nie rozmawiamy. Przecież będę się narzucał". Paranoja. Pewnie niesłuszna, pewnie nie będę przeszkadzał. A może będę? Nie przesądzam. Raz będę, raz nie. I co dalej. Mur się buduje i go nie przekroczę. I jest tak - nie jesteśmy przecież na siebie obrażeni, ale jednak nie rozmawiamy... I ja wtedy mam już blokadę i nie rozpocznę rozmowy pierwszy. A wiem, że jeśli druga osoba zacznie rozmowę to murek raczej na pewno zaraz padnie.... Dziwne? Hmm... cóż, kto powiedział, że ja nie jestem dziwny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może ja za dużo wymagam? A może ja za dużo oczekuję? Kto wie. W każdym razie uczę się by nie wymagać za dużo od innych. Bo nie spełnią oczekiwań. Albo się ich przestraszą albo ich przerosną albo nie zechcą spełnić i na myśl o spełnieniu wypną się na człowieka szanownymi czterema literami. Nie ma co płakać, nie ma co prosić. Drodzy moi. Chcecie to przyjdźcie. Jeśli nie to szerokiej drogi beze mnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Miej twarde zasady i miękkie serce.&lt;/i&gt; Takie hasło niedawno słyszałem i stało się takim, które jakoś mi przyświeca. I teraz muszę mieć te twarde zasady: nie będę się nikomu z niczym narzucał! Nie będę nikomu przeszkadzał!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale serce nadal to samo... Niezmiennie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytat do przemyślenia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.&lt;br /&gt;- Proszę cię... oswój mnie - powiedział.&lt;br /&gt;- Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.&lt;br /&gt;- Poznaje się tylko to, co sie oswoi - powiedział lis. - &lt;b&gt;Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół.&lt;/b&gt; Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie! &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antoine de Saint Exupery - Mały Książę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna piosenka do katalogu ulubionych - KSU - Za mgłą. Ja chcę domek w Bieszczadach... Ja chcę tam mieszkać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Z twarzą mokrą od deszczu&lt;br /&gt;Przeziębnięty, zmęczony&lt;br /&gt;Od złych rzeczy na dole&lt;br /&gt;Jesteś mgłą oddzielony&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam na dole zostało&lt;br /&gt;Wszystko to co cię męczy&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Patrząc z góry wokoło&lt;br /&gt;Świat wydaje się lepszy&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post Scriptum: Potrafię zachować się często jak totalny idiota, potrafię idiotycznie żartować, ale potrafię też przeprosić. Ale sam też chciałbym wyciągniętej nieraz ręki. Samemu nie ma co się starać. Sam, bez przyjaciół, też sobie poradzę. Nie potrzebuję niczego z łaski - ni miłości, ni przyjaźni, ni niczego z łaski. Albo coś jest, albo czegoś nie ma. Trzeba nieraz zagrać krótką piłkę. Będziecie - będzie dobrze, nie będzie was - też nie będzie wielkiego zmartwienia... Bo jeśli ma być tak jak jest, to ja dziękuje. I nie oczekuję od nikogo nagłego przebudzenia i samobiczowania się w rytmie: "Oj jak Cię zaniedbałem/am." Trzeba mi zwykłych kontaktów, a nie mijania się. I już tak nie przeżywam. Skoro jest tak, to są jakieś powody. Jakie? Nie wnikam. &lt;br /&gt;I jeszcze jedno. Żeby się tylko ktoś za późno nie obudził, kiedy już wszystko będzie inaczej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-4801960938498561317?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/4801960938498561317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=4801960938498561317' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4801960938498561317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/4801960938498561317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/03/krtka-przerwa.html' title='&quot;Krótka&quot; przerwa'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-1390511473020455197</id><published>2007-02-19T01:04:00.000+01:00</published><updated>2007-02-20T11:41:54.387+01:00</updated><title type='text'>Być maszynistą.</title><content type='html'>1:06 - pierwsza zero sześć. Czyli idealna pora bym usiadł ze szklanką herbaty i napisał kilka słów do dziennika. I już 1:49. A zdania dwa. Oto właśnie moje pisanie. Ale cóż. Teraz się sprężę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy temat. Hmmm... obserwuję to, że kilka osób z mojego otoczenia ma problem z jednym tematem - "ojciec" - znaczy się coś z ich (z moim też) ojcem jest źle. Ktoś pytał się mnie kiedyś czy ja nie odczuwam jakiegoś dyskomfortu gdy mówię o moim ojcu. Odpowiedź brzmi nie. Każdy, kto zna mnie trochę choć wie, że mój ojciec to alkoholik. No cóż. Sam to mówię - gdyby miał inny charakter to zapewne miałaby moja rodzina dziś przysłowiowe mleko z miodem lub choćby dobry chleb z dżemem. A tak - jest jak jest. On już pić nie przestanie - po dwudziestu latach picia to niemożliwe. Ale też nie jest takim typowym alkoholikiem. Coś tam jeszcze robi zawodowo. Pracuje - codziennie rano wychodzi do pracy. Tylko nie dochodzi każdego dnia do niej, albo po niej idzie się napić. Moje kontakty z nim są złe. Jakie to dziwne, że gdy jest pijany to jest taki rozmowny. A jak trzeźwy to nic nie gadamy. To już za późno na gadanie, wychowywanie. Jak to nieraz grozi po pijaku: "Ja cię jeszcze ustawię". Hahaha... pusty śmiech. Już mnie nie nastawi. Zrobiła to mama. I wykonała to zadanie dobrze. Nie trzeba poprawek. Całe szczęście w nieszczęściu, że alkohol go uspokaja, rzekłbym usypia. Choć ma swoje &lt;i&gt;głośne chwile&lt;/i&gt;. Wtedy właśnie chciałby mnie ustawiać, włącza mu się agresja. Ale i ja nie pozostaję dłużny. Ile to już razy mu wykrzykiwałem, że nie jest moim ojcem. Bo nieraz wolałbym, żeby go nie było. Choć w tym samym momencie gryzę się w język. Nie wiem czy na jego pogrzebie będę płakał, ale wiem, że nie życzę mu by pogrzeb jego nastąpił szybko. Nikomu śmierci nie życzę. Nawet Husajn nie zasłużył na śmierć. Winien zginąć w więzieniu o chlebie i wodzie... A tak to "oszczędzono" mu męczarni... A następnym w kolejce na śmierć powinien być największy światowy terrorysta - Bush. Choć i to nic by nie dało... Oko za oko? Po co? Dlaczego? Zemsta? Nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do tematu ojca. Gdy już zaczniemy kłótnię to jest krzyk... I coraz bardziej i częściej świerzbią mnie ręce. Tak bym z miłą chęcią nieraz rozwalił mu nos, kopnął, uderzył jednym słowem. Ale coś mnie powstrzymuje. Chyba jakiś instynkt... Po co? Po co mam być agresywny? I tak wystarczy mi stres, który często mi wywołuje ten stary człowiek... Bić go nie będę... Chyba. Jeszcze nie wiadomo co się stanie. Za rok się z tego domu wyprowadzę... Będę tu "gościem". Pewnie nic się nie zmieni. On dalej będzie pił... Aż w końcu przyjdzie dzień rozstania z tym światem. A to jest dziwaczne... Tyle pije... zdrowie powinno mu się dawno rozsypać... Ale nie. Zdrów jest jak ryba :|. Do czasu... Czy zapłaczę na jego pogrzebie? Nie wiem. Czy będzie mi go brakło? Pewnie tak. Nieraz jest sensownym człowiekiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I co to ma do rzeczy z innymi ludźmi. Jak już napisałem, kilka czytelniczek tego dziennika ma problemy z ojcami, podobne lub mniej do mojego. I do czego zmierzam? Słucham ludzi, którzy o tych problemach mówią. I tak się zastanawiam. Jakim ja będę ojcem? Takim jak mój nie będę... Szkoła życia to jest. Obserwuję i widzę. Alkohol - tak, ale tylko dla mądrych. Alkohol rozpierdziela wiązania w rodzinie. Taka jakby chemia. Mamy cząsteczkę rodziny. Gdy do cząsteczki tej dodamy alkohol w nadmiarze dochodzi do rozerwania/osłabienia wiązań. I tak jak słucham, gdy mówicie mi o tych problemach to jest mi jakoś wstyd... Bo to ja będę ojcem - dziewczyna z natury rzeczy ojcem nie będzie. Ale myślę, że nie będę takim ojcem jakiego mam, ani takim jakiego znam z waszych opowieści. Będę się starał jak mogę. Choć nie ma co planować życia na zaś. I tego nie robię. Bo może i on się stara, ale za mało. Nie wychodzi mu to. I nie wierzę by wyszło. Ostatnio odbyłem rozmowę z sąsiadką. Tu taka dygresyjka. Czasem wydaje mi się, że dorosłość zaczyna się, gdy ludzie dorośli rozmawiają z człowiekiem jak równy z równym. To oznacza, że już chyba jestem dorosły. Ogólnie jakoś zawsze uważałem, że dojrzałem jakoś szybciej. Choć wiadomo - jeszcze wiele przede mną. Ale już chyba dzieckiem nie jestem. Ale jeszcze mam w sobie dziecko. Każdy ma w sobie tego wewnętrznego dzieciaka. Bo to jest tęsknota za młodością, za beztroską... A wracając. Sąsiadka słyszała awanturkę ojciec - syn, a nawet fragment widziała. Ale jakoś nie czułem żadnego zażenowania rozmawiając z nią o tym... Czy to źle? Czy to świadczy jakoś niekorzystnie o mnie? Wiem jedno. Nigdy nie będę się wstydził mówić o tym. Bo to nie on świadczy o mnie, ani ja nie świadczę o nim. Każdy ma swoje własne świadectwo, a ocenianie kogoś przez pryzmat rodzica, albo rodzica przez pryzmat dziecka to mijanie się z celem. On to on, a ja to ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I patrzę, że trzeba walczyć ze słabościami. Każdego dnia walczę. Nieraz wygrywam, nieraz przegrywam. Ale nie rezygnuję z walki. Słabości trzeba pokonać, bo one odbierają mi wolność. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I minął pierwszy tydzień ferii. Nie narzekam na nudę, jakoś tak zauważyłem, że im starszy jestem tym rzadziej się nudzę... A może tak się tylko łudzę? Nie uważam swojego życia za nudne, mimo że nie jeżdżę w Tatry albo Alpy na każdy wypoczynek, mimo że nie mam domku nad jeziorem ani auta. Na to ostatnie zresztą jeszcze nie czas.  Ja zawsze znajdę sobie jakieś zajęcie, a jak już jestem wśród ludzi to nie ma mowy o nudzie. Absolutnie. I jestem szczęśliwy z tego co mam i tego co nie mam też.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I koncert był w sobotę. Koncert zorganizowany przez księdza. Zaproszono trzy kapele. Udałem się naturalnie na ten koncert. I się nie zawiodłem. Kawał dobrej muzyki posłuchałem. Pierwsze dwie kapele śpiewały głównie o Bogu. Mnie to nie przeszkadza, wszak nie jestem ateistą ani wrogiem religii. Ale wkurzała mnie rzecz jedna. Ten ateizm... to jakieś takie wrogie nastawienie do Kościoła. Kurna, jakie to modne teraz... I ci och ach luzaki wymachujące dłonią złożoną w charakterystyczny znak diabła, czy jak to tam określić, zresztą każdy wie o co chodzi. Nikt nikogo nie zmusza by chodził po ulicy i śpiewał religijne pieśni, albo biegał i opowiadał ludziom jaki to on wierzący. Tak samo nikt chyba nie powinien pchać się na taki koncert z zamiarem pokazywania takich rzeczy. Zresztą wiara to rzecz indywidualna. Chyba człowiek musi zawsze w coś wierzyć. Jeden wierzy w Boga, drugi w diabła, trzeci zaś w mamonę. Ale zawsze w coś wierzy... Moje poglądy na wiarę są zbyt skomplikowane. Ale wolę takie niż wykreowany ateizm... Zajrzy im śmierć w oczy albo zaczną się w życiu kłopoty... uciekną do kościoła najprędzej. Tego nie lubię. Albo wierzę, albo nie. Choć nie mi oceniać. Sam do kościoła nie chodzę, ale nazywam siebie człowiekiem wierzącym. Bo wierzę. Tylko inaczej. Nie będę nigdy chodził w koszulce z Jezusem czy Maryją. Bo to nie powinno być na wierzchu i na pokaz. To ma się w sercu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jest tak - chyba każdy to ma. Jest człowiek. I ten człowiek wiemy, że jest do nas nastawiony źle, wrogo. I wiadomo, że rozmowa z nim nie będzie przyjemna. Ale jakoś tam "rozmawiamy". I ten ktoś mówi jakieś słowa. Wiadomo, że nie są one po to by dać nam radość, spokój. Najczęściej krzyczę na takie słowa gdy padają, że są bzdurne. I tak samo gdy "wróg" obraża przyjaciół moich. Ale to jest taka bomba z opóźnionym zapłonem. W pierwszym momencie krzyczę "Bzdura!"... Ale i tak w tym momencie te słowa trafiają do głowy. I się zastanawiam, zaczynam obserwować... I po pewnym czasie, pewnych faktach i obserwacjach dochodzę nieraz do wniosku, że może i ten ktoś ma nieraz rację... I jak z tego konkluzja? Żadnej nie ma. Życie pokaże co się ułoży, a co nie. Co się rozpierdzieli, a co przetrwa. I ludzie też to pokażą. Bez ludzi nic się nie stanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec dobry cytat z ostatniego koncertu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ox - Czwarty&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;jeszcze nie teraz, nie, nie, jeszcze nie czas&lt;br /&gt;jeszcze nie teraz, tak, tak, zarobić coś&lt;br /&gt;jeszcze nie teraz, tak, tak, wyszaleć się&lt;br /&gt;jeszcze nie teraz, o tak, mam jeszcze czas&lt;br /&gt;jeszcze nie teraz, nie, nie, nie&lt;br /&gt;tyle rzeczy jeszcze do zrobienia - czasami&lt;br /&gt;jeszcze nie teraz... tak wiem!&lt;br /&gt;byłoby głupio przecież przed kumplami&lt;br /&gt;na poznanie Boga jak mówią - zawsze jest czas&lt;br /&gt;przecież dziś nie umierasz&lt;br /&gt;w głowie pieniądz, zabawa i kariera, a więc może później&lt;br /&gt;ale jeszcze nie teraz&lt;br /&gt;to nic, że ludzie nagle umierają,&lt;br /&gt;to nie, że śmierć nagle zaskakuje&lt;br /&gt;ciebie to nie spotka - hehehahahaa&lt;br /&gt;ktoś tu oszukuje&lt;br /&gt;masz swoje plany, swoje cele&lt;br /&gt;dom samochów i na lewo trochę kasy&lt;br /&gt;każdy tak robi więc i ty nie czujesz się winny&lt;br /&gt;ale pamiętaj nie znasz dnia ani godziny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a mogło być tak pięknie&lt;br /&gt;mogłem poznać Boga i żyć z nim&lt;br /&gt;ale ktoś mi powiedział... że mam jeszcze czas&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesujące... I godne przemyślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież to ojciec nasz, który jest niemy... którego nie ma... Ma różne obrazy, ale i tak przecież wiersz "NN próbuje sobie przypomnieć słowa modlitwy" mówi o wierze w Niego. Mimo, że jest niemy...to mówi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-1390511473020455197?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/1390511473020455197/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=1390511473020455197' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1390511473020455197'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/1390511473020455197'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/02/co-to-tytu.html' title='Być maszynistą.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-31475118555074111</id><published>2007-02-04T01:37:00.000+01:00</published><updated>2007-02-07T00:14:35.634+01:00</updated><title type='text'>Gdyby? Gdyby! Gdyby. Gdyby...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ona chyba ma trochę racji... a nawet sporo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;uważam Cię za sensownego człowieka, szczerego człowieka. jeżeli coś Cię boli, to mów o tym otwarcie, nie ukrywaj się po kątach w swojej Utopii, którą jak widać odwiedza dużo znajomych Ci osób...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapytacie czyje to słowa? I po co właściwie tu się znalazły. Otóż to komentarz Panny M. po nocie, która wywołała swoistą burzę w kontaktach moich z pewną osobą. No ale po co to wszystko? Po co jakiś stary komentarz?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wczorajszy najazd na Samca wyszedł mi i eS. nadwyraz piorunująco ;&gt; [momentami chyba za bardzo, ale eM. sam na to zasłużył !]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;mam nadzieję, że do Niego dotarło ;]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jaśniej nie mogłam...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;przykro mi, że zrobił się taki sajgon :| &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wychodzę jednak z założenia, że nawet jak byśmy się poznali wieki temu,  to nic by z tego nie wyszło...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;za dużo podobieństw...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;eM słusznie stwierdził, że czuje się jak zabawka...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;unikałam tego jak mogłam, nie chciałam żadnej gry.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wyszło inaczej...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie dałam Mu szans...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;zabiłam nadzieją, którą się żywił...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To taka rozgrzewka. To może jeszcze mały psikus. Jednak to co przeczytałem w nocie w całości praktycznie poświęconej mojej osobie spowodowało u mnie nagły atak furii, łez, wściekłości, bezsilności... &lt;b&gt;Bo uległaś!&lt;/b&gt; A mówiłaś, że sama sobie wypracowujesz opinię o ludziach... A guzik prawda. Jakiś znawca lub znawczyni naopowiadała Ci czegoś o mnie. No ale tak z pamięci spróbuję to odtworzyć co przeczytałem. &lt;i&gt;"Jaki to udawany romantyk, co za męczennik...&lt;/i&gt; Taka kwintesencja krótkiej acz treściwej noty. I co to ma wszystko wspólnego ze sobą? Tekst pierwszy zacytowany przeze mnie na początku, kolejne dwa i ten ostatni są autorstwa jednej osoby... Ta, która mnie samego ganiła za to, że piszę coś o innych w swoim dzienniku zrobiła sobie ze swoimi znajomymi pośmiewisko na łamach swojego bloga. Nie wiedziałbym o tym, gdyby nie moje jakieś podejrzenie, że jednak bloga nie zawiesiłaś... Szukajcie, a znajdziecie! Znalazłem, poczytałem, zrozumiałem. I nic to, że to były emocje. U mnie też wtedy były emocje... I co? I można było ganić. A ja nie mogłem zareagować... Trudno. Na drugi dzień i tego bloga nie było... Bolała to wszystko co czytałem jak jasna cholera. Takie życie. Sama podjęłaś decyzję. Słusznie stwierdziłem. Byłem dobrym misiem przytulanką... To też może po części komplement. Ale już dziękuje za takie. Nigdy więcej. Nigdy więcej nie będę misiem przytulanką!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tamtej pory rozmawialiśmy tylko na rozmowie &lt;i&gt;pożegnalnej&lt;/i&gt; w parku... Nie... czy to było wcześniej. Nevermind. Dokonałaś wyboru. A dziś co? Dziś nie mówię Ci cześć... Nie przechodzi mi to przez gardło. I widzę jego... Och jaki uśmiechnięty, och jaki wesoły. Ale spoko, mnie też smutnego wielce nie widzi. Zmądrzałem, zrozumiałem. Ale padł jakiś mit, ten taki blichtr... Tej naszej bliskości. Upadło to coś co było. A nagle w jeden dzień coś się rozwaliło. Z mojej winy? Nie. Z Twojej? Chyba tak. Ale podkreślam Twój wybór. Nic nie nalegałem, nic nie prosiłem. Tylko szkoda, że doszło do takich rzeczy, które teraz krzyżują znów powrót do starych kontaktów. Przynajmniej mi... Ale może jeszcze kiedyś coś się uda. Ale tego nie osiągniemy staraniami jednej strony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jak napisałem. Tamten rozdział skończony. Zakończony jakąś klauzulą. Ale ostatnio odbudowaliśmy kontakty z panną E.. Wspólnymi siłami. Czy jest jak dawniej? Ja uważam, że tak. Nie wiem jak Nighti. Ale tu też pokazało się coś. Potrzebowaliśmy dwóch miesięcy by ochłonąć po wszystkim, by spojrzeć na to wszystko z dystansem. I może w tej sytuacji też będzie trzeba tyle czasu. Choć sytuacje te są diametralnie różne. Ale wracając do rozdziałów. Tamten rozdział dobiegł końca, ale to nie znaczy, że przeminął bezpowrotnie. To jest tak jak w książce. Kończymy czytać jeden rozdział. Ale nie znaczy to, że do niego wrócić nie możemy. Choć nie... do takiego rozdziału wracać nie chcę. Ale nie znaczy to, że postaci występujące w tym rozdziale nie powrócą. Mogą powrócić w następnym rozdziale. Ale już w innym krajobrazie, okolicznościach, scenerii... Życie wszystko jeszcze pokaże. Ja przed nikim, przed niczym się nie zamykam. Co będzie, to będzie. Życie jest pełne niespodzianek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... raczej kariery w prasie nie zrobię. Nie nadaję się. Sam to widzę. Piszę jak mam natchnienie. Jakoś tak z musu nie potrafię, że co tydzień musi być jakiś ciekawy temat, ciekawe coś tam... Po prostu zdałem sobie sprawę ze swoich możliwości. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając do gdyby. Też to macie? Gdybanie... Kurna mać. Nie lubię tego, choć jednocześnie lubię. I często zdarza mi się ostatnio w takie nastroje popadać. Tu kilka zdań postawię. Może ktoś odpowie. Pytania będą raczej bez żadnej hierarchii występowania w mojej głowie ostatnio. Choć może...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co by było gdyby(m):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;* urodził się i mieszkał w Toruniu?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnością nie poznałbym P.M., a także wielu innych świetnych ludzi z Nidzicy. Pewnie nawet o takim mieście bym nie wiedział. Czy znałbym Ewę? Niepowiedziane, ale z pewnością gdyby to wszystko toczyło się jak toczyło, byłoby więcej możliwości. Może byłbym szczęśliwy dziś? A może nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;* mieszkał przy Ulicy Konopnickiej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Primo - chodziłbym do szkoły nr. 2. Secundo - pewnie poznałbym P.M. wcześniej. I może dziś wszystko wyglądałoby inaczej... A może nie... Może mijalibyśmy się jako zwykli sąsiedzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;* złożył papiery do klasy matematyczno - geograficzno - historycznej?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A świtało mi to we łbie. Było to rozważane... A tak pewnie dziś mielibyśmy inne stosunki. Ogólnie byłoby inaczej. Ale też nie miałbym przyjaciółki w osobie Natalii, nie miałbym przyjaciela Tomka. Czyli też wszystko byłoby inaczej. Ale może byłoby lepiej... A może nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;* któregoś razu pogadał z P.M. gdy do mnie na gg zagadała?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu sama pisałaś, że może byłoby inaczej. Ale nie zwalam wszystkiego teraz na karb jakiejś tam jednej rozmowy, której nie było. Bo to nie przez nią się nie udało...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;* mój ojciec był człowiekiem normalnym?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znaczy jakby nie pił. Facet ma fach w łapie. Ale ma chujowy (inaczej tego określić nie można) charakter. Alkohol to wielki wróg. W nadmiarze. Rozpieprzył relacje rodzinne. A tak może dziś miałby swój warsztat, a nam wiodłoby się inaczej w życiu... A może nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;* nie był taki jaki jestem?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka osób mi powiedziało, że ponoć ludzi przyciągam do siebie. Może i tak. Miło naprawdę to słyszeć. A gdybym taki nie był. Pewnie byłbym odludkiem. Pewnie miałbym wrogów, a nie przyjaciół. A może nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;* nie miał Przyjaciół?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie poradziłbym sobie w życiu. Z całą pewnością. Zgubiłbym się gdzieś na pierwszym zakręcie. Albo walczyłbym sam z życiem. A może nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze wiele zdań z &lt;b&gt;gdyby...&lt;/b&gt;. Z pewnością wrócą na łamy dziennika. A jeśli ktoś chce się do tych odnieść to proszę bardzo. Otwarte jest każde pytanie. Piszę ostatnio rzadziej. Jakiś kryzys. Ale postaram się z niego wyjść. Choć nie będę też pisał na siłę. Mam wenę - piszę. Proste.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdyby mnie nie było... Takie też pytanie się nasuwa. Jakby to wszystko wyglądało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O. I zapuściła mi się w słuchawkach &lt;i&gt;Dziewczyna bez zęba na przedzie&lt;/i&gt; zespołu Kult...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czy myślałaś o tym co się stać może między nami dwojgiem&lt;br /&gt;Tu stać się może coś nowego&lt;br /&gt;Czy myślałaś o tym co się stać może między nami dwojgiem&lt;br /&gt;Tu stać się może coś strasznego&lt;br /&gt;Czy myślałaś o tym co się stać może między nami dwojgiem&lt;br /&gt;Tu stać się może coś nowego&lt;br /&gt;Słuchaj, słuchaj, słuchaj mnie jeszcze&lt;br /&gt;Tu stało się przecież coś dobrego&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te teksty jednak jakby pisane dla określonych okoliczności...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. A może łatwiej powiedzieć tak...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Między nami nic nie było!&lt;br /&gt;Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,&lt;br /&gt;Nic nas z sobą nie łączyło&lt;br /&gt;Prócz wiosennych marzeń zdradnych;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prócz tych woni, barw i blasków&lt;br /&gt;Unoszących się w przestrzeni,&lt;br /&gt;Prócz szumiących śpiewem lasków&lt;br /&gt;I tej świeżej łąk zieleni;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prócz tych kaskad i potoków&lt;br /&gt;Zraszających każdy parów,&lt;br /&gt;Prócz girlandy tęcz, obłoków,&lt;br /&gt;Prócz natury słodkich czarów;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,&lt;br /&gt;Z których serce zachwyt piło,&lt;br /&gt;Prócz pierwiosnków i powojów&lt;br /&gt;Między nami nic nie było!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam Asnyk&lt;br /&gt;5 kwietnia 1870&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może nie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-31475118555074111?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/31475118555074111/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=31475118555074111' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/31475118555074111'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/31475118555074111'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/02/gdyby-gdyby-gdyby-gdyby.html' title='Gdyby? Gdyby! Gdyby. Gdyby...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-6248479374267979459</id><published>2007-01-28T02:12:00.000+01:00</published><updated>2007-01-28T14:46:33.198+01:00</updated><title type='text'>Miało być długo, będzie krótko.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Moi przyjaciele mówią mi&lt;br /&gt;Bracie, co ci jest?&lt;br /&gt;Nie żałuj nic, wyobraź sobie&lt;br /&gt;Że to był tylko sen&lt;br /&gt;Obudź się i z nami chodź&lt;br /&gt;Skończyła się już noc&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończyła. Dowiedziałem się o tym w poprzednią sobotę. Cały tydzień był dla mnie koszmarem... Ot tak to wszystko się skończyło... Decyzja podjęta i koniec. Niby tak. Ale jednak nie. Nic się nie skończyło. W jednym momencie coś pękło we mnie. Bo się po prostu, po ludzku zawiodłem. Zawiodłem na słowach, na czynach. I nawet dziś, gdy już minął ten tydzień i powinienem przywyknąć do tego wszystkiego, to dalej mam okresy dnia, w których obrazy stają znów mi przed oczami. A wczoraj... Zdziwiłem się. Rozmawialiśmy. Lżej mi było po tej rozmowie... Choć mam nadzieję, że nie widziałaś słabego eM. gdy odchodziłem w swoją stronę od bramy parku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czasem płaczę, bo chce mi się płakać.&lt;br /&gt;Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie złość.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dżem - Mała Aleja Róż&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uchodzi ze mnie złość, uchodzi ze mnie zło... Łzy to dobry czyściciel duszy. Tylko czemu tak &lt;i&gt;kontrowersyjny&lt;/i&gt; u chłopaka? Czy tylko kobiety/dziewczyny mogą płakać? Nieraz wydaje mi się, że tak to zostało przyjęte. A to guzik prawda. Mam w głębokim poważaniu takie reguły. Chłopaki też płaczą. I tyle. A jak się komuś nie podoba, to nie musi się zadawać z tak zwanymi &lt;i&gt;"mięczakami"&lt;/i&gt;. Ale taki mięczak częstokroć jest silniejszy niż te wszystkie napakowane durnie z ilorazem inteligencji filodendrona... I takie jest moje spojrzenie na to wszystko. Bo liczy się siła psychiki, siła serca. Nie potrzeba mi dużej siły fizycznej. Jakoś nie widzę siebie na siłowni, przerzucającego tony, a potem &lt;i&gt;wożącego&lt;/i&gt; się po mieście koksa. Ja to ja  - innego nie ma. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I przez te dwa ostatnie miesiące taką siłę zyskałem. Siłę życiową. Dziś mogę powiedzieć, że jestem mądrzejszy i bogatszy o doświadczenia. Wykorzystam je w dalszej drodze. Bo ten kto nie stoi w miejscu ten się cofa. Jak to mówiłem: &lt;i&gt;Jeśli teraz się nie uda zawinąć do portu to płynę na mieliznę...&lt;/i&gt;. Nie. Nie płynę. Bo na mieliźnie jest jeszcze niebezpieczniej niż na wodach wielkiego oceanu. To nic, że na oceanie są góry lodowe, miny. Ten właśnie ocean jest oceanem mojego statku i po nim będę żeglował zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I paradoksalnie rzecz biorąc te dwa ostatnie miesiące przyniosły mi skutki negatywne, ale i pozytywne. Negatywy są wiadome raczej, spustoszenie... Ale pozytywy. Po pierwsze - zmiany w kontaktach z ludźmi. Po drugie - nauka życia. Po trzecie - poznanie samego siebie. Bo to wszystko miało sens. Była wiara, była nadzieja. Obydwie zostały zawiedzione. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I rozdział się kończy. Wczoraj napisano jego ostatnią kartkę. Kończy się rozdział szalonych dwóch miesięcy. Zaczyna nowy. &lt;i&gt;Koniec prawie zawsze jest początkiem.&lt;/i&gt; Ale to, że ten rozdział się kończy nie znaczy, że kończy się wszystko. Wszak czytając książkę możemy swobodnie wrócić do wcześniejszego rozdziału, albo postaci z poprzedniego mogą wrócić w kolejnym, albo w jeszcze dalszym w nowych rolach, okolicznościach. Drzwi mojego serca się nie zatrzasnęły. A to dziwi przyjaciół, którzy mówią, że powinny. Nie, nie powinny. Nie mam powodu by teraz się zamknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Stanę się zgorzkniały i stracę zaufanie do ludzi, bo zawiódł mnie jeden człowiek. Będę ział nienawiścią do tych, co odnaleźli swoje skarby, bo ja sam nie dotarłem do mojego. I zawsze będę dbał tylko o tę odrobinę, którą posiadam, bo jestem za maluczki by mieć cały świat.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Paulo Coelho - Alchemik&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak się nie stanie. Ja będę dążył do celu. Znajdę w końcu to wszystko. Dojdę na koniec świata, spojrzę prawdzie w twarz i będę szczęśliwy. Ludzie mówią, że jestem silny. Chyba jestem. Brak koledze odwagi by spróbować. Boi się, że dostanie kosza. Czyli przekreśla swoją szansę przed początkiem. Boi się zagadać, podejść. A powinien uwierzyć. Oby uwierzył. I nie bał się. Bo to nic strasznego. To nauka. Nauka życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest 3:40. A ja jeszcze mam trochę do napisania. Przedwczoraj znów mi ktoś powiedział, że mi ufa. Zaufano mi po raz kolejny. I to zaufała osoba, o której słyszałem, że jest nieufna i potrzebuje dużo czasu na zaufanie. A jednak co? Pierwszy spacer, wcześniej rozmowy na gg, poznawanie się przez wspólnych przyjaciół. Wielka rzecz to zaufanie. A jeśli sobie na nie zasłużyłem to jeszcze bardziej mnie cieszy. To taki wstęp do jednego z dobrych skutków tych dwóch miesięcy. Przyjaźń. Takie małe słowo. Małe, krótkie, a jednak olbrzymie. Genialne. Nie będę wymieniał z imienia komu chcę podziękować. Może wymienię pierwsze litery imion. Dziękuje Pani O., Pani. P., Pani J. Pani S., Pani N., Pani A., Pani E., Panu P., Panu A., Panu T., Panu M., Panu D. też. To chyba wszyscy. Z pewnością rozpoznacie swoje imiona po pierwszych literach. Nawet nie wiecie jaki macie wpływ na moje życie. Te pogaduchy u Oli... te spacery z Patrycją, przedwczorajszy pierwszy spacer z Jolą. To co lubię. Takie nieskrępowane niczym te rozmowy. I gadać i gadać i gadać można. I włosy prostować ;-). Ola powiedziała któregoś dnia mądre słowa. Cytatu teraz znaleźć nie mogę, ale szło o to, czy gdyby nie cała ta sytuacja, która była, czy znów zbliżylibyśmy się do siebie. Nie wiem. Pewnie znów spytałbym któregoś dnia o jakiś Twój smutny opis. Ale to dobrze, że znów się zbliżyliśmy. Zresztą, gdyby nie Ola nie byłoby Patrycji. Gdyby nie Ola i Patrycja nie byłoby Joli. Takie oazy spokoju ostatnim czasem. Takiego oddechu pomiędzy bezdechem dołowania. I mam nadzieję, że i ja polepszam jakoś wasze dni, pomagam jak mogę, staram się. I jest dobrze. Dziękuję raz jeszcze. Kiedy znów kudły prostujemy? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ostatni temat. Bóg. Czy to źle, że szukam Boga? Pamiętam gdy ksiądz przy spowiedzi mnie zwyzywał za to, że szukam Boga wszędzie i nie chodzę do kościoła... Pfff... Nie potrafił, nie chciał zrozumieć. Trudno. Ale cóż, w ten poniedziałek byłem w końcu w kościele ewangelickim. Na mszy ekumenicznej. Podobało mi się. Mały kościół, sprzyjający myśleniu, skromny i przejrzysty. Wrócę tam dziś. Sama msza też bardzo przyjemna. Spodobał mi się sposób odprawiania jej przez księdza. A we wtorek byłem w kościele rzymskokatolickim. Pamiętam słowa Natalii gdy powiedziałem o tym: "Czy to nie jest zabronione?" Uśmiałem się wtedy. Może i jest. Dla moherowej babci, albo ortodoksyjnego księdza. Ale nie dla mnie. &lt;i&gt;Ja jestem wolny, mam swoje zdanie, to czego pragnę to świat bez granic.