poniedziałek, 13 listopada 2006

My... Szczęście, szczęście...i tęsknota... i smak truskawek

I zbieram myśli... Choć nie. Te myśli nie muszą być zbierane, bo są cały czas świeże i nie odejdą przez długi czas...

Pojechałem do Torunia. By spotkać się z Nighti... Poza tym byłem na imprezie urodzinowej brata mego. Impreza nieważna. Schlałem się. Takie życie. Takie prawa młodości.

9 listopada 2006. Godzina 16:00. Wychodzę z pośpiesznego do Wrocławia. Wysiadam w Toruniu Mieście. Biorę w garść zakupioną uprzednio różę i wspinam się po schodkach na górę. I widzę, wyłania się nagle postać. I już widzę, Ona widzi mnie... Pierwsza chwila nieśmiałości. Wręczam różę. I idziemy . Początkowo, jak to zwykle przy pierwszym spotkaniu, było trochę nieśmiało. Rzekłbym drętwo. Ale za chwile to przełamujemy. Idziemy do restauracji i zjadamy naleśniki. Przepyszne naleśniki... A następnie cóż... Rozstaliśmy się... Jedenastka odjechała po raz pierwszy... A ja pomaszerowałem do Domu Studenckiego nr 5, gdzie mieszka brat mój. Tam poznaję jego dziewczynę i znajomych. Następnie idziemy na imprezę, z której wróciłem o 11. Znaczy wróciłem w sensie odzyskałem świadomość. No cóż... Przesadziłem z tym i owym i takie efekty. Ważne by wyciągać nauczki...

10 listopada 2006. Wstaję o 11. Czuję się jak wrak. Szybko idę pod prysznic, ale wiem już, że i tak się spóźniłem (umówieni byliśmy na 11:30). Ale Ewa mi przebacza i pozwala przełożyć spotkanie na 12:30. I znów spacer, znów pięknymi uliczkami Torunia... I znów za szybkie rozstanie... I jedenastka odjeżdża po raz drugi...

I przychodzi najważniejszy dzień tego wyjazdu, chyba najważniejszy w moim życiu. Tym, które nic nie znaczy. Ale tego dnia nabrało znaczenia. I znów godzina 16. Znów Plac Rapackiego. Znów wysiadasz z autobusu. A ja już czekam. Z różyczką. A Ty też coś dla mnie masz. Coś co zawsze już będzie mi przypominało ten dzień. Te koraliki, które mam na szyi. Zgodnie z planem idziemy grać w bilard. Godzina gry mija szybko. Wychodzimy więc z lokalu. I ten most... I Twoje słowa na moście. One są w moim sercu wyryte już. W jednym momencie odeszły troski. I idziemy tam... W miejsce nasze... To miejsce już nigdy nie będzie nikogo. Tylko nasze. I powiedz, to przyszło tak nagle. Nie wiem skąd. Wiem tylko, że było cudne. W tym momencie poczułem jak serce mi wypada, jak raduje się tym momentem... Jakim momentem? To była godzina...I ciepło dłoni, ciepło serc... Ciepło? To był żar... Niósł mnie on jak na skrzydłach. I nic się w tym momencie nie liczyło. I teraz też nic się nie liczy. Tylko TY. Ciepło dłoni, żar serc i truskawkowy smak... Nigdy tak przepysznych truskawek nie jadłem. Chwila ta minęła.. I poszliśmy na chwilę ogrzać się. Wypić barszcz. A w barze piosenka, która też będzie już tylko nasza... Ta piosenka już zawsze będzie przypominać mi te momenty. Najpiękniejsze...

Gdy nie bawi Cię już
Świat zabawek mechanicznych
Kiedy dręczy cię ból nie fizyczny
Zamiast słuchać bzdur głupich
Telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko
Gdy udając że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją
Co ludzie myślą - to nieistotne

Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie namiętnie tak
Jakby świat się skończyć miał

Swoje miejsce znajdź
I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens
Słuchaj co twe ciało mówi
W miłosnej studni już nie utoniesz

Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz
Na linie nad przepaścią tańcz
Aż w jedną krótką chwilę
Pojmiesz po co żyjesz...


