czwartek, 7 września 2006

Przyjaciele i "przyjaciele"

Tak do tego w sam raz wpisu przypomniała mi się piosenka, którą zawsze śpiewaliśmy na obozach harcerskich. Zawsze była jakaś taka niezwykła, człowiek śpiewał ją z jakimś większym zapałem, była jakby ważniejsza...

Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.
Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.
Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.

Tam dokąd chciałem już nie dojdę,
Szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.
Odejdziecie ja sam pozostanę na rozstajach dróg.

Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.
Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.
Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.

Znów spóźniłem się na pociąg i odjechał już.
Tylko jego mglisty koniec zamajaczył mi.
Stoję smutny na peronie z tą walizką jedną.
Tak jak człowiek, który zgubił od domu swego klucz.

Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.
Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.
Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.

Tam dokąd chciałem już nie dojdę,
Szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.
Zamazanych drogowskazów nie, nie odczytam już.

Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Ja jestem z tego gatunku, który w samotności nie wytrzymuje dużo. Chcę zawsze żyć wśród ludzi, z ludźmi i dla ludzi. Nie mnie osądzać jak mi to wychodzi...

Wakacje przyniosły duże zmiany. Prawie dwa miesiące nie kontaktowałem się z człowiekiem, którego uważałem za swojego przyjaciela. Teraz mamy już rok szkolny. Nie nazywam już go swoim przyjacielem. Rozeszło się to. I myślę sobie, że to po prostu zadziałało na zasadzie Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Pomagałem ile mogłem w tamtym roku, udało się wszystko. Widocznie tak miało być. Teraz nie rozmawiamy nawet ze sobą... Jak pisałem, rozeszło się to wszystko i koniec.

Drugi człowiek to też był mój przyjaciel. Drogi jednak rozeszły się już dużo wcześniej. I już się zapewne na nowo nie zejdą. Za dużo różnic.

Prócz tego przyjaźń często opiera się na zasadzie rozmowy: "Cześć Marcin. Co było zadane?" "To, to i tamto" "Aha, dzięki, pa". Coś tu się nie zgadza... To też jest picie do innych "przyjaciół".

Ale ktoś może powiedzieć, że za moje kontakty z niektórymi ludźmi sam jestem sobie winien. Owszem, nie zaprzeczę. Jestem człowiekiem, który cholernie ufa drugiemu. Mózg mi niepotrzebny, wystarczy serce. Może oczekuję od ludzi wiele, może aż za wiele. Tego nie wiem. Oczekuję dużo od siebie samego, więc i od innych też. Tak jak w sprawy sercowe, tak samo i w przyjaźń angażuję się cały. Jednak nieraz z powodu oschłości, niekiedy nawet chłodu drugiej strony ciężko jest się przebić.

O czym tu jeszcze pisać. Są jednak ludzie, którzy mnie nie zawodzą. Na nich mogę polecać. Pogadają, poradzą, przejdą się na przechadzkę. Za to dla nich jest moje pełne oddanie, zaufanie.

Choć są też przyjaciele nietypowi. Jednego przyjaciela na oczy nie widziałem, znam go przez ekran komputera, ale wiem, że jeśli kiedyś go spotkam to wypiję z nim piwo przy dźwiękach Dżemu. A drugi to przyjaciel, który nie wyłazi ze mną na piwo, który nie wyłazi ze mną nigdzie. Prowadzi ciut inny tryb życia ode mnie. Ale w czasie, w którym przebywamy razem w szkole zawsze mi poradzi. Człowiek to mocnej wiary katolickiej. Wiem, że on będzie w życiu kimś wielkim.

Specjalnie nie wymieniam nikogo z imienia, przezwiska. Sami domyślicie się po tej lekturze, czy zostaliście wymienieni w grupie Przyjaciół czy "przyjaciół". Część po lekturze może się ode mnie odwrócić, mieć pretensję. Jestem na to gotowy. Ale nikogo z serca nie skreślam. Zawsze jest dla ludzi miejsce w nim.

I jeszcze na koniec cytat z Jonasza Kofty: Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych - gniewnych wyrosną starzy, wkurwieni? Trzeba robić wszystko by tak się nie stało. Buntować się. Buntuję się przeciwko tej rzeczywistości, przeciwko temu jak wygląda świat, Polska... Przeciwko życiu w nienawiści, kłamstwie... Zawsze.

A moje serce to serce młodego - gniewnego. Nie zgadzam się na świat taki, jaki jest. Pełen zła, nienawiści. Kochajmy się! Miłość nas uratuje.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Let love conquer the world jak śpiewali pewni ludzie z Niemiec...

Anonimowy pisze...

Bracie mocny tekst i mocne slowa. Bardzo szczere, a to jest dla mnie najwazniejsze. Sam w zyciu mialem kilku "przyjaciol". Nie zaluje, ze nie utrzymuje z nimi kontaktu, zreszta niewiele jest rzeczy ktorych zaluje. Kiedys bylem bardziej otwarty na swiat i inaczej nastawiony do ludzi. Teraz trudniej zdobyc moje zaufanie i dzieki temu mam mniej rozczarowan w zyciu. Uwazam ze lepiej miec jednego prawdziwego przyjaciela niz dziesieciu, jak ich sam nazwales, "przyjaciol".

Anonimowy pisze...

ja mogę byc Twoim przyjacielem ;) przyjaciółką raczej ;)

Anonimowy pisze...

nie martw się, masz w sobie tyle pozytywnej energii, że aż z Ciebie promienieje ;) nie da się przejśc obojętnie obok Ciebie i nie uśmiechnąc na widok Twojej sympatycznej twarzy :]

Nie daj się zwariowac! ;) My romantyczni nadwrażliwcy jeszcze zwojujemy świat! zobaczysz! ;) ;*

pozdrawiam ciepło :)

Anonimowy pisze...

Well, życzę wam tego. Bo ja to już nic nie zwojuję.

Anonimowy pisze...

Vami - zwojujesz :>

Anonimowy pisze...

hej szkolny Kolego! co się Pan tak ociąga? pisac posty, pisac ;)