&lt;/i&gt; Boga zawsze pojmuję po swojemu i to się nie zmieni. Mogę iść dziś do świątyni rzymskokatolickiej, jutro protestanckiej, a pojutrze do cerkwi, potem zaś do meczetu. Bo moim zdaniem wszyscy mówimy o jednym Bogu. I tyle. Tak to widzę. Pal licho jakieś mniejsze dogmaty. Nie jestem teologiem. Moja wiara jest prosta. I łatwiejsza tym samym. Mogę iść do lasu i też się pomodlić, porozmawiać z Bogiem. I może to być Pan Jezus, może to być Jahwe, Allah, Budda... Wszyscy są jednym. Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwarta nad ranem już... Czwarta nad ranem... może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ważna rzecz jeszcze. Nie szukam teraz żadnej przytulanki, żadnego pocieszenia po tym wszystkim. Bo moja wiara w to wszystko jeszcze bardziej wzrosła. Bo jestem silniejszy i mądrzejszy, choć wydawało mi się, że jestem słabszy i głupszy... Paradoks? No cóż. Nazwijcie mnie w takim razie Paradoksem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc. 4:06.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[14:37] Zawiesiłaś blog... Ja swojego nie zawieszę. Coś dla mnie znaczy to wszystko. Wspomnienia. Radości i smutki. Teraz nie piszę zbyt często, ale piszę jednak. Dalej potrzeba mi tego miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak samo postanowienia, które podjąłem raczej wypełniam. Nie jem po 20, nie robię rzeczy, których postanowiłem nie robić. Jeszcze jest to chwilami nadwątlane, ale będzie dobrze. Jeszcze zwyciężę. Nad samym sobą. I nad tym wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,&lt;br /&gt;Górą czmycha już noc,&lt;br /&gt;Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;&lt;br /&gt;Do gwiazd jest bliżej niż krok!&lt;br /&gt;Pies się włóczy popod murami - bezdomny;&lt;br /&gt;Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony&lt;br /&gt;A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;&lt;br /&gt;Toczy, toczy się los!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś? &lt;br /&gt;Już dość!  Już dość!  Już dość!&lt;br /&gt;Odpędź czarne myśli!&lt;br /&gt;Dość już twoich łez!&lt;br /&gt;Niech to wszystko przepadnie we mgle!&lt;br /&gt;Bo nowy dzień wstaje,&lt;br /&gt;Bo nowy dzień wstaje,&lt;br /&gt;Nowy dzień!&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z dusznego snu już miasto się wynurza,&lt;br /&gt;Słońce wschodzi gdzieś tam,&lt;br /&gt;Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;&lt;br /&gt;Uchodzą cienie do bram!&lt;br /&gt;Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;&lt;br /&gt;Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!&lt;br /&gt;A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;&lt;br /&gt;Toczy, toczy się los!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś&lt;br /&gt;- Już dość! Już dość! Już dość!&lt;br /&gt;Odpędź czarne myśli!&lt;br /&gt;Porzuć błędny wzrok!&lt;br /&gt;Niech to wszystko zabierze już noc!&lt;br /&gt;Bo nowy dzień wstaje,&lt;br /&gt;Bo nowy dzień wstaje,&lt;br /&gt;Nowy dzień!&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-6248479374267979459?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/6248479374267979459/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=6248479374267979459' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6248479374267979459'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/6248479374267979459'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/01/miao-by-dugo-bdzie-krtko.html' title='Miało być długo, będzie krótko.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-3159139307044622763</id><published>2007-01-18T20:41:00.000+01:00</published><updated>2007-01-19T18:14:29.976+01:00</updated><title type='text'>Czas podsumowań.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;i&gt;Będę mówić - dawno wyrzygałem knebel...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kaliber 44 - Moja Obawa&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś jestem gotów. Dziś już jestem gotów by napisać. By napisać podsumowanie. Poprawiłem okulary na nosie. Trzeba dbać o wzrok, bo jak się zepsuje na amen to już nic nie będę widział. Może to by było lepsze... Tak patrzę coraz częściej na to wszystko. Ostatnio chyba spojrzałem z większym ciut dystansem... Ciut... Tyle &lt;---&gt;. Czyli niewiele. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj zdałem sobie sprawę, że minęły dwa miesiące od kiedy moje życie zaczęło zapieprzać w niemiłosiernym tempie do przodu... Gdy to wszystko się zmieniło. &lt;b&gt;10. listopada&lt;/b&gt; - sobota to była. Deszcz padał... A My nic sobie z tego nie robiliśmy... Maszerowaliśmy traktami Torunia, byliśmy na moście, na Bulwarach... i w tym jednym wielkim miejscu. Takim niby niepozornym... A tak wiele zmieniającym w moim życiu... I ten smak barszczu, a w uszach wtedy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Gdy nie bawi Cię już&lt;br /&gt;Świat zabawek mechanicznych&lt;br /&gt;Kiedy dręczy Cię ból nie fizyczny&lt;br /&gt;Zamiast słuchać bzdur głupich&lt;br /&gt;Telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz&lt;br /&gt;Spytaj siebie czego pragniesz&lt;br /&gt;Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko&lt;br /&gt;Gdy udając że śpisz&lt;br /&gt;W głowie tropisz bajki z gazet&lt;br /&gt;Kiedy nie chcesz już śnić&lt;br /&gt;Cudzych marzeń&lt;br /&gt;Bosa do mnie przyjdź&lt;br /&gt;I od progu bezwstydnie powiedz mi&lt;br /&gt;Czego chcesz&lt;br /&gt;Słuchaj jak dwa serca biją&lt;br /&gt;Co ludzie myślą - to nieistotne&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie nieprzytomnie&lt;br /&gt;Jak zapalniczka płomień&lt;br /&gt;Jak sucha studnia wodę&lt;br /&gt;Kochaj mnie namiętnie tak&lt;br /&gt;Jakby świat się skończyć miał&lt;br /&gt;Swoje miejsce znajdź&lt;br /&gt;I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens&lt;br /&gt;Słuchaj co twe ciało mówi&lt;br /&gt;W miłosnej studni już nie utoniesz&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie nieprzytomnie&lt;br /&gt;Jak zapalniczka płomień&lt;br /&gt;Jak sucha studnia wodę&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie nieprzytomnie&lt;br /&gt;Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz&lt;br /&gt;Na linie nad przepaścią tańcz&lt;br /&gt;Aż w jedną krótką chwilę&lt;br /&gt;Pojmiesz po co żyjesz &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I czułem wtedy tę błogość... lekkość... Kurwa, ja po raz pierwszy wtedy czułem coś jak pełnię szczęścia... Przeglądałem niedawno zdjęcia. Znów patrzyłem w te oczy. A na żywo nie potrafiłbym. Nie po tym wszystkim. Ale ja przecież wiedziałem, że nie jestem tym jedynym... Ale coś nas poniosło tam... Gdzieś. Plac Rapackiego. A Ty nie chciałaś o nim mówić... Ale to On był pierwszym. Jak to określiłaś ostatnio jestem, właściwie byłem tylko &lt;b&gt;przyprawą&lt;/b&gt; do Twojego życia. Daniem głównym jest kto inny. A przyprawa nigdy nie będzie od dania głównego ważniejsza. A wcześniej było to jakieś niepewne przeświadczenie, że to jednak ja... Ale to głupie marzenia. Ale jakoś nadal czuję coś czego nie potrafię określić... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wróciłem do swojej nory. I pewnego dnia (15. listopada dokładnie) - niecały tydzień po Toruniu rozpoczęła się kolejna epoka mojego życia. Nasunęły się na siebie dwa przeżycia. I wiesz... wczoraj dokopałem się do naszej rozmowy... Rozmowy po pojawieniu się drugiej epoki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;17:02:12 Nightwish &lt;br /&gt;:)&lt;br /&gt;17:06:13 Nightwish&lt;br /&gt;ale ja jej nie dam Cie ukraść :P&lt;br /&gt;17:08:42 skibi-peacelover&lt;br /&gt;wiem :)&lt;br /&gt;17:11:13 skibi-peacelover&lt;br /&gt;i ja nie pozwole :)&lt;br /&gt;17:11:23 Nightwish&lt;br /&gt;no bez przesady&lt;br /&gt;17:12:33 skibi-peacelover&lt;br /&gt;ale mnie chodzilo, ze sam sie nie pozwole ukrasc&lt;br /&gt;17:13:07 Nightwish&lt;br /&gt;no tlyko, ze wiesz&lt;br /&gt;17:13:13 Nightwish&lt;br /&gt;&lt;b&gt;czasem lepiej miec kogoś na miejscu&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;17:13:36 skibi-peacelover&lt;br /&gt;sa przyjaciele&lt;br /&gt;17:14:36 Nightwish &lt;br /&gt;&lt;b&gt;ale żaden przyjaciel nie zastapi dziewczyny&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;17:14:55 skibi-peacelover&lt;br /&gt;przyjaciolki tez sa&lt;br /&gt;17:15:02 skibi-peacelover&lt;br /&gt;ja bede czekal na Torun&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kłamstwo? Moje kłamstwo? Nie. Jeszcze wtedy nie. Jeszcze wtedy nie było drugiej epoki. Było to czyste i piękne. Pamiętam pierwsze spotkanie. Nic nie zapowiadało katastrofy! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Przecięły się orbity planet nam&lt;br /&gt;nikt katastrofy nie przewidział tej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podobno tylko raz na milion lat&lt;br /&gt;tak dzieje się że ciała dwa&lt;br /&gt;spadają nagle w siebie chcą czy nie&lt;br /&gt;i płoną tak kochając się&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podobno tylko raz na milion lat&lt;br /&gt;tak dzieje się że pierwszy raz&lt;br /&gt;wnikając w siebie nagle wiemy że&lt;br /&gt;świat zmienił się i nie ma odwrotu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czy zdajesz sobie sprawę z tego że&lt;br /&gt;deszcz meteorów moich w tobie gna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podobno tylko raz na milion lat&lt;br /&gt;tak dzieje się że ciała dwa&lt;br /&gt;spadają nagle w siebie chcą czy nie&lt;br /&gt;i płoną tak kochając się&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podobno tylko raz na milion lat&lt;br /&gt;tak dzieje się że pierwszy raz&lt;br /&gt;wnikając w siebie nagle wiemy że&lt;br /&gt;świat zmienił się&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;podobno&lt;br /&gt;raz na milion&lt;br /&gt;raz na milion świetlnych lat&lt;br /&gt;zdarza się to co spotkało&lt;br /&gt;i co trzyma tutaj nas&lt;br /&gt;tylko raz na milion&lt;br /&gt;raz na milion świetlnych lat&lt;br /&gt;najpiękniejsza katastrofa - eksploduje supernova...&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katastrofa następowała stopniowo... Ale i tu wlazłem między młotek a kowadło! Jak to piąte koło u wozu... Tylko że nikt nie zgłaszał sprzeciwu... Nie było słowa: "Nie. Nie chcę". Początkowo bałem się... Pamiętam jak się bałem powiedzieć N., że coś się stało... Że coś się pojawiło. Czemu zachowałem się jak skończony sukinkot? Pamiętam. W pierwszym momencie powiedziałaś, że się cieszysz, że coś się tam udaje... Ale jakoś przeczuwałem, że coś pękło... Ale co pękło? Co? Przecież Ty miałaś, masz nadal swoją najbliższą osobę. Ja byłem chwilą. Momentem. Tym włóczęgą, który przyszedł i poszedł. Ożywiony nadzieją... Który 180 km stąd zostawił kawałek siebie. Kawałek serca, duszy. I nie był już taki sam chyba... Wrócił tu... Znów jako ten drugi. Znów jako koło u wozu... Ale tu było to tak blisko. I były te słowa... Gdybym mógł zrobić formatowanie mózgu! Wyrzucić zapamiętane tam słowa... Gesty... Czyny. Bo spotkały się dwie identyczne osoby... To wspomnienie, tego pierwszego spaceru... Wtedy jeszcze o tym chyba tak nie myślałem... Wtedy jeszcze było pięknie. Ale coś pękło któregoś dnia na huśtawkach w parku... I znów były słowa. Potem zaczęły się gesty, znów słowa, czyny... I się zgubiliśmy. Ale słowa z tych przychylnych mnie znów zmieniły się w inne. A ja mówiłem nadal to samo... A tamto? A wcześniejsze? Wytłumaczyć sobie to chyba potrafiłem odległością... Wszak co to za uczucie na odległość? Sama pisałaś, że lepiej jest mieć kogoś na miejscu. Ale to nie było absolutnie nic w zastępstwie, nic aby zapomnieć, zaradzić tamtemu... To wszystko zaczęło pędzić własną drogą, nieskoordynowaną... Bo tu znów nic nie było. Nie było powiedziane słowo ważne... Były mówione słowa nawet przeciwne... A czyny były... Czyny, które teraz mnie blokują. Blokują w powrocie do jakiegoś normalnego stanu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kiedyś znajdę dla nas dom...&lt;/i&gt; Tych słów też już nie potrafię słuchać bez emocji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo co? Bo ja się za bardzo patrzę na słowa? Tak. Patrzę na słowa, słucham słów. I często o nich rozmyślam aż za wiele. Gdy dziś myślę o tym wszystkim... Co widzę... Widzę rewolucję! Widzę płonące serce, widzę zgliszcza marzeń. Marzeń trojga ludzi. Trojga. I już nie chcę chyba pamiętać, że i tu i tu byłem tym [b]drugim[/b]. Że nie powiedziane zostało nic od was o miłości do mnie. A kłótnia w ostatnich komentarzach była taka, jakbym do kogoś należał... I te słowa, które dalej krążą gdzieś w pustej czaszce. Pozbawionej jakiegokolwiek rozumu. Fakty stwierdzam. Nie zaprzeczać proszę. Ale wiem i kolejną rzecz. Wina nie była tylko po mojej stronie! I nie mam zamiaru [wybaczcie] brać całej winy na siebie. Była moja wina i to znaczna. Ale i wy ponosicie za to winę. Za całą chorą sytuację. Bo nagle powstało coś chorego. &lt;b&gt;A przecież tam nic nie było&lt;/b&gt;. Powstał potrójny trójkąt :|. Były czyny, ale nie było na nie uzasadnienia. Takich rzeczy nie robi się ze zwykłym przyjacielem, kolegą. To robi się z ukochanym... A ja nim nie byłem. Ani tu, ani tu. A może jestem ślepy. To już teraz jest nauczka. Że mnie też potrzeba nieraz pewnych słów... bym był pewny tego co wydaje mi się, że widzę... A że mam wadę wzroku to widzę często niewyraźnie. I już dziś nie widzę tego wszystkiego. Bo się wszystko zmieniło. W sprawę zostały wplątane głupio osoby trzecie. Niepotrzebnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć tu należy zacząć kolejny wniosek z tej rewolucji. Tym razem pozytywny [szok!]. Ale jest tu też wniosek pozytywny. Doceniłem przyjaźń. Dziękuje ludziom, którzy pomogli mi to wszystko przetrwać. Słuchali i pozwalali słuchać. Nie będę Was wymieniał z imion, przezwisk. Nie potrzeba tego. Wy wiecie, że to o Was mówię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo ja nie jestem sam i sam nie będę już. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś kończy się chyba jakaś epoka. Urodziła się 10. listopada 2006 roku. Zmarła śmiercią naturalną, spokojną, dogorywając na łożu spokojnym 18. stycznia 2007. Trwała 68 dni... Długo. Może kiedyś wróci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ale wiem też jeszcze jedno. Dojrzałem. Wiem dziś, że potrzeba mi kogoś [dziewczyny], kto po pierwsze i najważniejsze [a może drugie] będzie mnie kochać i pozwoli kochać siebie. Po drugie [a może pierwsze] nie będzie uwikłana w żaden związek. Po trzecie - nie będzie chciała wziąć tylko moich problemów na siebie. Niech będzie to osoba, która razem ze mną do wielkiego wora wrzuci wszelkie swoje problemy, strachy, przeżycia, doświadczenia, łzy... I ten wór razem, na wspólnych plecach poniesiemy... Gdzieś w dal. Bo &lt;i&gt;ze mną można tylko w dali znikać cicho...&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedziałaś co robić gdy płaczę? Emancypantki walczyły o to, by kobiety mogły robić to co mężczyźni... A co to jest!? Płakać mogą tylko kobiety? Mówić o swoich odczuciach mogą tylko kobiety? Guzik prawda. Ja jestem taki jaki jestem. Płaczę, śmieję się... Nie jestem głazem, skałą. I co, może wydaję się słaby? Nie. Nie jestem słaby. Jeszcze to pokażę. Samemu sobie i światu. Tym, którzy we mnie nie wierzą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;No one knows what its like&lt;br /&gt;To be the bad man&lt;br /&gt;To be the sad man&lt;br /&gt;Behind blue eyes&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No one knows what its like&lt;br /&gt;To be hated&lt;br /&gt;To be fated&lt;br /&gt;To telling only lies&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;But my dreams&lt;br /&gt;They arent as empty&lt;br /&gt;As my conscience seems to be&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I have hours, only lonely&lt;br /&gt;My love is vengeance&lt;br /&gt;Thats never free&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No one knows what its like&lt;br /&gt;To feel these feelings&lt;br /&gt;Like I do&lt;br /&gt;And I blame you&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No one bites back as hard&lt;br /&gt;On their anger&lt;br /&gt;None of my pain and woe&lt;br /&gt;Can show through&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;But my dreams&lt;br /&gt;They arent as empty&lt;br /&gt;As my conscience seems to be&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I have hours, only lonely&lt;br /&gt;My love is vengeance&lt;br /&gt;Thats never free&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;When my fist clenches, crack it open&lt;br /&gt;Before I use it and lose my cool&lt;br /&gt;When I smile, tell me some bad news&lt;br /&gt;Before I laugh and act like a fool&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;If I swallow anything evil&lt;br /&gt;Put your finger down my throat&lt;br /&gt;If I shiver, please give me a blanket&lt;br /&gt;Keep me warm, let me wear your coat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No one knows what its like&lt;br /&gt;To be the bad man&lt;br /&gt;To be the sad man&lt;br /&gt;Behind blue eyes&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to tak. Zbliżam się niby ku końcowi, a tu kolejna myśl. Kto będzie chciał przeczyta. Kto nie - wyłączy wcześniej. Mam &lt;i&gt;puste kieszenie i torbę pełną snów&lt;/i&gt;. Nie czekam na zmiłowanie od Boga. Nie chcę litości. Nie chcę miłości z łaski. Tak jak nie chciałem piątki z łaski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo w tym wszystkim nie było jednego/jednej winnego/winnej. Każde z nas nosi pewną winę. Ja za swoje postępki przepraszam. Odpokutuję je kiedyś pewnie. Choć czy Ojciec Nasz jest? Ponoć jest niemy i go nie ma... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Epoka skończona. Ta epoka. Ale może wrócić. Bo na nic nie będzie w życiu chyba za późno. Błędy uczą. Błędy pomagają zrozumieć. Siebie samego i ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Polały się łzy[...]Na moją młodość górną i durną[...]&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Adam Mickiewicz&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ta młodość jest nadal. Co przede mną - nie wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak wiele rzeczy kojarzy mi się z kimś. Z każdym chyba coś... Piosenka, wiersz... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Odczuwam potrzebę dawania miłości.&lt;br /&gt;Odczuwam potrzebę braku zazdrości.&lt;br /&gt;Odczuwam potrzebę śmierci zawiści.&lt;br /&gt;I całej bzdurnej ludzkiej nienawiści...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;eM eS - znany też jako timon, Skibi, Marcin Adam Albert - jest autorem tego krótkiego wiersza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napisałem. W końcu napisałem. Czuję się lżejszy. Coś wyrzuciłem z siebie. Nie gotuje się we mnie teraz. Mieliście rację. Lepiej mi po tym. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz trzeba chyba znów wracać do mojej samotni. Ale już nie sam. Widzę to wyraźnie. Latarnię na horyzoncie. Latarnię dobrze mi znaną - PRZYJAŹŃ. Chcę znów z Tobą normalnie rozmawiać. Jak na początku. Może niedługo przestanie mnie to wszystko blokować. To co odżywa na nowo każdego dnia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale idę znów z wielką wiarą w siebie. Bo dzięki tej całej rewolucji doceniłem siebie. Nie jestem i nie będę już nieudacznikiem. Jestem sobą. Każdy ma szansę. I ja też. I kiedyś jeszcze będzie dobrze. Wierzę. Może tu, może tam... Gdzie. Nie wiem. Ale &lt;b&gt;love will find the way&lt;/b&gt;. Pamiętajcie! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc państwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba wszystko co chciałem napisać. Nie będę nic dopisywał. Mogłem jeszcze napisać o tych wszystkich paranojach moich. Szukaniu jakiś symboli. Czy wczorajszy kot, który szedł za mną to wysłannik? Czy te słowa, które wydawało mi się, że słyszałem były takie jakie myślałem? Czy ten opis jest smutny? Czy ten opis jest do mnie/o mnie? Nieważne. Paranoja to paranoja. I dalej będę jak do tej pory... W piosenkach, wierszach szukał obrazów tego co mnie otacza... A może jakichś rozwiązań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dżem - Dzikość Mego Serca&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze dokoła słychać Twój śmiech,&lt;br /&gt;czuję zapach Twój, egzotyczny kwiat.&lt;br /&gt;Siedzę znów sam, tak potwornie sam&lt;br /&gt;Nie udało się, wszystko nie tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem sam, odwagi mi brak.&lt;br /&gt;To nie jest grzech, to nie jest grzech&lt;br /&gt;Onieśmielony tak&lt;br /&gt;Milczę wciąż, milczę wciąż.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzikość w moim sercu, nawet nie wiesz jak&lt;br /&gt;Trudno zdusić ją, ukryć - ciężko tak.&lt;br /&gt;Obłęd w moim sercu. Boże pomóż mi!&lt;br /&gt;Złamać strach, złamać wstyd!&lt;br /&gt;Jutro odważę się ten pierwszy raz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze dokoła echo Twych słów.&lt;br /&gt;Czuję każdy nerw, bicie Twego serca.&lt;br /&gt;Znów jestem sam, tak potwornie sam,&lt;br /&gt;&lt;b&gt;tu powinien być ostatni wers. Ale on teraz chyba jest nieaktualny...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzikość w moim sercu... &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłem katem, ale byłem i ofiarą. Była trójka katów i trójka ofiar.... Sprawiałem i odczuwałem ból. I wy tak samo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale już się skończyła egzekucja. Rozejść się. Nie ma na co patrzeć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nieraz jest tak, że coś się skreśla na początku. Wynajdujemy wtedy masę powodów by coś było na nie... Strach jest spróbować, zaryzykować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę mówić o uczuciach choć trochę bardziej jasno. Otwarcie... By już nie powstawały chore sytuacje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-3159139307044622763?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/3159139307044622763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=3159139307044622763' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3159139307044622763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/3159139307044622763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/01/czas-podsumowa.html' title='Czas podsumowań.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-7710971066675400368</id><published>2007-01-13T01:13:00.000+01:00</published><updated>2007-01-14T11:01:20.298+01:00</updated><title type='text'>Dawno tu nic nie powstało.</title><content type='html'>Bardzo dawno. Dwa tygodnie. A dwa tygodnie w sensie przemyśleń, przeżyć to szmat czasu. No więc. 31. grudnia udałem się do Lidzbarka Warmińskiego celem spędzenia tam Sylwestra. Wysiadłem z autobusu za wcześnie, ale dzięki temu zyskałem możliwość zwiedzenia tego miasta. A sama zabawa bardzo, bardzo dobra. Tańce, śpiewy ("Nie, nie, nie" T.Love - mój debiut wokalisty ;)), hulanki, swawole. Świetna atmosfera, była nawet lokalna prasa. Anton z Tirolu dalej stoi mi przed oczami. Ale ja, jak to ja. Większość imprezy genialnie, ale jakieś dziwne, swoiste zrządzenie losu sprawiło, że część imprezy przesiedziałem. Zrządzenie losu naprawdę przypadkowe. Ale tak to bywa. Zacząłem rozmyślać, rozpamiętywać rok 2006. Szczególnie dwa wydarzenia. Nevermind. Dwa telefony wykonałem, porozmawiałem i było lepiej. Zabawa trwała do 5:00. Pobudka o 11, absolutnie bez &lt;i&gt;kapcia w mordzie&lt;/i&gt;. Można się bawić bez totalnego przepicia ;]. Potem powrót do domu i rok nowy był absolutnie zaczęty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dni upływały spokojnie. Powoli. Wypatrywałem śniegu. Na próżno. Za to była kupa czasu na przemyślenia. Dzień mijał za dniem. W ciszy. Choć nie do końca. &lt;b&gt;Doceniłem przyjaźń.&lt;/b&gt; Zawsze ją doceniałem, ale teraz odkryłem ją na nowo. To jest naprawdę wielkie, gdy ludzie sobie ufają. Wyszedłem z prostego założenia. Gdy weźmiemy problem, podzielimy nim się z kimś to będzie nam łatwiej. A dlaczego? To jest tak jak z ciężarem. Gdy ktoś pomaga nam go nieść, to ciężar w jednym momencie staje się lżejszy. I tak teraz wyciągam wnioski. Dość mówienia o problemach ludziom, którzy nie chcą mówić o swoich. To jest po prostu narzucanie się ze swoimi problemami. Potem się słyszy, że jest się egoistą... Ale z tym już koniec. Jak już mówiłem waga przyjaźni jest dla mnie teraz jeszcze większa. Jeszcze bardziej chyba jej potrzebuję. Potrzebuję Was byście mnie słuchali, ale co często ważniejsze, bym ja mógł słuchać was. Słuchałem przez te ostatnie dwa tygodnie wiele, bo i ja byłem słuchany. Osoby, o których teraz mówię wiedzą o tym, że to mówię o Nich. Dziękuję Wam za to, że nie boicie się powierzyć mi swoich problemów, spraw ciężkich. Mam nadzieję, że po tych rozmowach ze mną, często długich, było Wam choć trochę lepiej. Trochę lepiej z tą świadomością, że ten problem nie jest już tylko w Waszych głowach. Ja sam idąc gdzieś z Wami i słuchając nie wiedziałem jak pomóc. Bo nieraz, tfu często nie da się pomóc jakoś doświadczalnie. Ale z mojego punktu nawet dobre słowo jest wielkie. Gdy wiem, że ktoś szczerze mówi: &lt;i&gt;Będzie dobrze Marcin, jeszcze się wszystko ułoży.&lt;/i&gt;. I ja tak do Was wszystkich mówię: W końcu się musi coś udać! Przecież to życie to nie jest jedna wielka porażka! A często jest tak, że stawiamy samych siebie w przegranej pozycji. A śpiewa przecież nidzicka Legenda, której wczorajszy już występ na koncercie był świetny: &lt;i&gt;z przegranej pozycji niejeden wstał&lt;/i&gt;. O właśnie. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa tygodnie. Dwa tygodnie pożaru, pożogi, spustoszenia. W moim wnętrzu toczy się walka. Toczy się nadal. Nie wiem kiedy się skończy. Wiem tylko, że w środku przy każdym spotkaniu gotowało się we mnie. Przy każdym spotkaniu kiedy nie można zamienić nawet słowa. Wtedy płonął najbardziej. Gdy można było rozmawiać płomień słabł, lekko przygasał, pozwalał sercu znów bić spokojnie. Ale tylko po wyjściu znów rozgorzał. Czy to kogoś przerosło? To co było i to co jest... Złożone do kupy daje razem mieszankę wybuchową. To ta mieszanka płonie. A jest jej cała masa. W krwiobiegu, sercu. Łatwiej jest to wszystko znosić gdy jest z kim porozmawiać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów odezwały się we mnie myśli o tym wszystkim. Czasem myślę chyba aż za dużo. Rozpamiętuję... Wiem, że nie można czasu cofnąć, zmienić tego co się działo. Życie straciłoby wtedy sens. Życie to upadki i wzloty. Tylko, że upadek z wysokości nieomalże nieba boli. Jest to upadek najcięższy. Bez żadnych skrzydeł, asekuracji. Tylko trzask o ziemię. Ale to chyba był taki mały dzień, w którym pękło niebo. Ale taki dzień chyba każdy ma. Nieraz każdy czuje, że wszystko wali się na łeb, na szyję. A co ciekawsze... Tym powinni się naukowcy zająć. Wali się jedna sprawa, to zaraz kolejna i kolejna... To naprawdę jest swoisty fenomen... Ale zacząłem się zastanawiać dlaczego tak się dzieje. I wniosek jakiś jest. Otóż, gdy wali nam się pierwsza sprawa (nazwijmy ją sprawą A) to ogarnia nas przygnębienie, smutek, wiara w siebie upada. I wtedy wali się sprawa B. A często jest tak, że sprawa B wali się przez nas samych. Może tu chodzi o podejście. Obciążeni sprawą A nie umiemy, nie potrafimy walczyć o sprawę B. Bo sobie mówimy: &lt;i&gt;I tak się spierdzieli...&lt;/i&gt; I wtedy z pewnością się spierdzieli. Choćby nawet była szansa, że będzie dobrze, to sami tę szansę przegonimy, przekreślimy... Za dużo łez wylewam. I to w złych okolicznościach. Ale tak to jest u człowieka, który ma słabe tamy w oczach. Cieknie mi po prostu z nich i tyle. A wystarczy nawet najzwyczajniej w świecie piosenka... Ile to już jest tych piosenek ze swoimi znaczeniami, powiązaniami. Każda prawie piosenka jest z kimś, czymś, wydarzeniem związana. W każdej piosence szukam jakichś obrazów... Głupie, no nie? Ale moje. Szukam tych obrazów może po to, by móc czerpać kolejną inspirację, kierunkowskaz... A Natalia powiedziała słowa, które utkwiły mi w pamięci. I też dały do myślenia. To co powiedziała to była prawda. I dała mi kolejne wnioski...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1:58 - Dżem - Modlitwa. &lt;i&gt;Pozwól mi spróbować jeszcze raz. Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi...&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tak patrzę też na siebie nieraz. W ostatni czwartek byłem &lt;i&gt;"Mikołajem"&lt;/i&gt;. Nosiłem kolegom i koleżankom z klasy kartki z zagrożeniami na półrocze. I cóż z tego? Spojrzałem, na każdą kartkę patrzyłem... Tu jedno zagrożenie, tu dwa, a tu olaboga cztery przedmioty. Pomyślałem wtedy... Człowieku! Po cholerę się tym wszystkim przejmujesz. Spójrz! Jesteś zdrowy, masz dwie ręce, dwie nogi, wszystkie palce... oczy, które widzą. Uszy, które słyszą. Słyszysz muzykę, czujesz jedzenie. Masz dom. Masz dach nad głową. Masz rodzinę. Nie jesteś na świecie sam. A niektórzy tak nie mają. I zaraz przypomniałem sobie jak nieraz przechodziłem obok ośrodka przy ulicy Krzywej. I widziałem dzieci, które mogłyby nas uczyć radości życia. A One są chore. Ale dla nich każdy dzień to skarb. Dla ich rodzin walka. A tu idę ja. Smutny, bo znów się czymś przejmuję. To wszystko co widzę nie oznacza, że martwić, dołować się przestanę. Ale w tych momentach jest mi odrobinę lepiej. Bo myślę sobie... Przecież nie jest w tym życiu aż tak źle. Bo nie jest. I będzie dobrze. Ta nadzieja mnie prowadzi. I niech Was prowadzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2:14 Dżem - Ostatnie Widzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym nieraz wiedzieć to wszystko. Co się dzieje. O co w tym wszystkim chodzi... Ale się nie dowiem. Ale za to udowadniam sobie w nowym roku pewną rzecz. Że mam silną wolę. Pierwsza sprawa z ćwiczeniem silnej woli niech będzie moją tajemnicą. Druga jest prosta. Chodziło o to, żeby nie jeść po godzinie 20. I nie jem. Wczoraj zjadłem, ale powód był jednak usprawiedliwieniem. Wróciłem po trzech godzinach z koncertu. A sam koncert był można rzec podzielony na dwie części. Pierwsza - zbyt mnie nie ruszała. Nie lubię, gdy śpiewają Polacy po angielsku... Druga zaczęła się od występu Ziarno, znaczy Zarano. Tu już zmiana klimatu. Polskie teksty, dobre teksty. Nogi już się rwały pod scenę, ale jeszcze nie podniosły tyłka. Dopiero Legenda. Długo czekałem na ich koncert w Nidzicy. &lt;i&gt;Ile razy&lt;/i&gt; zaniosło mnie pod scenę. Biegałem, skakałem, machałem głową. Ge-nial-nie. Człowiek wyłączył się na kilkanaście minut z rzeczywistości. Walnąłem głową w scenę, ale to już ryzyko tego tańca. Jestem teraz zmęczony, karku nie czuję. Ale było pięknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wracają jak bumerang myśli o przyszłości, przeszłości... Dużo myśli. Mądrych, głupich. Nieogarnionych. Nie wszystko powiedziałem, bo jeszcze nie jestem gotów. Gdy będę powiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Może mówię to wszystko nadaremnie...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale będę silny. Bo jestem silny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenki na ten cały okres: niezliczona ilość. Ale chyba najbardziej &lt;i&gt;T. Love - Nie nie nie&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Legenda - Ile razy&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-7710971066675400368?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/7710971066675400368/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=7710971066675400368' title='Komentarze (29)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/7710971066675400368'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/7710971066675400368'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2007/01/dawno-tu-nic-nie-powstao.html' title='Dawno tu nic nie powstało.