czwartek, 28 września 2006

Znowu będę pierniczył swoje...

Zapyta Bóg
w swym niebie
co dałem mu
od siebie.

Raz Dwa Trzy - Trudno nie wierzyć w nic.

Nic Mu nie dałem... Bo tak naprawdę to ja dalej nic nie znaczę. Dalej tylko błądzę, dalej tylko szukam drugiego człowieka... Ale po co? Jaki to daje sens? Szukam i błądzę, gubię się w tym wszystkim. Ja się chyba tu nie nadaję. Się Stwórca pomylił chyba, albo zrobił dobry interes na mnie. Sam tego jeszcze nie wiem. Tylko czemu znów moja nota jest smętna? Czemu znów jest nieoptymistyczna?

I wear this crown of thorns,
upon my liar's chair.
Full of broken thoughts,
I cannot repair.
Beneath the stains of time,
the feelings disappear.
You are someone else.
I am still right here.

Johnny Cash - Hurt

Kilka słów za dużo powiedziano. Po co? Teraz nie rozmawiamy... Mijamy się... Może tak chciałaś? Niekażdy musi kochać drugiego. Są ludzie, których się nie lubi, nieraz nawet mówimy o tym uczuciu jako o nienawiści. Nienawidzieć można zła, nienawidzieć można wojny... Człowieka trzeba kochać, nieważne jaki by nie był. Ach... utopia, ach marzenia. W zetknięciu z życiem codziennym to wszystko upada... Tylko dlaczego!?

Ja nikogo nie oskarżam, że jest tak, a nie inaczej. Że jestem sam, że jestem nierozumiany, że mam problemy z samym sobą. Wiem, że to moja wina. I nic nie pragnę, absolutnie nic. Bo wiem, że w całości zrozumie mnie człowiek (kobieta), która będzie taka sama jak ja pod względem charakteru. A takiej nie ma... Nie ma tak popierniczonych kobiet. Kobiet o takim wnętrzu, o takich uczuciach i odczuciach jak moje. A może potrzeba mi tylko takiej, która obdarzy mnie szczerym uczuciem, która pokocha idiotyzm mojego życia, bezsens moich myśli, otchłań moich złudzeń, pragnień...

I nawet kiedy będę sam nie zmienię się, to nie mój świat...

Myslovitz - Długość dźwięku samotności

Nie zmienię się...

A na koniec tak zwana część misyjna, po raz kolejny. Jeśli wam nie odpowiadam, pod jakimkolwiek względem, a tylko wam się narzucam swoją osobą, to powiedzcie mi: "Idź precz. Odejdź." Mówię to całkowicie świadomie. Będzie łatwiej i wam i mnie. A jeśli jednak coś tam dla was znaczę to nie mówcie nic - po prostu bądź. Po prostu bądź...

PS. Obiecuję poprawę. Będzie optymistyczniej. Kiedyś z pewnością.

Come
As you are
As you were
As I want you to be
As a friend
As a friend
As a known memory
Take your time
Hurry up
The choice is your
Dont be late
Take a rest
As a friend
As a known memory

Nirvana - Come As You Are.

niedziela, 24 września 2006

A po co komu tytuł...

Tytuł jest nieważny.

Tak chciałem dziś powiedzieć coś do was drodzy moi. Wiele mi spraw w życiu nie wychodzi. Mimo najlepszych chęci. Mimo starania się. A może nieraz za bardzo się staram? Za bardzo się w to wszystko angażuję? Zbyt mocno żyję dla ludzi... dla was...

Może moje postępowanie jest złe? Może moja filozofia mija się z celem? Może moja wiara w to, że świat jest dobry i w to, że ludzie są dobrzy jest głupia? Pewnie jestem za miękki na ten świat. Za bardzo się staram, za dużo chciałbym osiągnąć. Ale nie mam zamiaru siebie zmieniać. Jak podchodziłem, tak podchodzę i tak będę podchodził. Czy to się komuś podoba, czy nie.

Nie czyńcie ze mnie "misia przytulanki", który jest potrzebny tylko w trudnych chwilach, a którego potem można rzucić w kąt...

A tu może znów za dużo wymagam... Może chciałbym by ludzie traktowali mnie, tak jak ja ich traktuję...

