Miesiąc nic nie pisałem. Ot tak, przerwa, kryzys twórczy. Znaczy niezupełnie. Albo to była wena, lecz brakło czasu, albo na odwrót - czasu w bród, ale chęci totalnie brak. A czas płynął i płynął, miały miejsce różnorakie wydarzenia oraz mnóstwo przemyśleń. Czas upływał raz szybciej, raz wolniej. Przez miesiąc zmieniła się pora roku - gdy pisałem poprzednią notę padał śnieg, a teraz robi się coraz bardziej zielono. Znów jakieś przemiany przeżywają kontakty z ludźmi. Znów coś działo się w środku. Tak często rozważam jedną jedyną piosenkę - "Małą Aleję Róż" Dżemu. Bo coś w niej jest. Słucham i zawsze coś w niej słyszę. Zawsze jakiś fragment rzuca się w ucho. W ostatnim czasie jest to fragment:
A potem strach, że runie, no runie to wszystko. I znowu zostanę sam.... Bo znów zostałem sam. A tak mi to ludzie powtarzali często jaki to ja nie jestem fajny, jak to ludzi ponoć przyciągam do siebie. Komicznie to dziś wygląda... Nie ma do kogo pyska otworzyć częstokroć. Wszyscy zalatani, zajęci, zawsze jest coś ważniejszego. Ale nie mówię tu, że wymagam by ktoś dla mnie czas znajdował. Nie chcę wyjść na egoistę. Po prostu jeśli jest przyjaźń to kontakty też jakieś powinny być. I oto jak kolejny raz życie pokazuje mi, że moje przemyślenia, moje poglądy na pewne sprawy są mylne, są zbyt górnolotne, są zbyt marzycielskie. Bo nie ma kolorowo! Bo nie ma łatwo! Ja wiem - nauka, szkoła, egzaminy, sprawdziany, klasówki. Ale jest też gg, na którym też się mijamy... Nie rozmawiamy ni nic. Mówi się trudno. Tak można na to machnąć ręką? Widocznie tak. O popatrz... i to mówię ja. W końcu człowiek uczy się przez całe życie. Ale umiera i tak głupi. I się uczę i uczę. Ta samotność nie jest zła. Idzie przywyknąć. Człowiek uczy się na przyszłość, by być gotowym gdy zostanie tak naprawdę sam, bez rodziny. Teraz jeszcze jest szkoła, jest codzienne praktycznie granie w piłkę, więc nie ma aż tak wielkiej samotności. Choć fakt faktem, jakoś rozmyli się przyjaciele. Nie lubię gdy się potwierdzają słowa, których potwierdzenia tak się boję. Ale okazały się prawdą. Gdy przestałem być potrzebny, przestałem być w ogóle. A dla mnie ogólnie w życiu ważne jest poczucie bycia komuś potrzebnym. Nie chodzi tu tylko o np. podanie treści pracy domowej. Chodzi o najzwyklejszą rozmowę i także rozmowę niezwykłą. Ufam i chciałbym by i mnie ufano, bym mógł rozmawiać szczerze o wszystkim i byście nie bali się, nie unikali tematów drażliwych. Ale żeby nie było. Nie chcę być potrzebny jednokierunkowo, tzn. tylko w momentach trudnych dla kogoś lub dla mnie. Znaczy się tylko wtedy gdy ja mam problem lub ktoś ma problem. Gdy jest dobrze to nagle kontakt upada. Tak samo nie chcę być potrzebny tylko w radości, a w smutku już nie. Zresztą, po co mi to pisać? Jak to jest często w opisie kolegi na gg: "Nikt nie jest tak głuchy jak ten, który nie chce słuchać.". I jest to prawda. Więc nie mówię, bo nikt nie słucha. Staram się słyszeć, ale w chwili obecnej nawet moje słyszenie jest niepotrzebne, więc czym prędzej oddaliłem się z kilku relacji. Prawidłowo postąpiłem, bo przekonałem się o swej wartości. Ale to chyba dobrze, że w końcu zdałem sobie sprawę z tych kwestii. Let it be, jak to śpiewali Beatlesi. Nie to nie. Prosił nie będę. Zresztą ruch swój już poczyniłem. Odzewu brak. Dziękuję, sprawa jasna. I niech mi nikt teraz znowuż nie tłumaczy jaki to ja och! ach!, bo to gówno prawda. Tak jak to z tym przyciąganiem. Skoro tak przyciągam, to czemu teraz odpycham? Zmiana biegunów magnetycznych!? Takie zjawisko ma ponoć spowodować globalne kataklizmy i koniec życia na ziemi. A to będzie ciekawe. Taaa... koniec