Deszcz jest wybawieniem, bo zmywa krew
I można na nim bezczelnie płakać...
niedziela, 27 sierpnia 2006
piątek, 25 sierpnia 2006
Co to się nie działo...
Nie pisałem dawno. A dziś nachodzi mnie chęć napisania, bo działo się wiele. Po pierwsze, miałem wypadek. Dureń jakiś pobił na plaży butelkę, w której szkło wlazłem. Efekt - przejazd karetką, szycie i 7 szwów na pięcie. Na szczęście nie boli mnie nic, goi się i powoli wracam do normy. Po drugie, krok do kariery dziennikarza zrobiony. Najpewniej będę pisał do lokalnego tygodnika. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Te wakacje, kończące się już przecież ( :( ) są świetne. Działo się podczas nich tyle bardzo fajnych rzeczy w moim życiu, mojej okolicy. Z pewnością są to najciekawsze wakacje mojego życia. Z pewnością będą jeszcze ciekawsze... :)
Mimo kontuzji jestem szczęśliwy. Nie nudzę się. Codziennie praktycznie jestem w redakcji, przyzwyczajam się do atmosfery. Wierzę, że będzie dobrze.
I na koniec, ciut polityki, która mnie mierzi, ale to muszę napisać. Pardon.
PiS to banda matołów. Zmieniają prawo, żeby dobrze było tylko im... Dziękuję za taką demokrację. Ja jestem obywatelem TRZECIEJ RP!
Mimo kontuzji jestem szczęśliwy. Nie nudzę się. Codziennie praktycznie jestem w redakcji, przyzwyczajam się do atmosfery. Wierzę, że będzie dobrze.
I na koniec, ciut polityki, która mnie mierzi, ale to muszę napisać. Pardon.
PiS to banda matołów. Zmieniają prawo, żeby dobrze było tylko im... Dziękuję za taką demokrację. Ja jestem obywatelem TRZECIEJ RP!
poniedziałek, 14 sierpnia 2006
...
Tytułu brak, a właściwie to jest, tylko, że go nie ma ;) Zagmatwałem. Nie miałem pomysłu na wyrażenie tego, co chcę dziś przekazać jakimś tytułem. A prawdę powiedziawszy będzie trochę o tym i trochę o owym, a także trochę o niczym. Ciut poważnego i ciut pisania o (dzieci proszę odejdzcie sprzed monitorów) dupie (już możecie wrócić) Maryni.
Na początek jak zwykle ludzie. Ludzie mi bliscy i ci zupełnie obcy, których mijam od czasu do czasu na ulicach mego miasta. Pragnę dla tych drugich, ale przede wszystkim dla tych pierwszych żyć. Poświecam im swój czas, moją uwagę. Ale jak to zauważył Vami, przyjaciel mój internetowy (istnieje takie coś jak przyjaźń internetowa? Ale to na inny wpis), który sam siebie nazywa żołnierzem Fortuny powiedział, że nie dla ludzi liczy się tylko tak powierzchownie, gdy chcą z Nim wypić piwo, pogadać o bzdetach. A mało kogo obchodzi to, co czuje, to co nosi w sercu. I mnie też to tknęło, dało do myślenia. Przecież u mnie jest to samo. Są jednostki, naprawde dwóch ludzi, którzy interesują się tym co czuję. Zdecydowana większość to podobnie jak u Vamiego: cześć i do widzenia w jednym momencie. Czy ja się nie liczę dla ludzi? Nie mnie zadawać to pytanie, tylko ludziom. Jak napisałem, jednostki naprawdę interesują się tym co czuję. Hmmm... Ale może ja mam za duże wymagania? Zapewne mam. Chciałbym mieć takiego przyjaciela, jakim ja jestem. Gdy widzę smutną twarz kogoś znajomego to pocieszam, pytam, staram się pomoć, choć często jest to pomoc nieudolna, jednak myślę, że ludzie cieszą się, że ktoś się nimi interesuje, tym co czują. Ale tu dochodzę do wniosku, że taki drugi jak ja, który widząc tylko mnie smutnego zaraz pocieszałby mnie z całych sił bardzo by mnie wkurzał. Naprawde. Nie wiem skąd to się bierze... Może czas ciut mniej się "przykładać" do ludzi...