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>29</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116746607711135266</id><published>2006-12-30T09:06:00.000+01:00</published><updated>2006-12-30T11:00:12.140+01:00</updated><title type='text'>Czterodniowe przemyślenia</title><content type='html'>&lt;i&gt;Dzisiaj miałem piękny sen&lt;br /&gt;Naprawdę piękny sen&lt;br /&gt;Wolności moja, śniłem że&lt;br /&gt;Wziąłem z Tobą ślub&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słońce nas błogosławiło&lt;br /&gt;I księżyc też tam był&lt;br /&gt;Wszystko gwiazdy nieba&lt;br /&gt;Wszystkie gwiazdy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Victorio, moja Victorio&lt;br /&gt;Dlaczego mam Cię tylko w snach&lt;br /&gt;Wolności moja Ty Victorio&lt;br /&gt;Opanuj w końcu cały świat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot, gdyby tak wszyscy ludzie&lt;br /&gt;Mogli przeżyć taki jeden dzień&lt;br /&gt;Gdy wolność wszystkich, wszystkich zbudzi&lt;br /&gt;I powie: "idźcie tańczyć, to nie sen"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Victorio, moja Victorio&lt;br /&gt;O Victorio ma&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święta... podzieliliśmy się opłatkiem... spożyliśmy wieczerzę i rozeszliśmy znów po swoich kątach... Padło wiele słów. Potem poszedłem na pasterkę. Ksiądz proboszcz śmiało mógłby zostać niańką... Te jego kazania są takie &lt;i&gt;porywające&lt;/i&gt;... Ogólnie pasterka niestety trochę bezpłciowa... :|. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj [25 grudnia], bo piszę już o 3 w nocy we wtorek, 26 grudnia, spędziłem w domu. Postanowiłem w końcu nadrobić &lt;i&gt;"Dziady"&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;"Pana Tadeusza"&lt;/i&gt;. Zacząłem od tej pierwszej pozycji. Została jeszcze tylko część trzecia. Dwie pierwsze, znaczy druga i czwarta przeszły szybko, zwłaszcza, że znałem je już ciut wcześniej. Chciałem ominąć część zatytułowaną &lt;b&gt;Widowisko&lt;/b&gt;, ale i ją gwoli ścisłości postanowiłem przeczytać. I nie żałuję bo natrafiłem na piękny fragment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W przyrodzeniu, powszechnej ciał i dusz ojczyźnie,&lt;br /&gt;Wszystkie stworzenia mają swe istoty bliźnie:&lt;br /&gt;Każdy promień, głos każdy, z podobnym spojony;&lt;br /&gt;Harmoniją ogłasza przez farby i tony;&lt;br /&gt;Pyłek [każdy] błądzący śród istot ogromu,&lt;br /&gt;Padnie w końcu na serce bliźniego atomu;&lt;br /&gt;A tylko serce czułe z dozgonną tęsknotą&lt;br /&gt;W rodzinie tworów jedną ma zostać sierotą?&lt;br /&gt;Twórca mi dał to serce, choć w codziennym tłumie&lt;br /&gt;Nikt poznać go nie może, bo nikt nie rozumie,&lt;br /&gt;Jest i musi być kędyś, choć na krańcach świata,&lt;br /&gt;Ktoś, co do mnie myślami wzajemnymi lata! &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fragment jednocześnie pełen smutku rzekłbym, ale i nadziei. Tak jak ja... Smutku z powodów wiadomych... Nadziei może już coraz głupszej, coraz bardziej naiwnej, ale dalej buchającej w moim wnętrzu. Bo ja ją będę podsycał! Choćby cały świat mówił, że będzie źle to ja nie upadnę na zawsze. Bo to nie o to chodzi... Ja nie po to tu jestem. I dziękuje tu kilku osobom, które wytrzymują ze mną... To musi być mordęga... Zwłaszcza, że jestem dość ciężkim przypadkiem... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja mogę powiedzieć... To wszystko pędzi... Na złamanie karku, nie wiem dokąd... Może ku mojej zgubie... Może ku totalnemu upadkowi. A może pędzi to w tym momencie tylko w dół, by odbić się i zajaśnieć jak gwiazda na widnokręgu... W tym momencie moje samopoczucie jest nieokreślone... I już nie powiem kiedy ono ostatnio było określone przez choć jeden dzień... Tak się zastanawiałem kiedy ostatnio miałem całkowicie dobry dzień... Ostatnio jednak dni dobre nie są... Siadła mi jakoś psychika. To wszystko tak się zmienia. Ale o pomoc wołać nie będę... Bo zaraz ktoś powie, że robię z siebie męczennika, że robię z siebie Matkę Teresę, albo jeszcze kogoś innego... Ale ja nikogo z siebie robić nie będę. Pozostanę sobą. Bo to jestem ja... I ten uśmiechnięty od ucha do ucha... I ten smutny. I ten co potrafi napisać wiersz i ten co rzuca wulgaryzmami. Ten co jest źródłem spokoju i ten co rzuca się jak ryba w sieci... Bo w życiu moim się wszystko praktycznie zmienia ostatnio... A zaczęło się... Hmmm... niech sięgnę pamięcią... Pamiętam... &lt;b&gt;10. listopada&lt;/b&gt;... 180 kilometrów stąd. A może nie? Może to jednak zaczęło się od noty &lt;b&gt;"Przyjaciele i &lt;i&gt;przyjaciele&lt;/i&gt;"&lt;/b&gt;? Sam nie wiem. Ale to wszystko rewolucja. To wszystko jak wybuch. Bomba, bomby, całe tuziny bomb. Wybuchających w moim sercu, duszy, robiących zamęt w moim życiu, w życiu bliskich mi osób... Ale w samym środku tego wszystkiego ja. Główny sprawca swoich własnych kłopotów, swoich własnych stanów psychicznych... Bo to najczęściej moje akcje rodzą wasze reakcje... Choć nie do końca... Czas odrzucić też postawę wiecznego męczennika. Bo takim nie jestem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I Bartek przypomniał mi pewne słowa z Biblii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To wstęp do następnej części wywodu poświątecznego. Wkurza mnie, dobija mnie jedno. Gdy ludzie gadają głupoty... Głupoty typu:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;I tak przegram. Zaraz mi strzelisz trzy bramki... blablabla...&lt;/i&gt; - brat mój podczas meczu, w którym prowadzi. Te słowa mi dały do myślenia. Bo jest chyba coś takiego w ludzkiej podświadomości, zakorzenione często jak wielki dąb... Nazwałbym to &lt;b&gt;mentalnością przegranego&lt;/b&gt;. Na czym to polega? Już tłumaczę. Z wieloma osobami rozmawiam, ale są takie, które mają jakby już zakorzenione w sobie pewne stwierdzenia. &lt;i&gt;"Ja już jestem za stary na miłość, mnie to już nie spotka, itp..."&lt;/i&gt; Mówi mi co najmniej dwóch rozmówców. Wielu mówi, że się &lt;i&gt;nie nadaje, że jest do dupy...&lt;/i&gt;. A Ty mówisz, że &lt;i&gt;już nie potrafisz, że już nie wiesz czy umiesz... że się wypaliłaś...&lt;/i&gt;. A to jest chyba w życiu tak, że gdy sobie coś wmawiamy i wmawiamy to w końcu uwierzymy, że taka prawda... I wtedy braknie zapału do walki... Braknie sił, bo już się &lt;b&gt;PRZYZWYCZAJAMY&lt;/b&gt;... Przeklęte słowo. Wcześniej nie było takie. Stało się takim gdy usłyszałem je w parku... PRZYZWYCZAJENIE... Do wszystkiego można się przyzwyczaić... Ale nie przyzwyczajajmy się do własnych, często niedorzecznych twierdzeń! &lt;i&gt;I kto to mówi?&lt;/i&gt; - zapewne powiecie. Wiem kto to mówi... Ten, który częstokroć sam sobie wmawia... Ale co jest najważniejsze w pracy nad sobą? Uświadomienie sobie własnych wad. I widzę swoją najbardziej chyba wkurzającą wadę. To wmawianie. Dlaczego najbardziej wkurzającą? Bo ona właśnie najbardziej wkurza mnie u innych. A sam przez długi czas nie widziałem jej u siebie... Ale w końcu widzę. W końcu widzę, że największe &lt;b&gt;problemy&lt;/b&gt; stwarza sobie często sam człowiek. Bo sobie wmówiłem, że nie mam szans. Bo sobie wmówiłem, że jestem do niczego. Bo sobie wmówiłem, że jestem zerem. I w to uwierzyłem. &lt;b&gt;Ale dość tego!&lt;/b&gt; Tak nie jest! Do jasnej cholery... Są zjawiska, są wydarzenia, które otwierają nam oczy... Nie wiem czy to kwestia tych rekolekcji, które przeżyłem dość mocno... Czy po prostu cała ta sytuacja. Wiem, że ostatnimi czasy dowiaduję się wiele o sobie, o ludziach, o tym wszystkim. Szkoła życia w najczystszej postaci. Tracę relacje z pewnymi ludźmi, te słabsze relacje, które nie wytrzymują takiej próby... Ale i są nowe relacje... Znaczy nowe-stare, wzmacniają się relacje z ludźmi, których znałem wcześniej. Ale dopiero teraz dowiaduję się, że są moimi przyjaciółmi. Pomagają mi siłować się z samym sobą... I już naprawdę mam dość nieraz samego siebie. Tego mojego wmawiania sobie. I dość już tego. Nie jestem nikim, mam szansę! I was też proszę. Przestańcie. Bo to nieraz jest aż głupie. Stoimy zaślepieni swoim własnym twierdzeniem... Twierdzeniem, które zasłania nam oczy na świat. I jesteśmy jako Ci fanatycy... Tylko jedna prawda objawiona i koniec... A to guzik prawda... Bo Ty nie będziesz sam. W końcu znajdzie się dla Ciebie Arturze ta jedna jedyna... Pamiętaj o tym. Bo człowiek z Ciebie wielki. A Wy drodzy rozmówcy, którzy mówicie, że się nie nadajecie... Nadajecie się częstokroć bardziej niż Ci wszyscy, którzy mówią wam, że się nie nadajecie... &lt;b&gt;I kto to mówi?!&lt;/b&gt; zakrzykniecie zapewne. Ano mówi to gość, który ma taki sam problem... Który sam sobie też często wmawiał... Piszę wmawiał, bo zdał sobie sprawę, że wmawianie jest gówno warte... I chcę to zmieniać. Jak wiele rzeczy w moim życiu. Jak już pisałem, szkoła życia. To taka szkoła, której nigdy nie kończymy. Zaczynamy ją w momencie narodzin. Kończymy w momencie śmierci. Ale i tak oblewamy egzamin... Jak w przysłowiu... &lt;i&gt;Człowiek się uczy całe życie, ale umiera i tak głupi...&lt;/i&gt; I to jest chyba prawda. I ktoś by powiedział... W takim razie po co się uczyć? Lepiej może płynąć z całym tym szambem ludzkości... Lepiej może wtopić się w szarobury tłum, trzymać łeb przy glebie i się nie wychylać. Gówno prawda! Po raz kolejny powiem gówno prawda! I jeszcze raz! Gówno prawda! Nie wiem jak wy, ale ja zawsze będę się wybijał ponad przeciętność... Tak chcę prowadzić swoje życie. Takie jest moje życie. I inne nie będzie. Niech świat rzuca kamieniami. Niech ludzie się śmieją. Ja będę zawsze żył po swojemu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pamiętasz...&lt;/b&gt; jak byłaś smutna, jak mówiłaś, że serce Ci pęka, gdy wmawiałem sobie te wszystkie głupoty? A dziś co!? Dziś sama sobie wmawiasz... I nie patrzysz na to, że pęka mi serce... Tylko gadasz swoje... Powiem szczerze, swoje głupoty. Tak bardzo chcesz w nie wierzyć, że wydają Ci się nieomal prawdziwe... Wmawiasz sobie... Wmawiasz... gorzej niż ja... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę tę notę już przeszło 24 godziny, oczywiście z przerwami. I dalej wiem, że to jeszcze nie koniec. Ale w tym momencie (27. grudnia, godzina 2:48) wszystko mi jakoś ze łba wypadło. To o czym dzień cały rozmyślałem... Wypadło chociażby przez niedawno zakończoną rozmowę, która przypominała raczej walenie łbem w mur... Ruń murze! Ruń! Zawal się! Ale gdzie tam... Ten mur stoi, a tam z drugiej strony jeszcze dyskretnie jest dokładana cegiełka za cegiełką. Ale ja się &lt;b&gt;nie poddam!&lt;/b&gt; Ten mur runie! Runie mur wmawiania sobie idiotyzmów, mur samotności. Albo runę ja... Ale jak widać dziś energii we mnie sporo. I poradzę sobie z każdym murem, z każdym pociskiem celowanym we mnie... Ten mur bowiem chyba musi runąć sam... Ale jak on ma runąć?! Jak on ma runąć gdy załoga twierdzy sama dokłada kolejnych cegieł... Już Wam tak dobrze tam!? Nie... nie... nie... gdzieś słyszę ściszone głosy... Ale jednak mur nie chce runąć. A ja będę walczył i czekał. Bo jest takie zjawisko, które nazwać można prosto... zależy mi na Tobie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tyle mówisz o altruizmie. Jesteśmy obydwoje altruistami. I jak zgodnie stwierdziliśmy tracimy często coś z siebie, bo zaniedbujemy własne potrzeby... A ja wiem jak temu zaradzić. Jak zostać altruistą, a jednocześnie zadbać o własne szczęście choć trochę... Po prostu. Wyjdź z siebie. Stań obok. Spójrz na samą siebie z boku, jak na kogoś drugiego... I powiedz wtedy szczerze... Jej też potrzeba mojej pomocy! I pomóż sama sobie. Tak jak ja pomagam sobie. Wyszedłem, popatrzyłem i zobaczyłem. Człowieka z problemami. Człowieka, któremu trzeba pomóc. I nie zawsze pomogą ludzie... Ludzie nie zawsze będą tak silni. Samemu sobie trzeba pomóc. Więc nie odmawiaj sobie samej pomocy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina 1:17, sobota, 30. grudnia 2006 roku. Dzień przed końcem tego jakże wielkiego, dziwnego, popieprzonego, radosnego, smutnego roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głośnikach Turbo - Dorosłe dzieci. Naprawiłem ten sprzęt i mogę w końcu dokończyć tę notę. A może nie dokończę jeszcze teraz... Ostrzegłem część czytelników, że nota nudna, długa... i taka jak zwykle... W międzyczasie dochodzi do zmiany piosenki. Piękna ballada zespołu TSA - 51... Idąc cmentarną aleją szukam Ciebie mój przyjacielu... Nie mam żadnego przyjaciela na cmentarzu jeszcze. Na szczęście... Są gdzieś tutaj... Gdzieś obok, bliżej, dalej... I są... A ja ich właśnie często nie widzę... To jest to... Człowiek często wmawia sobie, że jest sam... Że nikt się o niego nie martwi. A mówiąc tak wiem, że sprawiam Wam ból... Ostatnie dwa, trzy dni były ciężkie, ale mogłem na Was liczyć... Dziękuje pannie B. i pannie A. Rozmowy z Wami dały mi wiele wytchnienia, otuchy i siły. Odpocząłem od labiryntu moich poskręcanych, połamanych myśli. Odpocząłem od zepsutego komputera, pijanego jak zwykle &lt;i&gt;tatusia&lt;/i&gt;. Odpocząłem od samego siebie. Bo to jest prawda... Człowiekowi łatwiej jest sobie radzić z tym wszystkim, gdy ma jakieś wsparcie... Choćby duchowe... Bo wiem, że te moje problemy są zagmatwane i mało kto może pomóc w nich bezpośrednio. Ale nieraz ważniejsze jest wsparcie duchowe. Bo na tym polega to wszystko. &lt;b&gt;Żeby żaden człowiek, zwłaszcza bliska nam osoba nie została z problemem sama!&lt;/b&gt; I to trzeba zrozumieć już chyba... Potrzeba serca mówi, że nie mogę Cię zostawić... Choć fakt... Znów zostałem uświadomiony... Ale ja po prostu nie chcę smutku na Twojej twarzy... Bo ja go w tym samym momencie czuję w swojej duszy... I zrobię wszystko, by znów na Twojej twarzy gościł uśmiech. I to nie jest zamykanie w klatce, nie dawanie oddechu... Choć każdy to i tak będzie widział inaczej. Dla jednego troska to troska, a dla drugiego już odbieranie wolności osobistej... Różni ludzie, różne punkty widzenia. I to jest wielka rzecz tego świata. A jednocześnie rzecz, która powoduje wszelakie konflikty... Wielka, bo można rozmawiać z ludźmi, którzy widzą pewne rzeczy inaczej i czerpać od nich coś dla siebie. A jednocześnie zła, bo często jest tak, że ludzie oceniają człowieka choć go nie znają. Bo ktoś przeczyta dziennik i już myśli, że wie o Skibim wszystko... I może oczywiście mnie oceniać, bo wie lepiej co czuję... A to gówno prawda drogi krytykancie/droga krytykantko. Oszczędź sobie tych daremnych słów... Choć one i tak zostaną gdzieś w mojej głowie zapisane...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta rewolucja... Kiedyś życie takie spokojne... Teraz jest szalone... Kurna mać.. Nie ma dnia bez jakiegoś przemyślenia... Bez jakiś głupich, mądrych, pustych, pełnych myśli. Każdy dzień składa się ze smutków, radości... Kiedyś potrafiłem cały dzień radosny łazić. Dziś już niezbyt... Od 10. listopada nie piłem alkoholu. I nie chce mi się pić... Więc pewnie nic nie wypiję 31 grudnia/1 stycznia. Myślę nad bojkotem tego &lt;i&gt;święta...&lt;/i&gt; Ciekawe czy dam radę usnąć o 22... A miało być tak pięknie. Trzeba przywyknąć, że plany się rozwalają... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina 3:00. W głośnikach nidzicka Legenda - Skała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;na wysokiej skale odległej niewiadomej&lt;br /&gt;zostawiłem swój żal ostatnią moją łzę&lt;br /&gt;ostatnią moją chorą myśl ostatnią moją łzę&lt;br /&gt;ostatnią moją chorą myśl innych już nie będzie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;rozrywa mnie i puszcza&lt;br /&gt;i słodkie ukojenie&lt;br /&gt;przychodzi raz na tydzień&lt;br /&gt;a może raz na dwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na najwyższej skale płonie ogień&lt;br /&gt;mojego pojednania&lt;br /&gt;pojednania z chorym samym sobą&lt;br /&gt;albo zgaśnie on albo umrę ja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;mój zegar stoi w miejscu&lt;br /&gt;nie świeci promień słońca&lt;br /&gt;przypływa znajomy dźwięk ciszy&lt;br /&gt;dźwięk ciszy rozwala mi łeb&lt;br /&gt;i nie mogę zbliżyć się do lustra&lt;br /&gt;i nie mogę zobaczyć swojej twarzy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;z mych oczu nie popłynie łza&lt;br /&gt;z mych oczu nie popłynie łza&lt;br /&gt;z mych oczy nie popłynie żadna łza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na najwyższej skale płonie ogień&lt;br /&gt;mojego pojednania&lt;br /&gt;z chorym samym sobą&lt;br /&gt;albo zgaśnie on albo umrę ja&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów się doszukuję w piosence jakiegoś obrazu samego siebie, otoczenia... Taki już jestem... Jest ten ogień... Ale właśnie coś nie mogę się ze sobą pojednać... I pewnie łza popłynie... Niejedna... Nie dwie... W życiu jeszcze tysiące... I już nie chrzańcie, że chłopaki nie płaczą, bo to kłamstwo... Są ci, którzy mniej, są ci co więcej. Są ci co się tego wstydzą... Chore... Są ci, którzy traktują to jako normalną rzecz w życiu. Dla mnie nie ma różnicy czy jest to facet czy kobieta. Każdy ma prawo płakać. Ma prawo się wstydzić. Korzystam z tego prawa. Bo ze mnie taki facet jak z koziej, itd... Resztę napiszę w dzień. Koniec kolejnej części - 3:08.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8:26. Wstałem godzinę temu, po czterech godzinach snu. Chyba się organizm już przyzwyczaił do tak małej dawki snu. A może udaje i jak padnie to tak naprawdę poważnie. Nieważne. Co dziś w planach? O 14 czas na ważną rozmowę. A wcześniej będzie normalny dzień, normalna sobota. Ni stąd ni zowąd się zorientowałem, że plany sylwestrowe mi się spierdzieliły... Myślę, czyby się o 22 nie położyć. Ot tak. Rzekłbym manifestacyjnie. Ale rozwalenie się planów sylwestrowych uczy mnie kolejnej rzeczy... &lt;b&gt;Nie planuj zbyt wiele, nie oczekuj za dużo...&lt;/b&gt; Choć fakt, jeszcze mam dzień do 31. grudnia. Jeszcze się wiele może zdarzyć... Tak sobie będę wmawiał... może mi się lepiej zrobi... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kolejna rzecz ciekawa. Jak to jest, że nieraz drugiemu człowiekowi zależy bardziej na sprawach, na których mnie powinno zależeć, niż mnie samemu? Doświadczam tego... Ja, ciepła klucha, nie wiem czy dam radę pisać do gazety, ale redaktor naczelny upiera się. Pierwszy tekst ma być na 8. stycznia. Już obmyślam plan ucieczki do Kolumbii ;). Nie wiem czy dam radę. Choć fakt, sam tego chciałem. Ale co ze mnie za pisarz. Nadaję się do takich rozwlekających się dziennikowych wpisów, a nie do mających się zawrzeć w 1500 znakach myśli. Hmmm... a może ja sobie wmawiam? Nazwę to raczej stwierdzeniem faktu. Piszę i piszę i skończyć nie mogę... W tej nocie owe 1500 znaków kończy się gdzieś we fragmencie Widowiska... Więc nie wiem co zrobię z owym pisaniem do gazety. Wiem, że to czysta korzyść dla mnie... Ale cóż mi z tego, kiedy głupia głowa i tak robi swoje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo ja chcę tylko szczerości. Szczerze. Jeśli robię źle, to niech nikt nie głaska Marcina po główce, że robi dobrze... Niech powie szczerze co go/ją boli we mnie. Każdą opinię przyjmę, rozważę. I ze swojej strony zawsze obiecuję to samo. Choć prawda taka, że często ta prawda wasza nie chce jakoś spłynąć po mnie. Przyjmuję zbyt dużo do siebie. Lepiej ciut więcej niż za mało... I cały czas łapię się na tym, że prawda sprawia mi nieraz przykrość, a nie powinna. Opinie ludzi nieznających mnie, którzy próbują powiedzieć, że znają mnie lepiej niż ja siebie samego są najbardziej denerwujące... Bo są wydawane na podstawie strzępków wiadomości na mój temat. Ale do tego trzeba przywyknąć. Kochamy się nawzajem oceniać, wydawać opinie. Jednak po części jest to potrzebne na tym świecie. Bo dzięki temu, że może wydawać opinie, nawet najbardziej zamknięta w sobie osoba jakoś na chwilę się otwiera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pragnę w chwili obecnej jakiegoś pojednania z chorym samym sobą. W końcu się pogodzę ze sobą samym. Może wtedy się ze światem pogodzę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W głośnikach Pidżama Porno - Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ten tekst też mi pasuje. Mało który tekst ostatnio czegoś nie zawiera dla mnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chory jestem wiem. Paranoje moje wewnętrzne są nie do wytrzymania często dla mnie samego... Bo schrzaniłem dużą część siebie, część kontaktów z ludźmi przez swoje decyzje... Bo rzadko myślę... Sercem się kieruje. I te moje paranoje. Ale kiedyś wszystkie odejdą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec stara śpiewka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ja już nigdy się nie zmienię.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będę tylko wyrzucał z siebie to co złe. Bo życie to praca nad sobą samym. Choć i tak do końca nikt nie osiągnie w tym sukcesu... Nikt nie będzie nigdy doskonały...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[9:28]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze jedno ważne. Nie napisałem o wolności. Tak się wiele o niej mówi. Każdy sobie ceni swoją wolność... Swoje prawa. A często przez nasz strach, nasze obawy, lęki, brak wiary, wmówienie zakładamy sobie kajdany... Pewnie i mnie zwisa gdzieś łańcuch... Założyłem go sobie wespół z moim życiem. Ale tak samo się go pozbędę. Nie będę tłumaczył, że tak powinien każdy zrobić... Każdy zrobi tak jak uważa. Najważniejsze chyba w pracy nad sobą jest uświadomienie sobie własnych wad. W tym wypadku trzeba zauważyć nasze własne kajdany... zakładane najczęściej przez nas samych... Po tym można zacząć działanie... Choć ciężko jest sobie poradzić z łańcuchami samodzielnie... Bo one rosną i rosną, robią się coraz dłuższe i cięższe... Dlatego ważna jest obecność ludzi bliskich, którzy z tym łańcuchem pomogą... Samodzielnie rady nie damy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ktoś mógłby zapytać skąd w tak młodej głowie tyle przemyśleń, tyle sprzeczności, swoistej paranoi. Sam nie wiem. Jakoś tak wyszło... Tak już mnie ukształtowano, taki już sam siebie ukształtowałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartek oglądałem &lt;i&gt;Gorączkę sobotniej nocy&lt;/i&gt; z Johnem Travoltą. Genialny film, długo czekałem by znów go zobaczyć. Ten klimat lat 80.... tam chyba bym się nadał. Choć tam jeszcze więcej zwracali uwagę na powierzchowność... Ale i tak czasy wspaniałe. I ten taniec. Ta muzyka Bee Gees... I cała historia. I jeden tekst mi utkwił w pamięci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jesteś nikim w drodze donikąd...&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm... jestem... nie wiem... Niemniej jednak film genialny... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nic nie poradzę na to, że ostatnimi dniami mówiłem sobie, że nie chcę się dziś z Tobą spotkać, że nie chcę dziś się z Tobą zetknąć... Moje serce i tak szukało... I miałem nadzieje, że i Ty zechcesz się o 22 wybrać na samotny spacer... Bo mimo, że nie chciałem Cię spotkać, to i tak serce wiedziało lepiej... Wyrywało się... I przypominam sobie te dwa dni... Pierwszego wietrzyłem pokój... Drugiego po powrocie wolałem zaraz iść się umyć... Tak bardzo czułem ten zapach... I często się łapię na tym, że gdzieś go znów czuję... Tak blisko...Tak samo jak łapię się na tym, że gdzieś Cię widzę... gdzieś słyszę... Ale to złudzenia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116746607711135266?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116746607711135266/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116746607711135266' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116746607711135266'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116746607711135266'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/12/czterodniowe-przemylenia_30.html' title='Czterodniowe przemyślenia'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116695132371917360</id><published>2006-12-24T08:38:00.000+01:00</published><updated>2006-12-24T10:29:25.406+01:00</updated><title type='text'>Wesołych świąt.</title><content type='html'>Tytuł może banalny, ale innego nie sposób dziś dać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wigilijny poranek, śniegu brak. I śniegu nie będzie najpewniej (chyba że sami sobie go zrobimy). Atmosferę świąt wyznacza chyba tylko krzątanina w kuchni, porządki, choinka. Śniegu brak. Ale będzie dobrze i bez śniegu. On niby tworzy atmosferę, ale nie jest najważniejszy. Najważniejsza jest atmosfera w sercu. Myślę, że już ją czuję w jakiś sposób. Głowa rodziny zwana ojcem... dumnie to brzmi wczoraj trzykrotnie zaliczał stan nietrzeźwości. Pewnie i dziś tradycji stanie się zadość... Ale już w tym roku nie popuszczę... Wszystko mu powiem. Wszystko co mnie boli w tym wszystkim... Brat mój jeszcze śpi. Ja wstałem wcześniej, bo wczoraj jak to zwykle u mnie zasnąłem na niepościelonym łóżku nieprzebrany. Obudziłem się o 2:12, pościeliłem łóżko, przebrałem się i znów spałem. Wyspałem się. A teraz dokończę notę w dzienniku i pójdę działać. A to porządek jeszcze raz zrobię, a to pewnie z dziesięc razy pójdę do sklepu. Aż w końcu pewnie około 17 - 17:30 zasiądziemy do wieczerzy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę Wam, drodzy moi. Życzę Wam miłości. Miłości do tego wszystkiego co nas otacza. Miłości do siebie nawzajem. Nie tylko w sensie chłopak do dziewczyny, dziewczyna do chłopaka. Ogólnie. Kochajmy się, bo miłość tylko uratuje świat przed tym całym jego złem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdrowia życzę Wam na równi z miłością. Bo gdy jest zdrowie można myśleć o wszystkim. Człowiek chory przecież może i jest zdolny do miłości, ale wiadomo, że miłość do chorego człowieka to miłość trudniejsza, ale i szlachetniejsza. Chory człowiek nie będzie mógł pracować by mieć pieniądze. Od zdrowia zawsze trzeba zacząć. Kochajmy nasze zdrowie. Tak jak kochamy innych, kochajmy i siebie. I dbajmy o siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po trzecie - tolerancji. Przede wszystkim chyba dla siebie. Bo jak można tolerować innych, akceptować, gdy nie akceptujemy siebie? Akceptacji samego siebie. Byśmy nie mówili sobie samym, że nic nie znaczymy. Każdy coś znaczy, bo każdy tworzy historię. Historię życia. Róbmy to jak najlepiej potrafimy. I każdy niech robi to po swojemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I życzę Wam tego, by zawsze była w tym życiu osoba, do której będziecie mogli otworzyć swoje serce, oddać tej osobie to co czujecie. By była to osoba, z którą podzielimy radości, ale i ważniejsze. Smutki. Życzę by taka przyjaźń była trwała, by nie niszczył jej żaden wicher życia. By nie zardzewiała w czasie deszczu kłopotów. Wręcz przeciwnie. By był to metal, który przez te kłopoty będzie wzmocniony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiary i nadziei - to kolejne. Byśmy każdego dnia budzili się z nową wiarą i nową nadzieją. Na to, że będzie to lepszy dzień niż wczoraj. By każdego dnia obdarzać samych siebie i całą resztę świata uśmiechem. Pewnie 9/10 osób przejdzie obok naszego uśmiechu obojętnie. Ale warto się uśmiechać choćby dla tej jednej osoby, która dzięki naszemu uśmiechowi znajdzie chwile szczęścia w sobie. Sam staram się uśmiechać, ale wiadomo, że nie zawsze jest dobrze. Nie zawsze możemy się uśmiechać. Ale gdy już możemy - róbmy to! Nie chowajmy uśmiechu, nie chowajmy swoich uczuć w sobie. Nie budujmy wokół siebie murku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę nam by te kłopoty przepadły za mgłą... Może nieraz musimy sobie wmawiać, że będzie dobrze. Ale musimy w to wierzyć. Bo samo wmawianie nic nie da. Uwierzmy w siebie i w innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I żeby spełniły się wasze marzenia, by ziściły się pragnienia. By zawsze był ktoś kto pomoże w tym wszystkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo jeden dzień jest gorszy. Każdy takie dni miewa. Ale pamiętajmy. Dziś jest źle, ale jutro już może być lepiej. To jest najważniejsze. Nie traćmy wiary, gdy dziś nie jest dobre. Jutro będzie lepsze. Albo samo z siebie, albo dzięki nam samym, albo dzięki innym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wesołych świąt dla wszystkich bliskich, dalszych. Dla czytelników, waszych rodzin. Dla przyjaciół, znajomych, kolegów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I już nie mogę doczekać się pasterki...I czekam, aby dziś jeszcze przed wieczerzą móc porozmawiać...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116695132371917360?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116695132371917360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116695132371917360' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116695132371917360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116695132371917360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/12/wesoych-wit.html' title='Wesołych świąt.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116640221847608710</id><published>2006-12-18T00:02:00.000+01:00</published><updated>2006-12-18T06:31:04.333+01:00</updated><title type='text'>Nie ma tytułu.</title><content type='html'>Nie ma tytułu z prozaicznego powodu. Przeczytacie tytuł, domyślicie się o czym będzie nota i już nie przeczytacie noty. A tak mogę stworzyć pozory, że będę się zachwycał tym wszystkim... A guzik prawda...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Serce mnie boli już od kilkunastu dni... Ale tak wewnętrznie... To jest mój weltschmerz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmienia się to wszystko. Zmienia i zmienia. Nic nie jest stałe. Ciągle się wszystko zmienia. Ale czy ja się zmieniam? Od kilku osób usłyszałem, że ostatnimi czasy się zmieniłem. I to oczywiście na gorsze. I ponoć wszyscy tęsknią za &lt;i&gt;starym&lt;/i&gt; Skibim. Tym wulkanem energii i uśmiechu. Tyle, że nie ma dwóch Marcinów. Nie ma starego i nowego. Jest jeden Marcin. Czy tak trudno zrozumieć, że i ja jestem człowiekiem? Że i ja wstaję i upadam, że i ja mam także momenty lepsze i gorze? Schowałem uśmiech gdzieś głęboko. Nie chcę być uśmiechniętym durniem. Nie chcę być pustą kukłą... Gdy jest mi źle w sercu to będzie to widać na twarzy... Bo ja się nie kryję przed ludźmi za murkiem. Ja do nich wychodzę z sercem. I zawsze będzie już tak, że gdy jest mi dobrze w sercu to widać to na twarzy. Gdy w sercu źle to analogicznie. Dlatego ostatnio się nie uśmiecham. Nie dlatego, że powstał drugi Marcin... Marcin się nie zmieni... Zawsze będzie miał w sercu te same reguły. Będzie zawsze żył tą samą głupią częstokroć nadzieją i wiarą. Przecież jutro musi być lepiej. Upadam. Bo nie musi. Nikt nie zmusi jutra by było lepsze. Bo to od nas tylko zależy nasze jutro... Jutro zależy od tego co dziś. Jeśli dziś jest dobrze to wielce prawdopodobne, że i jutro będzie dobrze. Jeśli dziś jest źle to i jutro będzie źle. I tak ciągnie się to za mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat się zmienia. Świat wokół mnie. Jedni odchodzą, drudzy nie przychodzą. Inni, którzy jeszcze nie odeszli zostają i pokazują kawał niezłej cierpliwości, przyjaźni dla idioty Marcina. Wiem, że pewnie ciężko wam ze mną wytrzymać. Z pewnością. I nieraz tak myślę. Niech wszyscy już sobie ode mnie pójdą. Zostawią mnie samego ze sobą... Choć bez tych kilku osób, z którymi teraz rozmawiam praktycznie codziennie nie dałbym rady. Ot taki ze mnie siłacz. Taki ze mnie mocarz. Do tyłka po prostu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerywając na chwilę mój wywód. Święta idą. I znów ta gorączka. Kurza stopa... wszędzie już te miliony lampek, już te kolędy, już te last krysmas wszędzie. No ja nie mogę... Wszystko pięknie. W każdych wiadomościach, faktach, wydarzeniach coś o prezentach dla najbliższych. Bla bla bla. A gdzie coś o opłatku?! Właśnie to jest duch świąt. Bo nie jest ważne to, żeby się stół uginał od potraw, których i tak połowy nie zjemy. Ważny jest ten kawałek chleba, którym się dzielimy! Nieważne są mega ekstra wielkie super prezenty pod ekstra cool git wyczesaną w kosmos choinką. Ważna jest atmosfera... To, że jak zwyklę będę płakał jak bóbr przy opłatku... Ale właśnie współczesność traci znaczenie świąt... Tylko wszędzie ta pogoń. Za kasą, za kasą, za mamoną... Nawet w święta... Ja kocham te święta... Ale nie za to, że są prezenty, nie za to, że jest stół pełen potraw. Za to, że jest rodzina. Wiem, że następnego dnia ojciec znów pójdzie w swoją stronę, znów będziemy się kłócić. Ale tego dnia podam Mu rękę. Podam rękę Mamie i Bratu i się rozkleje. Bo na tym to polega. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jeśli chodzi o prezenty to chyba wszyscy bliscy mi ludzie wiedzą o czym marzę... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kontynuując tematy związane z tym wszystkim co mnie otacza. Jestem coraz bardziej inny. Moje rozwidlenie coraz bardziej oddala się od ścieżki całej &lt;i&gt;grupy&lt;/i&gt;. Dobrze. Bardzo dobrze. Będę zawsze szedł swoją drogą. Jakby to określic... Galopująca alienacja. Ale jest ona na moje chyba życzenie. Sam siebie do tego doprowadziłem. Tym jak żyję, tym co wyznaję i jak postępuję. Nieraz się gubię, ostatnio nawet często. Zadaję sobie pytanie: o co Ci chodzi durniu!? Nie wiem sam... A tu jeszcze często ktoś chce mi wmówić, że wie o mnie wszystko. Hahaha! To, że daję wam się poznać, że sam się odsłaniam przed wami z tym wszystkim nie znaczy, że znacie mnie lepiej niż ja sam siebie. Bo ja się przed wami nie ukrywam. Liczę tylko, że ktoś i mnie się otworzy... Bo ja tu jestem po to, by żyć dla ludzi. A, i jeszcze jedno. Jeśli wy mnie możecie oceniać, nazywać, określać to i ja będę was określał. Tylko nie mówcie: "ale ty mnie w ogóle nie znasz...". Guzik prawda. Znam. Znam po swojemu, znam ze swoich obserwacji. O każdym mam swoje zdanie. Każdy może sobie uważać o mnie co chce.. i ja będę o każdym sobie też uważał... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio słucham dużo muzyki. Ale optymistycznych tytułów tam nie zaznamy... Raczej kupę piosenek ludzi z problemami. Podobnych można powiedzieć do mnie. Bo ja mam problem. Z sobą samym. Ale najważniejsze to zdawać sobie sprawę, umieć samego siebie ocenić. I ja to umiem. Skromne to zdanie nie jest, ale prawdziwe. Lubię stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie coś prosto w twarz. Albo iść na włóczęgę i rozmyślać. Doceniam teraz wartość natury. Iść z przyjacielem na ambonę w lesie, spokojnym, cichym... I podziwiać sarny na polu... Wolność... Wolność... Wolność... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;TSA - 51, TSA - Alien, masa Rammsteinu, Hunter - Kiedy umieram, Hunter - Requiem, Kaliber 44 - Moja obawa, Paktofonika - Chwile ulotne i wiele wiele innych piosenek. Doszukuję się w nich obrazu tego co mnie otacza... I wiecie, że dostrzegam. Chociażby w November Rain Gunsów. Widzę też w piosenkach siebie... SDM - Z nim będziesz szczęśliwsza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponoć jestem szczery. Jestem. Zawsze mówię co mnie boli. To co mnie boli we mnie. To co mnie boli wokół. I taki będę zawsze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I będę czekał. Bo mój statek ma załogę podzieloną na dwa obozy. Jedni chcą walczyć, drudzy płynąć na mieliznę i czekać na holownik... Ci pierwsi wygrywają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wierzę tylko w jedno. Jakoś to przetrwam. I się z pewnością nie zmienię! Zawsze będę taki jaki jestem. Czy to się spodoba światu czy nie... Ja się nie zmienię, świat mnie nie zmieni. Marzyciel i idealista, a nie męczennik. Prędzej zmienię świat niż siebie. Bo w końcu musi być lepiej! W końcu kiedyś się ułoży! Taka wiara mnie niesie. Choć każdego dnia upada, to następnego wstaje. Albo to dzięki mnie samemu, albo dzięki bliskim ludziom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego właśnie to nie są moje czasy, ja się tu nie nadaję... Ale ja zmienię świat. Zmienię, zmienię, zmienię!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Idąc cmentarną aleją szukam ciebie, mój przyjacielu&lt;br /&gt;Odszedłeś bo byłeś słaby jak suchy liść&lt;br /&gt;Dziś możemy dotknąć się naszymi pustymi duszami&lt;br /&gt;Obnażyć swe oszustwa i nasze wypalone sumienia&lt;br /&gt;Już nikogo nie dręczą nasze mdłe spojrzenia&lt;br /&gt;Dziś jesteśmy nareszcie sami w ten listopadowy wieczór&lt;br /&gt;Idąc jesienną aleją szukam ciebie, mój przyjacielu&lt;br /&gt;Chce być tylko z tobą przez kilka małych chwil&lt;br /&gt;Pomóż mi przywołać tamte lata, ożywić śpiących ludzi&lt;br /&gt;Pomóż mi pokonać smutek, który pozostał gdy nagle odszedłeś&lt;br /&gt;Już nikogo nie dręczą nasze mdłe spojrzenia&lt;br /&gt;Dziś jesteśmy nareszcie sami w ten listopadowy wieczór...&lt;br /&gt;Już nikogo nie dręczą nasze mdłe spojrzenia&lt;br /&gt;Dziś jesteśmy nareszcie sami w ten listopadowy wieczór... &lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;TSA - 51&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post Scriptum&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkurza mnie to wszystko. Najbardziej chyba siebie samego wkurzam ja. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wiem też jedno. Wiem, że w czasie gdy ja piszę tę notę, w której wylewam swoje żale, to na świecie dzieje się milion problemów. Pewnie przez ten czas kilka tysięcy rodzin pożegnało swoich bliskich. Wielu umarło. W Iraku pewnie znów kogoś zabili. Pewnie w Polsce było kilkadziesiąt wypadków samochodowych. Pewnie w Afryce kilka dzieci z głodu zmarło... A ja tu chrzanię swoje idiotyzmy. Moje problemy w perspektywie świata są mniejsze niż ziarnko piachu... Ja to wiem. Nie oczekuję od świata akceptacji... Nie od całego świata. Od jakiejś małej cząstki choć... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz już dobranoc. Wybije zaraz godzina 2:00. Kładę się spać. Na cztery godziny... Dobranoc. Znaczy pewnie nie, ale co mi tam. Krótkanoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstałem. 6:00. I już pierwsza myśl dnia. Ponoć jak to mi mówicie taki wspaniały jestem, taki super, taki inny niż wszyscy, tak super czas się ze mną spędza... Ale jestem super przyjaciel... Bo więcej nikt nie chce dać... A ja chyba nie chcę żyć wiecznie nadzieją! Chcę być w końcu kimś!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znów TSA - 51... Idąc cmentarną aleją... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo ja zawsze podsycam swoją nadzieję... Zawsze ją wzniecam. I od nowa i od nowa... Bo mam wielką wiarę, że kiedyś musi być lepiej. Nie dopuszczam do siebie myśli o samotności... Nikt by po mnie nie zapłakał, gdyby mnie tak nagle zabrakło...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116640221847608710?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116640221847608710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116640221847608710' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116640221847608710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116640221847608710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/12/nie-ma-tytuu.html' title='Nie ma tytułu.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116599049371528924</id><published>2006-12-13T06:26:00.000+01:00</published><updated>2006-12-13T07:48:46.326+01:00</updated><title type='text'>...Umieram - gdy widzę jak błądzimy we mgle...</title><content type='html'>23:57 - wtorek, 12. grudnia 2006. Pobudka tego dnia wczesna - 5:30. Powód prosty - wycieczka do pięknego Torunia. Odjazd w szaroburej pogodzie zielonym autokarem nastąpił około 7:40. Około 11 zameldowaliśmy się na miejscu. Najpierw teatr. Przedstawienie &lt;b&gt;"Niebieski, niebieski, niebieski"&lt;/b&gt;. Większość chyba bawiły najbardziej te kurwy padające ze sceny. Ale padały nieprzypadkowo. Przedstawienie bowiem opowiadało u ludziach z problemami. Problemami z samymi sobą... Tak jak ja. I przez te ich problemy nie mogli dojść do zgody z otoczeniem. To tak jak ja... Czuję takie rosnące wyalienowanie. Ta moja droga jest coraz bardziej różna... Ale jest moja. Kontakt z otoczeniem, kolegami, koleżankami zachowuję, ale nie jest on już taki jak jeszcze niedawno. Ulubiłem moją samotność...przerywaną tylko przez Nią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pies ma przerąbane [;)], bo wychodzi na spacery kilka razy dziennie i te spacery oczywiście trwają po około godzinę, a ich trasa jest zawsze pokręcona. Ale w końcu starego dziadka mogę lekko wytresować [troche się mnie słucha...]. I łączę przyjemne z "pożytecznym". Pies się wybiega, a ja mogę spokojnie umysł wywietrzyć i nie zasmucać rodzicielki widokiem mojej ostatnio rzadko kiedy wesołej facjaty. A ja w tym czasie włóczę się z wiernym czworonogiem i myślę o tym wszystkim co się dzieje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam, zbaczam z myśli przewodniej tejże noty. Po przedstawieniu przeszliśmy do domu Kopernika, na wystawę o piernikach. Średnio było to ciekawe. Zapamiętam z pewnością, że pierniki są pierne ;]. Swojego piernika nie wypiekłem. Takie życie. Czas wolny to włóczęga. Toruń, znaczy jego Rynek w miarę poznałem, więc zdecydowałem się na samotną wyprawę uliczkami. Wpadł mi też do głowy iście szatański pomysł by odwiedzić brata w akademiku. Tak też uczyniłem. Przechodziłem obok tych jakże bliskich mi miejsc. Miejsc wspomnień... 11. listopada... Niedawno... A o 17:30 czas na zbiórkę przy przystrojonym okolicznościowo Koperniku. A ja z okolicznościowo zakupioną różą stoję wraz z bliską mi osobą i rozmawiam. Gdy widzę uśmiech w Jej oczach - jestem szczęśliwy... Gdy uśmiech zastępuje smutek - serce mi się rozdziera. W drodzę do autobusu pada dużo słów, nieraz wolałbym nie mieć języka, by nic nie mówić... Wracamy, a Ona zamiast totalnie na mnie się obrazić siedzi obok mnie. A ja ściskam Jej dłoń, tak bliską i ważną dla mnie i czuwam nad Jej snem. I myślę, myślę, myślę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;a ja Cię pilnuję&lt;br /&gt;towarzystwo gonię podejrzane&lt;br /&gt;które tu nad ranem&lt;br /&gt;ściąga patrzeć jak śpisz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;wcale się nie dziwię&lt;br /&gt;jest to nawet zrozumiałe lecz&lt;br /&gt;lecz mogą Cię obudzić&lt;br /&gt;a widzę jak nad Tobą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nad Tobą się unoszą&lt;br /&gt;nad Tobą się unoszą&lt;br /&gt;nad Tobą płyną wolno moje sny&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wracamy do naszej małej ojczyzny. I znów... Nieraz wolałbym być niemową... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ja naprawdę nie chcę ranić... nie chcę Twojego smutku... za często przepraszam...&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;przyznaję się do winy:&lt;br /&gt;naprawdę kocham Cię&lt;br /&gt;aresztujcie mnie&lt;br /&gt;kocham Cię&lt;br /&gt;aresztujcie mnie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps - o niczym innym już nie myślę... i o nikim innym chyba...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116599049371528924?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116599049371528924/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116599049371528924' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116599049371528924'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116599049371528924'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/12/umieram-gdy-widz-jak-bdzimy-we-mgle.html' title='...Umieram - gdy widzę jak błądzimy we mgle...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116475822318087813</id><published>2006-11-28T23:50:00.000+01:00</published><updated>2006-11-29T01:12:17.843+01:00</updated><title type='text'>Tu tytułu nie potrzeba, bo nie mogę tego nazwać...</title><content type='html'>I nie wiem co napisać... Dlaczego? Z jakiego powodu!? Co się stało? Wszystko mi się wali. A ja wiem, że to wszystko &lt;b&gt;moja wina&lt;/b&gt;! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od zawsze była jedna rzecz, która mi towarzyszyła. &lt;b&gt;Samotność&lt;/b&gt;. Taka w sensie braku miłości... Zawsze chciałem żyć dla ludzi. I zawsze ludzie byli wokół mnie. Bliżsi, dalsi. Przyjaciele, znajomi. Zawsze była okazja by komuś pomóc, by z kimś porozmawiać. Nie było jednak nigdy odwzajemnionego uczucia. Męczyło mnie to, bolało, ale żyłem. Żyłem z tym. Z wiarą, nadzieją i ciągłą miłością. I ciągle do przodu, z miłością, do ludzi. I nieważny był kolejny kopniak od losu. Przyjmowałem je odważnie... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś... Dziś jestem nieszczęśliwy, smutny, nie mam chęci do ciągnięcia tego wózka... A dlaczego?! &lt;b&gt;Bo zostałem pokochany!&lt;/b&gt; Ale zostałem pokochany podwójnie... W jednej chwili się ucieszyłem. Powiedziałem, że to może jakiś znak... Świat się zmienia. Świat w końcu docenił takiego śmiecia jakim niewątpliwie jestem. Ale jednocześnie z tym drobnym szczęściem przyszedł wielki smutek. Przecież te dwie sytuacje są na straconej pozycji... Nie chcę być piątym kołem u wozu! Nie chcę rozbijać niczego! Nie chcę krzywdzić nikogo! Wychodzi jak zwykle... Lepiej niech skrzywdzę siebie. Przywykłem już do tego... Przywykłem do smutku, przywykłem do samotności. Oni nie. Oni was kochają... Oni są blisko, ja może też... Ale ja mogę być przyjacielem. Oni może nie... Nie traćcie tych bliskich dla mnie. Ja nie jestem tego wart. Bo ja jestem niewiele wart. Bo ja niewiele mogę dać. Nie mam sznuru pereł, nie mam fury szmalu... Mam tylko serce... Mam tylko &lt;b&gt;rękę&lt;/b&gt;, która zawsze złapać można w kłopocie, mam &lt;b&gt;ramię&lt;/b&gt;, na którym zawsze można się oprzeć. Mam &lt;b&gt;ucho&lt;/b&gt;, które zawsze wysłucha i &lt;b&gt;serce&lt;/b&gt;, które zawsze przyjmie to co usłyszy... Ale to za mało. Wiem o tym... I przepraszam za to, że brakuje mi jeszcze tyle...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w tym momencie myślę, że najlepiej byłoby gdyby w obecnym &lt;i&gt;układzie&lt;/i&gt;, który niestety przewiduje cierpienie, cierpiała jedna jedyna osoba... Ja.... Bo ani Wy na to nie zasłużyłyście, ani Oni, Bogu ducha winni... Tylko ja. Więc to ja powinienem to wszystko rozwiązać. Najlepiej byłoby gdybyś i Ty ułożyła sobie z Nim życie i Ty z Nim... Ja sobie poradzę... Bo ja nie jestem wart żadnej z was... Nie mam prawa dotykać tych progów... Nie mam prawa wchodzić z butami w wasze życie. Przepraszam za to, że wlazłem..., jak cham, jak prostak w Twoje i Twoje życie. Nie chciałem nikogo skrzywdzić, wyszło jak zwykle. Chcę cierpieć. Oddajcie mi swoje cierpienie. Wam ono niepotrzebne. Ja je przetrawię na lepsze może coś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I czyja to wina? Moja wina. To ja jestem taki jaki jestem. Mnie takiego stworzył Stwórca. Bym dał coś temu otoczeniu... Ale dziś daję tylko cierpienie. A tego nie chcę... Ja będę cierpiał... Ja... ja... ja... Nie mogłem dać rady gdy widziałem Twoje łzy... Serce mi pękło... Nie podaruję sobie smutku w Twoich oczach. Nie podaruję sobie tego, że mnie znienawidzicie. Ale na to jestem gotowy. Bo sam do tego doprowadziłem. Sam sobą, sam swoim stylem życia, sam swoim życiem... Wierzcie mi... ja nie jestem żadnym wielkim człowiekiem, nie jestem człowiekiem wartym zachodu. Jestem tylko zwykłym, jednym z tych prostych wyrobników na ziemi. Jestem tym romantykiem, który nie potrafi zejść na ziemię. I to mnie wyklucza... Gdy jechałem do Torunia nie myślałem, że tak się to skończy. Gdy wybrałem się na spacer do parku też o tym nie myślałem. Ale to może znak... Może kurde Bóg (jeśli istnieje, ale chyba musi ktoś nad nami czuwać...) powiedział, że musi coś ze mną zrobić... I sprowadził mi dwa anioły jednocześnie.... A ja nie jestem godzien. Opiekujcie się tymi, których obecnie macie pod swymi skrzydłami. Nie sprawiajcie im bólu, bo mogą odejść. Ja nie odejdę... Bo nie potrafię i nie umiem. I najważniejsze - nie chcę. Chcę być przyjacielem, chcę otrzeć łzy, chcę pocieszyć. Chcę pomagać w problemach. Nie chcę natomiast ich wywoływać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Z nim będziesz szczęśliwsza - Edward Stachura&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrozum to, co powiem&lt;br /&gt;Spróbuj to zrozumieć dobrze&lt;br /&gt;Jak życzenia najlepsze, te urodzinowe&lt;br /&gt;Albo noworoczne, jeszcze lepsze może&lt;br /&gt;O północy gdy składane&lt;br /&gt;Drżącym głosem, niekłamane&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nim będziesz szczęśliwsza&lt;br /&gt;Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ja, cóż -&lt;br /&gt;Włóczęga, niespokojny duch,&lt;br /&gt;Ze mną można tylko&lt;br /&gt;Pójść na wrzosowisko&lt;br /&gt;I zapomnieć wszystko&lt;br /&gt;Jaka epoka, jaki wiek,&lt;br /&gt;Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień&lt;br /&gt;I jaka godzina&lt;br /&gt;Kończy się,&lt;br /&gt;A jaka zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Nie myśl, że nie kocham,&lt;br /&gt;Lub że tylko trochę kocham&lt;br /&gt;Jak cię kocham, nie powiem, no bo nie wypowiem -&lt;br /&gt;Tak ogromnie bardzo, jeszcze więcej może&lt;br /&gt;I dlatego właśnie żegnaj,&lt;br /&gt;Zrozum dobrze, żegnaj, żegnaj&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nim będziesz szczęśliwsza&lt;br /&gt;Dużo szczęśliwsza będziesz z nim.&lt;br /&gt;Ja, cóż -&lt;br /&gt;Włóczęga, niespokojny duch,&lt;br /&gt;Ze mną można tylko&lt;br /&gt;Pójść na wrzosowisko&lt;br /&gt;I zapomnieć wszystko&lt;br /&gt;Jaka epoka, jaki wiek,&lt;br /&gt;Jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień&lt;br /&gt;I jaka godzina&lt;br /&gt;Kończy się,&lt;br /&gt;A jaka zaczyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ze mną można tylko&lt;br /&gt;W dali znikać cicho&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stachura tu określa to co we mnie. Z Nim będziesz szczęśliwsza. Pamiętaj. Ja jestem tylko tym włóczęgą, który zawsze będzie czekał, by pójść na wrzosowisko. A potem odejść. A Ty znów wrócisz do Niego. Więc ułóżcie sobie z nimi. Wszystko będzie dobrze. Ja się od was nie odwrócę... Ja zawsze będę w pobliżu. Czekał będę aby zawsze pocieszyć, zawsze przyjąć problem. Takie moje podejście. I choć kocham to nie mogę. Nie chcę być piątym kołem. Nie chcę rozrywać waszych związków. To jest bowiem największe skurwysyństwo na świecie. Możecie mnie też znienawidzić już dziś... Bo ja chyba na nienawiść zasłużyłem. Nie na miłość. Za dużo zła robię. A chcę dobra. Ale jak to mówią: Dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane. Ale ja nadal będę się starał... I zawsze będę blisko. I to ja zasłużyłem najbardziej na cierpienie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włóczęga, niespokojny duch. Dnia 29 listopada, godzina 0:55. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli tylko uznacie mnie za człowieka niepotrzebnego - wyrzućcie mnie z życia. Kliknijcie na ikonę moją w waszym wewnętrznym komputerze. Potem opcja usuń i ok. I zniknę. Naprawdę. Może ta samotność jest mi przeznaczona. Choć ja nie jestem samotny. Mam przyjaciół... ludzi, którym pomogę i którzy mi pomogą... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nic nie mogę powiedzieć już. Zgubiłem się we mgle chyba. Mgle w moim sercu. Mgle w życiu. I na zewnątrz też mgła. Już trzeci dzień. Nie widać nic. I bardzo dobrze. Nikt nie patrzy mi w oczy. I mogę spokojnie uronić łzę... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Jutro możemy być szczęśliwi&lt;br /&gt;Jutro możemy tacy być&lt;br /&gt;Jutro by mogło być w tej chwili&lt;br /&gt;gdyby &lt;b&gt;w ogóle mogło być&lt;/b&gt;...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Raz Dwa Trzy - Jutro możemy być szczęśliwi. Dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116475822318087813?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116475822318087813/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116475822318087813' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116475822318087813'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116475822318087813'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/tu-tytuu-nie-potrzeba-bo-nie-mog-tego.html' title='Tu tytułu nie potrzeba, bo nie mogę tego nazwać...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116423844968613318</id><published>2006-11-22T23:44:00.000+01:00</published><updated>2006-11-23T00:49:17.360+01:00</updated><title type='text'>Odcisnęli nas z jednej foremki...:-)</title><content type='html'>Zaczynałem dziennik z myślą o tym, że ktoś go tam będzie czytał. Ktoś przeczyta, może się uśmiechnie, może wyciągnie jakiś wniosek z jednej czy drugiej noty dla siebie. Tak pisałem i pisałem, komentowaliście to najczęściej wy ;-). Aż do pewnej noty. Pamiętnej już &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przyjaciele i "przyjaciele"&lt;/span&gt;. Pamiętam, że odnośnik do niej znalazł się w moim opisie GG. Zamierzenie było, by i Przyjaciele i "przyjaciele" przeczytali to. Ale przeczytała to też pewna osoba, która ani do jednego, ani w żadnym razie do drugiego grona nie należała. I jeszcze notkę skomentowała... Ach to zuchwała ;-). Podpisała się jako &lt;b&gt;Panna Migotka&lt;/b&gt;. I tak komentowała i komentowała wszelakie noty od tamtej pory, cały czas pozostając tajemniczą Panną M. Odsłaniała tylko rąbek tajemnicy... Ale dalej pozostawała tajemnicza... I tak to się toczyło. Ja skołowany gubiłem się w domysłach kimże może być tajemnicza komentująca. Przez pewien okres czasu sądziłem, że jest po prostu jakimś żartem któregoś kumpla... I tak apelowałem o odsłonięcie... o pokazanie się na oczy... Prosiłem nietylko ja ;-). I w końcu dało to efekt... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dnia 15 listopada 2006&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;16:51:07 Migotka (GG# xxxxxxx) &lt;br /&gt;hej...&lt;br /&gt;16:51:21 Migotka (GG# xxxxxxx) &lt;br /&gt;stwierdziłam, że wreszcie należałoby się odezwac...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet nie wiesz jak się ucieszyłem tym. Jakie to życie jest dziwaczne... Przez taką skrzynkę, znaczy komputer ludzie się zaprzyjaźniają. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wybiegając do dnia wczorajszego już, znaczy 22 listopada. O godzinie 19:20 spotkałem w końcu Pannę M. osobiście. Mogliśmy w końcu pogadać, wymienić coś więcej niż tylko uśmiech i "cześć" w szkole... Kwiatka nie miałem - kwiaciarnie o 19 zamknięte już. Ale i tak jakoś od początku czułem, że to musi być dobrze. I zaczęliśmy spacer. Obeszliśmy dobry kawałek naszego małego miasta. W tym czasie omówiliśmy tyle tematów... Nie wiem jak to opisać. To jest wielkie, że ludzie znajdują najczęściej wartościowych ludzi w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach :). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najważniejsze co ustaliliśmy na tym spacerze jest to, że jesteśmy chyba jakimś myślowym rodzeństwem, a może w ogóle jesteśmy rodzeństwem ;). Skąd taka idea? Bo nigdy nie spotkałem człowieka, który myślałby identycznie do mnie, który miałby podobne poglądy, tak podobne podejście do życia. I to jeszcze człowiek ten chodzi w spódnicy :o. Cóż nas łączy? Podejście do życia, podobny gust muzyczny. Obydwoje nosimy nasze książki w torbach na ramię. Obydwoje sądzimy, że chyba niebardzo trafiliśmy na swoje czasy... Chyba powinniśmy żyć ciut wcześniej. Ale żyjemy teraz i z tym jest dobrze. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotkałem szczerą dziewczynę, z którą jesteśmy złączeni jeszcze jednym wspólnym podejściem. Podejściem do przyjaźni. Ona reprezentuje podejście moje, albo ja reprezentuję jej podejście ;). Nie, reprezentujemy nasze wspólne podejście. Już wiem w tym momencie, że mam naprawdę dobrą przyjaciółkę. A ile wy się znacie?! - zakrzykną zatwardziali &lt;i&gt;normalni&lt;/i&gt; realiści... Ile się znamy? Znamy się bezpośrednio, znaczy z rozmów choćby na gg od dni 8. Przez dziennik znamy się dłużej. A ja wiem, że Anna jest moją przyjaciółką. Dzielić tyle wspólnych poglądów, twierdzeń, zdań. To jest wielkie. Aż ciężko to ubrać w słowa. Spotkałem naprawdę dobrą osobę na swojej drodze. Kolejną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak oto, dzięki spontanicznej propozycji, dwoje ludzi miało bardzo miły wieczór. To nic, że padał deszcz... Najważniejsze były te rozmowy. O wszystkim i o niczym. A najczęściej powtarzanym zdaniem było: &lt;i&gt;"Skąd ja to znam"&lt;/i&gt; albo &lt;i&gt;Ej... ja mam tak samo...&lt;/i&gt;. Bliźnięta, duchowe bliźnięta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak już wiem, że Ania dołącza do grupy przyjaciół, tych szczególnych osób... bardzo ważnych dla mnie. A realiści niech zamilkną. Bo spotkało się dwoje ludzi z przerostem zaufania i wiary w drugiego człowieka. I właśnie dlatego zrozumiały się od pierwszej minuty...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takich ludzi nie spotyka się codziennie na ulicy... To jest chyba oddziaływanie siły wyższej. Czasem zsyła nam ona takich ludzi, można ich nazwać Aniołami. A kto by pomyślał.... gdyby nie to, że któregoś dnia szukałaś ludzi z Nidzicy, którzy tak jak Ty siedzą nocą przed monitorem, to pewnie byśmy się nie poznali... A tak, to jest jak jest :). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozmowy świetne, zrozumienie, uśmiech, swoboda. To jest to co uwielbiam. Z takimi ludźmi jak P. M. warto kraść konie... I ta rozmowa, jakbyśmy się znali od wielu lat, jakbyśmy wiedzieli o sobie wszystko. To jest kolejna piękna strona życia. A my znamy się osobiście od kilku godzin... Ale nie czas gra rolę, tylko serca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno. Odcisnęli nas z jednej foremki. To pewne. Takie bliźnięta z nas. Dobrze, że się spotkaliśmy na swoich drogach. I to zaufanie nasze, które kurcze już jest. A znamy się 8 dni... I ktoś kiedyś powiedział, że to czas warunkuje przyjaźń... Guzik prawda. To zależy od ludzi. Ich podejścia do tego wszystkiego. A takie podejście, które nas łączy, jest najlepsze :). I te rozmowy. O wszystkim. I o modzie, urodzie, o Kaczorach, Romku... Takie błahostki. Ale było też wiele tych ważnych rozmów, o rzeczach wielkich, tych nadziemnych. I ta moja łatwość mówienia o nich została jeszcze podniesiona przez postawę mojej rozmówczyni. Ach, te bliźniaki... z których siostra jest starsza tylko o sześć miesięcy. Co tam... ;). I wzruszyłem Cię? Ale to tylko ja... Taki tam dziwny człowiek, który mówi tylko to co ma w głębi serca. Ten, który nie kryje się z uczuciami. Taki jestem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Jakby to powiedziała nasza wspólna pani od biologii: Macie takie same allele duszy... tylko, że jedno z was jest XX, a drugie XY ;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116423844968613318?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116423844968613318/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116423844968613318' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116423844968613318'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116423844968613318'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/odcisnli-nas-z-jednej-foremki.html' title='Odcisnęli nas z jednej foremki...:-)'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116397185428000873</id><published>2006-11-19T21:41:00.000+01:00</published><updated>2006-11-19T22:41:16.846+01:00</updated><title type='text'>Tydzień minął...</title><content type='html'>Minął tydzień. Tydzień temu byłem świeżo po powrocie z Torunia. To co działo się tam opisałem. A teraz jestem tutaj, tydzień po tym. I dalej jestem taki jak byłem wtedy. Cholernie tęsknię. Ale znam już termin następnego wyjazdu. 8. grudnia, w dniu moich siedemnastych (jaki ja jestem stary...) urodzin, znów będę tam... To już niedługo. Na wyciągnięcie ręki. Wytrzymamy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minął tydzień. Tydzień pod znakiem ciągłego zamyślenia. Ciągłych myśli o Tobie. Wiesz jak mi myśli kradniesz? Wiesz. I to jest teraz piękne. Nie boję się teraz niczego, bo wiem, że moje serce jest wspomagane przez Twoje. Czuję Ciebie obok, choć nie widzę... Ale czuję, że też myślisz o mnie. To tylko 3 tygodnie jeszcze. I znów Toruń Miasto. I znów wejdę po schodach. I znów zobaczę Ciebie! I powitanie nie będzie już takie jak było tydzień temu... Pamiętasz? Ale byłem spięty... Teraz się z tego śmieję, bo musiałem naprawdę komicznie wyglądać z tą różyczką. I nie wiedziałem, że w tym momencie spotkałem największe szczęście... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ze spraw bardziej przyziemnych, tak na małą przerwę w moich uniesieniach, muszę powiedzieć, że tydzień minął pod znakiem awarii internetu... Jutro już gość z serwisu musi zawitać. Płaci się, to się wymaga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kontynuując. Tydzień minął pod znakiem tęsknoty... Tęsknię... I minął też pod znakiem telefonów. Dzwoniłem i dzwoniłem, to mi dawało namiastkę Ciebie w pobliżu. Słyszeć głos ukochanej osoby to jednak wiele. I jest człowiekowi łatwiej, bo czuję, że osoba ta jest ciut bliżej. Wytrzymam. To tylko kilka dni już...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj naprawdę przekonałem się, że pewna osoba jest moim przyjacielem. Wyciągnął mnie kolega Mateusz na spacer. Przeszliśmy około 5 km. Wieczór, ciemność. Rozmowiać można było bez końca. Wielki człowiek z Niego jest. Mądry, godny zaufania. Pomoże mi zawsze gdy mam problem. I za to wielki dla Ciebie Mateuszu szacunek. Ty też zawsze liczyć możesz na starego Skibiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak samo wszyscy inni przyjaciele Skibiego. Ja wam to muszę powtarzać? W końcu was zanudzę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jestem ja... Gdyby mi ktoś powiedział: &lt;i&gt;Weź się zmień, to dostaniesz furę kasy... Tylko po prostu nie zwracaj na ludzi uwagi, bądź zupełnie inny niż byłeś...&lt;/i&gt;. Powiedziałbym takiemu człowiekowi staropolskie: &lt;i&gt;Won!&lt;/i&gt;. Tak samo ja nie chcę zmieniać was, ludzi w moim otoczeniu. Dlatego nieraz mi nie wychodzi w kontaktach z ludźmi. Ostatnio postanowiłem się wycofać z pewnej znajomości. Znaczy nie wycofać, tylko sprawdzić drugą osobę. I stało się tak jak się stało. Ja tego nie żałuję, bo się uczę kolejnej prawdy o ludziach... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kocham i tęsknię... Ale wytrzymam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze dwie kwestie. Pierwsza to apel. Do tych czytelniczek, które mają swoich ukochanych tutaj... Szanujcie siebie nawzajem. Macie siebie na wyciągnięcie ręki. A ja? Spójrzcie na tych, którzy tęsknią, bo nie mają kochanych blisko...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga. Mateusz powiedział wczoraj, że do uśmiechu potrzeba napięcia 16 mięśni, a do smutku 21... Nie sądzicie, że lepiej się uśmiechać i nie męczyć zbyt wielkiej liczby mięśni?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116397185428000873?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116397185428000873/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116397185428000873' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116397185428000873'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116397185428000873'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/tydzie-min.html' title='Tydzień minął...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116345608522047893</id><published>2006-11-13T22:07:00.000+01:00</published><updated>2006-11-14T15:56:13.676+01:00</updated><title type='text'>My... Szczęście, szczęście...i tęsknota... i smak truskawek</title><content type='html'>I zbieram myśli... Choć nie. Te myśli nie muszą być zbierane, bo są cały czas świeże i nie odejdą przez długi czas... