piątek, 25 stycznia 2008

Prawda w oczy



To pierwszy z mej strony i sądzę, że nie ostatni zabieg tego typu w Dzienniku. Piosenka nieodżałowanego Grzegorza Ciechowskiego ma wprowadzić w temat. Cóż do mnie ostatnio dotarło, gdy słuchałem tej piosenki, oglądałem ten występ? Uświadomiłem sobie jedno - ta piosenka jest o mnie. Wystarczy wsłuchać się w jej tekst. I czym ma być ta nota? Próbą przełamania pisarskiego zastoju? Samokrytyką? Po części i jednym i drugim. Ma też być stwierdzeniem pewnych faktów o sobie samym.

Wiem, za dużo nieraz gadam. Paplam tym jęzorem po próżnicy, ale może to dlatego, że często nie wierzę w to, że ktoś mnie słucha. Bo to, że słyszy jest pewne. Głos mam donośny... Tak, i nie idą za słowami czyny. Oświadczenia Woli mam w domu już około 1,5 roku i leżą, cała ich sterta. Początkowo był wielki entuzjazm, zapał do promowania. Ale osłabł. I to cały ja - podpalę się do czegoś, nabiorę wielkiej chęci, ale tak chęć równie szybko spada. I sam często nie znam powodu "spadku" tej chęci. Być może jest to lenistwo i z tym muszę walczyć. Walka z samym sobą, odwieczna i najtrudniejsza. Nasze wady to nasz największy wróg. Wroga w postaci drugiego człowieka możesz unikać, możesz go omijać. A jak ominąć samego siebie? I toczy się ta walka. Takie piękne postanowienie noworoczne miałem, ale wzięło w łeb. Od nowa będę musiał się starać, by wyjść z tym wszystkim na prostą. Druga kwestia to oczywiście Dziennik. Zaniedbałem, rozpieprzyłem. Znów lenistwo, brak czasu, chęci... Wena zawsze by się znalazła. Tylko znów walka z samym sobą przegrana, bo oczywiście masa innych rzeczy do zrobienia. A to dwa fora, a to nasza-klasa i człowiek rozproszony, myśli w sobie nie zbierze i kolejne przemyślenia zamiast do dziennika idą do kosza.
O pracy już nie wspomnę. Zawaliłem trochę, dałem ciała, choć nie musiałem. I wytłumaczeń dla siebie nie szukam. Mam dużo wolnego czasu, nawet w okresie roku szkolnego, nawet teraz przed maturą. Często jednak wolę go spędzić na pieprzeniu o dupie Maryni niż na zajęciu się czymś konstruktywnym.

Czy szukam jakiegoś usprawiedliwienia? Powiedzmy, że jednym z nich niech będzie mój wiek. Młody jeszcze jestem, teraz najlepszy czas na dogłębne poznanie siebie, swoich wad. I na radzenie sobie z nimi, na wewnętrzne kształtowanie, na walkę. Ważne chyba to zdać sobie sprawę ze swych wad, ze swych niedociągnięć. Z tego, jak wiele jeszcze przed nami. Ideałów nie było, nie ma i nie będzie. Każdy coś za uszami ma. A ponoć zdanie sobie sprawy z tego, że idealni nie jesteśmy i przyznanie się do winy to pierwszy i jeden z większych kroków na drodze zmian. Bo zmiany muszą nadejść, trzeba się na nowo ukształtować. Na bazie zalet, które mam trzeba wytopić moc ze starych wad. By za słowami szło więcej czynów. Choć słów i tak nie zabraknie. Dobre słowo też jest ważne, a siła serca zawsze będzie większa niż siła pięści.