I mówcie mi, jeśli robię coś źle, błądzę, to opierniczcie mnie, zbesztajcie, zmieszajcie z glebą, bylebym wyszedł na prostą. Bo nikt nie jest idealny i zawsze potrzeba nam ludzi w życiu. Zwłaszcza w chwilach cięższych. Nie chcę na was niczego wymuszać. To tylko prośba. Nieraz potrzebuję wyprowadzenia z ciemnego lasu problemów. Potrzebuję wskazówek i rad...

Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.
Mohandas Karamchand Gandhi.

wtorek, 19 września 2006

Kobiety...(2)

Dzikość w moim sercu, nawet nie wiesz jak
Trudno zdusić ją, ukryć - ciężko tak.
Obłęd w moim sercu. Boże pomóż mi!
Złamać strach, złamać wstyd!
Jutro odważę się ten pierwszy raz...

Dżem - Dzikość mego serca.

Drugą część rozważań nt płci przeciwnej, moich relacji z nią, etc. zaczynam od powyższego fragmentu nieprzypadkowo. Kurde, ten mój ekshibicjonizm doprowadzi mnie albo do zamkniętego zakładu, albo do największego szczęścia w życiu. Przecież normalny człowiek takie rzeczy kryje w sobie... Ale nie ja... Coś trzeba napisać, coś trzeba ludziom przekazać... I po co? Nie wiem, piszę to dla siebie, dla potomności. Kiedyś pokażę ten dziennik synowi (jak będę miał) i powiem: "Czytaj. Dowiesz się jakiego masz popierdzielonego starego.". Ale może młody będzie ze mnie dumny. Może... :]

A teraz do sedna. Zagłębiamy się w głębiny mojej duszy. Kiedyś ludzie pisali pamiętniki. W ukryciu, w ukryciu przed najbliższymi. Zamykali je na klucz i wkładali do zamkniętej na klucz szuflady. A dziś? Jeden siedzi i pisze to co kryje się w głębinach serca, a mogą to przeczytać wszyscy. Ryzyko jest, ale jak się nie ryzykuje to się nie wygrywa. Choć tu nie ma co wygrywać.
Chcę coś przekazać. Jeśli komuś to nie odpowiada to niech wyłączy jak najszybciej ten dziennik.

Czas na szczegóły. Najpierw może odpowiem na komentarze do wczorajszej noty. Drogi Starszy Dżemoholiku, zwany Vamim. "Nie wierz nigdy kobiecie..." Hmmm... Komu mam wierzyć jak nie kobiecie? Może moja postawa jest często aż nazbyt ufna, nazbyt oddaję się drugiemu człowiekowi, ale odpowiada mi to. To jest jakaś cząstka mnie. Tego się wyrzucić nie da. W 9/10 przypadków pewnie ucierpię przez moją ufność, ale w końcu się uda. Muszę wierzyć. Muszę mieć nadzieję, muszę iść do przodu. Tu sił w walce o lepszy świat, o lepsze jutro dodaje "Przesłanie pana Cogito". Nie chcę utonąć w tłumie szarych realistów, zgorzkniałych zjadaczy chleba. Owszem, ja też będę zwykłym zjadaczem chleba, będę musiał utrzymać rodzinę, ale nie zatracę mojego serca. Serca, które jest dzikie, które pragnie nieraz wyrwać się z piersi. Serca romantyka, serca marzyciela...

Przepraszam za taką, a nie inną kolejność, że odpowiedź dla faceta znajduje się przed odpowiedzią dla kobiet, ale tak ułożyły się komentarze ;).

Droga Berciu! Może jeszcze czasu Ci potrzeba, by napisać tyle dobrego o facetach, co ja poprzednio o kobietach. Faceci w gruncie rzeczy nie są tacy źli. Chyba... Sam tego nigdy nie sprawdzałem :>

Droga Migotko (może się w końcu ciut bardziej ujawnisz ;-)) Gdy już natrafię w tym ogrodzie na najpiękniejszą dla mnie różę, to będę najszczęśliwszym człowiekiem. Jeśli róża uzna mnie za dobrego ogrodnika, to moja radość będzie wzlatywała pod niebiosa. Nigdy nie pozwolę jej narzekać na kolor swych płatków, będę przyprawiał jej kolorów. Będę chciał by rozwijała się przy mnie i ja też będę przy niej się rozwijał. Od razu na myśl przychodzi "Mała Aleja Róż" Dżemu. Sam być nie chcę. Chcę być wśród ludzi. Z tą jedną, jedyną...

I ostatnia, ale absolutnie nie najgorsza - Droga Nighti! Za te zdania o tym, że się już nie zakochasz otrzymasz ode mnie kuksańca w Toruniu. Dziewczyno! Młodzi jesteśmy. Radujmy się, wiele przed nami. Fakt, nigdy nie wiemy kiedy nadejdzie czas na nas, ale jeśli zaczniemy o tym myśleć, martwić się tym, to zbzikujemy. Jeszcze znajdziemy - i Ty, i ja. Wiem to.

To tyle części odpowiedzi. A teraz idziemy głęboko. Nighti napisała: "Zwłaszcza o tym co chyba Ciebie często trapi z kobietami, które zabrały ci serducho choć na momencik. A może Ty na serio nie czujesz urazy?" Nie czuję. Bo niby za co? Za to, że serce nie sługa, nie zna co to pany? Nawet kochając platonicznie jestem szczęśliwy. Choć fakt faktem, rani człowieka nieraz to, że się angażuje, ale bez wzajemności tej drugiej strony. Ale to jestem ja. Dzikie serce, zero głowy. Ale dobrze mi z tym! Niepotrzebny mi umysł. Myślę sercem. I sercem się w życiu kieruję. Nieraz lepiej jest się poświęcić dla kogoś... Trzeba wierzyć, że to kiedyś zostanie wynagrodzone.

Cóż więcej? Ulegam tej płci przeciwnej. Takie życie, taka moja natura. Jak nie pomóc, gdy patrzą na Ciebie piękne oczy, gdy na ustach niewieścich gości piękny uśmiech? A żeby nie było za dużo cukru, jak to określiła pewna dziewoja, to powiem, że nieraz wkurzam się na kobiety. Chwilowo, bo chwilowo, ale się wkurzam. Czasem jakieś postępowanie mi nie odpowiada, czasem słowa, czasem gesty. Ale szybko to przechodzi i zaraz wracam na właściwe tory.

Koniec końców, podsumowanko. Czasem sobie myślę, że Bozia dała mi za dużo pierwiastków żeńskich w duszy. Może to jakieś przeznaczenie... Może w przyszłym życiu, jak się znów urodzę, to będę kobietą... Może, może, może ;-)

poniedziałek, 18 września 2006

Kobiety...(1)

Tylko spojrzeć się wkrąg, tyle pól, tyle łąk
tak w słoneczku się mieni i lśni...
Aż porywa i rwie, takie piękne są wsie,
lecz piękniejsze są bardziej od tych wsi

Kochane baby, ach! te baby
człek by je łyżkami jadł - bul, bul, bul, bul...
Tęgi chłop, co lekko w ręku łamie sztaby,
względem baby jest tak, jak dziecko, całkiem słaby.
Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat...
Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,
gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.

Kochane baby, ach! te baby, człek by je łyżkami jadł...
Tęgi chłop, co lekko w ręku łamie sztaby,
względem baby jest tak, jak dziecko, całkiem słaby.
Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat...
Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,
gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.

Gdy wszystkiego masz dość, kiedy bierze cię złość,
a na duszy ci smutno i źle...
Kiedyś chmurny i zły, kiedy w oczach masz łzy,
jedno tylko rozwieje troski twe:

Kochane baby, ach! te baby, człek by je łyżkami jadł...
Tęgi chłop, co lekko w ręku łamie sztaby,
względem baby jest tak, jak dziecko, całkiem słaby.
Baby, ach! te baby, czym by bez nich był ten świat...
Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,
gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.

Ram dam badam param bamdam, ram dam badam tadam!

Co tu grać, co tu kryć, spróbuj bez baby żyć,
gdy ci uda się taka sztuka, toś jest chwat.

Baby, baby...

