sobota, 13 stycznia 2007

Dawno tu nic nie powstało.

Bardzo dawno. Dwa tygodnie. A dwa tygodnie w sensie przemyśleń, przeżyć to szmat czasu. No więc. 31. grudnia udałem się do Lidzbarka Warmińskiego celem spędzenia tam Sylwestra. Wysiadłem z autobusu za wcześnie, ale dzięki temu zyskałem możliwość zwiedzenia tego miasta. A sama zabawa bardzo, bardzo dobra. Tańce, śpiewy ("Nie, nie, nie" T.Love - mój debiut wokalisty ;)), hulanki, swawole. Świetna atmosfera, była nawet lokalna prasa. Anton z Tirolu dalej stoi mi przed oczami. Ale ja, jak to ja. Większość imprezy genialnie, ale jakieś dziwne, swoiste zrządzenie losu sprawiło, że część imprezy przesiedziałem. Zrządzenie losu naprawdę przypadkowe. Ale tak to bywa. Zacząłem rozmyślać, rozpamiętywać rok 2006. Szczególnie dwa wydarzenia. Nevermind. Dwa telefony wykonałem, porozmawiałem i było lepiej. Zabawa trwała do 5:00. Pobudka o 11, absolutnie bez kapcia w mordzie. Można się bawić bez totalnego przepicia ;]. Potem powrót do domu i rok nowy był absolutnie zaczęty.

Dni upływały spokojnie. Powoli. Wypatrywałem śniegu. Na próżno. Za to była kupa czasu na przemyślenia. Dzień mijał za dniem. W ciszy. Choć nie do końca. Doceniłem przyjaźń. Zawsze ją doceniałem, ale teraz odkryłem ją na nowo. To jest naprawdę wielkie, gdy ludzie sobie ufają. Wyszedłem z prostego założenia. Gdy weźmiemy problem, podzielimy nim się z kimś to będzie nam łatwiej. A dlaczego? To jest tak jak z ciężarem. Gdy ktoś pomaga nam go nieść, to ciężar w jednym momencie staje się lżejszy. I tak teraz wyciągam wnioski. Dość mówienia o problemach ludziom, którzy nie chcą mówić o swoich. To jest po prostu narzucanie się ze swoimi problemami. Potem się słyszy, że jest się egoistą... Ale z tym już koniec. Jak już mówiłem waga przyjaźni jest dla mnie teraz jeszcze większa. Jeszcze bardziej chyba jej potrzebuję. Potrzebuję Was byście mnie słuchali, ale co często ważniejsze, bym ja mógł słuchać was. Słuchałem przez te ostatnie dwa tygodnie wiele, bo i ja byłem słuchany. Osoby, o których teraz mówię wiedzą o tym, że to mówię o Nich. Dziękuję Wam za to, że nie boicie się powierzyć mi swoich problemów, spraw ciężkich. Mam nadzieję, że po tych rozmowach ze mną, często długich, było Wam choć trochę lepiej. Trochę lepiej z tą świadomością, że ten problem nie jest już tylko w Waszych głowach. Ja sam idąc gdzieś z Wami i słuchając nie wiedziałem jak pomóc. Bo nieraz, tfu często nie da się pomóc jakoś doświadczalnie. Ale z mojego punktu nawet dobre słowo jest wielkie. Gdy wiem, że ktoś szczerze mówi: Będzie dobrze Marcin, jeszcze się wszystko ułoży.. I ja tak do Was wszystkich mówię: W końcu się musi coś udać! Przecież to życie to nie jest jedna wielka porażka! A często jest tak, że stawiamy samych siebie w przegranej pozycji. A śpiewa przecież nidzicka Legenda, której wczorajszy już występ na koncercie był świetny: z przegranej pozycji niejeden wstał. O właśnie. Nic dodać, nic ująć.

Dwa tygodnie. Dwa tygodnie pożaru, pożogi, spustoszenia. W moim wnętrzu toczy się walka. Toczy się nadal. Nie wiem kiedy się skończy. Wiem tylko, że w środku przy każdym spotkaniu gotowało się we mnie. Przy każdym spotkaniu kiedy nie można zamienić nawet słowa. Wtedy płonął najbardziej. Gdy można było rozmawiać płomień słabł, lekko przygasał, pozwalał sercu znów bić spokojnie. Ale tylko po wyjściu znów rozgorzał. Czy to kogoś przerosło? To co było i to co jest... Złożone do kupy daje razem mieszankę wybuchową. To ta mieszanka płonie. A jest jej cała masa. W krwiobiegu, sercu. Łatwiej jest to wszystko znosić gdy jest z kim porozmawiać.

