sobota, 26 maja 2007

Desiderata I

Nie będę nikogo witał po długiej przerwie. Przepraszał też nie będę. Chyba, że samego siebie za głupotę. No i fakt, osoby, które wyczekiwały moich liter też przepraszam za ich brak. Zapytacie: "Człowieku, co się z Tobą działo, że nic nie pisałeś? Pewnie byłeś ogromnie zajęty i nie miałeś nawet chwili by usiąść przy komputerze." Otóż zawiodę was. Czasu miałem mnóstwo, siedziałem przed tym piętnasto-?.. siedemnastocalowym? monitorem i nic. Gapiłem się i pisałem na forum, pogrywałem w najróżniejsze gry, odbywałem rozmowy na gg, ale dziennik stał i stał i stał... W końcu znaleźli się ludzie, którzy zauważyli to, że nie piszę - czytelnicy. Mogę być z siebie dumny, mam czytelników, prawie jak pisarz. Pozwolę sobie zamieścić cytat z Nie dzielnych rozmów panny Izy: Narzekałam na Skibiego, że ten się obija i nic nie pisze, ale ja nie jestem nic lepsza. Postanowiłam w końcu zabrać się do pisania i teraz czekam na odpowiedź od Skibiego właśnie.. Poczekała, poczekała, ale w końcu się doczekała. I fragment drugi: Będę starać się, aby pisać tu częściej coś bazgrać, między innymi po to, aby dać dobry przykład Skibiemu [;. Przykład w końcu spłynął... I wracając do Nidzicy, była jakaś rozmowa i ni z gruchy ni z pietruchy rozmówca pytał: napisałeś ty coś w końcu... Odpowiedź brzmiała wciąż: zabieram się do tego. I się zabierałem. I znowu się zabierałem. I po raz kolejny. Była nawet nowa nota w drodze, czyli w tzw. drafcie (projekcie). Została skasowana jednak - straciła aktualność, ale wrócę do tematu w niej poruszonego, bo jest ponadczasowy. Teraz jednak koniec części wstępnej. Czas na działanie.

Desiderata, a właściwie dezyderata, z łac. Desideratio - wyraz pochodzenia łacińskiego oznacza, życzenie, prośbę, pragnienie, potrzebę. Dezyderata to tytuł utworu autorstwa Maxa Ehrmanna. Zetknąłem się z nim niedawno, podczas prób do akademii z okazji rozdania świadectw absolwentom klas maturalnych. Akademię mam zaszczyt prowadzić z Natalią. A tekst zainteresował mnie całkiem przypadkiem rzekłbym. Otóż kolega Paweł wypowiadał słowa tego utworu w bardzo charakterystyczny sposób, słowa zapadły mi w pamięć. Potem brat google mi pomógł i oto mam tekst.

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu,
pamiętaj jaki spokój może być w ciszy.


To prawda. Jaka to ulga wyrwać się z tego zgiełku. Wsiąść na rower i jechać. Przed siebie jechać, jak najdalej. Kierować się Słońcem. Zjechać z drogi asfaltowej do lasu i dalej drogą leśną. Do jakiegoś bliżej nieokreślonego celu. Choćby ostatnio... Zwiedziłem rezerwat Źródeł rzeki Łyny oraz okolice Nidzicy, miałem czas na myślenie, rozważenie przeszłości. Przeszłość kroczy i czuję jej oddech na ramieniu. Ale już coraz słabszy. Wyz-wo-li-łem się od dręczących, powodujących przygnębienie rozmyślań o tym co było. Było - minęło. Wczoraj minęło bezpowrotnie, jutro dopiero nadejdzie. DZISIAJ - TO JEDYNY DZIEŃ, TWÓJ DZIEŃ. UCZYŃ GO NAJLEPSZYM DNIEM TWEGO ŻYCIA!. Oto kolejna mądrość, ale prawdą jest, że wczoraj oddziałuje na dziś, a dziś na jutro, więc analizując związek przyczynowo-skutkowy mamy wniosek... Wczoraj wpływa na jutro. W małym stopniu, ale wpływa. Cisza pomaga w skupieniu się nad ważnymi rzeczami, pozwala odciąć się od tego zgiełku, gwaru przerw, tłumu na lekcji. Jestem ja, rower i las, a tam tylko wiewiórki, sarny i inny zwierz. Czasem też trafi się towarzysz. Podróż jest wtedy równie przyjemna.

Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi.

