czwartek, 18 stycznia 2007

Czas podsumowań.

Będę mówić - dawno wyrzygałem knebel...
Kaliber 44 - Moja Obawa


Dziś jestem gotów. Dziś już jestem gotów by napisać. By napisać podsumowanie. Poprawiłem okulary na nosie. Trzeba dbać o wzrok, bo jak się zepsuje na amen to już nic nie będę widział. Może to by było lepsze... Tak patrzę coraz częściej na to wszystko. Ostatnio chyba spojrzałem z większym ciut dystansem... Ciut... Tyle <--->. Czyli niewiele.

Wczoraj zdałem sobie sprawę, że minęły dwa miesiące od kiedy moje życie zaczęło zapieprzać w niemiłosiernym tempie do przodu... Gdy to wszystko się zmieniło. 10. listopada - sobota to była. Deszcz padał... A My nic sobie z tego nie robiliśmy... Maszerowaliśmy traktami Torunia, byliśmy na moście, na Bulwarach... i w tym jednym wielkim miejscu. Takim niby niepozornym... A tak wiele zmieniającym w moim życiu... I ten smak barszczu, a w uszach wtedy...

Gdy nie bawi Cię już
Świat zabawek mechanicznych
Kiedy dręczy Cię ból nie fizyczny
Zamiast słuchać bzdur głupich
Telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz
Spytaj siebie czego pragniesz
Dlaczego kłamiesz, że miałaś wszystko
Gdy udając że śpisz
W głowie tropisz bajki z gazet
Kiedy nie chcesz już śnić
Cudzych marzeń
Bosa do mnie przyjdź
I od progu bezwstydnie powiedz mi
Czego chcesz
Słuchaj jak dwa serca biją
Co ludzie myślą - to nieistotne
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie namiętnie tak
Jakby świat się skończyć miał
Swoje miejsce znajdź
I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens
Słuchaj co twe ciało mówi
W miłosnej studni już nie utoniesz
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak zapalniczka płomień
Jak sucha studnia wodę
Kochaj mnie
Kochaj mnie
Kochaj mnie nieprzytomnie
Jak księżyc w oknie śmiej się i płacz
Na linie nad przepaścią tańcz
Aż w jedną krótką chwilę
Pojmiesz po co żyjesz


I czułem wtedy tę błogość... lekkość... Kurwa, ja po raz pierwszy wtedy czułem coś jak pełnię szczęścia... Przeglądałem niedawno zdjęcia. Znów patrzyłem w te oczy. A na żywo nie potrafiłbym. Nie po tym wszystkim. Ale ja przecież wiedziałem, że nie jestem tym jedynym... Ale coś nas poniosło tam... Gdzieś. Plac Rapackiego. A Ty nie chciałaś o nim mówić... Ale to On był pierwszym. Jak to określiłaś ostatnio jestem, właściwie byłem tylko przyprawą do Twojego życia. Daniem głównym jest kto inny. A przyprawa nigdy nie będzie od dania głównego ważniejsza. A wcześniej było to jakieś niepewne przeświadczenie, że to jednak ja... Ale to głupie marzenia. Ale jakoś nadal czuję coś czego nie potrafię określić...

I wróciłem do swojej nory. I pewnego dnia (15. listopada dokładnie) - niecały tydzień po Toruniu rozpoczęła się kolejna epoka mojego życia. Nasunęły się na siebie dwa przeżycia. I wiesz... wczoraj dokopałem się do naszej rozmowy... Rozmowy po pojawieniu się drugiej epoki.

17:02:12 Nightwish
:)
17:06:13 Nightwish
ale ja jej nie dam Cie ukraść :P
17:08:42 skibi-peacelover
wiem :)
17:11:13 skibi-peacelover
i ja nie pozwole :)
17:11:23 Nightwish
no bez przesady
17:12:33 skibi-peacelover
ale mnie chodzilo, ze sam sie nie pozwole ukrasc
17:13:07 Nightwish
no tlyko, ze wiesz
17:13:13 Nightwish
czasem lepiej miec kogoś na miejscu
17:13:36 skibi-peacelover
sa przyjaciele
17:14:36 Nightwish
ale żaden przyjaciel nie zastapi dziewczyny
17:14:55 skibi-peacelover
przyjaciolki tez sa
17:15:02 skibi-peacelover
ja bede czekal na Torun


Kłamstwo? Moje kłamstwo? Nie. Jeszcze wtedy nie. Jeszcze wtedy nie było drugiej epoki. Było to czyste i piękne. Pamiętam pierwsze spotkanie. Nic nie zapowiadało katastrofy!

