11 miesięcy przeleciało piorunem... Rzekłbym, że do października tamtego roku wszystko było jak w bajce - kolorowo, sielankowo, po prostu klękajcie narody. Oczywistym było, że nie może to trwać wiecznie. W końcu przyjdzie codzienność, przyjdą problemy, a wtedy się przekonacie... - tak prawili realiści, a raczej realistki (coś drogie panie z naszego otoczenia są mało romantyczne. Wszak to faceci powinni stąpać twardo po ziemi, a kobiety wzlatywać na skrzydłach serca pod niebiosa wyobraźni, marzeń, romantyzmu. Od wspomnianego już października następuje okres takiego swoistego rozdwojenia — Toruń-Nidzica. Było ono nieuniknione i jak wiele razy sami sobie powtarzaliśmy i powtarzamy — sami wiedzieliśmy na co się decydujemy i, że jest to tylko przejściowe.
Od października weszły też w Nasze życie nowe zjawiska — kryzysy, wybuchające od czasu do czasu z najróżniejszych powodów. Wiadomo, każdy związek ma lepsze i gorsze momenty. Z tym, że u nas im dalej w las (czyli de facto im bliżej kolejnych, wspólnych wakacji) tym gorzej - kryzysy coraz cięższe, coraz częstsze. Wydawało się nawet, że siła rozmów, siła miłości może sobie z nimi nie poradzić, tak jak radziła sobie ze wszystkimi poprzednimi. Ostatnie dwa były bliskie do przeskoczenia bariery rozmów i rozpieprzenia wszystkiego co jest między nami. O przedostatnim (ostatnim, bo czy ten jest już do końca zażegnany?) kryzysie nie będę pisał. Ja jestem jak ten pies - kopnięty zapomni o ranie, choć kopany często traci ufność. Ja jednak szybko się z ran wylizuję i dalej idę...
Ostatnie dni to jeden wielki pokaz z naszej strony jak nie należy postępować... Najpierw moje słowa pod wpływem impulsu (furia...) i już wybuch. Wybuch gniewu, wybuch wzajemnej złości. Nie lubię, gdy zbyt daleko interpretujesz moje słowa, nie chcę nigdy nic złego dla Ciebie. Cieszę się, że jednak pojechałaś do tego Olsztyna i spróbowałaś tego, co w całości zaznasz już za rok ze mną, tutaj w Toruniu.
I nie chcę dalej roztrząsać tego wszystkiego, bo po co? By potem ktoś mi mówił/pisał, że jestem mistrzem w robieniu z siebie ofiary? Niedoczekanie, droga Anno, dawno nie śledziłaś moich losów. Bo po prawdzie, kiedy ostatnio gadaliśmy? Bardzo dawno temu, a szkoda. Te rozmowy zawsze były wartościowe. A wszystko o czym chcę pogadać z Kasią omówię już w cztery oczy z samą zainteresowaną. Oboje mamy coś za uszami, ale mamy świadomość tego i chęć by to usunąć. (I to co stało się w sobotę udowadnia, że jesteś piękną, wartościową dziewczyną, nie tylko dla mnie. Zaś świadomość ewentualnej konkurencji uwiera. Muszę jednak wierzyć w siebie...). Wiem jedno - nie chcę mówić do "Ściany", chcę by słowa w końcu docierały, by były rozważane. Niech nie będą akceptowane, niech będą dyskutowane. Tylko niech nie odpowiada mi na moje słowa milczenie albo potakiwanie, ironiczne bądź z rezygnacją. Tu jest pierwsza piosenka, która chodzi za mną od dłuższego czasu. Nagrał ją wokalista Indios Bravos - Gutek, z niewiastą o pseudonimie Dziun, przy dużym udziale drugiego twórcy IB - Banacha.
I niech nie będzie już ścian, bo od napieprzania w nie boli łeb, niemiłosiernie. A ściany pokonuje rozmowa. W jednym Migotko masz rację, jeśli związek ma być męczarnią, jest toksyczny, to najlepiej go skończyć... Bo Miłość to nie męczarnia, to jest radość z bycia ze sobą...
Kryzys po raz kolejny zażegnujemy rozmową. Choć nie mówię hop, bo przez telefon niczego nie załatwimy. O nie. Ale jesteśmy na dobrej drodze. Porozmawiamy szczerze, jak przed rokiem, swobodnie. Bez ogródek. Rozwikłamy problemy, rozwiążemy je, wierzę w to. To nie są puste marzenia, nie do spełnienia. I nie myśl nigdy, że chcę Cię przez te zmiany pozbawić Twojej indywidualności, uczynić kobietą pokornego serca. Nic z tych rzeczy, nigdy nie będę miał zamiłowania do pokornych kobiet, ale też nie będę lubował się w wiecznych buntowniczkach, które bronią swej osoby za wszelką cenę. O tym jednak porozmawiamy. Siła rozmowy - to jest to.