świata. Już przeżyłem w swoim życiu ze trzy końcu świata. Następny, tym razem już na pewno koniec, ma być w 2012 roku. A to ci ciekawe. Poczekamy. Choć świat tak naprawdę kończy się każdego dnia. Każdego dnia kończy się w naszych głowach, sercach. Patrzę codziennie na serwisy informacyjne. Jak nie politycy imbecyle to oszołomy w beretach i bez nich... Na świecie bieda, w Afryce w czasie kiedy piszę pewnie kilku ludzi z głodu zmarło. Ale cóż tu wybiegać do Afryki. Przecież tu w Polsce, gdzieś obok ludzie klepią niemiłosierną biedę, dzieciaki nie mają co jeść. I co można z tym zrobić? Przecież nie wyjdę na ulicę i nie zacznę krzyczeć na ludzi by sobie pomogli, bo i ja nie pomogę pewnie. Bo mógłbym teoretycznie sprzedać ten oto sprzęt, z którego nadaję. Zarobiłbym pewnie dziś z jakieś 800 polskich nowych złotych, 800.00 PLN = 273.378 USD, a to wszystko włożyłbym w piękną kopertę i wysłał do Afryki. Ale tak. Sama wysyłka listu do Afryki wyniosłaby kilka złotych i już biedne dzieci w Afryce dostałyby mniej jedzenia. Po co o tym piszę? Sam nie wiem. Tylko to mnie uderza. Tu księżulu jeździ drogim autem, a obok parafianie jego nie mają co jeść... Kontrast na świecie ogromny. Biedni i bogaci. Ale świat to nie bajka, to nie "Imagine" Lennona. Niestety nie. Jeden dureń chce i wywołuje wojny z terroryzmem... drugi podkłada bomby, trzeci pływa w pieniądzach. A gdzieś dalej dzieciak umiera z głodu. Ale bez jakiejś ogólnoludzkiej rewolucji nie będzie zmian na lepsze. I tak oto świat kończy się codziennie. Świat kończy się w naszych głowach - tak chyba ktoś kiedyś powiedział. Upadamy i wstajemy. Upadamy by wstać, wstajemy by znów kiedyś upaść.
I tak pomyślałem, że za często przepraszam, za często przepraszałem. Teraz już tak nie jest. Bo czy wszystko jest moją winą? Czy za wszystko co złe w moim otoczeniu jestem odpowiedzialny? Nie. Więc jeśli moje stosunki z kimś się psują to ta druga osoba też może przyjść i powiedzieć: "Sorry Skibi, że tak dawno nie gadaliśmy" albo choćby "Cześć Skibi. Jak się masz? Jak leci? Dawno nie gadaliśmy". Nie chcę przeprosin, typu "No wiesz, przykro mi, ale zalatany/a byłem/am." Bo to gówno prawda. A może i nie. A może i prawda. Świat pędzi do przodu i jeśli nie będziemy wykształceni to nic nie osiągniemy. Ale co nam z wykształcenia, gdy obudzi się z dyplomami w samotnym świecie. Tak sobie coraz częściej marzę o tym domku w Bieszczadach. Samotny, wśród pól, lasów, hal. Marzenia. Może kiedyś się ziszczą. Tymczasem trzeba żyć tym co jest. Wiosna coraz bliżej, w lesie się zazieleni i spacery będą jeszcze przyjemniejsze. A czy będą samotne czy nie to nie zależy już ode mnie.
I nie zrzucam winy za pogorszenie, osłabnięcie kontaktu na drugą stronę. Nic z tych rzeczy! W sobie też widzę dużą, śmierdzącą kupę winy. Przecież do jasnej cholery ja też mógłbym się odezwać... Mógłbym zagadać. Ale ja obserwuję u siebie od dawna taką przypadłość. Jeśli nie mam z kimś kontaktu przez jakiś czas, jeśli mijamy się na gg, nie rozmawiamy osobiście, to u mnie buduje się strach. Taki swoisty mur, którego boję się przekroczyć. Bo jest tak: "Przecież nie rozmawiamy. Przecież będę się narzucał". Paranoja. Pewnie niesłuszna, pewnie nie będę przeszkadzał. A może będę? Nie przesądzam. Raz będę, raz nie. I co dalej. Mur się buduje i go nie przekroczę. I jest tak - nie jesteśmy przecież na siebie obrażeni, ale jednak nie rozmawiamy... I ja wtedy mam już blokadę i nie rozpocznę rozmowy pierwszy. A wiem, że jeśli druga osoba zacznie rozmowę to murek raczej na pewno zaraz padnie.... Dziwne? Hmm... cóż, kto powiedział, że ja nie jestem dziwny?