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pojechałem do Torunia. By spotkać się z Nighti... Poza tym byłem na imprezie urodzinowej brata mego. Impreza nieważna. Schlałem się. Takie życie. Takie prawa młodości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9 listopada 2006. Godzina 16:00. Wychodzę z pośpiesznego do Wrocławia. Wysiadam w Toruniu Mieście. Biorę w garść zakupioną uprzednio &lt;b&gt;różę&lt;/b&gt; i wspinam się po schodkach na górę. I widzę, wyłania się nagle postać. I już &lt;b&gt;Ją&lt;/b&gt; widzę, &lt;b&gt;Ona&lt;/b&gt; widzi mnie... Pierwsza chwila nieśmiałości. Wręczam różę. I idziemy . Początkowo, jak to zwykle przy pierwszym spotkaniu, było trochę nieśmiało. Rzekłbym drętwo. Ale za chwile to przełamujemy. Idziemy do restauracji i zjadamy naleśniki. Przepyszne naleśniki... A następnie cóż... Rozstaliśmy się... Jedenastka odjechała po raz pierwszy... A ja pomaszerowałem do Domu Studenckiego nr 5, gdzie mieszka brat mój. Tam poznaję jego dziewczynę i znajomych. Następnie idziemy na imprezę, z której wróciłem o 11. Znaczy wróciłem w sensie odzyskałem świadomość. No cóż... Przesadziłem z tym i owym i takie efekty. Ważne by wyciągać nauczki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10 listopada 2006. Wstaję o 11. Czuję się jak wrak. Szybko idę pod prysznic, ale wiem już, że i tak się spóźniłem (umówieni byliśmy na 11:30). Ale Ewa mi przebacza i pozwala przełożyć spotkanie na 12:30. I znów spacer, znów pięknymi uliczkami Torunia... I znów za szybkie rozstanie... I jedenastka odjeżdża po raz drugi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I przychodzi najważniejszy dzień tego wyjazdu, chyba najważniejszy w moim życiu. Tym, które nic nie znaczy. Ale tego dnia nabrało znaczenia. I znów godzina 16. Znów Plac Rapackiego. Znów wysiadasz z autobusu. A ja już czekam. Z różyczką. A Ty też coś dla mnie masz. Coś co zawsze już będzie mi przypominało ten dzień. Te koraliki, które mam na szyi. Zgodnie z planem idziemy grać w bilard. Godzina gry mija szybko. Wychodzimy więc z lokalu. I ten most... I &lt;b&gt;Twoje&lt;/b&gt; słowa na moście. One są w moim sercu wyryte już. W jednym momencie odeszły troski. I idziemy tam... W miejsce nasze... To miejsce już nigdy nie będzie nikogo. Tylko nasze. I powiedz, to przyszło tak nagle. Nie wiem skąd. Wiem tylko, że było cudne. W tym momencie poczułem jak serce mi wypada, jak raduje się tym momentem... Jakim momentem? To była godzina...I ciepło dłoni, ciepło serc... Ciepło? To był żar... Niósł mnie on jak na skrzydłach. I nic się w tym momencie nie liczyło. I teraz też nic się nie liczy. Tylko TY. Ciepło dłoni, żar serc i truskawkowy smak... Nigdy tak przepysznych truskawek nie jadłem. Chwila ta minęła.. I poszliśmy na chwilę ogrzać się. Wypić barszcz. A w barze piosenka, która też będzie już tylko nasza... Ta piosenka już zawsze będzie przypominać mi te momenty. Najpiękniejsze... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gdy nie bawi Cię już&lt;br /&gt;Świat zabawek mechanicznych&lt;br /&gt;Kiedy dręczy cię ból nie fizyczny&lt;br /&gt;Zamiast słuchać bzdur głupich&lt;br /&gt;Telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz&lt;br /&gt;Spytaj siebie czego pragniesz&lt;br /&gt;Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko&lt;br /&gt;Gdy udając że śpisz&lt;br /&gt;W głowie tropisz bajki z gazet&lt;br /&gt;Kiedy nie chcesz już śnić&lt;br /&gt;Cudzych marzeń&lt;br /&gt;Bosa do mnie przyjdź&lt;br /&gt;I od progu bezwstydnie powiedz mi&lt;br /&gt;Czego chcesz&lt;br /&gt;Słuchaj jak dwa serca biją&lt;br /&gt;Co ludzie myślą - to nieistotne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie nieprzytomnie&lt;br /&gt;Jak zapalniczka płomień&lt;br /&gt;Jak sucha studnia wodę&lt;br /&gt;Kochaj mnie namiętnie tak&lt;br /&gt;Jakby świat się skończyć miał&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Swoje miejsce znajdź&lt;br /&gt;I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens&lt;br /&gt;Słuchaj co twe ciało mówi&lt;br /&gt;W miłosnej studni już nie utoniesz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie nieprzytomnie&lt;br /&gt;Jak zapalniczka płomień&lt;br /&gt;Jak sucha studnia wodę&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie&lt;br /&gt;Kochaj mnie nieprzytomnie&lt;br /&gt;Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz&lt;br /&gt;Na linie nad przepaścią tańcz&lt;br /&gt;Aż w jedną krótką chwilę&lt;br /&gt;Pojmiesz po co żyjesz...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to brzmiało w moich uszach. Szybko spożyliśmy barszcz i wróciliśmy znów tam. Chcieliśmy tego obydwoje. I znów smak truskawek... Truskawek... truskawek... truskawek... I ta bliskość. I ta świadomość, że ktoś w końcu czuje to co ja... Ktoś w końcu odwzajemnia moje uczucie... Nigdy w życiu tak szczęśliwy nie byłem. Dłonie, delikatny dotyk. Oczy i ten uśmiech. Ten uśmiech wzajemny, który nie pozwalał nam myśleć o czymkolwiek złym... Byliśmy w naszym miejscu, na naszej samotnej wyspie. Bezpieczni, schronieni przed tym całym światem... Ale czas... czas... płynie, nieubłaganie upływała minuta za minutą. A my coraz bardziej chcieliśmy tam zostać... Ale świat nas ściągnął... 20:57, a może to była 20:52... Jedenastka odjeżdża po raz ostatni... A ja zostałem na przystanku jako najszczęśliwszy człowiek i jako ten, którego smutek był nieogarniony... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wiem jedno... Wiem co czuję. Ty też to wiesz. I wiem co Ty czujesz. I już nigdy w Ciebie nie zwątpię. Już nigdy nie będę człowiekiem małej wiary dla Ciebie... Jesteś dla mnie światem. Jesteś dla mnie życiem, wodą, która mnie poi. Pokarmem, który zaspokaja moje serce. Ale ja nie zasłużyłem! Bo ja &lt;i&gt;niewiele Ci mogę dać...&lt;/i&gt;. Choć nie... Zasłużyłem. Zasłużyliśmy na siebie nawzajem... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz wiem jedno. Jestem tego pewniejszy niż byłem wcześniej. &lt;b&gt;Życie moje oddałbym za Ciebie.&lt;/b&gt; To nie jest pusty slogan. Moje życie jest teraz sensowniejsze niż kiedykolwiek. Jego sensem jest powrót do Torunia, jak najszybszy. Jego sensem jesteś Ty. I to miejsce, i ciepło. I smak truskawek... Ja wrócę tam na stałe. Wtedy będziemy już zawsze szczęśliwi... Już nie pozwolę Ci się bać, nie pozwolę Ci być smutną. Bo dla mnie jesteś najważniejsza... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I może jest tak jak w tym wierszu... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ojcze nasz, który jesteś niemy,&lt;br /&gt;który nie odpowiadasz na żadne wołanie,&lt;br /&gt;a tylko rykiem syren co rano dajesz znać, że świat&lt;br /&gt;ciągle jeszcze istnieje,&lt;br /&gt;przemów:&lt;br /&gt;ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy,&lt;br /&gt;w tandetnym płaszczu, z trzema pierścionkami&lt;br /&gt;na palcach, z resztką snu w zapuchniętych oczach,&lt;br /&gt;musi usłyszeć Twój głos,&lt;br /&gt;musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić&lt;br /&gt;w ten jeszcze jeden świt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze nasz, który nic nie wiesz,&lt;br /&gt;który nie patrzysz nawet na tę ziemię,&lt;br /&gt;a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat,&lt;br /&gt;że nasz świat trwa uporządkowany, spójrz:&lt;br /&gt;ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony&lt;br /&gt;nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą&lt;br /&gt;popołudniówki tłustą od sosu i druku,&lt;br /&gt;musi wiedzieć, że Ty także wiesz,&lt;br /&gt;musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć&lt;br /&gt;ten jeszcze jeden dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze nasz, którego nie ma,&lt;br /&gt;którego imienia nikt nawet nie wzywa&lt;br /&gt;prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej&lt;br /&gt;litery, bo świat&lt;br /&gt;radzi sobie bez Ciebie,&lt;br /&gt;bądź:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza&lt;br /&gt;wszystkie swe dzisiejsze kłamstwa, lęki, zdrady,&lt;br /&gt;wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione&lt;br /&gt;musi wierzyć, żeś jednak jest,&lt;br /&gt;musi wierzyć, żeś jest, aby przespać&lt;br /&gt;tę jeszcze jedną noc.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale On musi być, ktoś musi być! Bo to On zesłał mi Ciebie na swą drogę... Choć może jestem niegodzien... Ale jednak godzien... &lt;b&gt;W Twych ramionach czułem się niebiańsko... &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jestem teraz szczęśliwy, ale i nieszczęśliwy. Ale pokrzepia mnie to uczucie, że dla kogoś jestem naprawdę ważny. Że ktoś myśli o mnie tak jak ja o tej osobie... Że ktoś odwzajemnia to co czuję. I powiedziałaś mi to jako pierwsza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ty wiesz co ja czuję, to się nie zmieni... &lt;b&gt;Życie za Ciebie oddam, tylko powiedz kiedy.&lt;/b&gt; Zniszczę każdego, kto będzie chciał zrobić Ci krzywdę... Ochronię Cię przed złem tego świata... W zamian nic nie oczekuję... Bo wystarczy, że jesteś... Jesteś bowiem &lt;b&gt;najważniejszą&lt;/b&gt; osobą w moim życiu... Dzięki Tobie odrzucam życiowe smutki. Myśl o Tobie mnie pokrzepia... &lt;b&gt;I już do Ciebie tęsknię...&lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116345608522047893?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116345608522047893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116345608522047893' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116345608522047893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116345608522047893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/my-szczcie-szczciei-tsknota-i-smak.html' title='My... Szczęście, szczęście...i tęsknota... i smak truskawek'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116293511759991772</id><published>2006-11-07T19:14:00.000+01:00</published><updated>2006-11-07T22:49:28.500+01:00</updated><title type='text'>Przyjaźń, myśli, rezygnacja, oświadczenie, wieczór i przyszłość...Oraz coś co nie każdy będzie chciał przeczytać...</title><content type='html'>A więc... Nie zaczyna się zdania od: "A więc"! No tak. Racja. Zapomniałem się. Przepraszam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No to tak. Od "no to tak" też chyba wypowiedzi zaczynać nie powinienem. Ale nie jestem na polskim, nie muszę tu pisać z wszelkimi och ach. Choć na polskim też tak nie piszę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejdźmy do meritum. Źle mi. Źle mi cholernie. A po mnie to niestety/stety widać. A z jakiego to powodu? Powód jest jeden: kontakty międzyludzkie. Chrzani mi się ciągle z pewną osobą. Powie ktoś: &lt;i&gt;Ale to przecież tylko jedna osoba. Kontakty z jedną osobą nie zmieniają chyba kontaktów z całą resztą.&lt;/i&gt; Ale nie u mnie. To oczywiście dało mi do myślenia, do przemyślenia. I cóż wywnioskowałem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż. Nie mam przyjaciół. Znaczy nikt mi nigdy nie powiedział, że jestem jego/jej przyjacielem. Boli mnie to, choć raczej powinienem przywyknąć. W czasach totalnego braku zaufania nie ma miejsca dla takich jak ja. I to dobrze. Nie chcę bowiem być w modzie. Bo po co? Żebyście mnie rozchwytywali. Żeby dziewczęta krzyczały, mdlały na mój widok. Nie potrzeba mi takiego czegoś. Tylko szkoda, że jestem samotny. Że rzadko kiedy mogę komuś się wyżalić. Znaczy nie. Mogę się wyżalić i to często. I korzystam z tego. Tak samo niech ludzie, których uważam za przyjaciół korzystają ze mnie. Korzystają w sensie dobrym. Ktoś mi niedawno powiedział, że ja przyciągam do siebie ludzi, bo ponoć dobry ze mnie człowiek. Nie wiem czy to prawda. Ja się staram. Gdy traktuję człowieka jak przyjaciela to staram się dla niego często aż za bardzo. Ale nie usłyszałem od nikogo, że jestem jego przyjacielem... Ale to już wynika chyba z rozbieżności w postrzeganiu pojęcia przyjaźni, przyjaciela, itp. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większośc ludzi pojmuję jako &lt;i&gt;niewolników czasu&lt;/i&gt;. W życiu codziennym wszystko na tip top. Zegarek rządzi. I tak samo w przyjaźni. Wydaje mi się nieraz, że traktujecie przyjaźń jako coś co jest kreowane przez czas. Wyjaśnijcie mi, jeśli łaska. Czy to jest tak, że do dwóch lat znajomości człowiek jest kolegą, znajomym, kumplem... A po dwóch latach można sobie dopiero powiedzieć, że jest się przyjaciółmi? Dla mnie to tak nie wygląda. Dla mnie przyjacielem może być człowiek, którego będę znał tydzień. Bo nie czas jest najważniejszy w przyjaźni! To jest tylko jeden ze składników. I to niezbyt istotnych. Na cholerę bowiem znać osobę 10 lat, gdy jej nie ufamy? Taka osobę nazwiesz przyjacielem, bo ją znasz 10 lat, tak? Wspaniale... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo przyjaźń to zaufanie. Ja powiem człowiekowi, którego znam tydzień "Mój przyjacielu", gdy zobaczę, że jest to osoba, której na mnie zależy, która mi ufa i której ja ufam. A czas może to tylko umocnić. Więc drodzy moi. Nie oszukujmy się. Nie będę dla was przyjacielem, jeśli sami tego nie zechcecie. Jednak bądźmy szczerzy. Dla was nie wystarczy to, że człowiek jest zawsze dla was, że się stara, że obdarza zaufaniem, że można mu ufać. Bo człowiek musi do jasnej cholery KIMŚ być... Musi COŚ mieć... Nie. To nie tędy droga. Zresztą, co ja będę pouczał. Ja mogę tylko dalej się starać, ja mogę dalej żyć dla ludzi, mogę dalej cierpieć. I będę cierpiał. Pewnie jeszcze nie raz, nie dwa będę w takim nastroju jak dziś. A może ja się dałem trochę zniewolić określeniu "przyjaciel". Choć zawsze przyjaciel to więcej niż kumpel... Ale ja od nikogo niczego wymagać nie będę. Bo jak już napisałem. Każdy ma inną definicję słowa przyjaciel. Jeżeli miałbym pojmować przyjaźń po "waszemu" to mam tylko jednego przyjaciela. Ale ja będę ją pojmował po swojemu. Wy pojmujcie jak chcecie. Określajcie mnie jak chcecie. Możecie nic nie chcieć, to tez jest droga. Ale najlepiej powiedzcie mi wprost, kim ja jestem? Jak mnie widzicie? Szczerze... tak mi się marzy, by mi każdy powiedział wprost... Ale to nie teraz, nie w tych czasach... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I miało być pewne oświadczenie. Ale pewna niewiasta powiedziała, że oświadczenie to nie miałoby wielkiego sensu, bo do adresata/tki i tak by nie dotarło. A zresztą, nie będę tego pisał. Może odczujesz, co miałem na myśli, co chciałem napisać. Jednym słowem - zmieniam do Ciebie podejście... Będzie tak, jak Ty chcesz... Czyli nijak... Czyli skazuję/skazujemy to na powolne umieranie. Szkoda. Ale takie jest życie. Nie będę już powtarzał tych moich frazesów, że możesz liczyć i blablabla. Bo to nie ma sensu. Tak samo postaram się już nikomu tego nie powtarzać. Albo o tym pamiętacie, albo nie... Prosta filozofia. Skibi jest po to, by pomagać drugiemu. Nie po to, by mu na okrągło o tym przypominać. Pamiętacie albo nie... Ja nigdy pomocy nie odmówię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiem, że świata nie zmienię. Ale chciałbym choć zmienić odrobinę moje otoczenie. Jakoś poruszyć, skruszyć ten mur. Ale samemu to ja nic nie zrobię... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pewna czytelniczka, z którą odbyłem, znaczy odbywam cały czas długą rozmowę powiedziała mi, żebym napisał raczej o jakiejś radosnej rzeczy, niż ciągle się smucił. I ma rację. Za dwa dni jadę do Torunia. Zobaczę się z Nighti. Doczekać się już tego nie mogę. I wciąż o tym myślę. Ponadto czytelniczka ta zauważyła, że przecież to już niedługo wiosna. Prawda. Już niedługo zakwitną kwiatki, będą ćwierkały ptaszki, a alergicy będą mieli przerąbane. Doczekać się już wiosny nie mogę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpisałem się? Ano tak to jest jak człowiek sobie na spokojnie zacznie o 20 pisać, a nie o 22.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A i jeszcze jedno. Jeśli wam to nie odpowiada, to przestanę was nazywać przyjaciółmi. Znaczy tych, których takowym określeniem określam. Proszę tylko wyraźnie mi to powiedzieć. To się oddalę czym prędzej. Wiem, głupio piszę. Jednak do tego zachęcają mnie obserwacje moich relacji z tylko jedną osobą. Jeśli męczy was to, że Skibi uważa was za przyjaciół, choć nie powinien to powiedzcie mi to śmiało. Bo przecież ja mogę być tylko zwykłym kolegą... Choć i tak będę traktował jak przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I rezygnacji też nie będzie. Ona wiązała się z oświadczeniem. Miałem napisać, że rezygnuję, ale skoro nie napisałem oświadczenia, to i rezygnacja będzie doznawana tylko duchowo. Zresztą już teraz wdrażam ją w życie. Ja już się nastarałem, choć dalej mogę się starać. Ale czy mam się starać dla obojętności? Zresztą, wybór nie należy już do mnie. Nie każdy mnie lubi, nie każdy, na którym mi zależy &lt;i&gt;odwdzięcza  się&lt;/i&gt; mi tym samym. Bo nie wszystkich jestem godzien. Niektórych nie jestem wart. I pewnie nie będę. Trudno, takie życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenka na dziś: &lt;b&gt;Republika - Tak...tak...to ja&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę ta piosenka jest dla mnie. Bo to ja jestem sobie winny, że mi nic nie idzie. Że z Tobą, z Tobą i z Tobą się nie dogaduję, że nie jest tak, jakbym chciał. Ale to nieważne co ja bym chciał... Jak dwoje nie chce, to nic nigdy nie wyjdzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;w końcu powiem ci co myślę,&lt;br /&gt;tak prosto w twarz&lt;br /&gt;kiedy cię widzę&lt;br /&gt;to się wstydzę&lt;br /&gt;że ciągle nosi ciebie świat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i wiedz że&lt;br /&gt;że teraz znam&lt;br /&gt;znam każdą odpowiedź&lt;br /&gt;no powiedz cos&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;na wszystko&lt;br /&gt;na wszystko&lt;br /&gt;mam odpowiedź ostrą&lt;br /&gt;i nie uciekniesz teraz mi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zakrywasz twarz przed ciosem&lt;br /&gt;robisz milion głupich min&lt;br /&gt;poczekaj poczeka no&lt;br /&gt;już ja cię urządzę,&lt;br /&gt;powtarzasz to&lt;br /&gt;to wszystko co robię&lt;br /&gt;już mam cię dość&lt;br /&gt;tych oczu pustych&lt;br /&gt;poczekaj zaraz zbiję lustro - tak tak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak tak - tam w lustrze&lt;br /&gt;to niestety ja&lt;br /&gt;tak tak - ten saaaaam&lt;br /&gt;tak tak - tam w lustrze&lt;br /&gt;to niestety ja&lt;br /&gt;tak tak - ten saaaaam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dopiero teraz&lt;br /&gt;gdy nie słyszy nikt&lt;br /&gt;(bądź spokojny - w domu jesteś sam)&lt;br /&gt;do wanny wlałeś ciepłą wodę&lt;br /&gt;i ogłaszasz w lustrze&lt;br /&gt;że chcesz zmienić świat&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ja wiem że trochę się starasz&lt;br /&gt;lecz powiedz mi ile przed&lt;br /&gt;lustrem spędziłeś dni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak tak - tam w lustrze&lt;br /&gt;to niestety ja&lt;br /&gt;tak tak - ten saaaaam&lt;br /&gt;tak tak - tam w lustrze&lt;br /&gt;to niestety ja&lt;br /&gt;tak tak - ten saaaaam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;już nawet ja&lt;br /&gt;ja ci nie wierzę&lt;br /&gt;uspokój się&lt;br /&gt;schowaj ten język&lt;br /&gt;no dobrze - wiem&lt;br /&gt;że się starałeś&lt;br /&gt;uspokój się&lt;br /&gt;wczoraj nie spałeś&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak tak - tam w lustrze&lt;br /&gt;to niestety ja&lt;br /&gt;tak tak - ten saaaaam&lt;br /&gt;tak tak - tam w lustrze&lt;br /&gt;to niestety ja&lt;br /&gt;tak tak - ten saaaaam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tak tak tak tak tak tak&lt;br /&gt;tak tak tak tak tak taaaaaak&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ktoś chce, to niech pomyśli nad przekazem tej noty, a jak nie to niech ją po prostu zostawi w spokoju...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czemu ja dalej tak smęcę? Sam nie wiem... Takie mam wnętrze ostatnio. Tak marzę o świecie innym... Skończę jak Gustaw z Dziadów? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ja już nigdy się nie zmienię...&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to jest pewne... Czy tego chcecie, czy nie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno... Migotko... ja Cię proszę... ja nie gryzę... naprawdę... choć może masz rację będąc w ukryciu. Takiego kogoś jak ja znać niewarto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może jesteś tylko wytworem wyobraźni któregoś z moich kolegów? I mają ubaw po pachy ze mnie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I proszę o określenie się, drodzy czytelnicy, których uważam za przyjaciół...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A, i jeszcze jedno. Jestem złym człowiekiem. Bo mi zależy... Tyle. Bo nie płynę z nurtem, nie lecę z wiatrem. I dlatego jestem zły i dlatego mi się nic nie udaje. A może właśnie udaje? Poznaję głębie cżłowieczeństwa. Z wszelkimi zaletami i wadami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze ostatni dopisek. Czytelnik Bartosz powiedział mi dość mądre słowa. Że trzeba działać, a nie tylko mówić. Staram się działać. I działam. Nie będę tu fałszywie skromny. Robię co w mojej mocy dla drugiego. A czy drugi zrobi coś dla mnie, okaże mi cokolwiek to już jest wasza indywidualna sprawa. Na nikim niczego nie wymuszam, niczego nie wymagam. Róbta, co chceta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno. Jak komuś jestem niepotrzebny w życiu, a się narzucam, niech też mi to powie. To ja raz dwa z tego życia zniknę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec dopisków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116293511759991772?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116293511759991772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116293511759991772' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116293511759991772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116293511759991772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/przyja-myli-rezygnacja-owiadczenie.html' title='Przyjaźń, myśli, rezygnacja, oświadczenie, wieczór i przyszłość...Oraz coś co nie każdy będzie chciał przeczytać...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116268908090119724</id><published>2006-11-05T00:43:00.000+01:00</published><updated>2006-11-05T02:22:51.773+01:00</updated><title type='text'>Dość przepraszania.</title><content type='html'>&lt;i&gt;Nie chciałem być takim jak ci ludzie&lt;br /&gt;Co tylko biorą nie dając nic.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;TSA - Alien&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trochę ciszy. Wszelaka muzyka wyłączona. Późno już. 1:44 jak zaczynam pisać. Może bym spać tak poszedł? Nie. Nawet mi się nie chce. W dzień trochę drzemałem. Dlatego teraz tu siedzę i myślę. Nighti od długiego okresu czasu próbuje utwardzić, znaczy zmienić. I jak widać będzie w tej nocie po częście Jej się to udaje. Mówi mi, żebym przestał przepraszać. Przestaję. Choć nietylko Ona mi to mówiła. Za ostatnią notę dostałem od większości czytelników niezłą burę. Dlatego dziś będzie może i ciut agresywnie. Uprzedzam od razu, można się zawczasu rozłączyć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem nikim! I nikt mi nie będzie tego już uświadamiał. Czas zdać sobie sprawę z własnej wartości, która chyba taka mała nie jest. Choć to niech już każdy ocenia sobie sam. Każdy mnie widzi inaczej. I ma do tego prawo. To, że nie jestem jak większość, tych matołów odciśniętych z jednej formy nie jest moją winą, nie czyni mi ujmy. Przeciwnie. Mam swoje własne poglądy, idę swoją własną drogą. I dobrze mi z tym. I mówcie mi częściej, że ta droga jest zła, że iść nią to błąd. Wtedy się jeszcze bardziej utwierdzę w przekonaniu, że ona jest dobra. Tak samo mówcie mi ciągle, że jestem za dobry, za miły. Będę jeszcze lepszy. Może kiedyś ktoś dołączy do tej mojej samotnej wędrówki przez ocean życia. Jestem na to gotów. Tak samo jak na samotną wędrówkę. Ta druga jest trochę trudniejsza, ale ze wszystkim dam radę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starań w życiu nie zaprzestanę. Ale wolałbym jedno. Mówcie mi czy to wam w ogóle jest potrzebne. Bo nie będę, powtarzam nie będę się z pomocą narzucał. Sami lepiej będziecie wiedzieć kiedy wam Skibi jest potrzebny... A jak nie jestem potrzebny to też mi to proszę powiedzieć, zasygnalizować. Spakuję manatki by zniknąć z życia danej osoby. I prawdą jest. Ja biorę praktycznie wszystko do siebie, rozpamiętuje, ale jakoś szybko ze mnie złe emocje uchodzą. I oby tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Podziękowania&lt;/b&gt; dla w/w Torunianki za ciągłe kopanie mnie w tyłek, walenie po twarzy bym w końcu dostrzegł co trzeba.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Piosenka na dziś&lt;/b&gt;: TSA - Alien.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeprosin nie będzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ja już nigdy się nie zmienię...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem. Nigdy nie mów nigdy. Bla bla bla...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116268908090119724?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116268908090119724/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116268908090119724' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116268908090119724'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116268908090119724'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/do-przepraszania.html' title='Dość przepraszania.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116249407224200576</id><published>2006-11-02T19:47:00.000+01:00</published><updated>2006-11-02T20:12:58.703+01:00</updated><title type='text'>Refleksje czwartkowe.</title><content type='html'>Były refleksje niedzielne, to czas na czwartkowe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Za to jaki jestem...&lt;br /&gt;*Za to, że jestem taki, a nie inny...&lt;br /&gt;*Za to, że czuję tak, a nie inaczej...&lt;br /&gt;*Za to, że postępuje tak, a nie inaczej...&lt;br /&gt;*Za to, że ranię innych swoim postępowaniem...&lt;br /&gt;*Za to, że za dużo wymagam...&lt;br /&gt;*Za to, że za mało pomagam...&lt;br /&gt;*Za to, że jestem nadwrażliwy...&lt;br /&gt;*Za to, że jestem niecierpliwy...&lt;br /&gt;*Za to, że za bardzo się otwieram...&lt;br /&gt;*Za to, że męczę ludzi swoimi problemami...&lt;br /&gt;*Za to, że nieraz się zamykam i nie mogę wysłuchać...&lt;br /&gt;*Za to, że nie mogę nieraz pomóc...&lt;br /&gt;*Za to, że nie mogę dać wszystkiego...&lt;br /&gt;*Za to, że bardzo chcę, ale nieraz nie mogę...&lt;br /&gt;*Za to, że męczę swoją osobą...&lt;br /&gt;*Za to, że ciężko mnie zrozumieć...&lt;br /&gt;*Za to, że się staram...&lt;br /&gt;*Za to, że chcę dobrze...&lt;br /&gt;*Za to, że jestem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I za całą resztę mojego życia, mojej osoby przepraszam... Jeśli ktoś czuje się moim postępowaniem urażony niech mi to powie. Ja i tak się nie zmienie, ale będę miał jasność...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Migotko... odwagi... Ja nie gryzę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Kazimierz Dąbrowski - Posłanie do Nadwrażliwych&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi&lt;br /&gt;za Waszą czułość w nieczułości świata&lt;br /&gt;za niepewność – wśród jego pewności&lt;br /&gt;za to że odczuwacie tak jak siebie&lt;br /&gt;samych zarażając się każdym bólem&lt;br /&gt;za lęk przed światem, jego ślepą pewnością&lt;br /&gt;która nie ma dna&lt;br /&gt;za potrzebę oczyszczania rąk&lt;br /&gt;z niewidzialnego nawet&lt;br /&gt;brudu ziemi&lt;br /&gt;bądźcie pozdrowieni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi&lt;br /&gt;Za Wasz lęk przed absurdem istnienia&lt;br /&gt;I delikatność niemówienia innym&lt;br /&gt;tego co w nich widzicie&lt;br /&gt;za niezaradnosć w rzeczach zwykłych&lt;br /&gt;i umiejętność obcowania z niezwykłością&lt;br /&gt;za realizm transcendentalny&lt;br /&gt;i brak realizmu rzeczowego&lt;br /&gt;za nieprzystosowanie do tego co jest&lt;br /&gt;a przystosowanie do tego co być powinno&lt;br /&gt;za to co nieskończone-nieznane-&lt;br /&gt;niewypowiedziane, ukryte w nas&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bądżcie pozdrowieni Nadwrażliwi&lt;br /&gt;Za Waszą twórczość i ekstazę&lt;br /&gt;Za Wasze zachłanne przyjażnie,&lt;br /&gt;Miłośc i &lt;b&gt;lęk, że miłość mogłaby&lt;br /&gt;Umrzeć jeszcze przed Wami&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bądżcie pozdrowieni Nadwrażliwi&lt;br /&gt;Za Wasze uzdolnienia-nigdy niewykorzystane&lt;br /&gt;(niedocenianie Waszej wielkości nie pozwoli&lt;br /&gt;poznać wielkości tych, co przyjdą do Was)&lt;br /&gt;za to, że chcą Was zmienić&lt;br /&gt;zamiast naśladować&lt;br /&gt;ze jesteście leczeni zamiast leczyć świat&lt;br /&gt;za Waszą boską moc zniszczoną przez&lt;br /&gt;zwierzęcą siłę&lt;br /&gt;za niezwykłość i &lt;b&gt;samotność&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Waszych dróg&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Bądżcie pozdrowieni Nadwrażliwi!&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wspólne bycie serc...&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116249407224200576?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116249407224200576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116249407224200576' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116249407224200576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116249407224200576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/11/refleksje-czwartkowe.html' title='Refleksje czwartkowe.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116216305542032914</id><published>2006-10-29T21:53:00.000+01:00</published><updated>2006-10-30T00:06:09.806+01:00</updated><title type='text'>Niedzielne refleksje</title><content type='html'>Pomyślałem sobie ostatnio, że do twarzy jest mi z uśmiechem. Bo gdy jestem zdołowany to od razu to widać. Taka moja natura, że mój nastrój widać od razu po mnie. I wtedy co? Moi przyjaciele widzą to i pewnie wpływam nieraz na nich. A ja właśnie wolałbym wpływać pozytywnie. Bo kocham u drugiego człowieka widzieć na gębie uśmiech. A jeszcze bardziej lubię go wywoływać. Na mnie bowiem duży wpływ ma humor przyjaciół. Przyjacielowi/przyjaciółce jest źle, to i mnie w pewien sposób jest źle. No nic na to nie poradzę. Choć wiem, że niezawsze będę mógł być uśmiechnięty. Są dni gorsze, są dni lepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wszystkie moje problemy w kontaktach z ludźmi powodowane są moją wewnętrzną chorobą. Bo ja jestem chory. Bo często jest tak: Jest grupa osób do których chcę się odezwać, ale coś mnie blokuje. Jakiś wewnętrzny strach. Ta osoba przecież mnie albo zignoruje, albo mi coś nagada... I tak właśnie się nie odzywam i milczę. Potem ta osoba znika, a ja mam pretensje do siebie samego, że się nie odezwałem... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga choroba jest taka, że za dużo nieraz biorę do siebie. Ale nie jestem tak jak większość, że jak coś mnie dotknie, to się zamykam. Ja się dalej otwieram. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecia choroba to moje zaufanie. Chyba za mocno ufam ludziom. O tyle. Ile to już mi osób mówiło, żebym przestał tak właśnie wierzyć, ufać... Cała masa. Ale ja się nie zmienię. Dalej będę ufał, dalej za mocno, dalej będę nazywał ludzi swoimi przyjaciółmi, choć oni może tego nie chcą. Ale ja się nie zmienię! &lt;b&gt;Uparty jestem jak osioł?&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne osoby znowuż powiedziały mi ostatnio, że powinienem nieraz dać upust swojemu wewnętrznemu &lt;i&gt;skurwie*owi&lt;/i&gt;. Nie być tak na każde zaufanie, odmówić nieraz pomocy. Wtedy ponoć i mnie ludzie docenią. Jak to pięknie określiła pewna czytelniczka: Ludzi trzeba nieraz sobie wytresować. Może i ma racje. Ale ja nie potrafię. I mam też tego efekty. Ale wiem, że w końcu się to &lt;i&gt;opłaci&lt;/i&gt;. A wewnętrznego &lt;i&gt;skurw*ela&lt;/i&gt; sprzedałem dawno chyba... To od człowieka zależy czy ceni sobie pomoc drugiego czy traktuje człowieka jako przedmiot. A już jestem taki i się nie zmienie. Nie odmówię pomocy, nie powiem nie. Postaram się być na każde zawołanie. Choć nawet jak teraz to piszę, to czuję, że coś w tym jest źle. Ale to chyba jest najlepsza droga do człowieka. Życie jednego dla drugiego. Na tym chyba polega człowieczeństwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może ja jeszcze po prostu za mało kopów w dupę dostałem od życia przez moją postawę? I dlatego nadal wierzę w ideały, w które wierzę. Ale ja będę nadal wierzył. Niech mnie kopią, niech mnie poniewierają. Jeśli będzie choć jedna osoba, która za każdym razem pomoże mi wytrzepać pył, która pomoże wstać i iść moją drogą dalej. I nie martwcie się, jeśli się tam ktoś o mnie martwi... Dam radę. W końcu zmienię świat. Bo na świecie dawno już powinno rządzić serce wespół z miłością. &lt;b&gt;Naiwniak ze mnie, co nie? &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dobrze mi z tym! Dobrze! Ktoś mi powiedział, że ludzi przyciągam w jakiś tam sposób do siebie. Może i tak. Jeśli tak, to pozostaje mi się cieszyć. Bo ja lubię być otoczony przez ludzi. Ludzie to mój żywioł. Rozmowy, wspólne przebywanie. O tak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak nieraz jest jednak, że czuję ten mur. Coś jest takiego nieraz między ludźmi. Brak zaufania... brak jakiegoś uczucia, przyjaźni... Ale ten mur trzeba rozbić. Bo takie mury powstają nieraz przez jakieś głupstwo, a mogą trwać wiecznie. Tak nieraz ktoś buduje mur wokół mnie. I ja nieraz też do tego mojego murku przykładam cegiełkę. Zamykam się w sobie, chcę być sam i tak jakoś w tej samotności dokładam cegiełkę wespół z kimś innym. Ale ja się nie dam. Cegły trzeba odrzucić, a mury muszą runąć! Muszą! Muszą! Muszą! I runą... Oj, &lt;b&gt;znowu jestem naiwny?