Pewnie gdy zaczniesz czytać tę notę, będziesz w strachu, że oto objadę Cię ze wszystkich stron i pewnie się zdziwisz, że tak nie jest. A ponadto na końcu chcę coś jeszcze przekazać :). Znów duet, choć osobno, ale w tej samej piosence, tylko w dwóch wersjach (można bardziej zagmatwać zdanie? ;)).
Piosenki jak najbardziej do przemyślenia. Dla mnie ostatnio takie kwintesencje obrazu młodzieńczej miłości, który może warto naśladować... My mamy może i marzenia nie do spełnienia (zdaniem większości), ale my je spełnimy, bo bardzo tego chcemy. Po prostu musimy coś zmienić. Bez wyrzeczeń ogromnych. Dopuśćmy do tego uczucia trochę rozumu też.
Potem...
Będzie pięknie jak we śnie :)
I nie od razu będzie kolorowo, pięknie, niebiańsko. Zresztą, jeśli ma być taka sinusoida pięknie-fatalnie, to ja nie chcę. Niech będzie zwykle, normalnie, co nie oznacza nudno czy przyziemnie :). Po prostu bez ogromnych wstrząsów
Wierzę w to, bo jestem, mimo wszystko, człowiekiem wiary.
I ludzie się zmieniają, nie tylko z chęci zysku. A Lednica czeka :). I ja na nią też :).
Amen.
wtorek, 19 maja 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
10 komentarzy:
To jest śmieszne co wy robićie. Najpierw pierzecie brudy publicznie,domagacie sie od osób trzecich wspólczucia itp,a potem się "godzicie",by po pewnym czasie skoczyć sobie do gardła.Jeśli tak szanujesz swoją lubą,to czemu narzucasz jej wiecznie własne zdanie.Jeśli sprzeciwi się,skrytykuje cię,to zaraz foch na cały świat.Nie dorosleś do miłości.Taka prawda.Ten związek ma cię jedynie wyleczyć z kompleksów, z "cierpienia" jakiego zaznałeś będąc odrzucanym.To CHORE,to co robisz ,nawet nie chce mi się tego komentować.Najlepiej ,żeby wszystkie kobiety przypominaly te wszystkie twoje romantyczne niewiasty i nie kierowały się własnym rozumem, były uległe i potulne jak baranki.Równouprawnienie jest kobieta ma prawo do własnej opini a przede wszystkim do buntowania się. Co teraz ludzie znów się myli twierdząc,że po ostatnim kryzysie wasz związek rozpadnie się,żebyście wy dumnie mogli oświadczyć :" jesteście w błędzie!". Co to kurwa ma być! chodzenie dla pokazu-"Hej! zobaczcie jaką my świetną parą jesteśmy".I co może motylki fruwają wam nad główkami,a ptaszki ćwierkają.Człowieku ogarnij się,żyjesz we własnej iluzji.Zastanów się czy ty darzysz Kaśkę przwdziwym uczuciem czy pragniesz jedynie na siłę pokazać innym,że w końcu odnalezłeś 'szczęście'.Po prostu zbiera mnie na mdłości ,kiedy tak naprwdę nie szanuje się drugiej połowy a ukrywa się to pod szyldem "Wielkiej Miłości".Okłamujesz sam siebie.
Tak, oczywiście. Kolejna co wie lepiej co mi siedzi w sercu...
I jeszcze jedno. To się chyba zazdrość nazywa... Nie masz pewnie nikogo, albo ktoś Cię zostawił i miotasz teraz oskarżenia na wszelkie możliwe strony.
Pozdrawiam.
Jak powiedział mój dobry znajomy W.Shakespeare-"Słowa,słowa,słowa"...
Właśnie. Słowa. Co się będę kłócił z anonimami? To nie jest zbyt ciekawe, ani zbyt pożyteczne, lepiej się pouczyć - sesja za pasem.
Dobra,nie zrozumiałeś aluzji,więc napiszę wprost-nie słowa,a czyny...Przestań,więc produkować się publicznie na temat Waszego związku i przejdź do następnego etapu-zrób coś w końcu.Nie napiszę "zmień się",bo nie wierzę w to,że ludzie się zmieniają.
