Moi przyjaciele mówią mi
Bracie, co ci jest?
Nie żałuj nic, wyobraź sobie
Że to był tylko sen
Obudź się i z nami chodź
Skończyła się już noc
Bracie, co ci jest?
Nie żałuj nic, wyobraź sobie
Że to był tylko sen
Obudź się i z nami chodź
Skończyła się już noc
Skończyła. Dowiedziałem się o tym w poprzednią sobotę. Cały tydzień był dla mnie koszmarem... Ot tak to wszystko się skończyło... Decyzja podjęta i koniec. Niby tak. Ale jednak nie. Nic się nie skończyło. W jednym momencie coś pękło we mnie. Bo się po prostu, po ludzku zawiodłem. Zawiodłem na słowach, na czynach. I nawet dziś, gdy już minął ten tydzień i powinienem przywyknąć do tego wszystkiego, to dalej mam okresy dnia, w których obrazy stają znów mi przed oczami. A wczoraj... Zdziwiłem się. Rozmawialiśmy. Lżej mi było po tej rozmowie... Choć mam nadzieję, że nie widziałaś słabego eM. gdy odchodziłem w swoją stronę od bramy parku.
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać.
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie złość.
Dżem - Mała Aleja Róż
Uchodzi ze mnie złość, uchodzi ze mnie zło... Łzy to dobry czyściciel duszy. Tylko czemu tak kontrowersyjny u chłopaka? Czy tylko kobiety/dziewczyny mogą płakać? Nieraz wydaje mi się, że tak to zostało przyjęte. A to guzik prawda. Mam w głębokim poważaniu takie reguły. Chłopaki też płaczą. I tyle. A jak się komuś nie podoba, to nie musi się zadawać z tak zwanymi "mięczakami". Ale taki mięczak częstokroć jest silniejszy niż te wszystkie napakowane durnie z ilorazem inteligencji filodendrona... I takie jest moje spojrzenie na to wszystko. Bo liczy się siła psychiki, siła serca. Nie potrzeba mi dużej siły fizycznej. Jakoś nie widzę siebie na siłowni, przerzucającego tony, a potem wożącego się po mieście koksa. Ja to ja - innego nie ma.
I przez te dwa ostatnie miesiące taką siłę zyskałem. Siłę życiową. Dziś mogę powiedzieć, że jestem mądrzejszy i bogatszy o doświadczenia. Wykorzystam je w dalszej drodze. Bo ten kto nie stoi w miejscu ten się cofa. Jak to mówiłem: Jeśli teraz się nie uda zawinąć do portu to płynę na mieliznę.... Nie. Nie płynę. Bo na mieliźnie jest jeszcze niebezpieczniej niż na wodach wielkiego oceanu. To nic, że na oceanie są góry lodowe, miny. Ten właśnie ocean jest oceanem mojego statku i po nim będę żeglował zawsze.
I paradoksalnie rzecz biorąc te dwa ostatnie miesiące przyniosły mi skutki negatywne, ale i pozytywne. Negatywy są wiadome raczej, spustoszenie... Ale pozytywy. Po pierwsze - zmiany w kontaktach z ludźmi. Po drugie - nauka życia. Po trzecie - poznanie samego siebie. Bo to wszystko miało sens. Była wiara, była nadzieja. Obydwie zostały zawiedzione.
I rozdział się kończy. Wczoraj napisano jego ostatnią kartkę. Kończy się rozdział szalonych dwóch miesięcy. Zaczyna nowy. Koniec prawie zawsze jest początkiem. Ale to, że ten rozdział się kończy nie znaczy, że kończy się wszystko. Wszak czytając książkę możemy swobodnie wrócić do wcześniejszego rozdziału, albo postaci z poprzedniego mogą wrócić w kolejnym, albo w jeszcze dalszym w nowych rolach, okolicznościach. Drzwi mojego serca się nie zatrzasnęły. A to dziwi przyjaciół, którzy mówią, że powinny. Nie, nie powinny. Nie mam powodu by teraz się zamknąć.
Stanę się zgorzkniały i stracę zaufanie do ludzi, bo zawiódł mnie jeden człowiek. Będę ział nienawiścią do tych, co odnaleźli swoje skarby, bo ja sam nie dotarłem do mojego. I zawsze będę dbał tylko o tę odrobinę, którą posiadam, bo jestem za maluczki by mieć cały świat.
Paulo Coelho - Alchemik
Tak się nie stanie. Ja będę dążył do celu. Znajdę w końcu to wszystko. Dojdę na koniec świata, spojrzę prawdzie w twarz i będę szczęśliwy. Ludzie mówią, że jestem silny. Chyba jestem. Brak koledze odwagi by spróbować. Boi się, że dostanie kosza. Czyli przekreśla swoją szansę przed początkiem. Boi się zagadać, podejść. A powinien uwierzyć. Oby uwierzył. I nie bał się. Bo to nic strasznego. To nauka. Nauka życia.