A może ja za dużo wymagam? A może ja za dużo oczekuję? Kto wie. W każdym razie uczę się by nie wymagać za dużo od innych. Bo nie spełnią oczekiwań. Albo się ich przestraszą albo ich przerosną albo nie zechcą spełnić i na myśl o spełnieniu wypną się na człowieka szanownymi czterema literami. Nie ma co płakać, nie ma co prosić. Drodzy moi. Chcecie to przyjdźcie. Jeśli nie to szerokiej drogi beze mnie.
Miej twarde zasady i miękkie serce. Takie hasło niedawno słyszałem i stało się takim, które jakoś mi przyświeca. I teraz muszę mieć te twarde zasady: nie będę się nikomu z niczym narzucał! Nie będę nikomu przeszkadzał!
Ale serce nadal to samo... Niezmiennie.
Cytat do przemyślenia:
Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.
- Proszę cię... oswój mnie - powiedział.
- Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.
- Poznaje się tylko to, co sie oswoi - powiedział lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
Antoine de Saint Exupery - Mały Książę.
Kolejna piosenka do katalogu ulubionych - KSU - Za mgłą. Ja chcę domek w Bieszczadach... Ja chcę tam mieszkać...
Z twarzą mokrą od deszczu
Przeziębnięty, zmęczony
Od złych rzeczy na dole
Jesteś mgłą oddzielony
Tam na dole zostało
Wszystko to co cię męczy
Patrząc z góry wokoło
Świat wydaje się lepszy
Post Scriptum: Potrafię zachować się często jak totalny idiota, potrafię idiotycznie żartować, ale potrafię też przeprosić. Ale sam też chciałbym wyciągniętej nieraz ręki. Samemu nie ma co się starać. Sam, bez przyjaciół, też sobie poradzę. Nie potrzebuję niczego z łaski - ni miłości, ni przyjaźni, ni niczego z łaski. Albo coś jest, albo czegoś nie ma. Trzeba nieraz zagrać krótką piłkę. Będziecie - będzie dobrze, nie będzie was - też nie będzie wielkiego zmartwienia... Bo jeśli ma być tak jak jest, to ja dziękuje. I nie oczekuję od nikogo nagłego przebudzenia i samobiczowania się w rytmie: "Oj jak Cię zaniedbałem/am." Trzeba mi zwykłych kontaktów, a nie mijania się. I już tak nie przeżywam. Skoro jest tak, to są jakieś powody. Jakie? Nie wnikam.
I jeszcze jedno. Żeby się tylko ktoś za późno nie obudził, kiedy już wszystko będzie inaczej...
sobota, 17 marca 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 komentarzy:
Skibi, Skibi, Skibi... w moim przypadku przykro mi, ze nasze kontakty się popsuły (i tu jednak muszę przeprosić, bo to wiekszość z mojej winy). Ma się swoje obowiązki co nie znaczy, że o Tobie zapominam(y).. No jak napisałeś robi się zielono, to i może wraz z wiosną przyjdzie ochota wyjścia na spacer.A z tym gg - czesto sie mijamy, a jak juz jestesmy to nie zagadujemy, czemu tak jest? Nie wiem..
Umh. Ale o tym ksiedzu to mogles darowac. Ja jestem przeczulony ;) A co do Twojego podejscia, owszem jest ultra idealistyczne, ale to chyba dobrze? Przynajmniej nie jestes taki jak caly pierdolony swiat. Trzymaj sie.
- "A friend to all is a friend to none" zapamietaj to sobie, bo jeszcze sie na nich wszystkich przejedziesz. -
Pamiętasz?
Wybacz, nie mogłam się powstrzymać. ;]
Po części muszę zgodzić się niestety z tym cytatem. Cóż, takie już jest życie ;].
hexe...hexe..strohexe :)
literówka... za mało jednego "h" wiec strohhexe ;)
www.mojemalenstwo.bloog.pl
Dzem hat sehr kluge Lieder :)
und... hier traf durch den Zufall, aber ich nicht bedauere - so trefflich schreibst du das :)
yhym.
begrüße
Dzemi.
Teraz Waćpan przesadza. Albo zaraz pan coś napiszę, albo ja ukradnę Panu hasło i popuszcze swoje grafomańskie zapędy! Już, marsz pisać, albo klaps na goły tyłek.
Ja wiem, szkoła, praca i dzieci... Ale żeby dwa miesiące nie nabazgrać choćby jednego zdania! Mój drogi, maj już jest...
Prześlij komentarz