Trudno.Lepiej wierzyć za mało niż za bardzo...Ale wiesz,co?Dobrze mi z tym.Dzięki takiemu światopoglądowi oszczędzam sobie bardzo wielu rozczarowań."Umiesz liczyć,licz na siebie i do przodu!"-oto moja recepta na życie.
Szanowny anonimie, kimkolwiek byś nie była, to jestem winien przeprosiny za słowa z pierwszego mojego komentarza. Ataki personalne to nie jest dobra rzecz. Pokazuje, że nie ma się argumentów i jest godna Kaczyńskich i ostatnio niestety też Wałęsy...
Przyznaję się do błędu, przepraszam.
A że większość Twoich słów to nie jest prawda, to już inna sprawa.
Drogi Anonimowy (a sądząc po feminazijadzie który płynie z Twojego komentarza - Anonimowa), stanowczo protestuję przeciw temu co piszesz. Niewiasty POWINNY być ulotne, eteryczne, romantyczne, powinny dostarczać emocji, być pięknem dla którego mężczyzna (rycerz, żołnierz, woj) ma siłę walczyć i zdobywać szczyty. To jest prawo natury. Jeśli kobieta zaczyna ubierać spodnie (czyli buntować się, domagać inicjatywy, władzy w związku) - staje się babochłopem albo feminazistką - co gorsze nie wiem. Fuj.
Drogi Marcinie zaś - nie przejmuj się skamleniem "nowoczesnych". To piękne że w tych podłych czasach wciąż marzysz o miłości takiej jak powinna być - takiej o jakiej pisał Mickiewicz.
Święta prawda-pranie brudów publicznie to kiepski pomysł.
Moja nota była ostatnią w takim stylu. A teraz do rzeczy:
•Nawiązując do soboty- żadnego wyjścia awaryjnego, czy jakiegokolwiek innego, nie posiadam. A Ty nie posiadasz konkurencji. Więc żadnego oddechu konkurencji na karku czuć nie możesz.
•W dalszym ciągu nie jestem fanką masówek, jedyna „impreza” masowa, jaką uznaję, to Lednica. I bardzo mnie cieszy, że w tym roku, już za 2 tygodnie, pojawimy się tam razem. Więc z tymi przyszłorocznymi juwenaliami lepiej się wstrzymać.
•Nie jestem, nie będę potulna i uległa. Ten okres życia mam już daleko za sobą. Skończyłam z tym, wyleczyłam się z tego. Nie będę podporządkowywać się czemuś, co mi nie odpowiada.
•Myślę, że gdyby Marcin był ze mną tylko dla udowodnienia komuś czegoś, to już dawno by się to rozpadło. Oboje mamy do siebie anielską cierpliwość i o chęć pozbycia się kompleksów można też oskarżyć mnie.
•Nie ma czegoś takiego, jak idealny związek, czy nawet wzorzec związku dwojga ludzi. Tylko oni mogą kreować swój wspólny świat. Już dawno przestałam szukać w piosenkach rad na cokolwiek. Chyba, że teksty tworzą doświadczone życiowo osoby, po przejściach. Bo te młodsze zamydlają nam oczy wizją utopijnych relacji międzyludzkich. Marzenia...
•Chcę być obiektywna. Nie chcę któregoś dnia obudzić się i dowiedzieć, że muszę wybrać między ukochanym, a przyjaciółką. Więc nie zamierzam być mediatorem. Na Was obojgu bardzo mi zależy.
•Ostatnio czytałam świetną książkę- „Pokochała Toma Gordona”. Genialna, polecam. W skrócie wygląda to tak, że 9letnia dziewczynka gubi się w lesie. Przez przeszło tydzień błąka się po nim. Dawno by się poddała, gdyby nie jej wiara w niewidzialnego opiekuna, jakim jest jej ulubiony baseballista, Tom Gordon. Wiara ratuje jej życie. W książce zawarty jest opis wędrówki, zdobywanie pożywienia itp. Niesamowita jest pewność Trishy, że czuwa nad nią dobry duch Gordona. I właśnie, o tę wiarę mi chodzi. Ja wierzę, mimo gorszych chwil, że Marcin czuwa i chce dobrze dla mnie i tego związku. On jest moim Tomem Gordonem.
Wiem tylko jedno-chcę być z Tobą. Na przekór realistom...
no nie prowadzę kroniki z Twojego życia, dlatego nie mam dostępu do archiwum pozytywnych odczuć.
jestem natomiast natychmiast powiadamiana jeśli coś jest nie tak.
więc siłą rzeczy - odwołuję się do złaaaaa... ;]
bo ja same zło magazynuję ;]
'bo to zła kobieta była', złaaa ;] :p
Prześlij komentarz