Jest 3:40. A ja jeszcze mam trochę do napisania. Przedwczoraj znów mi ktoś powiedział, że mi ufa. Zaufano mi po raz kolejny. I to zaufała osoba, o której słyszałem, że jest nieufna i potrzebuje dużo czasu na zaufanie. A jednak co? Pierwszy spacer, wcześniej rozmowy na gg, poznawanie się przez wspólnych przyjaciół. Wielka rzecz to zaufanie. A jeśli sobie na nie zasłużyłem to jeszcze bardziej mnie cieszy. To taki wstęp do jednego z dobrych skutków tych dwóch miesięcy. Przyjaźń. Takie małe słowo. Małe, krótkie, a jednak olbrzymie. Genialne. Nie będę wymieniał z imienia komu chcę podziękować. Może wymienię pierwsze litery imion. Dziękuje Pani O., Pani. P., Pani J. Pani S., Pani N., Pani A., Pani E., Panu P., Panu A., Panu T., Panu M., Panu D. też. To chyba wszyscy. Z pewnością rozpoznacie swoje imiona po pierwszych literach. Nawet nie wiecie jaki macie wpływ na moje życie. Te pogaduchy u Oli... te spacery z Patrycją, przedwczorajszy pierwszy spacer z Jolą. To co lubię. Takie nieskrępowane niczym te rozmowy. I gadać i gadać i gadać można. I włosy prostować ;-). Ola powiedziała któregoś dnia mądre słowa. Cytatu teraz znaleźć nie mogę, ale szło o to, czy gdyby nie cała ta sytuacja, która była, czy znów zbliżylibyśmy się do siebie. Nie wiem. Pewnie znów spytałbym któregoś dnia o jakiś Twój smutny opis. Ale to dobrze, że znów się zbliżyliśmy. Zresztą, gdyby nie Ola nie byłoby Patrycji. Gdyby nie Ola i Patrycja nie byłoby Joli. Takie oazy spokoju ostatnim czasem. Takiego oddechu pomiędzy bezdechem dołowania. I mam nadzieję, że i ja polepszam jakoś wasze dni, pomagam jak mogę, staram się. I jest dobrze. Dziękuję raz jeszcze. Kiedy znów kudły prostujemy?
I ostatni temat. Bóg. Czy to źle, że szukam Boga? Pamiętam gdy ksiądz przy spowiedzi mnie zwyzywał za to, że szukam Boga wszędzie i nie chodzę do kościoła... Pfff... Nie potrafił, nie chciał zrozumieć. Trudno. Ale cóż, w ten poniedziałek byłem w końcu w kościele ewangelickim. Na mszy ekumenicznej. Podobało mi się. Mały kościół, sprzyjający myśleniu, skromny i przejrzysty. Wrócę tam dziś. Sama msza też bardzo przyjemna. Spodobał mi się sposób odprawiania jej przez księdza. A we wtorek byłem w kościele rzymskokatolickim. Pamiętam słowa Natalii gdy powiedziałem o tym: "Czy to nie jest zabronione?" Uśmiałem się wtedy. Może i jest. Dla moherowej babci, albo ortodoksyjnego księdza. Ale nie dla mnie. Ja jestem wolny, mam swoje zdanie, to czego pragnę to świat bez granic. Boga zawsze pojmuję po swojemu i to się nie zmieni. Mogę iść dziś do świątyni rzymskokatolickiej, jutro protestanckiej, a pojutrze do cerkwi, potem zaś do meczetu. Bo moim zdaniem wszyscy mówimy o jednym Bogu. I tyle. Tak to widzę. Pal licho jakieś mniejsze dogmaty. Nie jestem teologiem. Moja wiara jest prosta. I łatwiejsza tym samym. Mogę iść do lasu i też się pomodlić, porozmawiać z Bogiem. I może to być Pan Jezus, może to być Jahwe, Allah, Budda... Wszyscy są jednym. Bogiem.
Czwarta nad ranem już... Czwarta nad ranem... może sen przyjdzie, może mnie odwiedzisz.
I ważna rzecz jeszcze. Nie szukam teraz żadnej przytulanki, żadnego pocieszenia po tym wszystkim. Bo moja wiara w to wszystko jeszcze bardziej wzrosła. Bo jestem silniejszy i mądrzejszy, choć wydawało mi się, że jestem słabszy i głupszy... Paradoks? No cóż. Nazwijcie mnie w takim razie Paradoksem.
Dobranoc. 4:06.
[14:37] Zawiesiłaś blog... Ja swojego nie zawieszę. Coś dla mnie znaczy to wszystko. Wspomnienia. Radości i smutki. Teraz nie piszę zbyt często, ale piszę jednak. Dalej potrzeba mi tego miejsca.
I tak samo postanowienia, które podjąłem raczej wypełniam. Nie jem po 20, nie robię rzeczy, których postanowiłem nie robić. Jeszcze jest to chwilami nadwątlane, ale będzie dobrze. Jeszcze zwyciężę. Nad samym sobą. I nad tym wszystkim.
A dziś.
Opadły mgły i miasto ze snu się budzi,
Górą czmycha już noc,
Ktoś tam cicho czeka, by ktoś powrócił;
Do gwiazd jest bliżej niż krok!
Pies się włóczy popod murami - bezdomny;
Niesie się tęsknota czyjaś na świata cztery strony
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś?
Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Dość już twoich łez!
Niech to wszystko przepadnie we mgle!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!
Z dusznego snu już miasto się wynurza,
Słońce wschodzi gdzieś tam,
Tramwaj na przystanku zakwitł jak róża;
Uchodzą cienie do bram!
Ciągną swoje wózki - dwukółki mleczarze;
Nad dachami snują się sny podlotków pełne marzeń!
A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy;
Toczy, toczy się los!
Ty co płaczesz, ażeby śmiać mógł się ktoś
- Już dość! Już dość! Już dość!
Odpędź czarne myśli!
Porzuć błędny wzrok!
Niech to wszystko zabierze już noc!
Bo nowy dzień wstaje,
Bo nowy dzień wstaje,
Nowy dzień!