I to brzmiało w moich uszach. Szybko spożyliśmy barszcz i wróciliśmy znów tam. Chcieliśmy tego obydwoje. I znów smak truskawek... Truskawek... truskawek... truskawek... I ta bliskość. I ta świadomość, że ktoś w końcu czuje to co ja... Ktoś w końcu odwzajemnia moje uczucie... Nigdy w życiu tak szczęśliwy nie byłem. Dłonie, delikatny dotyk. Oczy i ten uśmiech. Ten uśmiech wzajemny, który nie pozwalał nam myśleć o czymkolwiek złym... Byliśmy w naszym miejscu, na naszej samotnej wyspie. Bezpieczni, schronieni przed tym całym światem... Ale czas... czas... płynie, nieubłaganie upływała minuta za minutą. A my coraz bardziej chcieliśmy tam zostać... Ale świat nas ściągnął... 20:57, a może to była 20:52... Jedenastka odjeżdża po raz ostatni... A ja zostałem na przystanku jako najszczęśliwszy człowiek i jako ten, którego smutek był nieogarniony...

I wiem jedno... Wiem co czuję. Ty też to wiesz. I wiem co Ty czujesz. I już nigdy w Ciebie nie zwątpię. Już nigdy nie będę człowiekiem małej wiary dla Ciebie... Jesteś dla mnie światem. Jesteś dla mnie życiem, wodą, która mnie poi. Pokarmem, który zaspokaja moje serce. Ale ja nie zasłużyłem! Bo ja niewiele Ci mogę dać.... Choć nie... Zasłużyłem. Zasłużyliśmy na siebie nawzajem...

I teraz wiem jedno. Jestem tego pewniejszy niż byłem wcześniej. Życie moje oddałbym za Ciebie. To nie jest pusty slogan. Moje życie jest teraz sensowniejsze niż kiedykolwiek. Jego sensem jest powrót do Torunia, jak najszybszy. Jego sensem jesteś Ty. I to miejsce, i ciepło. I smak truskawek... Ja wrócę tam na stałe. Wtedy będziemy już zawsze szczęśliwi... Już nie pozwolę Ci się bać, nie pozwolę Ci być smutną. Bo dla mnie jesteś najważniejsza...

I może jest tak jak w tym wierszu...

Ojcze nasz, który jesteś niemy,
który nie odpowiadasz na żadne wołanie,
a tylko rykiem syren co rano dajesz znać, że świat
ciągle jeszcze istnieje,
przemów:
ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy,
w tandetnym płaszczu, z trzema pierścionkami
na palcach, z resztką snu w zapuchniętych oczach,
musi usłyszeć Twój głos,
musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić
w ten jeszcze jeden świt.

Ojcze nasz, który nic nie wiesz,
który nie patrzysz nawet na tę ziemię,
a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat,
że nasz świat trwa uporządkowany, spójrz:
ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony
nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą
popołudniówki tłustą od sosu i druku,
musi wiedzieć, że Ty także wiesz,
musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć
ten jeszcze jeden dzień.

Ojcze nasz, którego nie ma,
którego imienia nikt nawet nie wzywa
prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej
litery, bo świat
radzi sobie bez Ciebie,
bądź:

ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza
wszystkie swe dzisiejsze kłamstwa, lęki, zdrady,
wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione
musi wierzyć, żeś jednak jest,
musi wierzyć, żeś jest, aby przespać
tę jeszcze jedną noc.


Ale On musi być, ktoś musi być! Bo to On zesłał mi Ciebie na swą drogę... Choć może jestem niegodzien... Ale jednak godzien... W Twych ramionach czułem się niebiańsko...

I jestem teraz szczęśliwy, ale i nieszczęśliwy. Ale pokrzepia mnie to uczucie, że dla kogoś jestem naprawdę ważny. Że ktoś myśli o mnie tak jak ja o tej osobie... Że ktoś odwzajemnia to co czuję. I powiedziałaś mi to jako pierwsza...

Ty wiesz co ja czuję, to się nie zmieni... Życie za Ciebie oddam, tylko powiedz kiedy. Zniszczę każdego, kto będzie chciał zrobić Ci krzywdę... Ochronię Cię przed złem tego świata... W zamian nic nie oczekuję... Bo wystarczy, że jesteś... Jesteś bowiem najważniejszą osobą w moim życiu... Dzięki Tobie odrzucam życiowe smutki. Myśl o Tobie mnie pokrzepia... I już do Ciebie tęsknię...