I znów odezwały się we mnie myśli o tym wszystkim. Czasem myślę chyba aż za dużo. Rozpamiętuję... Wiem, że nie można czasu cofnąć, zmienić tego co się działo. Życie straciłoby wtedy sens. Życie to upadki i wzloty. Tylko, że upadek z wysokości nieomalże nieba boli. Jest to upadek najcięższy. Bez żadnych skrzydeł, asekuracji. Tylko trzask o ziemię. Ale to chyba był taki mały dzień, w którym pękło niebo. Ale taki dzień chyba każdy ma. Nieraz każdy czuje, że wszystko wali się na łeb, na szyję. A co ciekawsze... Tym powinni się naukowcy zająć. Wali się jedna sprawa, to zaraz kolejna i kolejna... To naprawdę jest swoisty fenomen... Ale zacząłem się zastanawiać dlaczego tak się dzieje. I wniosek jakiś jest. Otóż, gdy wali nam się pierwsza sprawa (nazwijmy ją sprawą A) to ogarnia nas przygnębienie, smutek, wiara w siebie upada. I wtedy wali się sprawa B. A często jest tak, że sprawa B wali się przez nas samych. Może tu chodzi o podejście. Obciążeni sprawą A nie umiemy, nie potrafimy walczyć o sprawę B. Bo sobie mówimy: I tak się spierdzieli... I wtedy z pewnością się spierdzieli. Choćby nawet była szansa, że będzie dobrze, to sami tę szansę przegonimy, przekreślimy... Za dużo łez wylewam. I to w złych okolicznościach. Ale tak to jest u człowieka, który ma słabe tamy w oczach. Cieknie mi po prostu z nich i tyle. A wystarczy nawet najzwyczajniej w świecie piosenka... Ile to już jest tych piosenek ze swoimi znaczeniami, powiązaniami. Każda prawie piosenka jest z kimś, czymś, wydarzeniem związana. W każdej piosence szukam jakichś obrazów... Głupie, no nie? Ale moje. Szukam tych obrazów może po to, by móc czerpać kolejną inspirację, kierunkowskaz... A Natalia powiedziała słowa, które utkwiły mi w pamięci. I też dały do myślenia. To co powiedziała to była prawda. I dała mi kolejne wnioski...

1:58 - Dżem - Modlitwa. Pozwól mi spróbować jeszcze raz. Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi...

Ale tak patrzę też na siebie nieraz. W ostatni czwartek byłem "Mikołajem". Nosiłem kolegom i koleżankom z klasy kartki z zagrożeniami na półrocze. I cóż z tego? Spojrzałem, na każdą kartkę patrzyłem... Tu jedno zagrożenie, tu dwa, a tu olaboga cztery przedmioty. Pomyślałem wtedy... Człowieku! Po cholerę się tym wszystkim przejmujesz. Spójrz! Jesteś zdrowy, masz dwie ręce, dwie nogi, wszystkie palce... oczy, które widzą. Uszy, które słyszą. Słyszysz muzykę, czujesz jedzenie. Masz dom. Masz dach nad głową. Masz rodzinę. Nie jesteś na świecie sam. A niektórzy tak nie mają. I zaraz przypomniałem sobie jak nieraz przechodziłem obok ośrodka przy ulicy Krzywej. I widziałem dzieci, które mogłyby nas uczyć radości życia. A One są chore. Ale dla nich każdy dzień to skarb. Dla ich rodzin walka. A tu idę ja. Smutny, bo znów się czymś przejmuję. To wszystko co widzę nie oznacza, że martwić, dołować się przestanę. Ale w tych momentach jest mi odrobinę lepiej. Bo myślę sobie... Przecież nie jest w tym życiu aż tak źle. Bo nie jest. I będzie dobrze. Ta nadzieja mnie prowadzi. I niech Was prowadzi.

2:14 Dżem - Ostatnie Widzenie.

Chciałbym nieraz wiedzieć to wszystko. Co się dzieje. O co w tym wszystkim chodzi... Ale się nie dowiem. Ale za to udowadniam sobie w nowym roku pewną rzecz. Że mam silną wolę. Pierwsza sprawa z ćwiczeniem silnej woli niech będzie moją tajemnicą. Druga jest prosta. Chodziło o to, żeby nie jeść po godzinie 20. I nie jem. Wczoraj zjadłem, ale powód był jednak usprawiedliwieniem. Wróciłem po trzech godzinach z koncertu. A sam koncert był można rzec podzielony na dwie części. Pierwsza - zbyt mnie nie ruszała. Nie lubię, gdy śpiewają Polacy po angielsku... Druga zaczęła się od występu Ziarno, znaczy Zarano. Tu już zmiana klimatu. Polskie teksty, dobre teksty. Nogi już się rwały pod scenę, ale jeszcze nie podniosły tyłka. Dopiero Legenda. Długo czekałem na ich koncert w Nidzicy. Ile razy zaniosło mnie pod scenę. Biegałem, skakałem, machałem głową. Ge-nial-nie. Człowiek wyłączył się na kilkanaście minut z rzeczywistości. Walnąłem głową w scenę, ale to już ryzyko tego tańca. Jestem teraz zmęczony, karku nie czuję. Ale było pięknie.