Problem. Jeden z ważniejszych z jakim przez dwa miesiące braku aktywności się zmagałem. Coś się zepsuło. I co? Czy jest to powód do smutku? A może raczej do radości? Kiedyś z pewnością byłby to dla mnie wielki smutek, ale w końcu jakoś doszedłem do wniosku, że przecież tak w życiu bywa. Nie jest to tragedia, gdy komuś się rozpada znajomość, komuś innemu umiera bliska osoba. Taki kontrast. Czy tęsknię do starych czasów? Do czasów, gdy było tych ludzi wielu... Nie wiem, zawiodłem się, pewnie i sam zawiodłem. Zresztą, skoro się rozpadło nie z mojej strony to teraz ciągnąć od mojej strony trochę głupio mi. Poza tym zajęci są znowuż starzy Przyjaciele. Naprawdę, Przyjaciele, nie "przyjaciele". Ale też przymiotnik "stary" określa, że to wszystko zostało pokryte zwałami codzienności. I cóż z tym fantem... Przecież nie pójdę: "Cześć koleżanko/kolego, dawnośmy nie gadali. Może pogadamy jak za dawnych czasów." Tu po części winna jest moja duma, która mi nie pozwoli na to. I ten strach, że ktoś mi powie: "A spadaj stary". A zresztą, zacznijmy od tego, że tak jak teraz jest, nie jest źle. I prawdę trza przyznać tym, którzy mówili pewne słowa... Mądrość przychodzi z wiekiem. Ponoć. W tej kwestii na pewno. I szkoda, że człowiek traci tak tę swoją ufność... Może nie całą, ale nie jest już ta przyłbica otwarta na oścież i do każdego... Ale jest i tęsknota do dawnych czasów, choć to pewnie nikogo z tych, o których myślę pisząc to, nie obchodzi... A jeśli to przeczytają i poznają, że w tym fragmencie jest o nich mowa to niech wiedzą, że mogą przyjść. W końcu życie się zmienia.

Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść.

Lubię mówić, to wiedzą Ci, którzy słuchają mnie i ze mną rozmawiają. Czasami gdy złapię swój słowotok to gadam i gadam. Ale to nie znaczy, że nie słucham. To jest tak samo przyjemne jak mówienie. Bo człowiek widzi, że drugi/druga mu ufa. I nie chodzi mi tu tylko o rozmowy filozoficzne, o życiu i sensie istnienia. Ważne są też te zwykłe rozmowy, jakieś żarty, wydurnianie. Przecież gdybyśmy ciągle byli poważni, to z pewnością sfiksowalibyśmy z prędkością światła. I tak samo lubię gdy z Natalią mogę porozmawiać o życiu, o problemach, jak i gdy możemy się powydurniać. Bo kto powiedział, że jak człowiek ma 17-18 lat to już musi być sztywnym, poważnym kijem? ;)
I fakt, czasem nawet trzeba słuchać bredni ludzi, którzy chcą nam tylko zaszkodzić, przynieść przykrość. I nie ma na to rady. Przecież ust im nie zamkniemy, chyba, że pięścią... Ale przemoc nic nigdy nie rozwiąże. I czasem nawet w tych bredniach jest ziarenko mądrości, przekaz do odczytania i wzięcia do serca. A co do mojej prawdy. Czasem ciężko jest ją przekazać. Jestem lekkim cholerykiem, mam duży temperament, czasem myślę dopiero po fakcie. Wybucham niczym bomba, ale po kilku minutach znów jest dobrze. Ot, taki granat. Wybucha, ale po zaraz wszystko wraca do normy.

I ostatni w tej części, chyba najważniejszy, fragment "Desideraty"

Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ten fragment, z rozwiniętych w tej części, jest dla mnie chyba najważniejszy. Jakoś tak po prostu miałem, że się porównywałem. Był we mnie lekki przerost ambicji jeśli chodzi o naukę. Na szczęście już zwalczony, teraz chyba jest nawet niekiedy w drugą stronę. Brak mi ambicji, chęci... Ale dobrze mi z tym. Priorytety znane, więc nie przejmuję się małymi niepowodzeniami. Jednakże szkoła była małym problemem do pokonania. Chodziło raczej o porównywanie się w sensie ogólnożyciowym. Tu jednak są mądre słowa. Po co mam się porównywać. Ja jestem sobą, mam swoje zasady, mam swoje życie. I każdy ma swoje. Każdy postępuje inaczej. I tego nie ma co porównywać, bo ciężko jest nawet znaleźć płaszczyznę, na której tego porównania można by dokonać. I widziałem to u siebie. Zwykle było tak, że przejmowałem się, że jestem gorszy, że ktoś jest ode mnie lepszy. I po co to było? Każdy inny, wszyscy równi - jak głosi jedna z naszywek na mojej torbie. Prawda. Nie przejmuję się. Każdy ma swoje życie, swoje zasady, swoje postępowanie. Nie ma lepszych i gorszych. Tu aż mi się przypomina ostatnia sytuacja dyskusji między dwoma moimi kumplami. Dyskusja o komputerach, jeden jest w tym troszkę mniej doświadczony od drugiego. W końcu ten bardziej doświadczony mówi: "Wiesz co, ty ze mną nie dyskutuj, bo się nie znasz na komputerach jak ja...". Jak to usłyszałem to myślałem, że wyjdę z siebie i stanę obok. Kolega dostał tzw. opeerkę. Bo zasłużył sobie na to jak nikt... Jestem fanem, miłośnikiem historii. Jestem laureatem wojewódzkiego etapu olimpiady z gimnazjum... Ale nigdy nie powiem, że ktoś nie może ze mną pogadać o historii, bo nie zna się na niej tak jak ja...

Chyba wszystko wraca do normy. Powracam z tymi swoimi wypocinami. Komu potrzebna ta lektura niech przez nią przejdzie. W następnej nocie ciąg dalszy "Desideraty".

Nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu...