wtorek, 17 marca 2009

Król świata?

Tak, właśnie... Po raz kolejny siedzę przed monitorem i walczę z samym sobą o kolejne zdania. O zdania, które tak naprawdę ułożone w swoim sercu mam cały czas, ale nie mam kiedy ich przelać na klawiaturę. Klawiatura i monitor już nie te same, nie nidzickie. Już toruńskie. Mógłbym teraz zacząć zastanawiać się czy cokolwiek jest takie samo, jak było na początku Dziennika. Wszystko się zmieniło. Ludzie, otoczenie, świat. I ja, ja też się zmieniłem... I nie wiem czy napisać niestety, czy na szczęście, a może żadnego określenia nie dodawać? Taki jest świat, świat się zmienia, bo od stania w miejscu niejeden zginął już kwiat [Edward Stachura "Nie rozdziobią nas kruki i wrony"]

A ja nie chcę zginąć, nie stoję więc w miejscu... Nie stałem też przez te kolejne miesiące ciszy, za które znów przepraszam. Choć, co warte takie przeprosiny, mój ojciec też przeprasza za to, że pije, a dalej pije... Może jestem uzależniony od długich przerw w Dzienniku?

Ta nota ma być nowym początkiem. Wznowieniem mojej działalności. Zawsze uciekałem do tego azylu, gdy było mi w życiu gorzej, a teraz jest lepiej. Nie mogę się jednak okazać wyrodnym dzieckiem mojej własnej idei. Muszę sam siebie przekonać, że mogą tu być też noty optymistyczne. Nie jestem królem świata, dalej jest ze mnie ten nędzarz, dalej ten tułacz, ale już nie samotny. Przemyślenia nie zginęły

Po raz kolejny witam i przepraszam. Chcę pisać i mam głowę pełną idei.

Nowy początek, po raz kolejny.