wtorek, 19 maja 2009

Ściana

11 miesięcy przeleciało piorunem... Rzekłbym, że do października tamtego roku wszystko było jak w bajce - kolorowo, sielankowo, po prostu klękajcie narody. Oczywistym było, że nie może to trwać wiecznie. W końcu przyjdzie codzienność, przyjdą problemy, a wtedy się przekonacie... - tak prawili realiści, a raczej realistki (coś drogie panie z naszego otoczenia są mało romantyczne. Wszak to faceci powinni stąpać twardo po ziemi, a kobiety wzlatywać na skrzydłach serca pod niebiosa wyobraźni, marzeń, romantyzmu. Od wspomnianego już października następuje okres takiego swoistego rozdwojenia — Toruń-Nidzica. Było ono nieuniknione i jak wiele razy sami sobie powtarzaliśmy i powtarzamy — sami wiedzieliśmy na co się decydujemy i, że jest to tylko przejściowe.

Od października weszły też w Nasze życie nowe zjawiska — kryzysy, wybuchające od czasu do czasu z najróżniejszych powodów. Wiadomo, każdy związek ma lepsze i gorsze momenty. Z tym, że u nas im dalej w las (czyli de facto im bliżej kolejnych, wspólnych wakacji) tym gorzej - kryzysy coraz cięższe, coraz częstsze. Wydawało się nawet, że siła rozmów, siła miłości może sobie z nimi nie poradzić, tak jak radziła sobie ze wszystkimi poprzednimi. Ostatnie dwa były bliskie do przeskoczenia bariery rozmów i rozpieprzenia wszystkiego co jest między nami. O przedostatnim (ostatnim, bo czy ten jest już do końca zażegnany?) kryzysie nie będę pisał. Ja jestem jak ten pies - kopnięty zapomni o ranie, choć kopany często traci ufność. Ja jednak szybko się z ran wylizuję i dalej idę...

Ostatnie dni to jeden wielki pokaz z naszej strony jak nie należy postępować... Najpierw moje słowa pod wpływem impulsu (furia...) i już wybuch. Wybuch gniewu, wybuch wzajemnej złości. Nie lubię, gdy zbyt daleko interpretujesz moje słowa, nie chcę nigdy nic złego dla Ciebie. Cieszę się, że jednak pojechałaś do tego Olsztyna i spróbowałaś tego, co w całości zaznasz już za rok ze mną, tutaj w Toruniu.

I nie chcę dalej roztrząsać tego wszystkiego, bo po co? By potem ktoś mi mówił/pisał, że jestem mistrzem w robieniu z siebie ofiary? Niedoczekanie, droga Anno, dawno nie śledziłaś moich losów. Bo po prawdzie, kiedy ostatnio gadaliśmy? Bardzo dawno temu, a szkoda. Te rozmowy zawsze były wartościowe. A wszystko o czym chcę pogadać z Kasią omówię już w cztery oczy z samą zainteresowaną. Oboje mamy coś za uszami, ale mamy świadomość tego i chęć by to usunąć. (I to co stało się w sobotę udowadnia, że jesteś piękną, wartościową dziewczyną, nie tylko dla mnie. Zaś świadomość ewentualnej konkurencji uwiera. Muszę jednak wierzyć w siebie...). Wiem jedno - nie chcę mówić do "Ściany", chcę by słowa w końcu docierały, by były rozważane. Niech nie będą akceptowane, niech będą dyskutowane. Tylko niech nie odpowiada mi na moje słowa milczenie albo potakiwanie, ironiczne bądź z rezygnacją. Tu jest pierwsza piosenka, która chodzi za mną od dłuższego czasu. Nagrał ją wokalista Indios Bravos - Gutek, z niewiastą o pseudonimie Dziun, przy dużym udziale drugiego twórcy IB - Banacha.



I niech nie będzie już ścian, bo od napieprzania w nie boli łeb, niemiłosiernie. A ściany pokonuje rozmowa. W jednym Migotko masz rację, jeśli związek ma być męczarnią, jest toksyczny, to najlepiej go skończyć... Bo Miłość to nie męczarnia, to jest radość z bycia ze sobą...

Kryzys po raz kolejny zażegnujemy rozmową. Choć nie mówię hop, bo przez telefon niczego nie załatwimy. O nie. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Porozmawiamy szczerze, jak przed rokiem, swobodnie. Bez ogródek. Rozwikłamy problemy, rozwiążemy je, wierzę w to. To nie są puste marzenia, nie do spełnienia. I nie myśl nigdy, że chcę Cię przez te zmiany pozbawić Twojej indywidualności, uczynić kobietą pokornego serca. Nic z tych rzeczy, nigdy nie będę miał zamiłowania do pokornych kobiet, ale też nie będę lubował się w wiecznych buntowniczkach, które bronią swej osoby za wszelką cenę. O tym jednak porozmawiamy. Siła rozmowy - to jest to.

Pewnie gdy zaczniesz czytać tę notę, będziesz w strachu, że oto objadę Cię ze wszystkich stron i pewnie się zdziwisz, że tak nie jest. A ponadto na końcu chcę coś jeszcze przekazać :). Znów duet, choć osobno, ale w tej samej piosence, tylko w dwóch wersjach (można bardziej zagmatwać zdanie? ;)).




Piosenki jak najbardziej do przemyślenia. Dla mnie ostatnio takie kwintesencje obrazu młodzieńczej miłości, który może warto naśladować... My mamy może i marzenia nie do spełnienia (zdaniem większości), ale my je spełnimy, bo bardzo tego chcemy. Po prostu musimy coś zmienić. Bez wyrzeczeń ogromnych. Dopuśćmy do tego uczucia trochę rozumu też.

Potem...
Będzie pięknie jak we śnie
:)

I nie od razu będzie kolorowo, pięknie, niebiańsko. Zresztą, jeśli ma być taka sinusoida pięknie-fatalnie, to ja nie chcę. Niech będzie zwykle, normalnie, co nie oznacza nudno czy przyziemnie :). Po prostu bez ogromnych wstrząsów

Wierzę w to, bo jestem, mimo wszystko, człowiekiem wiary.

I ludzie się zmieniają, nie tylko z chęci zysku. A Lednica czeka :). I ja na nią też :).

Amen.