Spojrzysz czytelniku na tytuł i pomyślisz zapewne: "Nad czym on myślał w czasie biwaku. Chyba tylko o tym jak najlepiej się znietrzeźwić" ;-) A tu zaskoczenie. Może na samym biwaku nie myślałem o wielu rzeczach, jednak jego pokłosie pozostawiło ważne przemyślenia. Na biwak wybieraliśmy się w sześciu chłopa. Mieliśmy zabrać 3 namioty, czyli z prostej matematycznej kalkulacji wychodziło po dwóch na jeden namiot. Ale niestety, najlepszy kumpel zachował się jak kompletny dupek. Spytał rodziców o zgodę na wyjazd na dzień przed nim. I jaki był tego efekt? Oczywiście zgody nie dostał. I pojechaliśmy, uprzednio nabywszy zapas alkoholu: piwa, na które się złożyliśmy oraz za swoje kupiłem dwa wina marki Wino ;-), do których nikt się nie dołożył. Dlaczego o tym mówię? To się zaraz rozwiąże. Wyjechaliśmy we wtorek, a mieliśmy wrócić w sobotę lub niedzielę, a ja to piszę w sobotnią noc, więc już widać, że coś nie w porządku. Pierwszego dnia wypiliśmy po dwa piwa, następnie do obozowiska przybyły koleżanki jednego kumpla, których nie poznałem. A ja tymczasem ulotniłem się na chwil kilka z miejsca biwaku. A po powrocie co zastałem?! Moja wisienka była pusta. Powiedziałem: nie wybaczę, drugiej nie tkniecie. I przystąpiłem do samodzielnego spożycia 0.8l szlachetnego jedenastoprocentowego trunku. I spożyłem go... Następnie spotkałem kumpla z równoległej klasy i po spożyciu z nim w sąsiedniej wsi dwóch piw chwiejnym krokiem wróciłem do obozu. Byłem oczywiście napruty... Położyłem się spać. Rano kac, to naturalne, ale jeszcze wkurzanie przez współtowarzyszy. Wtedy postanowiłem, że nie usiedzę z nimi tylu dni. Dzień po zbyt dużym spożyciu jeszcze przesiedziałem z nimi, a już następnego zafundowałem sobie wycieczkę pieszą do domu (tylko 15 km ;-) ). To tyle z ważniejszych wydarzeń, a teraz samo sedno - przemyślenia.
Po pierwsze - jestem uparty. Udowadnia to, może w trochę głupi sposób, sytuacja z wisienką. Po drugie, ważniejsze - nie mam przyjaciół. Na biwaku był jeden człowiek, którego traktowałem jak przyjaciela, ale zawiodłem się na nim strasznie. Już nie jest moim przyjacielem. Zmieniam podejście do tych ludzi. Życie do tego zmusza. Po trzecie - nigdy nie zaakceptuję wielkiego braku kultury. Nie sposób wytrzymać kilka dni z gościem, który niezależnie od tego, czy jego emocje w stosunku do człowieka są pozytywne czy nie, nazywa człowieka, pardon, skurwysynem...
Podsumowanie. Tak wyczekiwałem tego wyjazdu, a tak się przejechałem. Przejechałem na ludziach. Może gdyby najlepszy kumpel nie odpierniczył numeru dalej siedziałbym pod namiotem. Ale gdybanie nic nie da. Wiem, że w takim składzie jak dwa dni temu nie chcę jechać w jakiekolwiek miejsce na dłużej. Ci ludzie są dobrzy na krótką metę...
sobota, 22 lipca 2006
poniedziałek, 10 lipca 2006
Ocenianie
Ludzie. Ludzie kochają się oceniać. Od dziecka jesteśmy ogarnięci ocenami, ocenianiem. Już gdy jesteśmy w kołysce, ludzie nas oceniają. "O jaki piękny bobas". Potem rośniemy i rośniemy. Idziemy do przedszkola. Tu oceniają nas jakimiś uśmiechniętymi lub smutnymi twarzyczkami, przynajmniej tak było za moich czasów, a że jestem stary ;-) to się wiele mogło zmienić. A potem zaczynamy podstawówkę, w której także zdobywanie dobrych ocen nie jest trudne. Pierwsze schody pojawiają się w gimnazjum. Potem liceum (tu właśnie jestem) i studia. I ciągle oceny, oceny, oceny. I myślimy może, że po ukończeniu edukacji pozbędziemy się kajdan ocen. Skądże znowu. W pracy będziemy oceniani, za to, co zrobiliśmy lub to, czego nie zrobiliśmy. Dla mnie oceny szkolne są nieważne. Mam je głęboko w poważaniu. One nie pokazują tak naprawdę co potrafię. To jest po prostu taki system, że za wszystko otrzymujemy cyferki. Ocena nie pokaże jakim kto jest człowiekiem, co nosi w sercu. Jednak są potrzebne, taka jest odwieczna tradycja...