Piosenka duetu Zaucha - Rynkowski niech będzie wstępem do tej jakże groźnej noty :> Napiszę coś niepochlebnego, to już jestem martwy ;)

Kobiety... świat kobiet... Temat rzeka. Więc pewnie to będzie dopiero część pierwsza z wielu. Więc zacznę. Bez kobiety nie byłoby życia. Tak samo jak bez mężczyzny, tu nie ma mniejszej czy większej roli. Fakt faktem, kobiety cierpią przy porodzie, ale nie zagłębiajmy się już w poglądy feministyczne itd. Mają być poglądy, przemyślenia Skibiego o kobietach :P No cóż. Bez kobiet to życie byłoby bez sensu. Banał. I nie chodzi tu tylko o zachowanie ciągłości gatunkowej. Tu chodzi o sens życia.

Od początku mojego życia. 9 miesięcy w brzuchu? Kobiety. Pierwsza na rękach trzymała mnie? Kobieta. Ssałem pierś? Kobiety. Itd, itd.

W kolejnej części będzie więcej filozofii, przemyśleń i tym podobnych. Jutro :]

Albo nie! Dziś to napiszę. Po co mam to odwlekać.

Świat kobiet zawsze mnie fascynował. Coś w nim jest takiego co przyciąga mnie jak pszczołę do słodkiej bułki. Co przyciąga? To niech pozostanie moją słodką tajemnicą. Nawet taki duchowy ekshibicjonista jak ja musi mieć jakieś nieodkryte pokłady.

Czasem zastanawiam się: po co mi Bóg zabrał to żebro i stworzył z niego kobietę/niewiastę/białogłowę/dziewoję (do wyboru do koloru)? Kobiety potrafią być złe i to bardzo. Ale faceci nie pozostają im dłużni. Takie wzajemne uzupełnianie się. Ale jednak bez tych małych, wątłych, słabiutkich (powiedzcie to strong woman :>) istot żyć się nie da. Mało tego, przy nich największy twardziel robi się miękki. Potraficie wyciskać łzy, czynić człowieka szczęśliwym ot tak.

Ale macie też swoje złe strony. Ile to ja razy już słyszałem: "Ja jestem gruba, muszę się odchudzać...". Dziewczęta! Ja wiem, że to jest tak, że wy nigdy sobie same podobać się nie będziecie... Bo to tu jakiś niby wałeczek, tu niby kilogram, a tu niby tłuszczyk. Dosyć odchudzania! Chudym szkapom mówię nie!

No i cóż więcej? Nie zmieniajcie się. Z wami jest mi dobrze. Ale to egoistycznie zabrzmiało :> Choć jak chcecie to się zmieńcie. Ja się dostosuję.

Coraz częściej zauważam, że lepiej spędza mi się czas, rozmawia z przedstawicielkami płci przeciwnej. Ciekawe...

Post scriptum. Bardzo lubię to życie z kobietami. Kobiety rządzą.

czwartek, 14 września 2006

Ludzie

Nie potrafię żyć bez ludzi. Ba, zawsze chcę być z ludźmi.

Czasem myślę jednak, że może lepiej byłoby wyjechać gdzieś w góry, do głębokiego, ciemnego lasu, wybudować sobie domek i tam żyć. Żywić się tym, co natura przyniesie, nie martwić się podatkami, nie martwić się rządem, nie martwić się innymi ludźmi... Ale wiem, że nie wytrzymałbym tak długo. Kopnąłbym w kalendarz z powodu schizofrenii. Gadałbym sam do siebie... I co? Żyję wśród i dla ludzi. Taka droga najbardziej mi odpowiada. Bo jak można inaczej żyć. Lepiej żyć dla drugiego człowieka niż dla partii politycznej.

Nieraz może ta droga jest kamienista, jest pod górkę, ale lepsza jest taka, niż chodzenie z wiatrem, schodzenie z góry, walka o własne, egoistyczne dobro. Z drugiej strony czasem jest zbyt ciężko. Wtedy opadam z sił, ale zawsze jest ktoś, kto mnie podtrzyma. Ludziom, którzy pomagają mi w mojej walce z chorym samym sobą dziękuje w tym miejscu. Wy wiecie, że to o was chodzi ;)

Mój stosunek do ludzi czyni często możliwość do wbijania szpilki w moje serce przez innych. Jestem otwarty, prostolinijny, swojski rzekłbym. Ufam ludziom za szybko nieraz. Ale dobrze mi z tym. Uczę się życia poprzez błędy, poprzez doświadczenie. To wszystko pewnie zaprocentuje w następnych latach. I co by nie mówić. Jacy by nie byli ludzie, ja nigdy z nich nie zrezygnuję.