&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może nie. Ja nie jestem naiwny. Jestem troche inny. Nie akceptuję tego co widzę. Nie akceptuję cywilizacji śmierci. Bo to nie brak zaufania, to nie brak miłości, to nie nienawiść powinny rządzić. Powinny rządzić miłość, zaufanie i wiara w drugiego człowieka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ja już &lt;b&gt;nigdy&lt;/b&gt; się nie zmienię.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Panna A. mnie niejako przymusiła do napisania tej notki. No, ale czego się nie robi dla przyjaciółki. Czekałaś, czekałaś i się doczekałaś ;].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS2. Panno M., proszę o jakiś większy sygnał Pani obecności. Ślepy jestem. Najlepiej jakbyś się ujawniła :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116216305542032914?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116216305542032914/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116216305542032914' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116216305542032914'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116216305542032914'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/niedzielne-refleksje.html' title='Niedzielne refleksje'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116203138179271297</id><published>2006-10-28T12:23:00.001+02:00</published><updated>2006-10-28T12:29:41.796+02:00</updated><title type='text'>Hey You, see me...</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;Czego może chcieć od życia taki gość jak ja&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Nikt już z tego co ktoś znił nie wymyśli szkła &lt;br /&gt;Może w niebie zrobią błąd i w natłoku spraw &lt;br /&gt;To co szło do innych stron &lt;br /&gt;raz przypadnie nam &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Wypijmy za błędy, za błędy na górze &lt;br /&gt;Niech wyjdą na dobre zmęczonej naturze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego można chcieć i kto może nam coś dać&lt;/b&gt; &lt;br /&gt;Czasem rzucą parę rad, a sklep pęka w szwach &lt;br /&gt;Kupić chcesz, gotówka jest nie masz czasu stać &lt;br /&gt;Złapie je emeryt choć swoich dosyć ma &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypijmy za błędy, za błędy na górze &lt;br /&gt;Niech wyjdą na dobre zmęczonej naturze &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czego może chcieć od życia taki gość jak ja &lt;br /&gt;Ludzi których sam ciągle w sercu ma &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;Czasem w nocy kilka godzin kręci osiem cyfr &lt;br /&gt;Głos przez setki mil, nie to już nie ty &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem myślę jak się skończy ten nasz ziemski start &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Czy zbudziny kiedyś się a w koło będzie raj &lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypijmy za błędy, za błędy na górze &lt;br /&gt;Niech wyjdą na dobre zmęczonej naturze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryszard Rynkowski - Wypijmy za błędy&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, to tyle ze wstępu, pogrubione fragmenty mówią same za siebie. W ogóle miłoby było się przywitać. Jestem Eva, vel Najti, vel Nighti, vel Torunianka, vel nocna chcica i jeszcze pare innych przydomków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do napisania tej notki skłoniła mnie ów rozmowa z Timim, który po prostu był lekko załamany, a także rozmowa wykonana w akcie desperacji przed chwilą z domowego telefonu, gdzie dałam jakiś głupi wykład, który zmęczył Timiego, który miał mnie dość ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To będzie notka trochę do Timiego troche do &lt;i&gt;przyjaciół&lt;/i&gt;, bo wszakże to oni są winowajcami (napiszę to, a co!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Part łan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyajcielu...  cóż mogę dodać do tego co Ci już powiedziałam... Trochę egoizmu Ci nie zaszkodzi, raczej na pewno nie Tobie! Przecież Ty uschniesz jak najpiękniejszy kwiat, przez całą zgniliznę tego świata, &lt;i&gt;bierz z siebie coś dla siebie&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O właśnie przerwałeś kolejny mój wywód, pokazując mi notkę na moim blogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcesz się zmienić? To nie! To ja będe Cię chronić i wydzwaniać! Aż będziesz miał mnie dość :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurde, ale te moja słowa idiotycznie brzmią! Newermajnd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle dziękuję za ładne słowa, chociaż wiesz, że ja się z nimi nie zgodze, bo ja wyznaję zasadę wszystko albo nic, a nie 1/10 udane a 9/10 nie. To wykańcza, i dziw aż bierze, że Ty to wytrymujesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podumowując p1... z resztą cholera nie wiem co Ci napisać, uparty jesteś i tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;***&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Part tu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do przyjaciół!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytując:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;(...)a się zmienić nie chcę. Wiem, że będę cierpiał. Ale spokojnie. &lt;b&gt;W końcu mendy, które tylko interesują się tym, bym był dla nich misiem przytulanką odejdą.&lt;/b&gt;(...)&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odejdźcie, już. A najpierw sobie uświadomcie, czy przypadkiem Timi nie mówi o Was. Po co wykorzystywać, krzywdzić, przysparzać bólu niewinnemu człowiekowi, który jako jeden z nielicznych nie dał się znieczulicy, i ogólnodostępnemu egoizmowi tego świata, no po co? Bo jest inny? Bo jest łatwiejszy do zmiany? &lt;i&gt;Normlaność to tylko średnia statystyczna&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nighti.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi&lt;br /&gt;za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością&lt;br /&gt;za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;za niezwykłość i samotność waszych dróg&lt;br /&gt;[...]&lt;br /&gt;że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.&lt;br /&gt;bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi&lt;/center&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116203138179271297?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116203138179271297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116203138179271297' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116203138179271297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116203138179271297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/hey-you-see-me_116203138179271297.html' title='Hey You, see me...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116192612605774205</id><published>2006-10-27T07:15:00.000+02:00</published><updated>2006-10-27T07:41:10.783+02:00</updated><title type='text'>Sam sobie winien...</title><content type='html'>No to tak. Jestem w tym moim życiu nierozumiany. Nierozumiany przez ogół. No i co? - ktoś mógłby zapytać. To, że każdy potrzebuje kogoś, kto by go zrozumiał. Kto potrafiłby wskazać mu drogowskaz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja jestem romantyk. I za mocno ufam ludziom... Tak mi wszyscy mówią. A ja się tym nie przejmuję, tylko ufam jeszcze bardziej. I znów idę z sercem na dłoni do ludzi. A tu kop, bach, bęc. Serce spada, podnoszę je i dalej idę. Troche skowyczę, ale idę, idę, idę... Ale po co? Ufam ludziom, a jak jest vice versa? Nie wiem, każdy z moich znajomych sam niech to określi. Ja wiem, zaraz będzie, że to trzeba czasu, czasu, czasu, czasu, czasu... Hmmm... a co to czas? Komu bardziej byś zaufał/a: komuś znanemu pobieżnie 10 lat czy komuś kogo znasz dobrze rok? U mnie odpowiedź jest jedna. Tej drugiej osobie. Bo to nie czas jest ważny. Bo przyjaciół nie poznaje się w czasie, tylko w biedzie. Nie. Najważniejsze jest podejście do drugiego człowieka. A jak należy podchodzić? Tłumaczyć nikomu nie będę, to jest chyba jasne... Moje podejście jak już napisałem jest zawsze takie samo. Z sercem na dłoni, z otwartą przyłbicą, z wiarą i ufnością. Ale po co? Żeby dostać kopa? Choćby i dlatego. Bo to jestem ja. &lt;i&gt;Ja już nigdy się nie zmienię. Zawsze będę żył już tak...&lt;/i&gt;. Widocznie moim drugim imieniem winno być Zaufanie, a trzecim Miłość... Dlaczego? A bo ufam, ufam i to nieraz aż za mocno, zbyt naiwnie rzekłbym... Ale dobrze mi z tym. Choć mnie ktoś nie ufa... A dlaczego miłość? Bo kocham. Kocham ludzi, wspieram, etc. I nikt nie musi mnie wspierać. To zależy już od serca każdego człowieka. Mnie mówi ono bym kochał i pomagał. I nim się kieruję. A jak robią inni? W to nie wnikam. Takie mi przyszło kiedyś motto do głowy: &lt;i&gt;"Żyj tak byś każdego ranka mógł spojrzeć sobie w twarz w lustrze. Byś mógł spojrzeć sobie w oczy"&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj pewna niewiasta powiedziała mi, że nie wychodzi mi w życiu bo jestem... &lt;i&gt;za dobry&lt;/i&gt;... Ciekawie to zabrzmiało, toteż od razu zapytałem cóż to znaczy. Dowiedziałem się, że jestem po prostu zbyt dobry, by mi się coś udało. Bo po prostu jestem dla przyjaciół niemal na skinienie ręki, nie odmawiam pomocy, etc. Ale do jasnej ciasnej!? Na czym polega przyjaźń jak nie na takim czymś? Przyjaciel, wg mojej definicji, to osoba, która zawsze pomoże, zawsze znajdzie chwile czasu by porozmawiać, by wesprzeć w kłopocie. I która nie odmówi... Ale to tylko moja definicja. Pewnie jest zła, albo co najmniej zbyt miękka. Ale jest moja. I zostanie w moim wnętrzu na zawsze. Trzebaby chyba wielkiej katastrofy by to się zmieniło. Zaufanie u mnie zawsze będzie ważne. Tak samo przyjaźń. Może być tak, że znam kogoś miesiąć i nazwę go przyjacielem, bo widzę, że mogę na taką osobę liczyć, że ta osoba nie zostawi mnie w kłopocie. I tak będzie zawsze... Do końca już. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedna ciekawa dygresyjka z rozmowy z pewną niewiastą. To prawda, że tacy twardzi, puści w środku, ale napompowani na zewnątrz, bezmózgowcy, bez własnego zdania są teraz w modzie? Powinni mieć tylko &lt;i&gt;prześwietne&lt;/i&gt; poczucie humoru i być duszą towarzystwa... Hm... to może dobrze, że jest taka moda. Ja za tą modą nie podążę. Zostanę tu gdzie stoję. Jedyny w swoim rodzaju (skromne...), a nie odciśnięty z jednej formy co tysiące... Myślę, że moją formę Stwórca kazał wyrzucić jako bezużyteczną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale i tak prawda jest jedna. Sam jestem sobie za wszystko winny. Za brak zrozumienia, za moją samotność. A dlaczego? Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. Wiem, że problem leży we mnie, a nie w otoczeniu. Ale nie wyleczę się z moich problemów. Poczekam, aż ktoś zobaczy, że może problem to tak naprawdę zaleta...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zaopiekuj się mną, nawet gdy nie będę chciał,&lt;br /&gt;Zaopiekuj się mną... mocno tak...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Nighti mi kazała by nie było smutno, bym napisał coś optymistycznego. Jak widać, wyżej jest mało optymistycznie. Ale zobowiązanie wypełniam. Za 15 dni jadę do Torunia! I zobaczę Evę. Nareszcie! Czerwona róża będzie w mej dłoni, albo jakiegokolwiek innego koloru, prócz czarnego ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS 2. PS. Ja tak tylko piszę. Wiem, że to głupie. Wiem, że to bez sensu. Wiem, że przeżywam. Wiem, że wyolbrzymiam. Ale to jestem ja. Ja nie wyolbrzymiam. Przelewam tu to, co w sercu mam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS 3. Dowiedziałem się przed chwilą, że jednak pomoc innym może nieraz przeszkadzać. Więc jeśli komuś moja pomoc przeszkadza, to niech mi po prostu powie... Bo najgorsze dla mnie jest narzucanie się drugiej osobie swoją osobą...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116192612605774205?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116192612605774205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116192612605774205' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116192612605774205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116192612605774205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/sam-sobie-winien.html' title='Sam sobie winien...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116146766274934224</id><published>2006-10-21T23:30:00.000+02:00</published><updated>2006-10-22T11:39:07.026+02:00</updated><title type='text'>Taka tam sobota...</title><content type='html'>Taka tam sobota zaczęła się dla mnie o 10:30. Wstałem. I siadłem do tego złoma. Włączyłem to i owo. Następnie umyłem się, zjadłem śniadanie. No i dzień się zaczął na dobre. Zaczął się źle. Ile dni z rzędu człowiek może przyłazić do domu uchlany?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zaczął się źle. I myślałem, że się tak potoczy. Siąpił za oknem deszcz. Jesień. No, to jesień. I tak zimnawo. Ale tak pomyślałem, spojrzawszy na moją listę kontaktów, że zagadam do dwóch niewiast: panny B. i panny O.. I tak też postąpiłem. No i tak zaczęła się odmiana dnia złego w dzień dobry. O godzinie 13 poszedłem pod dom panny B.. Po chwili panna B. wyszła zza winkla i poszliśmy na spacer. Doszliśmy aż na kres chodnika na ulicy Olsztyńskiej, czyli całkiem daleko. Gdy się umawialiśmy na to wyjście obydwoje byliśmy tacy smutnozdołowanowkurzeni. A wracaliśmy już w o wiele lepszych nastrojach. I jeszcze jedno: gdy wychodziliśmy - padał deszcz, gdy wracaliśmy - świeciło słońce. Nasze nastroje sterowały pogodą! I bardzo dobrze, że sterowały ku lepszemu. A kto by pomyślał tak 2 miesiące temu, że my będziemy się tak ze sobą kumplować/przyjaźnić. Wszak pierwsza nasza rozmowa odbyła się 25 sierpnia. I tak jakoś się rozwija i rozwija. Ku lepszemu. Co mnie cieszy. Za to kocham życie. Jest takie pełne niespodzianek. Świetnych ludzi nieraz się nie zauważa długo, ale można błąd naprawić. Tyle czasu się nie znaliśmy, albo znaliśmy tylko z opowieści naszej wspólnej przyjaciółki O., a teraz i my się przyjaźnimy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po odprowadzeniu do domu pogodosterującej B. poszedłem do domu. Ale na bardzo krótko. Zadzwoniła panna A. z prośbą o pomoc z chemią. Wskoczyłem na rower, raz dwa i byłem już na miejscu. Sam nie rozumiałem aż za bardzo chemii, ale pomagać przyjaciołom trzeba ;). Od tego się ich ma. Bo żadna chemia nam niestraszna! Potem panna A. chciała mi wyprostować włosy, ale ja się nie dam! :P Moje loki, fale są pięknie ;].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ledwo wpadłem do domu, zjadłem 4 kanapki z Dżemem i już zadzwoniłem do panny O. I z panną O. poszedłem na spacer. Panna O. to jest też bardzo fajna niewiasta. Tyle mamy tematów do rozmowy, możemy gadać i gadać. O wszystkim! Nawet jakie buty są modne w tym sezonie: w szpic czy okrągłe ;]. Wg mnie okrągłe, bo takie mam. A panna O. ma małe stópki i w ogóle jest mała, co obserwowałem sobie na naszych cieniach na asfalcie, ale to nie gra roli. Bo jest wielka sercem. I jeszcze ma siłę, by słuchać starego S.. Wyrazy podziwu. Dla wszystkich trzech wymienionych zresztą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec nie może oczywiście zabraknąć &lt;i&gt;mojej&lt;/i&gt; E., z która niestety wyjść na spacer na razie nie mogę :(. Ale rozmowy mi wiele rekompensują. I wierzę, że niejeden jeszcze spacer przed nami. I mimo, że nieraz rozmowa się nie klei, że nieraz jest jakiś mały zgrzyt to ja wiem, że będzie dobrze. Bo Ty też to wiesz i pamiętasz i to jest najważniejsze. Dalej jesteś wiatrem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego kocham to moje życie z kobietami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak na koniec piosenka z dedykacją dla wyżej wymienionej czwóreczki. Zespół Queen z nieodżałowanym Freddym Mercurym - &lt;i&gt;You're my best friends&lt;/i&gt;. O tak. I wyrazy podziwu, że macie siły słuchać mnie... macie tę cierpliwość.. anielską. Dziękuje wam anioły. I taki tu jeszcze piękny cytat, który mi kiedyś panna E. przesłała&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;""Last night I asked my angel to watch over You... But he came back soon.... I asked why...? She smiled and said: An Angel doesn't watch another Angel"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genialny... Przepiękny...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I PS. bo nie dopisałem jeszcze dwóch panien. Panna A. inna niż wymieniona wcześniej to też bardzo ważna osoba w moim życiu. I jakby nie było między nami to pamiętaj, że zawsze na Ciebie czekam. A druga to panna M., której mimo że nie znam osobiście to winien jestem podziękowania za czytanie tych moich wypocin :P.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze możecie na mnie liczyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116146766274934224?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116146766274934224/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116146766274934224' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116146766274934224'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116146766274934224'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/taka-tam-sobota.html' title='Taka tam sobota...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116135932911245889</id><published>2006-10-20T15:58:00.000+02:00</published><updated>2006-10-20T17:57:37.746+02:00</updated><title type='text'>Jakie to wnioski wyciąga człek w jeden piątek...</title><content type='html'>Dziś jest taki kolejny, zwykły piątek. Ale tak sobie pomyślałem trochę. Tak popatrzyłem na moją klasę, na którą dwie noty temu napsioczyłem. I kilka wniosków wyciągnąłem. No to je spiszę, jak to zwykle ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak sobie jak zwykle popatrzyłem na ludzi. I co zauważyłem? Że jednak będę dalej encyklopedią, terminarzem i negocjatorem. Znaczy chodzi o to, że ja tego tak nie widzę. Przeciwnie, pomoc drugiemu to nasz obowiązek względem bliźniego. Więc ja go spełniam, tak mi dyktuje moje głupie serce. A czy ktoś po prostu chce mnie wykorzystać, albo traktuje właśnie tylko w tych kategoriach, nie jako człeka, to już jego/jej sprawa. Nie moja. Wiem też, że są ludzie, którym ta pomoc jest potrzebna i tej im nie odmówię. Nikomu nie odmówię. Tylko proszę mnie nie nazywać żadnym dobrym człowiekiem... Ja jestem względem siebie, względem drugiego człowieka w porządku. Tak każe postępować mi serce i tak postępuje. Choć mam nadzieję, że jednak ludzie mi ufają i dlatego się do mnie zwracają o pomoc... A może ja się tylko łudzę? Wolę takie złudzenia. Pal licho to wszystko. Ważne by być względem drugiego w porządku. To jest w moim sercu i to tak jest. Każdy ma własne serce i sam w nim rozstrzyga wszystko... W to nie wnikam. A co do grup. To chyba ich nie ma. A może są? Może są. Ale ja w nich nie uczestniczę. Tu też każdy niech sam decyduje. Prawda jest taka: jedziemy wszyscy na jednym wózku. Pomoc jest konieczna. I ta pomoc ode mnie zawsze będzie. I nic w zamian nie chcę. Byleby tylko mnie nie wykorzystywano przez to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak mi się włączyło &lt;i&gt;Rape Me&lt;/i&gt; Nirvany... Hmmm...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116135932911245889?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116135932911245889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116135932911245889' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116135932911245889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116135932911245889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/jakie-to-wnioski-wyciga-czek-w-jeden.html' title='Jakie to wnioski wyciąga człek w jeden piątek...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116128978728125360</id><published>2006-10-19T22:15:00.000+02:00</published><updated>2006-10-19T22:36:05.040+02:00</updated><title type='text'>Przeprosiny</title><content type='html'>Winien jestem przeprosiny pani A.. Rozumiem, poczułaś się urażona. Wiem, że nie powinienem tego robić tutaj, tylko powiedzieć w twarz. Zapewne nie będę miał już możliwości... To było "wkalkulowane" w poprzednią notę. Takie życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam i już milczę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czy poza tym coś mam dziś do przekazania? Chyba nic. Jakoś mnie tak dziś smutek lekki złapał przez chwil kilka. Ale to takie normalne. Ja taki już jestem. Nierozumiany, sam. No ale nie każdy musi być szczęśliwy. Ale ja jestem szczęśliwy. Bo jestem. Zdrowy jestem, mam dach nad głową i te kilka osób, które są ważne... najważniejsze... Tylko &lt;i&gt;gdzie oni są? Ci wszyscy moi przyjaciele... Zabrakło ich... Choć zawsze było ich niewielu...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kogo ja chcę oszukać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, dość na dziś. Pytania postawione. A ja wracam walić głową w mur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A piosenka SDM - Z nim będziesz szczęśliwsza, która jest po prostu śpiewanym wierszem Stachury jest absolutnie genialna. Słucham i słyszę, że mówi o mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116128978728125360?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116128978728125360/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116128978728125360' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116128978728125360'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116128978728125360'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/przeprosiny.html' title='Przeprosiny'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116121183107169490</id><published>2006-10-18T22:57:00.000+02:00</published><updated>2006-10-19T16:51:59.950+02:00</updated><title type='text'>Mam zwyczajowy problem z tytułem...</title><content type='html'>...a dwie czytelniczki, które deklarowały chęć wymyślania tytułów już śpią. Więc jak zwykle jest bez tytułu, znaczy jest tytuł, tylko taki quasitytuł, rzekłbym taki przenośny tytuł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Klasa. To takie zbiorowisko ludzkie. W klasie żyjemy w zgodzie, ale nie da się ukryć podziału na grupy, grupki. Ta nie gada z tamtą, bo ta jest biedniejsza/brzydsza/głupsza (niepotrzebne skreślić), ten z tamtym, bo ten jest szpanerem/dresem/metalem (także skreślić). A gdzie w tym wszystkim ja? Nigdzie. Dochodzę do wniosku, że w mojej klasie pełnię trzy zasadnicze funkcje: encyklopedii, terminarza i negocjatora. Encyklopedia - to ten co niby wszystko wie. Innymi słowy zawsze musi wiedzieć, by podpowiedzieć. Spoko. Mogę podpowiadać, to jest normalna pomoc. Ale niech to nie będzie pomoc typu jeleniowatego, że wszystko za kogoś mam robić... Terminarz, to ten co wie, kiedy jest każda klasówka, każdy sprawdzian, etc. Negocjator to ten, który wszystko załatwia z belframi, przekłada klasówki, etc. Ja nie mówię, że przestanę negocjować, przestanę pomagać. Bo w gruncie rzeczy to lubię, ale nie lubię gdy jestem traktowany właśnie przez pryzmat tych trzech zjawisk. Chyba nie jestem aż tak mało wartościowym człekiem by traktować mnie w ten sposób...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak to już zostawiam pod rozwagę kolegów i koleżanek. Ja sobie poradzę bez nich, mnie potrzeba jedynie kilku bliskich, naprawdę bliskich osób. Tych, którym ufam. Tych, które ufają mnie. Tych, które słuchają co do nich mówię. To wystarczy. Dla tych ludzi wielkie dzięki. O kolegach, koleżankach prędzej czy później zapomnę... Niestety... Pamięć ludzka... Ale chyba tego nie będę żałował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tu pewne przesłanie do pewnej pani. Jak to przeczytasz to się domyślisz, że to chodzi o Ciebie. Przepraszam, że nie powiem tego "na żywo", ale nie chcę się narzucać moją osobą. Szkoda, że jest tak jak jest... Miałem nadzieję na coś większego... Chciałem przyjaźni. Niestety przyjaźń przeradza się teraz w związek konsumpcyjny, czyli taki, że jedyny raz gdy otwierasz do mnie swe usta jest wtedy gdy chcesz ode mnie zeszyt z historii (w ostatnio poniedziałek bodajże). Nie odpowiada mi takie coś. Ale rozumiem i Ciebie. Nie jestem tym, kim powinienem dla Ciebie być. Za bardzo się staram no nie... Wiem, ja też się nie odzywam. Nie odzywam się, bo widzę, że jestem dla Ciebie powietrzem. A pardon! Jak potrzeba jakiejś pomocy, to się nagle pojawiam. I dobrze! Jestem po to by pomagać... Ale nietylko pomagać w szkole, z pracami domowymi, etc. Wiem, że pewnie się za te słowa obrazisz i będziesz mi je wypominać, ale jestem na to gotowy. Chcę żyć dla Ciebie jak dla innych, ale Ty tego nie widzisz, panno... Ale też od razu przepraszam za te słowa. Wiem, że nie mnie oceniać innych, nie mnie osądzać wydawać opinie. Ja tak tylko piszę co tkwi w moim sercu. Przepraszam. Nie chcę Cię urazić... Ja może za dużo wymagam. Za bardzo się staram... Ale cóż - przyjaźń winna być z obu stron... A ode mnie to jest ciągłe spalanie się, a od Ciebie coś innego. Nie będę tego określał, sama to określisz najlepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale taki już mój los. Słucham na polskim o bohaterach bajronicznych, werterycznych i jakoś w sobie dostrzegam ogromne pokłady tych dwóch typów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Możesz splunąć w moją twarz bez zastanowienia..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Ale ja to wszystko przejdę. Serce mam silne...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Do pełni szczęścia brakuje tylko jednej, jedynej rzeczy... Ale to daleko jest... i chyba nie dla mnie... A może i dla mnie, a ja tu po prostu patrzę przez ciemne okulary? Chyba tak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116121183107169490?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116121183107169490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116121183107169490' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116121183107169490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116121183107169490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/mam-zwyczajowy-problem-z-tytuem.html' title='Mam zwyczajowy problem z tytułem...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116111911348822598</id><published>2006-10-17T21:32:00.000+02:00</published><updated>2006-10-17T23:21:35.246+02:00</updated><title type='text'>Weekend, czyli jak to wędrowaliśmy...</title><content type='html'>Miniony weekend był dłuższy, znaczy objął jeszcze swoim zasięgiem piątek. Bardzo mnie to oczywiście ucieszyło. Poza tym cieszył mnie niesamowicie jeden fakt. W sobotę mieliśmy pojechać z Bartoszem na koncert Pidżamy Porno do Olsztyna. I słowo stało się ciałem. O godzinie 11:07 ruszyliśmy ze stacji Nidzica pociągiem osobowym. Po około godzinie zameldowaliśmy się w Olsztynie. I zaczęło się poszukiwanie szkoły pewnych niewiast, które to niewiasty miały nam towarzyszyć w czasie koncertu. Ta szkoła miała być fioletowa... A mówią, że daltonizm to choroba tylko męska. Jeśli ta szkoła była fioletowa to ja jestem ślepy ;). Niemniej jednak dzięki mojej spostrzegawczości trafiliśmy do właściwej placówki. Powitania, uściski, etc. Potem trochę wędrówki po Olsztynie i koncert. Godzina 17:30, klub Heaven w Olsztynie. Pod klubem tłum. Po chwili oczekiwania jesteśmy w środku. Bartosz płaci 5 PLN za szatnię i możemy iść na miejsce koncertu. Chwila oczekiwania i zaczęli. Całej imprezie patronowało hasło &lt;b&gt;Nie pozwól im iść dalej&lt;/b&gt;. Taki transparent wisiał nad sceną, a pod tym napisem zdjęcia dwóch dobrze znanych PiSiorów i dwóch LPRuchów. Jednak w to się nie będę zagłębiał. Mogę napisać tylko, że cholernie to popieram.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza piosenka - spokój. Ale już przy drugiej nogi same zaniosły mnie w tłum. Po raz pierwszy byłem wewnątrz młyna. I zakochałem się w tym zbiorowisku ludzkim. Taką wolność czułem, swobodę. Muzyka płynęła przez całego mnie. A były tam wielkie hity Pidżamy: &lt;b&gt;Styropian&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Marchef w Butonierce&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;Chcąc pokonać Babilon&lt;/b&gt;. Szkoda tylko, że to trwało tak krótko. Dwie godziny i już wracaliśmy. To, oraz brak tzw. supportu, zaliczę do minusów tego koncertu. Jednak plusy są przytłaczające. Wyszedłem z koncertu mokry i wielce szczęśliwy. Noc spędziliśmy w Olsztynie. A rankiem wracaliśmy... Z powrotem też wiąże się świetna historia. Pociąg o godzinie 8:52, autobus MPK z nami na pokładzie odjechał w kierunku dworca o 8:19. Niby wiele czasu, ale gdy autobus zaczął krążyć po osiedlach zrobiło się nieciekawie. Ale w końcu! O 8:40 zobaczyliśmy ulicę Dworcową (kto to był Dworcow? ;)) i nadzieja odżyła. A wcześniej było nieciekawie. Kierowca miał w lusterku widok prosto na mnie i jakoś dziwnie spoglądał na mnie po każdej "kurwie", którą rzucałem, gdy zbyt długo staliśmy na przystankach... 8:44, 200m do dworca. Plan jest taki: wypadamy z autobusu i pędem na dworzec, do kasy, to może jeszcze zdążymy... Ale nie! Skręcamy w Towarową. Z Bartka uszło w tym momencie powietrze, a ja zdołałem tylko wykrztusić soczystą "kurwę mać". Było pewne, nie zdążymy... Wpadliśmy na stację i zobaczyliśmy nasz piękny pociąg, który odjeżdżał. Następny pociąg... 14:49...Musieliśmy się zrujnować na PKS... I jakoś dojechaliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale już wtedy w głowach szaleńców zwanych Karlik i Skibi narodził się nowy pomysł. Spacer do lasu miejskiego. Z sentymentu do kolei poszliśmy do lasu po torach. Chwilę pospacerowaliśmy po lesie. Bardzo ładnym lesie. Tyle liści na podłożu, te wysokie drzewa. I ekologiczne powietrze. Jednak szybko wyszliśmy na skraj lasu... I tym skrajem doszliśmy nad rzekę, zwaną Wkrą, Nidą, czy jakoś tam. I tu kolejny szarlatański pomysł wpadł nam do głowy. Może warto by pójść w górę tej rzeki, przynajmniej kawałek. Przytaknęliśmy i poszliśmy. Początkowo było łatwo. Jednak później zaczęły się schody. Dopływy rzeczki odcinały nam proste przejście i trzeba je było obchodzić. Efektem tego były zmoczone buty, skarpety i spodnie. Ale warto było. Przebywanie na łonie natury uszlachetnia. I jeszcze te sarny! 100m od nas rzeczkę przekraczały sarny. Piękne, powabne, zrobiły to bezszelestnie i pognały przez pole do lasu... Ponadto nad rzeką widzieliśmy nory szczurze (chyba). Potem znaleźliśmy mostek i wróciliśmy do domu, w drodze zaś podziwialiśmy piękne formacje chmur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weekend oceniam na 6+. Najpierw genialny koncert, potem genialna niedziela. I wyczekuję teraz z niecierpliwością następnego wyjazdu na koncert. Takie rzeczy trzeba powtarzać. A do źródeł rzeki jeszcze dotrzemy. Na pewno! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenki na dziś: wszystko Pidżamy Porno ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS: Prósba do panny Migotki. Jam jest mało spostrzegawczy. Mogę nieopacznie popełnić błąd. Proszę o ujawnienie się, albo jakiś bardziej widoczny znak ;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116111911348822598?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116111911348822598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116111911348822598' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116111911348822598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116111911348822598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/weekend-czyli-jak-to-wdrowalimy.html' title='Weekend, czyli jak to wędrowaliśmy...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116033544066287638</id><published>2006-10-08T20:53:00.000+02:00</published><updated>2006-10-08T21:28:27.853+02:00</updated><title type='text'>Ja wybitnie nie mam talentu do tytułów</title><content type='html'>Jak to mówi mój szef - redaktor naczelny "Naszej Gazety Nidzickiej" - najtrudniej jest wymyślić tytuł. Ma rację. A może to po prostu wynika z mojego twierdzenia, że w tym dzienniku tytuł nie jest ważny. On i tak nie obejmie wszystkiego co chcę przekazać w tej jednej nocie. To przejdę może od razu do rzeczy. Ostatnio przerzucałem, przenosiłem dane z komputera mojego brata na mój. I znalazłem na tymże dysku bardzo dużo bardzo dobrej muzyki. Jedną z piosenek, które jako pierwsze przesłuchałem jest piosenka zespołu &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Turbo - Dorosłe dzieci.