A teraz o innych, ważniejszych ocenach. Ocenach międzyludzkich. Oceniamy się nawzajem, czy tego chcemy czy nie. Pierwsze wrażenie - bodziec wzrokowy. Przyznać trzeba, idzie czasem po chodniku tzw. lachon. I co? Przykuwa oczy męskich szowinistów, we mnie też odzywa się wtedy taka męska świnia ;-) I zaręczam, nie patrzymy wtedy na to, czy fajnie rozmawiałoby się z taką dziewczyną, o nie... I to jest złe, takie pobieżne patrzenie. Oceniani jesteśmy często po pozorach, powierzchownie. Jesteśmy oceniani, oceniamy nie znając danej osoby. I to jest krzywdzące. Ktoś usłyszy o mnie od kogoś jakąś opinię i już traktuje ją jako obowiązującą, bez poznania mnie.
Jednak zastanawiam się także czy moja ocena/opinia u ludzi jest dla mnie ważna? Po części tak, po części nie. Są ludzie, bliscy mi ludzie, z których opinią zawsze będę się liczył. Rodzina, przyjaciele (tylko czy ja ich mam?), grono znajomych, ludzi, którym ufam. Reszta praktycznie się nie liczy. Bo oceniać powinniśmy osoby dopiero po ich poznaniu, po poznaniu ich czynów, a nie słów. Oceniać należy po czynach, a nie po tym czy ktoś jest niski czy wysoki, gruby czy chudy....
Dżem - Magazyn mód
Straciłeś w życiu parę lat, żałosny los
Dałeś się nabrać na ten szpan, młodości głos
Wszystko mieć najlepsze chcesz, pełny szpan
Ciuchy i fryzura też, pardon madame
Życie to nie cud według katalogu mód
Zrozum - to nie to, tu widać twoje dno
A wszystko przez ten magazyn, magazyn mód
Na fotografii widzisz się, no czy to nie cud
Playboyem chciałbyś być, pełny szpan
Kobiety wokół bombą są, pardon madame
Życie to nie cud według katalogu mód
Zrozum bracie, to nie to, tu widać twoje dno
Bo życie to nie cud według katalogu mód
Zrozum to nie to, tu widać Twoje dno
Playboyem chciałeś być - no i co
No i co
A teraz o innych, ważniejszych ocenach. Ocenach międzyludzkich. Oceniamy się nawzajem, czy tego chcemy czy nie. Pierwsze wrażenie - bodziec wzrokowy. Przyznać trzeba, idzie czasem po chodniku tzw. lachon. I co? Przykuwa oczy męskich szowinistów, we mnie też odzywa się wtedy taka męska świnia ;-) I zaręczam, nie patrzymy wtedy na to, czy fajnie rozmawiałoby się z taką dziewczyną, o nie... I to jest złe, takie pobieżne patrzenie. Oceniani jesteśmy często po pozorach, powierzchownie. Jesteśmy oceniani, oceniamy nie znając danej osoby. I to jest krzywdzące. Ktoś usłyszy o mnie od kogoś jakąś opinię i już traktuje ją jako obowiązującą, bez poznania mnie.
Jednak zastanawiam się także czy moja ocena/opinia u ludzi jest dla mnie ważna? Po części tak, po części nie. Są ludzie, bliscy mi ludzie, z których opinią zawsze będę się liczył. Rodzina, przyjaciele (tylko czy ja ich mam?), grono znajomych, ludzi, którym ufam. Reszta praktycznie się nie liczy. Bo oceniać powinniśmy osoby dopiero po ich poznaniu, po poznaniu ich czynów, a nie słów. Oceniać należy po czynach, a nie po tym czy ktoś jest niski czy wysoki, gruby czy chudy....
Dżem - Magazyn mód
Straciłeś w życiu parę lat, żałosny los
Dałeś się nabrać na ten szpan, młodości głos
Wszystko mieć najlepsze chcesz, pełny szpan
Ciuchy i fryzura też, pardon madame
Życie to nie cud według katalogu mód
Zrozum - to nie to, tu widać twoje dno
A wszystko przez ten magazyn, magazyn mód
Na fotografii widzisz się, no czy to nie cud
Playboyem chciałbyś być, pełny szpan
Kobiety wokół bombą są, pardon madame
Życie to nie cud według katalogu mód
Zrozum bracie, to nie to, tu widać twoje dno
Bo życie to nie cud według katalogu mód
Zrozum to nie to, tu widać Twoje dno
Playboyem chciałeś być - no i co
No i co
środa, 5 lipca 2006
Sny
Sny... Jak to z nimi jest? Niosą jakiś przekaz czy nie? Czy są tylko pustym wytworem ludzkiego umysłu, czy nieraz przekazują nam znaki, symbole, ważne rzeczy... Rzadko kiedy miewam sny lub mam je tylko nie pamiętam ich po prostu rankiem. Jednak niektóre potrafią utkwić w pamięci. Ostatni utkwił mi w pamięci wyraźnie. Szedłem szczęśliwy drogą z ukochaną dziewczyną. Wnioskuję to po tym, że szliśmy za rękę. Szliśmy znaną mi drogą, w pewnym momencie położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy się całować. Nie jakoś namiętnie, seksualnie, tylko delikatnie. Pocałunki były subtelne, piękne. Obudziłem się szczęśliwy. Znak? Być może. Wiem, że gdzieś czeka na mnie miłość, że kiedyś z pewnością trafię w jej sidła i będę szczęśliwy. I znów dochodzimy do miłości ;] Taka to już moja dusza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)