Serce mnie prowadzi i prowadzi po dobrej drodze...

PS. Kim jest Panna Migotka?

czwartek, 7 września 2006

Przyjaciele i "przyjaciele"

Tak do tego w sam raz wpisu przypomniała mi się piosenka, którą zawsze śpiewaliśmy na obozach harcerskich. Zawsze była jakaś taka niezwykła, człowiek śpiewał ją z jakimś większym zapałem, była jakby ważniejsza...

Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.
Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.
Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.

Tam dokąd chciałem już nie dojdę,
Szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.
Odejdziecie ja sam pozostanę na rozstajach dróg.

Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.
Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.
Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.

Znów spóźniłem się na pociąg i odjechał już.
Tylko jego mglisty koniec zamajaczył mi.
Stoję smutny na peronie z tą walizką jedną.
Tak jak człowiek, który zgubił od domu swego klucz.

Hej przyjaciele, zostańcie ze mną.
Przecież wszystko to, co miałem oddałem wam.
Hej przyjaciele, choć chwilę jedną.
Znowu życie mi nie wyszło znowu jestem sam.

Tam dokąd chciałem już nie dojdę,
Szkoda zdzierać nóg.
Już wędrówki naszej wspólnej nadchodzi kres.
Wy pójdziecie inną drogą, zostawicie mnie.
Zamazanych drogowskazów nie, nie odczytam już.

Człowiek potrzebuje drugiego człowieka. Ja jestem z tego gatunku, który w samotności nie wytrzymuje dużo. Chcę zawsze żyć wśród ludzi, z ludźmi i dla ludzi. Nie mnie osądzać jak mi to wychodzi...

Wakacje przyniosły duże zmiany. Prawie dwa miesiące nie kontaktowałem się z człowiekiem, którego uważałem za swojego przyjaciela. Teraz mamy już rok szkolny. Nie nazywam już go swoim przyjacielem. Rozeszło się to. I myślę sobie, że to po prostu zadziałało na zasadzie Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść. Pomagałem ile mogłem w tamtym roku, udało się wszystko. Widocznie tak miało być. Teraz nie rozmawiamy nawet ze sobą... Jak pisałem, rozeszło się to wszystko i koniec.

Drugi człowiek to też był mój przyjaciel. Drogi jednak rozeszły się już dużo wcześniej. I już się zapewne na nowo nie zejdą. Za dużo różnic.

Prócz tego przyjaźń często opiera się na zasadzie rozmowy: "Cześć Marcin. Co było zadane?" "To, to i tamto" "Aha, dzięki, pa". Coś tu się nie zgadza... To też jest picie do innych "przyjaciół".

Ale ktoś może powiedzieć, że za moje kontakty z niektórymi ludźmi sam jestem sobie winien. Owszem, nie zaprzeczę. Jestem człowiekiem, który cholernie ufa drugiemu. Mózg mi niepotrzebny, wystarczy serce. Może oczekuję od ludzi wiele, może aż za wiele. Tego nie wiem. Oczekuję dużo od siebie samego, więc i od innych też. Tak jak w sprawy sercowe, tak samo i w przyjaźń angażuję się cały. Jednak nieraz z powodu oschłości, niekiedy nawet chłodu drugiej strony ciężko jest się przebić.

O czym tu jeszcze pisać. Są jednak ludzie, którzy mnie nie zawodzą. Na nich mogę polecać. Pogadają, poradzą, przejdą się na przechadzkę. Za to dla nich jest moje pełne oddanie, zaufanie.

Choć są też przyjaciele nietypowi. Jednego przyjaciela na oczy nie widziałem, znam go przez ekran komputera, ale wiem, że jeśli kiedyś go spotkam to wypiję z nim piwo przy dźwiękach Dżemu. A drugi to przyjaciel, który nie wyłazi ze mną na piwo, który nie wyłazi ze mną nigdzie. Prowadzi ciut inny tryb życia ode mnie. Ale w czasie, w którym przebywamy razem w szkole zawsze mi poradzi. Człowiek to mocnej wiary katolickiej. Wiem, że on będzie w życiu kimś wielkim.