&lt;/span&gt; Coby dużo nie mówić, piosenka mnie uzależniła od siebie. Jest genialna. Pozwolę sobie wkleić tekst.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  Nauczyli nas regułek i dat,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nawbijali nam mądrości do łba,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Powtarzali, co nam wolno, co nie,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przekonali, co jest dobre, co złe.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Odmierzyli jedną miarą nasz dzień,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyznaczyli czas na pracę i sen.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie zostało pominięte już nic,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tylko jakoś wciąż nie wiemy jak żyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dorosłe dzieci mają żal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za kiepski przepis na ten świat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dorosłe dzieci mają żal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Że ktoś im tyle z życia skradł.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nauczyli nas, że przyjaźń to fałsz,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Okłamali, że na wszystko jest czas.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Powtarzali, że nie wierzyć to błąd,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przekonali, że spokojny jest dom.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Odmierzyli każdy uśmiech i grosz. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wyznaczyli niepozorny nasz los.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie zostało pominięte już nic,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tylko jakoś wciąż nie wiemy jak żyć.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dorosłe dzieci mają żal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Za kiepski przepis na ten świat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dorosłe dzieci mają żal,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Że ktoś im tyle z życia skradł.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To mi właśnie gra w duszy. Ten bunt. Mnie nie odpowiada świat taki jaki jest. Takiego świata nie chcę. Tylko pogoń za kasą, szpan, przelotne znajomości. A ja tu tkwię. Jednak chcę coś tu zmienić. Wbijają mi do głowy jakieś głupie reguły, jakieś zasady, które wg nich są dobre. A kto to "oni"? To ten system, to ta mentalność, to ta rzeczywistość. Ta, która nieraz mnie przytłacza. Ta, która chce ze mnie zrobić swojego niewolnika. Ale niedoczekanie. Nie zakują mnie w mentalne kajdany. A jeśli zakują to mojego trupa. Ale przecież jest dobrze... Otaczają mnie przyjaciele, ludzie, którzy czują do mnie chyba to, co ja do nich... Nieraz chciałbym obalić ten cały system poprzez jakieś protesty, wziąłbym flagę i pognał na czołgi. Ale cała &lt;span style="font-style: italic;"&gt;doskonałość &lt;/span&gt;tego wszystkiego polega na tym, że nie zniewala nas nic oficjalnie. Mogę walczyć z tą głupią mentalnością, z tą mentalnością. I będę walczył. Tylko nie wiem czy samemu starczy mi sił. Jednak serce mam mocne. Tym sercem zburzę mur. Mur międzyludzki, mur na tym świecie. Ale samemu też ciężko walczyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"A mury runą, runą, runą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I pogrzebią stary świat!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jacek Kaczmarski - Mury&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Runą... muszą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenki na dziś: Turbo - Dorosłe dzieci oraz Kaczmarski - Mury&lt;br /&gt;Pytania na dziś: A może ja wyolbrzymiam? A może jestem po prostu przewrażliwiony?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116033544066287638?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116033544066287638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116033544066287638' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116033544066287638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116033544066287638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/ja-wybitnie-nie-mam-talentu-do-tytuw.html' title='Ja wybitnie nie mam talentu do tytułów'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-116007984058577292</id><published>2006-10-05T22:05:00.000+02:00</published><updated>2006-10-05T22:24:00.603+02:00</updated><title type='text'>Kolejny zwykły dzień...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt; &lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Normalnie czuję duchowę potrzebę porozmawiana z Tobą o byle czym..."&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Nighti, zwana Evą lub po prostu Ewą. Co mogę o Niej/o Tobie napisać? Wtargnęłaś w to moje życie jak wiatr. Wiatr ożywczy. Orzeźwiający. A przecież jeszcze do niedawna się mijaliśmy, gadaliśmy jakoś tak od czasu do czasu, nawet się nieraz obrażaliśmy. A dziś co? Dzień bez rozmowy jest dla mnie dniem straconym. I nie wiem co więcej pisać. Bo to jest tak wielkie. To mnie wypełnia od środka. To tylko niby 10 słów. Niby... Ważne są dla mnie i to bardzo. Uczyniły mnie dziś szczęśliwym. Fruwam, latam gdzieś po nieboskłonie. I się zamyślam i upuszczam łezkę. Łezkę szczęścia. Takich ludzi jak Ty nie spotyka się codziennie na ulicy. To jest coś niezwykłego. Opisać tego nie potrafię. Kocham Cię jak przyjaciółkę, jak siostrę, której nie mam...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="c4"&gt;'a jednak są łzy szczęscia, które spływają z oczy mych, i gładzą  cicho moją twarz'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="c4"&gt;One są dzięki Tobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="c4"&gt;"I kto powiedział, ze wszystko jest bez sensu?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="c4"&gt;Nikt tak nie powiedział. Wszystko ma sens. Gdzieś on zawsze jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Niewiele Ci mogę dać, bo sam niewiele mam..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Daję to co mogę, daję siebie, daję to co mam. To co czuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko te kilometry. Ale ja je zniweluje. Za 1,5 roku...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-116007984058577292?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/116007984058577292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=116007984058577292' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116007984058577292'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/116007984058577292'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/kolejny-zwyky-dzie.html' title='Kolejny zwykły dzień...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115991065887407267</id><published>2006-10-03T22:25:00.000+02:00</published><updated>2006-10-03T23:27:42.086+02:00</updated><title type='text'>Godziny, jesień, allele, diploidalność i klasyczne pierniczenie Skibiego.</title><content type='html'>A może 22:24. Te zegarki to różne godziny pokazują. Niemniej jednak ok. 22:25 zaczynam pisać tę (tą, jedna cholera) notę. A teraz już 22:41. A wyszły dwa zdania. Na usprawiedliwienie powiem, że zbierałem myśli i robiłem herbatę malinową marki (rodzaju? gatunku?) Saga. Bardzo dobra jest, serdecznie (lub jak kto woli serdetschnie) polecam. Chciałem założyć okulary, ale niestety znów się rozpadły. Pewnie będzie trzeba je skręcić u optyka lub nowe kupić. Jak nowe to już wiem jakie. Lennonki! Albo takie na poł twarzy, okrąglutkie. A co! Jak pozwoli mi fundusz to może będą miały różowe szkiełka. Wykorzystać tu chcę naturalnie związek frazeologiczny o chodzeniu w różowych okularach. Zwykle mentalnie taki jestem. A w różowych, wielkich rowerach będzie mi do twarzy. Na języku polskim zaczęliśmy romantyzm. No to mi się podoba! Romantyzm to moja epoka. Na angielskim jak zwykle ciekawe rozmowy z miss profesor - no tak to można określić. Dalej już jakoś tam szło wszystko. Genialnym pomysłem jest to, że chcą nas ganiać po sobocie, byśmy byli na akademii z okazji 60 - lecia szkoły naszej. Naszej - dumnie to brzmi. Jestem tu już ponad rok i dalej traktuję ją jedynie jako instytucję edukacyjną, która ma mnie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;przygotować&lt;/span&gt; do matury, do studiów. A studia? Chyba Toruń. Najpewniej Toruń. Tak przynajmniej chcę, taki mam plan. to jednocześnie blisko i daleko od domu. Blisko, bo to tylko kilka godzin jazdy pociągiem z łatwą przesiadką, a daleko, bo przecież bliżej mam Olsztyn. Ale tam nie pójdę. Za blisko domu. To jest jeden argument przemiawający za Toruniem. Inny to pewna &lt;span style="font-style: italic;"&gt;umowa&lt;/span&gt; z pewną niewiastą. Tylko czy opłaca się tam jechać na 5 lat, gdy mielibyśmy widywać się tylko rok...&lt;br /&gt;Teraz chwila uwagi, bo będę przemawiał! Denerwuje mnie ta szkoła już. Czy nie można zrozumieć, że humaniście, gościowi, który chce być dziennikarzem, filozofem, albo kimś podobnym nie potrzeba do życia znajomości ORI (wiecie co to jest, więc nie będę ujawniał, wszak to podstawy są), wiedza o tym, że nasze komórki są homozygotami czy heterozygotami. No ale przecież, może jeszcze powiem "tak" biologii na maturze... Jasne. Wszak ja będę kolejnym Mendlem czy Bóg wie kim innym. Zresztą (proszę o zasłonięcie oczu dzieciom poniżej 18 roku życia) fuck biology, fuck chemistry, fuck przedmioty ścisłe. Z matematyki będzie mi potrzebna w życiu tylko obsługa kalkulatora. No wiem, i jeszcze logiczne myślenie... Ale to tylko teoria. Nie myślę logicznie, więc to mi się nie przyda. Z chemii też nic mi się nie przyda. Przecież ja nie będę chciał otrzymać w domu tlienku (VI) mietanu czy innego badziewia. Ja będę chciał obiad ugotować, będę chciał przyszyć sobie sam guzik, który mi odpadnie od koszuli. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;I dlatego postuluję wprowadzenie w klasach humanistycznych zamiast chemii, matematyki, fizyki, a w szczególności biologii - zajęć szycia, gotowania, itp. &lt;/span&gt;To się w życiu przyda... Ale nie... Taki jest system, dlatego nauki rzeczy przydatnych naprawdę odbywam w domu. I idzie mi to całkiem, całkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzina już 23:08. A ja zamiast siedzieć przykładnie przed książka, siedzę przed monitorem i wklepuję na klawiaturze kolejne litery, znaki tworząca zdania. Zdania zaś tworzą przekaz. To jest normalne. A nie, że allel A jest dominujący, bo allel a jest recesywny. Wtedy ma mucha czerwone oczy... a może to kwiaty są czerwone? Chyba to jednak kwiaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A no właśnie. Jesień przyszła. Kap... kap... kap kap... kap kap kap. Pada deszcz, szaroburo się robi, słońca coraz mniej. Duża część znajomych jest zdołowana, względnie niezbyt szczęśliwa. Czy udziela mi się to? Jak to mówią: kapkę. Egzystuję od weekendu do weekendu. I dobrze mi z tym.&lt;br /&gt;A przed chwilą zaliczyłbym koziołka z krzesła. Dosłownie koziołka matołka. Znaczy skibiołka. No tak to mogę nazwać. Na szczęście zrecznym przeniesieniem środka ciężkości na klatkę piersiową się uratowałem. Ufff... nie nauczę się z tej biologii. Takie życie. Lepszy dziennik niż biologia. Jak haploidalnie kocha to poczeka, tak mówi znany allel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba wszystko co mam dziś do powiedzenia. Jak widać gęba mi się nie zamyka, znaczy klawiatura mi się nie zamyka. Czyli, że palce dalej zręcznie po niej śmigają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Toruń czy nie Toruń?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I pytanie dnia: Po co? No po co mi to wszystko?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115991065887407267?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115991065887407267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115991065887407267' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115991065887407267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115991065887407267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/10/godziny-jesie-allele-diploidalno-i.html' title='Godziny, jesień, allele, diploidalność i klasyczne pierniczenie Skibiego.'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115946700613647516</id><published>2006-09-28T19:27:00.000+02:00</published><updated>2006-09-28T20:10:06.166+02:00</updated><title type='text'>Znowu będę pierniczył swoje...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;  Zapyta Bóg&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;w swym niebie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;co dałem mu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;od siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Raz Dwa Trzy - Trudno nie wierzyć w nic.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Nic Mu nie dałem... Bo tak naprawdę to ja dalej nic nie znaczę. Dalej tylko błądzę, dalej tylko szukam drugiego człowieka... Ale po co? Jaki to daje sens? Szukam i błądzę, gubię się w tym wszystkim. Ja się chyba tu nie nadaję. Się Stwórca pomylił chyba, albo zrobił dobry interes na mnie. Sam tego jeszcze nie wiem. Tylko czemu znów moja nota jest smętna? Czemu znów jest nieoptymistyczna?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I wear this crown of thorns,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;upon my liar's chair.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Full of broken thoughts,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I cannot repair.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Beneath the stains of time,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;the feelings disappear.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;You are someone else.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I am still right here.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Johnny Cash - Hurt&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Kilka słów za dużo powiedziano. Po co? Teraz nie rozmawiamy... Mijamy się... Może tak chciałaś? Niekażdy musi kochać drugiego. Są ludzie, których się nie lubi, nieraz nawet mówimy o tym uczuciu jako o nienawiści. Nienawidzieć można zła, nienawidzieć można wojny... Człowieka trzeba kochać, nieważne jaki by nie był. Ach... utopia, ach marzenia. W zetknięciu z życiem codziennym to wszystko upada... Tylko dlaczego!?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja nikogo nie oskarżam, że jest tak, a nie inaczej. Że jestem sam, że jestem nierozumiany, że mam problemy z samym sobą. Wiem, że to moja wina. I nic nie pragnę, absolutnie nic. Bo wiem, że w całości zrozumie mnie człowiek (kobieta), która będzie taka sama jak ja pod względem charakteru. A takiej nie ma... Nie ma tak popierniczonych kobiet. Kobiet o takim wnętrzu, o takich uczuciach i odczuciach jak moje. A może potrzeba mi tylko takiej, która obdarzy mnie szczerym uczuciem, która pokocha idiotyzm mojego życia, bezsens moich myśli, otchłań moich złudzeń, pragnień...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I nawet kiedy będę sam nie zmienię się, to nie mój świat...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Myslovitz - Długość dźwięku samotności&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zmienię się...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec tak zwana część misyjna, po raz kolejny. Jeśli wam nie odpowiadam, pod jakimkolwiek względem, a tylko wam się narzucam swoją osobą, to powiedzcie mi: "Idź precz. Odejdź." Mówię to całkowicie świadomie. Będzie łatwiej i wam i mnie. A jeśli jednak coś tam dla was znaczę to nie mówcie nic - po prostu bądź. Po prostu bądź...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Obiecuję poprawę. Będzie optymistyczniej. Kiedyś z pewnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Come&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As you are&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As you were&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As I want you to be&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As a friend&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As a friend&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As a known memory&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Take your time&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hurry up&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The choice is your&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dont be late&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Take a rest&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As a friend&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;As a known memory&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nirvana - Come As You Are.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115946700613647516?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115946700613647516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115946700613647516' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115946700613647516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115946700613647516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/znowu-bd-pierniczy-swoje.html' title='Znowu będę pierniczył swoje...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115913414082017876</id><published>2006-09-24T23:22:00.000+02:00</published><updated>2006-09-24T23:42:20.833+02:00</updated><title type='text'>A po co komu tytuł...</title><content type='html'>Tytuł jest nieważny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak chciałem dziś powiedzieć coś do was drodzy moi. Wiele mi spraw w życiu nie wychodzi. Mimo najlepszych chęci. Mimo starania się. A może nieraz za bardzo się staram? Za bardzo się w to wszystko angażuję? Zbyt mocno żyję dla ludzi... dla was...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może moje postępowanie jest złe? Może moja filozofia mija się z celem? Może moja wiara w to, że świat jest dobry i w to, że ludzie są dobrzy jest głupia? Pewnie jestem za miękki na ten świat. Za bardzo się staram, za dużo chciałbym osiągnąć. Ale nie mam zamiaru siebie zmieniać. Jak podchodziłem, tak podchodzę i tak będę podchodził. Czy to się komuś podoba, czy nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czyńcie ze mnie "misia przytulanki", który jest potrzebny tylko w trudnych chwilach, a którego potem można rzucić w kąt...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tu może znów za dużo wymagam... Może chciałbym by ludzie traktowali mnie, tak jak ja ich traktuję...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I mówcie mi, jeśli robię coś źle, błądzę, to opierniczcie mnie, zbesztajcie, zmieszajcie z glebą, bylebym wyszedł na prostą. Bo nikt nie jest idealny i zawsze potrzeba nam ludzi w życiu. Zwłaszcza w chwilach cięższych. Nie chcę na was niczego wymuszać. To tylko prośba. Nieraz potrzebuję wyprowadzenia z ciemnego lasu problemów. Potrzebuję wskazówek i rad...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mohandas Karamchand Gandhi.&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115913414082017876?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115913414082017876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115913414082017876' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115913414082017876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115913414082017876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/po-co-komu-tytu.html' title='A po co komu tytuł...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115870339427831695</id><published>2006-09-19T23:02:00.000+02:00</published><updated>2006-09-20T00:04:55.446+02:00</updated><title type='text'>Kobiety...(2)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dzikość w moim sercu, nawet nie wiesz jak&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Trudno zdusić ją, ukryć - ciężko tak.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Obłęd w moim sercu. Boże pomóż mi!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Złamać strach, złamać wstyd!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jutro odważę się ten pierwszy raz...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Dżem - Dzikość mego serca.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;Drugą część rozważań nt płci przeciwnej, moich relacji z nią, etc. zaczynam od powyższego fragmentu nieprzypadkowo. Kurde, ten mój ekshibicjonizm doprowadzi mnie albo do zamkniętego zakładu, albo do największego szczęścia w życiu. Przecież normalny człowiek takie rzeczy kryje w sobie... Ale nie ja... Coś trzeba napisać, coś trzeba ludziom przekazać... I po co? Nie wiem, piszę to dla siebie, dla potomności. Kiedyś pokażę ten dziennik synowi (jak będę miał) i powiem: "Czytaj. Dowiesz się jakiego masz popierdzielonego starego.". Ale może młody będzie ze mnie dumny. Może... :]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz do sedna. Zagłębiamy się w głębiny mojej duszy. Kiedyś ludzie pisali pamiętniki. W ukryciu, w ukryciu przed najbliższymi. Zamykali je na klucz i wkładali do zamkniętej na klucz szuflady. A dziś? Jeden siedzi i pisze to co kryje się w głębinach serca, a mogą to przeczytać wszyscy. Ryzyko jest, ale jak się nie ryzykuje to się nie wygrywa. Choć tu nie ma co wygrywać.&lt;br /&gt;Chcę coś przekazać. Jeśli komuś to nie odpowiada to niech wyłączy jak najszybciej ten dziennik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas na szczegóły. Najpierw może odpowiem na komentarze do wczorajszej noty. Drogi Starszy Dżemoholiku, zwany Vamim. "Nie wierz nigdy kobiecie..." Hmmm... Komu mam wierzyć jak nie kobiecie? Może moja postawa jest często aż nazbyt ufna, nazbyt oddaję się drugiemu człowiekowi, ale odpowiada mi to. To jest jakaś cząstka mnie. Tego się wyrzucić nie da. W 9/10 przypadków pewnie ucierpię przez moją ufność, ale w końcu się uda. Muszę wierzyć. Muszę mieć nadzieję, muszę iść do przodu. Tu sił w walce o lepszy świat, o lepsze jutro dodaje "Przesłanie pana Cogito". Nie chcę utonąć w tłumie szarych realistów, zgorzkniałych zjadaczy chleba. Owszem, ja też będę zwykłym zjadaczem chleba, będę musiał utrzymać rodzinę, ale nie zatracę mojego serca. Serca, które jest dzikie, które pragnie nieraz wyrwać się z piersi. Serca romantyka, serca marzyciela...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam za taką, a nie inną kolejność, że odpowiedź dla faceta znajduje się przed odpowiedzią dla kobiet, ale tak ułożyły się komentarze ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga Berciu! Może jeszcze czasu Ci potrzeba, by napisać tyle dobrego o facetach, co ja poprzednio o kobietach. Faceci w gruncie rzeczy nie są tacy źli. Chyba... Sam tego nigdy nie sprawdzałem :&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga Migotko (może się w końcu ciut bardziej ujawnisz ;-)) Gdy już natrafię w tym ogrodzie na najpiękniejszą dla mnie różę, to będę najszczęśliwszym człowiekiem. Jeśli róża uzna mnie za dobrego ogrodnika, to moja radość będzie wzlatywała pod niebiosa. Nigdy nie pozwolę jej narzekać na kolor swych płatków, będę przyprawiał jej kolorów. Będę chciał by rozwijała się przy mnie i ja też będę przy niej się rozwijał. Od razu na myśl przychodzi "Mała Aleja Róż" Dżemu. Sam być nie chcę. Chcę być wśród ludzi. Z tą jedną, jedyną...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ostatnia, ale absolutnie nie najgorsza - Droga Nighti! Za te zdania o tym, że się już nie zakochasz otrzymasz ode mnie kuksańca w Toruniu. Dziewczyno! Młodzi jesteśmy. Radujmy się, wiele przed nami. Fakt, nigdy nie wiemy kiedy nadejdzie czas na nas, ale jeśli zaczniemy o tym myśleć, martwić się tym, to zbzikujemy. Jeszcze znajdziemy - i Ty, i ja. Wiem to.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle części odpowiedzi. A teraz idziemy głęboko. Nighti napisała: "Zwłaszcza o tym co chyba Ciebie często trapi z kobietami, które zabrały ci serducho choć na momencik. A może Ty na serio nie czujesz urazy?" Nie czuję. Bo niby za co? Za to, że serce nie sługa, nie zna co to pany? Nawet kochając platonicznie jestem szczęśliwy. Choć fakt faktem, rani człowieka nieraz to, że się angażuje, ale bez wzajemności tej drugiej strony. Ale to jestem ja. Dzikie serce, zero głowy. Ale dobrze mi z tym! Niepotrzebny mi umysł. Myślę sercem. I sercem się w życiu kieruję. Nieraz lepiej jest się poświęcić dla kogoś... Trzeba wierzyć, że to kiedyś zostanie wynagrodzone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż więcej? Ulegam tej płci przeciwnej. Takie życie, taka moja natura. Jak nie pomóc, gdy patrzą na Ciebie piękne oczy, gdy na ustach niewieścich gości piękny uśmiech? A żeby nie było za dużo cukru, jak to określiła pewna dziewoja, to powiem, że nieraz wkurzam się na kobiety. Chwilowo, bo chwilowo, ale się wkurzam. Czasem jakieś postępowanie mi nie odpowiada, czasem słowa, czasem gesty. Ale szybko to przechodzi i zaraz wracam na właściwe tory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec końców, podsumowanko. Czasem sobie myślę, że Bozia dała mi za dużo pierwiastków żeńskich w duszy. Może to jakieś przeznaczenie... Może w przyszłym życiu, jak się znów urodzę, to będę kobietą... Może, może, może ;-)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115870339427831695?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115870339427831695/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115870339427831695' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115870339427831695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115870339427831695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/kobiety2.html' title='Kobiety...(2)'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115861557360960069</id><published>2006-09-18T22:24:00.000+02:00</published><updated>2006-09-19T00:10:02.563+02:00</updated><title type='text'>Kobiety...(1)</title><content type='html'>&lt;span class="style1"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tylko spojrzeć się wkrąg, tyle pól, tyle łąk  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;tak w słoneczku się mieni i lśni...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aż porywa i rwie, takie piękne są wsie,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;lecz piękniejsze są bardziej od tych wsi  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kochane baby, ach! te baby  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;człek by je łyżkami jadł - bul, bul, bul, bul...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tęgi chłop, co lekko w ręku łamie sztaby,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;względem baby jest tak, jak dziecko, całkiem słaby.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kochane baby, ach! te baby, człek by je łyżkami jadł...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tęgi chłop, co lekko w ręku łamie sztaby,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;względem baby jest tak, jak dziecko, całkiem słaby.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy wszystkiego masz dość, kiedy bierze cię złość,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a na duszy ci smutno i źle...  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kiedyś chmurny i zły, kiedy w oczach masz łzy,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;jedno tylko rozwieje troski twe:  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kochane baby, ach! te baby, człek by je łyżkami jadł...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tęgi chłop, co lekko w ręku łamie sztaby, &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;względem baby jest tak, jak dziecko, całkiem słaby.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ram dam badam param bamdam, ram dam badam tadam!  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.  &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Baby, baby...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Piosenka duetu Zaucha - Rynkowski niech będzie wstępem do tej jakże groźnej noty :&gt; Napiszę coś niepochlebnego, to już jestem martwy ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobiety... świat kobiet... Temat rzeka. Więc pewnie to będzie dopiero część pierwsza z wielu. Więc zacznę. Bez kobiety nie byłoby życia. Tak samo jak bez mężczyzny, tu nie ma mniejszej czy większej roli. Fakt faktem, kobiety cierpią przy porodzie, ale nie zagłębiajmy się już w poglądy feministyczne itd. Mają być poglądy, przemyślenia Skibiego o kobietach :P No cóż. Bez kobiet to życie byłoby bez sensu. Banał. I nie chodzi tu tylko o zachowanie ciągłości gatunkowej. Tu chodzi o sens życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od początku mojego życia. 9 miesięcy w brzuchu? Kobiety. Pierwsza na rękach trzymała mnie? Kobieta. Ssałem pierś? Kobiety. Itd, itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kolejnej części będzie więcej filozofii, przemyśleń i tym podobnych. Jutro :]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Albo nie! Dziś to napiszę. Po co mam to odwlekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat kobiet zawsze mnie fascynował. Coś w nim jest takiego co przyciąga mnie jak pszczołę do słodkiej bułki. Co przyciąga? To niech pozostanie moją słodką tajemnicą. Nawet taki duchowy ekshibicjonista jak ja musi mieć jakieś nieodkryte pokłady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem zastanawiam się: po co mi Bóg zabrał to żebro i stworzył z niego kobietę/niewiastę/białogłowę/dziewoję (do wyboru do koloru)? Kobiety potrafią być złe i to bardzo. Ale faceci nie pozostają im dłużni. Takie wzajemne uzupełnianie się. Ale jednak bez tych małych, wątłych, słabiutkich (powiedzcie to strong woman :&gt;) istot żyć się nie da. Mało tego, przy nich największy twardziel robi się miękki. Potraficie wyciskać łzy, czynić człowieka szczęśliwym ot tak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale macie też swoje złe strony. Ile to ja razy już słyszałem: "Ja jestem gruba, muszę się odchudzać...". Dziewczęta! Ja wiem, że to jest tak, że wy nigdy sobie same podobać się nie będziecie... Bo to tu jakiś niby wałeczek, tu niby kilogram, a tu niby tłuszczyk. Dosyć odchudzania! Chudym szkapom mówię nie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i cóż więcej? Nie zmieniajcie się. Z wami jest mi dobrze. Ale to egoistycznie zabrzmiało :&gt; Choć jak chcecie to się zmieńcie. Ja się dostosuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz częściej zauważam, że lepiej spędza mi się czas, rozmawia z przedstawicielkami płci przeciwnej. Ciekawe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Post scriptum. Bardzo lubię to życie z kobietami. Kobiety rządzą.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115861557360960069?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115861557360960069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115861557360960069' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115861557360960069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115861557360960069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/kobiety1.html' title='Kobiety...(1)'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115827189370501773</id><published>2006-09-14T23:53:00.000+02:00</published><updated>2006-09-15T07:48:10.423+02:00</updated><title type='text'>Ludzie</title><content type='html'>Nie potrafię żyć bez ludzi. Ba, zawsze chcę być z ludźmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem myślę jednak, że może lepiej byłoby wyjechać gdzieś w góry, do głębokiego, ciemnego lasu, wybudować sobie domek i tam żyć. Żywić się tym, co natura przyniesie, nie martwić się podatkami, nie martwić się rządem, nie martwić się innymi ludźmi... Ale wiem, że nie wytrzymałbym tak długo. Kopnąłbym w kalendarz z powodu schizofrenii. Gadałbym sam do siebie... I co? Żyję wśród i dla ludzi. Taka droga najbardziej mi odpowiada. Bo jak można inaczej żyć. Lepiej żyć dla drugiego człowieka niż dla partii politycznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieraz może ta droga jest kamienista, jest pod górkę, ale lepsza jest taka, niż chodzenie z wiatrem, schodzenie z góry, walka o własne, egoistyczne dobro. Z drugiej strony czasem jest zbyt ciężko. Wtedy opadam z sił, ale zawsze jest ktoś, kto mnie podtrzyma. Ludziom, którzy pomagają mi w mojej walce z chorym samym sobą dziękuje w tym miejscu. Wy wiecie, że to o was chodzi ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój stosunek do ludzi czyni często możliwość do wbijania szpilki w moje serce przez innych. Jestem otwarty, prostolinijny, swojski rzekłbym. Ufam ludziom za szybko nieraz. Ale dobrze mi z tym. Uczę się życia poprzez błędy, poprzez doświadczenie. To wszystko pewnie zaprocentuje w następnych latach. I co by nie mówić. Jacy by nie byli ludzie, ja nigdy z nich nie zrezygnuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Serce mnie prowadzi i prowadzi po dobrej drodze...