I wracają jak bumerang myśli o przyszłości, przeszłości... Dużo myśli. Mądrych, głupich. Nieogarnionych. Nie wszystko powiedziałem, bo jeszcze nie jestem gotów. Gdy będę powiem.

Może mówię to wszystko nadaremnie...

Ale będę silny. Bo jestem silny.

Piosenki na ten cały okres: niezliczona ilość. Ale chyba najbardziej T. Love - Nie nie nie i Legenda - Ile razy

29 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Miej serce i patrzaj w serce. Jak zawsze.

Anonimowy pisze...

Wiesz, że to jeden z dwóch blogów, które czytam? Podziwiam za umiejętne dobieranie słów, nie każdy tak potrafi.
Byle do przodu, hm? :):)

Anonimowy pisze...

tyle szczęścia wokół, tyle szczęścia w nas samych, ale my
nie umiemy dostrzec nic...
ale to chyba wpisane jest w nas samych - że doceniamy dopiero po stracie: zdrowia, rodziny, domu... nie wcześniej, tylko wtedy, gdy nam tego zabraknie...

P.S. będę czekac aż będziesz gotów powiedziec co i jak...
tymczasem: Trust the voice within...

Anonimowy pisze...

Trust I seek and I find in You...

Żeby docenić jakaś rzecz, wystarczy sobie powiedzieć, że można ją stracić.

a ona nie umiała docenić, o nie.
a ja sie cieszę [bo znów żeruje na czyimś nieszczęściu.]

mam już dość bycia dobrą, dla osób które nie wkorzystują tego co daje im świat. głupcom się to nie należy.

[]Będąc w piekle dotykałaś nieba
Nie raz
Zamykałaś oczy i brałaś
Chciałaś i chciana byłaś
Odeszłaś nagle jak drobina marzeń[]

O tak.

Timi :)*

Anonimowy pisze...

ciesz się, ciesz ;]
Ty, której nigdy nie oceniałam [pomimo wszystko] teraz oceniasz mnie, a nawet nie znasz ;]
powodzenia! ;]

Tabula rasa... pisze...

Proszę o ciszę... Spokój. Dla was... dla mnie... dla wszystkich. Jakieś kłótnie nic nie dadzą...

UnH pisze...

Heh, ja trochę z innej beczki. Czytając tą notę miałem wrażenie małego Deja Vu :P Ale to nawet lepiej , o wiele bardziej wolę lepiej jest usłyszeć coś bezpośrednio, nawet jeśli nie umie się w żaden sposób pomóc, niż później czytać słowa kierowane do ogółu.

Anonimowy pisze...

no tak nie ma jak Anton z Tyrolu... :)a piosenka jak i ten Anton.. to było zarąbiste...
moze ja nie miałam wtedy jakoś weny do zabawy.. sama nie wiem czemu, starałam się bawić, no bo przecież z Kardymkami nie jedną imprezę przebalowałam i oni wiedzą, że taniec to jest to co uwielbiam..
Zresztą już sam tyle to zdążyłeś zauważyc..
a młody Kardyś wysłał wczoraj już wszystko pocztą.... i gazetę i płytkę z Sylwestra... wiesz..pamiętaj o tych życzeniach sylwestrowych, one zarówno Tobie jak i mnie muszą się spełnić..
a wiesz?
taki kawałek szkiełka, który zajął zaszczytne miejsce w moim pokoju ciągle poprawia mi nastrój..
pamiętaj życie jest jakie jest...należy łapać je garściami.. a wspomnienia, zawsze są pięknymi wspomnieniami i niech tak zostanie.. należy pamiętać tylko te wspaniałe chwile.
A tak wszystkim.. nie tylko Tobie... życze optymizmu... i takiego poczucia humoru jakiego mają Kardymki :)

Anonimowy pisze...

no i masz tą Hexe :)

Anonimowy pisze...

ojejcia..a co to za kłótnia wyżej się mieści... ludziska drogie... trochę grzeczności by się przydało...tak oficjalnie się kłócić...a feee a nie ładnie..

Anonimowy pisze...

proszę o taki duży uśmiech..

Anonimowy pisze...

no czekam na ten duży uśmiech...

Anonimowy pisze...