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

jak jak się cieszę ! :)
i tak ma byc zawsze !!!
:)
Nighti, Ewa - jesteś wielka ! :)

Anonimowy pisze...

Piękne! ;]

Anonimowy pisze...

To musi byc naprawde niesamowita dziewczyna... :)
Wreszcie powialo optymizmem w Twoich notach ;P

Anonimowy pisze...

Bo jakby nie powiało to znow by kopa oberwał, tak jak wtedy na moście ;) cóż sam zasłużył, ale teraz już wie, ze nie można się smucić ;)
Eh, Ty wiesz wszystko co i jak Timi... Sam wiesz, że ja niestety pewnych rzeczy, z pewnych racji nie mogę, ale i tak znalazłam sposób na ujście swoich myśli. Ty i te truskawki, oszalałeś, świat zaczął Ci nagle pachnieć truskawkami, ale chyba pomyliłeś porę roku ;p
Aco do ciepła to masz rację, te Twoje ręce były naprawdę zimne, i noc też... I na przyszłosc weź 2 pary rękawiczek, albo ja wezmę parę dla siebie.
Wiesz, z resztą już wszystko, a tym, którzy odrzucili przyjaźń Marcina powiem tylko jedno, żałujcie!
I nigdy w życiu nie oddawaj swojego życia za moje wygłupy i różne schizy. Nie warto.
Tyle ;*

Co do Panny Migotki. Dziewczyno, zrób to dla mnie i weź podejdź do niego i pogadaj z nim, jesli chcesz mozemy pogadać na gadu, albo podobnie, mój nr jest zamieszczony 2-3 notki temu w komenarzach. Zajmij się Timim, gdy mnie przy nim go nie ma. Proszę.

Anonimowy pisze...

Cieszę się że jesteś szczęśliwy... Czytam Twój dziennik od początku ale teraz odważyłam się wpisać... Szkoda że za późno zrozumiałam jak jesteś dla mnie ważny... za późno... Ty kochasz Ją nie mnie ;( życie

UnH pisze...

Cieszę się. W końcu po przeczytaniu Twojej notki na moich ustach wykwitł prawdziwy, serdyczny uśmiech. Wspaniale, że w końcu jesteś prawdziwie szczęśliwy. Wiem, że to czuję w związku z tym co napisałeś to tylko ułamek tego co Ty sam odczuwasz.
Ale to dobrze. Dobrze, że Ty też masz w końcu swoje chwile szczęścia.

Nighti, chociaż się nie znamy, to z całych sił dziękuję Ci za to co dla niego zrobiłaś. Jesteś wspaniała:)

Anonimowy pisze...

Ja też nie będę ukrywała ,że się cieszę , że wreszcie powiało optymizmem i zapachem truskawek mmm...
Jeśli barszczyk spozywaliscie w tym miejscu, co mysle , to wbrew pozorom wiele ludzi zaznało tam szczęścia...Toruń jest cudny...trzymam kciuki za jak najszybszy Twój ponowny wyjazd:)

Anonimowy pisze...

No pięknie :) Gratuluję i życzę powodzenia. Tylko nie przesłodź jej za mocno, bo się przyzwyczai i będzie chcieć więcej ;) :D

A Tobie Ewo dzięki że serce mojego przyjaciela ma dla kogo bić :)

Anonimowy pisze...

Anonimie, w ogóle do wszystkich... każdy kto by wobec Timiego wykazałby wiecej niż odpisanie na gg, a chociaż go przytulił (tu chodzi o dziewczyny), miałby to co ja, a ze Wy nie chciałyscie, heh. Nie moja sprawa. Ja Jrgo serca ukraść nie mogę... Nie teraz. :]

A co do innych, to ja po prostu czułam, ze to jest w moim obowiązku, ale nie żeby to był taki przymus, to było przyjemne z pożytecznym, otco.

Anonimowy pisze...

opis...hmm...pozazdroscic wspomnien.... nie wszyscy odrzucili przyjazn Marcina,wiedz o tym,Nighti. on ma przyjaciol,tylko tego nie dostrzega.

Anonimowy pisze...

Panie eM. eS., Pan się obija ! ;)
moja krwiożercza klawiatura żądna jest Pańskiej twórczości :)

P.S. co to ma znaczyc hę?