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Kim jest Panna Migotka?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115827189370501773?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115827189370501773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115827189370501773' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115827189370501773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115827189370501773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/ludzie.html' title='Ludzie'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115766240075220460</id><published>2006-09-07T22:52:00.000+02:00</published><updated>2006-09-07T22:53:20.756+02:00</updated><title type='text'>Przyjaciele i "przyjaciele"</title><content type='html'>Tak do tego w sam raz wpisu przypomniała mi się piosenka, którą zawsze śpiewaliśmy na obozach harcerskich. Zawsze była jakaś taka niezwykła, człowiek śpiewał ją z jakimś większym zapałem, była jakby ważniejsza...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.&lt;br /&gt;Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.&lt;br /&gt;Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.&lt;br /&gt;Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam dokąd chciałem już nie dojdę,&lt;br /&gt;Szkoda zdzierać nóg.&lt;br /&gt;Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.&lt;br /&gt;Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.&lt;br /&gt;Odejdziecie ja sam pozostanę na rozstajach dróg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.&lt;br /&gt;Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.&lt;br /&gt;Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.&lt;br /&gt;Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znów spóźniłem się na pociąg i odjechał już.&lt;br /&gt;Tylko jego mglisty koniec zamajaczył mi.&lt;br /&gt;Stoję smutny na peronie z tą walizką jedną.&lt;br /&gt;Tak jak człowiek, który zgubił od domu swego klucz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.&lt;br /&gt;Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.&lt;br /&gt;Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.&lt;br /&gt;Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam dokąd chciałem już nie dojdę,&lt;br /&gt;Szkoda zdzierać nóg.&lt;br /&gt;Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.&lt;br /&gt;Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.&lt;br /&gt;Zamazanych drogowskazów nie, nie odczytam już.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Ja jestem z tego gatunku, który w samotności nie wytrzymuje dużo. Chcę zawsze żyć wśród ludzi, z ludźmi i dla ludzi. Nie mnie osądzać jak mi to wychodzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakacje przyniosły duże zmiany. Prawie dwa miesiące nie kontaktowałem się z człowiekiem, którego uważałem za swojego przyjaciela. Teraz mamy już rok szkolny. Nie nazywam już go swoim przyjacielem. Rozeszło się to. I myślę sobie, że to po prostu zadziałało na zasadzie Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Pomagałem ile mogłem w tamtym roku, udało się wszystko. Widocznie tak miało być. Teraz nie rozmawiamy nawet ze sobą... Jak pisałem, rozeszło się to wszystko i koniec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi człowiek to też był mój przyjaciel. Drogi jednak rozeszły się już dużo wcześniej. I już się zapewne na nowo nie zejdą. Za dużo różnic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prócz tego przyjaźń często opiera się na zasadzie rozmowy: "Cześć Marcin. Co było zadane?" "To, to i tamto" "Aha, dzięki, pa". Coś tu się nie zgadza... To też jest picie do innych "przyjaciół".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale ktoś może powiedzieć, że za moje kontakty z niektórymi ludźmi sam jestem sobie winien. Owszem, nie zaprzeczę. Jestem człowiekiem, który cholernie ufa drugiemu. Mózg mi niepotrzebny, wystarczy serce. Może oczekuję od ludzi wiele, może aż za wiele. Tego nie wiem. Oczekuję dużo od siebie samego, więc i od innych też. Tak jak w sprawy sercowe, tak samo i w przyjaźń angażuję się cały. Jednak nieraz z powodu oschłości, niekiedy nawet chłodu drugiej strony ciężko jest się przebić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;O czym tu jeszcze pisać. Są jednak ludzie, którzy mnie nie zawodzą. Na nich mogę polecać. Pogadają, poradzą, przejdą się na przechadzkę. Za to dla nich jest moje pełne oddanie, zaufanie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choć są też przyjaciele nietypowi. Jednego przyjaciela na oczy nie widziałem, znam go przez ekran komputera, ale wiem, że jeśli kiedyś go spotkam to wypiję z nim piwo przy dźwiękach Dżemu. A drugi to przyjaciel, który nie wyłazi ze mną na piwo, który nie wyłazi ze mną nigdzie. Prowadzi ciut inny tryb życia ode mnie. Ale w czasie, w którym przebywamy razem w szkole zawsze mi poradzi. Człowiek to mocnej wiary katolickiej. Wiem, że on będzie w życiu kimś wielkim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Specjalnie nie wymieniam nikogo z imienia, przezwiska. Sami domyślicie się po tej lekturze, czy zostaliście wymienieni w grupie Przyjaciół czy "przyjaciół". Część po lekturze może się ode mnie odwrócić, mieć pretensję. Jestem na to gotowy. Ale nikogo z serca nie skreślam. Zawsze jest dla ludzi miejsce w nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze na koniec cytat z Jonasza Kofty: Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych - gniewnych wyrosną starzy, wkurwieni? Trzeba robić wszystko by tak się nie stało. Buntować się. Buntuję się przeciwko tej rzeczywistości, przeciwko temu jak wygląda świat, Polska... Przeciwko życiu w nienawiści, kłamstwie... Zawsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A moje serce to serce młodego - gniewnego. Nie zgadzam się na świat taki, jaki jest. Pełen zła, nienawiści. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kochajmy się! Miłość nas uratuje.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115766240075220460?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115766240075220460/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115766240075220460' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115766240075220460'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115766240075220460'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/przyjaciele-i-przyjaciele.html' title='Przyjaciele i &quot;przyjaciele&quot;'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115723773080694254</id><published>2006-09-02T23:42:00.000+02:00</published><updated>2006-09-03T00:58:44.753+02:00</updated><title type='text'>Odchodzenie</title><content type='html'>Herbata stygła. Nie było w niej czegokolwiek niecodziennego. Nic nie wskazywało jakoby miała to być ostatnia herbata w jego życiu. Siedział w pustym pokoju, na starym, miękkim fotelu. Na stoliku prócz herbaty była jeszcze jedna rzecz - ostry nóż. Myślał o tym już od dłuższego czasu, planował, wyczekiwał na moment. Stał na skraju. Pomyślał: "Dopiję herbatę i wtedy odejdę". Dopił więc ją czym prędzej. Pragnął mieć to już za sobą... Ale coś mu nie dawało spokoju. Położył się. W Boga wierzył po swojemu. Wierzył, że ktoś kto nad nim czuwa musi być. Nie dopuszczał do siebie myśli, że cały świat jest bezcelowy, stworzony przez jakiś tam wybuch materii. Postanowił przypomnieć sobie całe życie, krótkie. Miał przecież niespełna 17 lat. Brakowało mu w życiu miłości. Był wulkanem, wulkanem miłości. Nieodwzajemnionej nigdy przez nikogo. Kochała go rodzina, jak każdego. Ale brakowało mu miłości odwzajemnionej. Zakochiwał się, ale zawsze bez wzajemności. Do ludzi podchodził z sercem na dłoni, ale zwykle otrzymywał kopa w serce i odchodził z bólem i psim skowytem. Ale jak to pies, wylizywał się i znów wierzył, i znów i znów i znów. Wstawał z każdego upadku. Jego pistolet naładowany miłością dalej strzelał. Wspominał chwile spędzone z ludźmi mu bliskimi. Miał przyjaciół? Może i miał, a może tylko wydawało mu się, że miał. Bardzo lubił fragment piosenki: "I'm so happy, cause today I found my friends, they're in my head". Tak chyba było w jego przypadku, tylko że head powinien zamienić na heart. Sam o sobie mówił, że był optymistą. Może tylko chciał być? Może chciał wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej... Wierzył. Mimo wszystkich rzeczy złych, ktore go otaczały, on nadal wierzył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nóż leżał. Czekał aż zostanie chwycony, rozerwie tętnice, przebije serce, przetnie nić życia. Ale młody bał się. Bał się odejść, choć wiedział, że nikt po nim nie zapłacze, że zostanie pochowany w samotnej mogile, która po kilku latach zarośnie chwastami. Odejście było tym, czego w chwili obecnej pragnął. Ale jednocześnie bał się odejść. Wiedział, że zjedzą go robaki. A przecież były w jego życiu i miłe chwile. Chwile radości... "W życiu piękne są tylko chwile"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Był młody. Jak to mówili wszyscy: "Chłopie, całe życie przed Tobą. Na wszystko przyjdzie czas." Czy przyszedł czas na umieranie? Nie przyszedł. Jeszcze nie tym razem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Spojrzał w lustro. Zobaczył młodego człowieka, który najbardziej kochał życie, który kochał je z całych sił. Kochał ludzi. I pragnął być kochanym... Schował nóż. Założył buty i poczłapał w dal...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od autora: Wszelkie związki bohatera z autorem pozostawiam osądowi czytelników.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115723773080694254?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115723773080694254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115723773080694254' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115723773080694254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115723773080694254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/09/odchodzenie.html' title='Odchodzenie'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115663333671567107</id><published>2006-08-27T01:01:00.000+02:00</published><updated>2006-08-27T01:03:53.320+02:00</updated><title type='text'>Deszcz</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deszcz jest wybawieniem, bo zmywa krew&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;I można na nim bezczelnie płakać...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115663333671567107?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115663333671567107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115663333671567107' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115663333671567107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115663333671567107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/08/deszcz.html' title='Deszcz'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115646104780309945</id><published>2006-08-25T01:03:00.000+02:00</published><updated>2006-08-26T10:41:48.056+02:00</updated><title type='text'>Co to się nie działo...</title><content type='html'>Nie pisałem dawno. A dziś nachodzi mnie chęć napisania, bo działo się wiele. Po pierwsze, miałem wypadek. Dureń jakiś pobił na plaży butelkę, w której szkło wlazłem. Efekt - przejazd karetką, szycie i 7 szwów na pięcie. Na szczęście nie boli mnie nic, goi się i powoli wracam do normy. Po drugie, krok do kariery dziennikarza zrobiony. Najpewniej będę pisał do lokalnego tygodnika. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Te wakacje, kończące się już przecież ( :( ) są świetne. Działo się podczas nich tyle bardzo fajnych rzeczy w moim życiu, mojej okolicy. Z pewnością są to najciekawsze wakacje mojego życia. Z pewnością będą jeszcze ciekawsze... :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo kontuzji jestem szczęśliwy. Nie nudzę się. Codziennie praktycznie jestem w redakcji, przyzwyczajam się do atmosfery. Wierzę, że będzie dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec, ciut polityki, która mnie mierzi, ale to muszę napisać. Pardon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PiS to banda matołów. Zmieniają prawo, żeby dobrze było tylko im... Dziękuję za taką demokrację. Ja jestem obywatelem TRZECIEJ RP!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115646104780309945?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115646104780309945/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115646104780309945' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115646104780309945'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115646104780309945'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/08/co-to-si-nie-dziao.html' title='Co to się nie działo...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115559756058934192</id><published>2006-08-14T23:55:00.000+02:00</published><updated>2006-08-15T01:19:20.646+02:00</updated><title type='text'>...</title><content type='html'>Tytułu brak, a właściwie to jest, tylko, że go nie ma ;) Zagmatwałem. Nie miałem pomysłu na wyrażenie tego, co chcę dziś przekazać jakimś tytułem. A prawdę powiedziawszy będzie trochę o tym i trochę o owym, a także trochę o niczym. Ciut poważnego i ciut pisania o (dzieci proszę odejdzcie sprzed monitorów) dupie (już możecie wrócić) Maryni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek jak zwykle ludzie. Ludzie mi bliscy i ci zupełnie obcy, których mijam od czasu do czasu na ulicach mego miasta. Pragnę dla tych drugich, ale przede wszystkim dla tych pierwszych żyć. Poświecam im swój czas, moją uwagę. Ale jak to zauważył Vami, przyjaciel mój internetowy (istnieje takie coś jak przyjaźń internetowa? Ale to na inny wpis), który sam siebie nazywa żołnierzem Fortuny powiedział, że nie dla ludzi liczy się tylko tak powierzchownie, gdy chcą z Nim wypić piwo, pogadać o bzdetach. A mało kogo obchodzi to, co czuje, to co nosi w sercu. I mnie też to tknęło, dało do myślenia. Przecież u mnie jest to samo. Są jednostki, naprawde dwóch ludzi, którzy interesują się tym co czuję. Zdecydowana większość to podobnie jak u Vamiego: cześć i do widzenia w jednym momencie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czy ja się nie liczę dla ludzi?&lt;/span&gt; Nie mnie zadawać to pytanie, tylko ludziom. Jak napisałem, jednostki naprawdę interesują się tym co czuję. Hmmm... Ale może ja mam za duże wymagania? Zapewne mam. Chciałbym mieć takiego przyjaciela, jakim ja jestem. Gdy widzę smutną twarz kogoś znajomego to pocieszam, pytam, staram się pomoć, choć często jest to pomoc nieudolna, jednak myślę, że ludzie cieszą się, że ktoś się nimi interesuje, tym co czują. Ale tu dochodzę do wniosku, że taki drugi jak ja, który widząc tylko mnie smutnego zaraz pocieszałby mnie z całych sił bardzo by mnie wkurzał. Naprawde. Nie wiem skąd to się bierze... Może czas ciut mniej się "przykładać" do ludzi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga kwestia i znów Vami. Podesłał mi ten pan piękny utwór muzyczny. Wykonuje go grupa muzyczna o nazwie, która na pierwszy "rzut ucha" kojarzy się z 14 - letnimi dziewczynkami. Jednak pozory mylą ;] Grupa ta to Cinderella (Kopciuszek w naszym ojczystym języku). Tytuł piosnki Heartbreak Station. Smutna to piosenka. Jest opowieścią człowieka, którego ukochana zabrała, wsiadła w ostatni pociąg z jego serca. Czy moja ostatnia miłość nie jest podobna do jego? Zabrała mi ostatni pociąg? Nie zabrała. Jestem wulkanem. Wulkanem miłości do ludzi. On nie wygaśnie. Taka moja natura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecia to meritum sprawy. Oświadczenie woli. Piękna akcja, szlachetna, ale nierozumiana przez ludzi... Szkoda. Jednak nie poddam się w jej rozpowszechnianiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec mój pierwszy utwór wierszowy, który odważam się spisać. To nie wiersz, a jeśli wiersz, to taki dziwny ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Codzienne umieranie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Słońce, słońce wschodzi i zachodzi,&lt;br /&gt;Tak jak człowiek rodzi się i umiera.&lt;br /&gt;Ale Panie, nie daj mi doświadczyć,&lt;br /&gt;Codziennego umierania...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115559756058934192?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115559756058934192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115559756058934192' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115559756058934192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115559756058934192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/08/blog-post.html' title='...'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115352719797434565</id><published>2006-07-22T01:23:00.000+02:00</published><updated>2006-07-22T02:17:57.053+02:00</updated><title type='text'>Biwak</title><content type='html'>Spojrzysz czytelniku na tytuł i pomyślisz zapewne: "Nad czym on myślał w czasie biwaku. Chyba tylko o tym jak najlepiej się znietrzeźwić" ;-) A tu zaskoczenie. Może na samym biwaku nie myślałem o wielu rzeczach, jednak jego pokłosie pozostawiło ważne przemyślenia. Na biwak wybieraliśmy się w sześciu chłopa. Mieliśmy zabrać 3 namioty, czyli z prostej matematycznej kalkulacji wychodziło po dwóch na jeden namiot. Ale niestety, najlepszy kumpel zachował się jak kompletny dupek. Spytał rodziców o zgodę na wyjazd na dzień przed nim. I jaki był tego efekt? Oczywiście zgody nie dostał. I pojechaliśmy, uprzednio nabywszy zapas alkoholu: piwa, na które się złożyliśmy oraz za swoje kupiłem dwa wina marki Wino ;-), do których nikt się nie dołożył. Dlaczego o tym mówię? To się zaraz rozwiąże. Wyjechaliśmy we wtorek, a mieliśmy wrócić w sobotę lub niedzielę, a ja to piszę w sobotnią noc, więc już widać, że coś nie w porządku. Pierwszego dnia wypiliśmy po dwa piwa, następnie do obozowiska przybyły koleżanki jednego kumpla, których nie poznałem. A ja tymczasem ulotniłem się na chwil kilka z miejsca biwaku. A po powrocie co zastałem?! Moja wisienka była pusta. Powiedziałem: nie wybaczę, drugiej nie tkniecie. I przystąpiłem do samodzielnego spożycia 0.8l szlachetnego jedenastoprocentowego trunku. I spożyłem go... Następnie spotkałem kumpla z równoległej klasy i po spożyciu z nim w sąsiedniej wsi dwóch piw chwiejnym krokiem wróciłem do obozu. Byłem oczywiście napruty... Położyłem się spać. Rano kac, to naturalne, ale jeszcze wkurzanie przez współtowarzyszy. Wtedy postanowiłem, że nie usiedzę z nimi tylu dni. Dzień po zbyt dużym spożyciu jeszcze przesiedziałem z nimi, a już następnego zafundowałem sobie wycieczkę pieszą do domu (tylko 15 km ;-) ). To tyle z ważniejszych wydarzeń, a teraz samo sedno - przemyślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po pierwsze - &lt;/span&gt;jestem uparty. Udowadnia to, może w trochę głupi sposób, sytuacja z wisienką. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po drugie, ważniejsze - &lt;/span&gt;nie mam przyjaciół. Na biwaku był jeden człowiek, którego traktowałem jak przyjaciela, ale zawiodłem się na nim strasznie. Już nie jest moim przyjacielem. Zmieniam podejście do tych ludzi. Życie do tego zmusza. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Po trzecie - &lt;/span&gt;nigdy nie zaakceptuję wielkiego braku kultury. Nie sposób wytrzymać kilka dni z gościem, który niezależnie od tego, czy jego emocje w stosunku do człowieka są pozytywne czy nie, nazywa człowieka, pardon, skurwysynem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowanie. Tak wyczekiwałem tego wyjazdu, a tak się przejechałem. Przejechałem na ludziach. Może gdyby najlepszy kumpel nie odpierniczył numeru dalej siedziałbym pod namiotem. Ale gdybanie nic nie da. Wiem, że w takim składzie jak dwa dni temu nie chcę jechać w jakiekolwiek miejsce na dłużej. Ci ludzie są dobrzy na krótką metę...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115352719797434565?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115352719797434565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115352719797434565' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115352719797434565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115352719797434565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/07/biwak.html' title='Biwak'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115256801992656077</id><published>2006-07-10T23:30:00.000+02:00</published><updated>2006-07-10T23:47:52.833+02:00</updated><title type='text'>Ocenianie</title><content type='html'>Ludzie. Ludzie kochają się oceniać. Od dziecka jesteśmy ogarnięci ocenami, ocenianiem. Już gdy jesteśmy w kołysce, ludzie nas oceniają. "O jaki piękny bobas". Potem rośniemy i rośniemy. Idziemy do przedszkola. Tu oceniają nas jakimiś uśmiechniętymi lub smutnymi twarzyczkami, przynajmniej tak było za moich czasów, a że jestem stary ;-) to się wiele mogło zmienić. A potem zaczynamy podstawówkę, w której także zdobywanie dobrych ocen nie jest trudne. Pierwsze schody pojawiają się w gimnazjum. Potem liceum (tu właśnie jestem) i studia. I ciągle oceny, oceny, oceny. I myślimy może, że po ukończeniu edukacji pozbędziemy się kajdan ocen. Skądże znowu. W pracy będziemy oceniani, za to, co zrobiliśmy lub to, czego nie zrobiliśmy. Dla mnie oceny szkolne są nieważne. Mam je głęboko w poważaniu. One nie pokazują tak naprawdę co potrafię. To jest po prostu taki system, że za wszystko otrzymujemy cyferki. Ocena nie pokaże jakim kto jest człowiekiem, co nosi w sercu. Jednak są potrzebne, taka jest odwieczna tradycja...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz o innych, ważniejszych ocenach. Ocenach międzyludzkich. Oceniamy się nawzajem, czy tego chcemy czy nie. Pierwsze wrażenie - bodziec wzrokowy. Przyznać trzeba, idzie czasem po chodniku tzw. lachon. I co? Przykuwa oczy męskich szowinistów, we mnie też odzywa się wtedy taka męska świnia ;-) I zaręczam, nie patrzymy wtedy na to, czy fajnie rozmawiałoby się z taką dziewczyną, o nie... I to jest złe, takie pobieżne patrzenie. Oceniani jesteśmy często po pozorach, powierzchownie. Jesteśmy oceniani, oceniamy nie znając danej osoby. I to jest krzywdzące. Ktoś usłyszy o mnie od kogoś jakąś opinię i już traktuje ją jako obowiązującą, bez poznania mnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak zastanawiam się także czy moja ocena/opinia u ludzi jest dla mnie ważna? Po części tak, po części nie. Są ludzie, bliscy mi ludzie, z których opinią zawsze będę się liczył. Rodzina, przyjaciele (tylko czy ja ich mam?), grono znajomych, ludzi, którym ufam. Reszta praktycznie się nie liczy. Bo oceniać powinniśmy osoby dopiero po ich poznaniu, po poznaniu ich czynów, a nie słów. Oceniać należy po czynach, a nie po tym czy ktoś jest niski czy wysoki, gruby czy chudy....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dżem - Magazyn mód&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Straciłeś w życiu parę lat, żałosny los&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dałeś się nabrać na ten szpan, młodości głos&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wszystko mieć najlepsze chcesz, pełny szpan&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ciuchy i fryzura też, pardon madame&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Życie to nie cud według katalogu mód&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zrozum - to nie to, tu widać twoje dno&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A wszystko przez ten magazyn, magazyn mód&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Na fotografii widzisz się, no czy to nie cud&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Playboyem chciałbyś być, pełny szpan&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kobiety wokół bombą są, pardon madame&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Życie to nie cud według katalogu mód&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zrozum bracie, to nie to, tu widać twoje dno&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bo życie to nie cud według katalogu mód&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zrozum to nie to, tu widać Twoje dno&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Playboyem chciałeś być - no i co&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;No i co &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115256801992656077?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115256801992656077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115256801992656077' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115256801992656077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115256801992656077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/07/ocenianie.html' title='Ocenianie'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115205805387929876</id><published>2006-07-05T00:58:00.000+02:00</published><updated>2006-07-05T02:07:34.206+02:00</updated><title type='text'>Sny</title><content type='html'>Sny... Jak to z nimi jest? Niosą jakiś przekaz czy nie? Czy są tylko pustym wytworem ludzkiego umysłu, czy nieraz przekazują nam znaki, symbole, ważne rzeczy... Rzadko kiedy miewam sny lub mam je tylko nie pamiętam ich po prostu rankiem. Jednak niektóre potrafią utkwić w pamięci. Ostatni utkwił mi w pamięci wyraźnie. Szedłem szczęśliwy drogą z ukochaną dziewczyną. Wnioskuję to po tym, że szliśmy za rękę. Szliśmy znaną mi drogą, w pewnym momencie położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy się całować. Nie jakoś namiętnie, seksualnie, tylko delikatnie. Pocałunki były subtelne, piękne. Obudziłem się szczęśliwy. Znak? Być może. Wiem, że gdzieś czeka na mnie miłość, że kiedyś z pewnością trafię w jej sidła i będę szczęśliwy. I znów dochodzimy do miłości ;] Taka to już moja dusza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115205805387929876?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115205805387929876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115205805387929876' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115205805387929876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115205805387929876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/07/sny.html' title='Sny'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115050431232382824</id><published>2006-06-17T01:56:00.000+02:00</published><updated>2006-06-17T02:38:14.076+02:00</updated><title type='text'>Miłość - część druga z pewnością nie ostatnia</title><content type='html'>Początkowo planowałem poświęcić następne wpisy katolickim i ogólnie obowiązującym zasadom. Była miłość, więc należałoby teraz napisać coś o wierze i nadziei. Jednak wydarzenia ostatnich dni skłaniają mnie do jeszcze głębszej refleksji nad miłością. Czasem jest tak, że człowiek jest od czegoś uzależniony: a to od papierosów, a to od alkoholu. To są oczywiście destrukcyjne uzależnienia. Ani od jednego, ani drugiego nie jestem uzależniony. Jestem natomiast uzależniony od &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;MIŁOŚCI.  &lt;/span&gt;Zastanawiam się nad tym czy jest to uzależnienie destrukcyjne czy nie. Po części tak, po części nie. Szczęśliwa miłość zwykle buduje, tworzy piękne rzeczy. Miłość niespełniona najczęściej powoduje rany, burzy. Moje dotychczasowe miłości należą niestety do tych drugich. Ale czy na pewno niestety? Dostaję szkołę życia, prawdę powiedziawszy uczę się dopiero kochać. I cóż począć z tym wszystkim. Ja kocham, one mnie nie. Trzeba iść dalej, dalej do przodu, poświęcić się dla ludzi. Miłość sama przyjdzie. Nie dziś to jutro, nie ta dziewczyna to inna. To dość płytko powiedziane, ale nieraz po prostu trudno znaleźć wyszukane słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem chciałbym po prostu zrezygnować na razie z miłości, wszak mam szkołę, itd. Jednak z romantyczną naturą nic nie wygra, jej nie da się poskromić. Zawsze, do końca swoich ziemskich losów będę kierował się sercem, tym co podpowiadają mi uczucia. Z pewnością wiele razy przez to przegram, ale zawsze warto żyć z sercem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;   Zdejmij te suknię, mała&lt;br /&gt;noc taka krótka, popatrz zaraz świt&lt;br /&gt;rozpuść włosy, jesli tego chcesz&lt;br /&gt;w Twoich oczach widzę rozkosz&lt;br /&gt;chociaż Twoje usta mówią nie&lt;br /&gt;zdejmij suknię, proszę Cię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówisz, że świat zwariował&lt;br /&gt;że ludzie wszyscy wkoło z życia kpią&lt;br /&gt;pewnie masz rację, kto to wie.&lt;br /&gt;Twoje ciało pachnie grzechem, mówisz,&lt;br /&gt;ale ja nie słucham, nie,&lt;br /&gt;zdejmij suknię proszę Cię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdejmij tę suknię, mala&lt;br /&gt;noc taka krótka, popatrz zaraz świt&lt;br /&gt;pytasz czy możesz już zaufać mi&lt;br /&gt;nie wiem bo świat zwariował&lt;br /&gt;a Twoja gladka skóra w połmroku lśni&lt;br /&gt;zdejmij suknię, pomóż mi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdejmij tę suknię, mała&lt;br /&gt;noc taka krótka, popatrz przyszedł świt&lt;br /&gt;zamknij oczy jeśli chcesz&lt;br /&gt;coś chyba przeszło obok&lt;br /&gt;i coś nagle skończyło się&lt;br /&gt;mówisz, ja nie sucham, nie&lt;br /&gt;mówisz, ja nie słucham, nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harlem - Piąta trzydzieści&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115050431232382824?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115050431232382824/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115050431232382824' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115050431232382824'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115050431232382824'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/06/mio-cz-druga-z-pewnoci-nie-ostatnia.html' title='Miłość - część druga z pewnością nie ostatnia'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-29314054.post-115014940855449660</id><published>2006-06-12T23:18:00.000+02:00</published><updated>2006-06-13T15:24:11.716+02:00</updated><title type='text'>Miłość</title><content type='html'>Zaczynamy z "grubej rury". Chyba nikt nie zaprzeczy, miłość jest najlepszym uczuciem, jakie spotyka człowieka. Ale cóż zrobić, gdy jest nieszczęśliwa, niespełniona... Nie każda miłość jest szczęśliwa. Gdyby wszyscy byli szczęśliwi, niemal jak w "Imagine" Lennona. to świat nasz możnaby rozbić o kant czterech liter... Na chwilę obecną jestem samotny. Dlaczego? Sam nie wiem, zawsze żyję dla ludzi, jestem dla nich dostępny 24/7, wysłucham każdego kto ma jakiś problem, doradzę. I może w tym sęk. Miłość to po części też cielesność, rzeczy związane z seksem, etc. Ciężko jest może przywyknąć jednej z drugą, że ten, któremu się zwierza z problemów, miałby być jej "mężczyzną". Ale wiem też, że jeszcze wiele czasu przede, choć nic na świecie pewnego nie ma. Mogę przecież jutro zostać przez kogoś zabity idąc do szkoły. Jednak "ważne są dni, których nie znamy. Ważne jest kilka tych chwil, tych na które czekamy" (Marek Grechuta). Poeta ma rację. Wszystko co najlepsze, moim zdaniem, jeszcze przede mną. Miłość przyjdzie, ona sama wprosi się do mojego życia, kiedy najmniej będę się tego spodziewał...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/29314054-115014940855449660?l=dziennikprzemyslen.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/feeds/115014940855449660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=29314054&amp;postID=115014940855449660' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115014940855449660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/29314054/posts/default/115014940855449660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://dziennikprzemyslen.blogspot.com/2006/06/mio.html' title='Miłość'/><author><name>Tabula rasa...</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08555586645706018030</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