Sylwek/ Nowy Rok to czas zmian i oby te zmiany w tym roku 2007 były u ciebie na lepsze. Pozdrowienia z Tyrolu
Anton

Anonimowy pisze...

Baby sie kloca o Ciebie men :D Niezle ;)

Tabula rasa... pisze...

Mało śmieszne cyniku, zaiste mało śmieszne...

Anonimowy pisze...

Grunt to miec dystans do siebie :) Pozdrawiam :)

Anonimowy pisze...

kłótnia...? alez mili panowie... ja o nic sie nie starałam, ba podsuwałam innym... a to, że czasem szlag mnie trafia, bo ktoś nie umie docenić skarbów, które ma pod nosem, to już inna sprawa. ja wiem, wiem wszystko, i właściwie nie powinnam, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać pAnno... Ja też nie jestem idealna...

Tak, a Dystans to złudzenie nieufaczu ;)

I Timi przyznasz, żee moja notka to chyba jakoś tak podświaodie dopasowała sie do tego o czym teraz piszę...

Anonimowy pisze...

A moze to ja jestem zludzeniem?

Anonimowy pisze...

"Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?"

szkoda tylko, że eM musi na to patrzec, ale no innego pola do 'ciekawej' konwersacji niestety nie mam ;]

pozdrawiam z Doliny Upadłych Muminków ;]

Anonimowy pisze...

„Droga” Ewo,
nie powinnaś pisać tego, co napisałaś. Chciałaś pokazać, że to Ty jesteś tą lepszą z tych dwóch "złych"? Niestety, nie udało Ci się. Zaprezentowałaś jedynie, przy czym mocno mnie utwierdziłaś, że jesteś osobą, która nie potrafi dostrzec swoich błędów, a jedynie wytyka je innym.
Zastanów się nad sobą i nad swoim chłopakiem, którym z pewnością właściciel tego bloga nie jest.
Zauważ, że to głównie Ty bierzesz, bo co możesz dać będąc w "związku"?
Zresztą, co taka zachłanna gówniara, która nie potrafi się określić może wiedzieć o takich sprawach... ?!
Wyżej srasz niż dupę masz- tyle Ci powiem.

Anonimowy pisze...

Tak, jedna druga gownem obrzuci, ale tak naprawde to Timon najbardziej na tym wszystkim cierpi. Tak wiec zanim zaczniecie obie dzialac "w dobrej wierze" zastanowcie sie czy rzeczywiscie w niej dzialacie i czy nie kieruje wami egoizm czy co tam innego.

Anonimowy pisze...

Dość. Winna jest tej całej sytuacji jedna osoba - Pan Marcin Adam S.. I to on będzie naprawiał... Znaczy teraz nic nie naprawi. Proszę o zaprzestanie rzucania błotem, a jeśli juz to we mnie. A nie ze mnie ku*wa mać świętą krowę robicie! Ja tu popieprzyłem wszystko! Bo to ja jestem popieprzony. Nikt inny. A wszystko co na ten temat myślę się dowiecie. W swoim czasie... Na razie jeszcze to dojrzewa we mnie... Ale wybuchnąć mogę... Dziękuję. Ale się nic nie martwcie. Jestem zerem, bo dopuściłem do tego. Więc teraz wypiję piwo, które sobie naważyłem... A Wy się uspokójcie.

Anonimowy pisze...

słuchajcie... czy Wam sie wszystkie filiżanki wytłukły??? toż Skibi nie po to pisze bloga, byście Wy bez serca tu się bezczelnie spierały...czy kłóciły... widocznie nic lepszego nie macie w życiu do roboty... ot cóż...
same sobie jesteście winne za ten stan rzeczy... i niech mnie nikt nie uświadamia, że tak nie jest...
ja to wogóle bym się nie zdziwiła jeśli Skibi by z Wami już wcale ani słowa nie chciał zamienić, bo ja to miałabym Was w nosie...

Anonimowy pisze...

as you wish...

ale...

nieważne.

To Wy którzy-nie-umieliście-się-nim-zaopiekować zaopiekujcie siet ak, by dac u szczęscie ja mogę do tego już więcej ręki nie przyłożyć.
Tylko czy to się Marcinowi spodoba?
Może i sram wyżej dupy, ale to też trzeba umieć.
Tyle.

Anonimowy pisze...

a niech cierpi.

z całego swojego wyrachowania odpuszczam. nie warto.

podziękowania dla hexe, za to, że jako jedyna zachowała twardą głowę.

Anonimowy pisze...

You will find a way. Wierze w to :)

Anonimowy pisze...

Skibi [przytul].

Anonimowy pisze...

nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem!

Anonimowy pisze...

A mleczyć nad rozlanym płaczem?