Druga kwestia i znów Vami. Podesłał mi ten pan piękny utwór muzyczny. Wykonuje go grupa muzyczna o nazwie, która na pierwszy "rzut ucha" kojarzy się z 14 - letnimi dziewczynkami. Jednak pozory mylą ;] Grupa ta to Cinderella (Kopciuszek w naszym ojczystym języku). Tytuł piosnki Heartbreak Station. Smutna to piosenka. Jest opowieścią człowieka, którego ukochana zabrała, wsiadła w ostatni pociąg z jego serca. Czy moja ostatnia miłość nie jest podobna do jego? Zabrała mi ostatni pociąg? Nie zabrała. Jestem wulkanem. Wulkanem miłości do ludzi. On nie wygaśnie. Taka moja natura.
Trzecia to meritum sprawy. Oświadczenie woli. Piękna akcja, szlachetna, ale nierozumiana przez ludzi... Szkoda. Jednak nie poddam się w jej rozpowszechnianiu.
I na koniec mój pierwszy utwór wierszowy, który odważam się spisać. To nie wiersz, a jeśli wiersz, to taki dziwny ;)
Codzienne umieranie
Słońce, słońce wschodzi i zachodzi,
Tak jak człowiek rodzi się i umiera.
Ale Panie, nie daj mi doświadczyć,
Codziennego umierania...
Na początek jak zwykle ludzie. Ludzie mi bliscy i ci zupełnie obcy, których mijam od czasu do czasu na ulicach mego miasta. Pragnę dla tych drugich, ale przede wszystkim dla tych pierwszych żyć. Poświecam im swój czas, moją uwagę. Ale jak to zauważył Vami, przyjaciel mój internetowy (istnieje takie coś jak przyjaźń internetowa? Ale to na inny wpis), który sam siebie nazywa żołnierzem Fortuny powiedział, że nie dla ludzi liczy się tylko tak powierzchownie, gdy chcą z Nim wypić piwo, pogadać o bzdetach. A mało kogo obchodzi to, co czuje, to co nosi w sercu. I mnie też to tknęło, dało do myślenia. Przecież u mnie jest to samo. Są jednostki, naprawde dwóch ludzi, którzy interesują się tym co czuję. Zdecydowana większość to podobnie jak u Vamiego: cześć i do widzenia w jednym momencie. Czy ja się nie liczę dla ludzi? Nie mnie zadawać to pytanie, tylko ludziom. Jak napisałem, jednostki naprawdę interesują się tym co czuję. Hmmm... Ale może ja mam za duże wymagania? Zapewne mam. Chciałbym mieć takiego przyjaciela, jakim ja jestem. Gdy widzę smutną twarz kogoś znajomego to pocieszam, pytam, staram się pomoć, choć często jest to pomoc nieudolna, jednak myślę, że ludzie cieszą się, że ktoś się nimi interesuje, tym co czują. Ale tu dochodzę do wniosku, że taki drugi jak ja, który widząc tylko mnie smutnego zaraz pocieszałby mnie z całych sił bardzo by mnie wkurzał. Naprawde. Nie wiem skąd to się bierze... Może czas ciut mniej się "przykładać" do ludzi...
Druga kwestia i znów Vami. Podesłał mi ten pan piękny utwór muzyczny. Wykonuje go grupa muzyczna o nazwie, która na pierwszy "rzut ucha" kojarzy się z 14 - letnimi dziewczynkami. Jednak pozory mylą ;] Grupa ta to Cinderella (Kopciuszek w naszym ojczystym języku). Tytuł piosnki Heartbreak Station. Smutna to piosenka. Jest opowieścią człowieka, którego ukochana zabrała, wsiadła w ostatni pociąg z jego serca. Czy moja ostatnia miłość nie jest podobna do jego? Zabrała mi ostatni pociąg? Nie zabrała. Jestem wulkanem. Wulkanem miłości do ludzi. On nie wygaśnie. Taka moja natura.
Trzecia to meritum sprawy. Oświadczenie woli. Piękna akcja, szlachetna, ale nierozumiana przez ludzi... Szkoda. Jednak nie poddam się w jej rozpowszechnianiu.
I na koniec mój pierwszy utwór wierszowy, który odważam się spisać. To nie wiersz, a jeśli wiersz, to taki dziwny ;)
Codzienne umieranie
Słońce, słońce wschodzi i zachodzi,
Tak jak człowiek rodzi się i umiera.
Ale Panie, nie daj mi doświadczyć,
Codziennego umierania...
Subskrybuj:
Posty (Atom)