Specjalnie nie wymieniam nikogo z imienia, przezwiska. Sami domyślicie się po tej lekturze, czy zostaliście wymienieni w grupie Przyjaciół czy "przyjaciół". Część po lekturze może się ode mnie odwrócić, mieć pretensję. Jestem na to gotowy. Ale nikogo z serca nie skreślam. Zawsze jest dla ludzi miejsce w nim.

I jeszcze na koniec cytat z Jonasza Kofty: Czy świat bardzo się zmieni, gdy z młodych - gniewnych wyrosną starzy, wkurwieni? Trzeba robić wszystko by tak się nie stało. Buntować się. Buntuję się przeciwko tej rzeczywistości, przeciwko temu jak wygląda świat, Polska... Przeciwko życiu w nienawiści, kłamstwie... Zawsze.

A moje serce to serce młodego - gniewnego. Nie zgadzam się na świat taki, jaki jest. Pełen zła, nienawiści. Kochajmy się! Miłość nas uratuje.

sobota, 2 września 2006

Odchodzenie

Herbata stygła. Nie było w niej czegokolwiek niecodziennego. Nic nie wskazywało jakoby miała to być ostatnia herbata w jego życiu. Siedział w pustym pokoju, na starym, miękkim fotelu. Na stoliku prócz herbaty była jeszcze jedna rzecz - ostry nóż. Myślał o tym już od dłuższego czasu, planował, wyczekiwał na moment. Stał na skraju. Pomyślał: "Dopiję herbatę i wtedy odejdę". Dopił więc ją czym prędzej. Pragnął mieć to już za sobą... Ale coś mu nie dawało spokoju. Położył się. W Boga wierzył po swojemu. Wierzył, że ktoś kto nad nim czuwa musi być. Nie dopuszczał do siebie myśli, że cały świat jest bezcelowy, stworzony przez jakiś tam wybuch materii. Postanowił przypomnieć sobie całe życie, krótkie. Miał przecież niespełna 17 lat. Brakowało mu w życiu miłości. Był wulkanem, wulkanem miłości. Nieodwzajemnionej nigdy przez nikogo. Kochała go rodzina, jak każdego. Ale brakowało mu miłości odwzajemnionej. Zakochiwał się, ale zawsze bez wzajemności. Do ludzi podchodził z sercem na dłoni, ale zwykle otrzymywał kopa w serce i odchodził z bólem i psim skowytem. Ale jak to pies, wylizywał się i znów wierzył, i znów i znów i znów. Wstawał z każdego upadku. Jego pistolet naładowany miłością dalej strzelał. Wspominał chwile spędzone z ludźmi mu bliskimi. Miał przyjaciół? Może i miał, a może tylko wydawało mu się, że miał. Bardzo lubił fragment piosenki: "I'm so happy, cause today I found my friends, they're in my head". Tak chyba było w jego przypadku, tylko że head powinien zamienić na heart. Sam o sobie mówił, że był optymistą. Może tylko chciał być? Może chciał wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej... Wierzył. Mimo wszystkich rzeczy złych, ktore go otaczały, on nadal wierzył.

A nóż leżał. Czekał aż zostanie chwycony, rozerwie tętnice, przebije serce, przetnie nić życia. Ale młody bał się. Bał się odejść, choć wiedział, że nikt po nim nie zapłacze, że zostanie pochowany w samotnej mogile, która po kilku latach zarośnie chwastami. Odejście było tym, czego w chwili obecnej pragnął. Ale jednocześnie bał się odejść. Wiedział, że zjedzą go robaki. A przecież były w jego życiu i miłe chwile. Chwile radości... "W życiu piękne są tylko chwile"

Był młody. Jak to mówili wszyscy: "Chłopie, całe życie przed Tobą. Na wszystko przyjdzie czas." Czy przyszedł czas na umieranie? Nie przyszedł. Jeszcze nie tym razem...

Spojrzał w lustro. Zobaczył młodego człowieka, który najbardziej kochał życie, który kochał je z całych sił. Kochał ludzi. I pragnął być kochanym... Schował nóż. Założył buty i poczłapał w dal...

Od autora: Wszelkie związki bohatera z autorem pozostawiam osądowi czytelników.