Przecięły się orbity planet nam
nikt katastrofy nie przewidział tej

podobno tylko raz na milion lat
tak dzieje się że ciała dwa
spadają nagle w siebie chcą czy nie
i płoną tak kochając się

podobno tylko raz na milion lat
tak dzieje się że pierwszy raz
wnikając w siebie nagle wiemy że
świat zmienił się i nie ma odwrotu

czy zdajesz sobie sprawę z tego że
deszcz meteorów moich w tobie gna

podobno tylko raz na milion lat
tak dzieje się że ciała dwa
spadają nagle w siebie chcą czy nie
i płoną tak kochając się

podobno tylko raz na milion lat
tak dzieje się że pierwszy raz
wnikając w siebie nagle wiemy że
świat zmienił się

podobno
raz na milion
raz na milion świetlnych lat
zdarza się to co spotkało
i co trzyma tutaj nas
tylko raz na milion
raz na milion świetlnych lat
najpiękniejsza katastrofa - eksploduje supernova...


Katastrofa następowała stopniowo... Ale i tu wlazłem między młotek a kowadło! Jak to piąte koło u wozu... Tylko że nikt nie zgłaszał sprzeciwu... Nie było słowa: "Nie. Nie chcę". Początkowo bałem się... Pamiętam jak się bałem powiedzieć N., że coś się stało... Że coś się pojawiło. Czemu zachowałem się jak skończony sukinkot? Pamiętam. W pierwszym momencie powiedziałaś, że się cieszysz, że coś się tam udaje... Ale jakoś przeczuwałem, że coś pękło... Ale co pękło? Co? Przecież Ty miałaś, masz nadal swoją najbliższą osobę. Ja byłem chwilą. Momentem. Tym włóczęgą, który przyszedł i poszedł. Ożywiony nadzieją... Który 180 km stąd zostawił kawałek siebie. Kawałek serca, duszy. I nie był już taki sam chyba... Wrócił tu... Znów jako ten drugi. Znów jako koło u wozu... Ale tu było to tak blisko. I były te słowa... Gdybym mógł zrobić formatowanie mózgu! Wyrzucić zapamiętane tam słowa... Gesty... Czyny. Bo spotkały się dwie identyczne osoby... To wspomnienie, tego pierwszego spaceru... Wtedy jeszcze o tym chyba tak nie myślałem... Wtedy jeszcze było pięknie. Ale coś pękło któregoś dnia na huśtawkach w parku... I znów były słowa. Potem zaczęły się gesty, znów słowa, czyny... I się zgubiliśmy. Ale słowa z tych przychylnych mnie znów zmieniły się w inne. A ja mówiłem nadal to samo... A tamto? A wcześniejsze? Wytłumaczyć sobie to chyba potrafiłem odległością... Wszak co to za uczucie na odległość? Sama pisałaś, że lepiej jest mieć kogoś na miejscu. Ale to nie było absolutnie nic w zastępstwie, nic aby zapomnieć, zaradzić tamtemu... To wszystko zaczęło pędzić własną drogą, nieskoordynowaną... Bo tu znów nic nie było. Nie było powiedziane słowo ważne... Były mówione słowa nawet przeciwne... A czyny były... Czyny, które teraz mnie blokują. Blokują w powrocie do jakiegoś normalnego stanu...

Kiedyś znajdę dla nas dom... Tych słów też już nie potrafię słuchać bez emocji...

Bo co? Bo ja się za bardzo patrzę na słowa? Tak. Patrzę na słowa, słucham słów. I często o nich rozmyślam aż za wiele. Gdy dziś myślę o tym wszystkim... Co widzę... Widzę rewolucję! Widzę płonące serce, widzę zgliszcza marzeń. Marzeń trojga ludzi. Trojga. I już nie chcę chyba pamiętać, że i tu i tu byłem tym [b]drugim[/b]. Że nie powiedziane zostało nic od was o miłości do mnie. A kłótnia w ostatnich komentarzach była taka, jakbym do kogoś należał... I te słowa, które dalej krążą gdzieś w pustej czaszce. Pozbawionej jakiegokolwiek rozumu. Fakty stwierdzam. Nie zaprzeczać proszę. Ale wiem i kolejną rzecz. Wina nie była tylko po mojej stronie! I nie mam zamiaru [wybaczcie] brać całej winy na siebie. Była moja wina i to znaczna. Ale i wy ponosicie za to winę. Za całą chorą sytuację. Bo nagle powstało coś chorego. A przecież tam nic nie było. Powstał potrójny trójkąt :|. Były czyny, ale nie było na nie uzasadnienia. Takich rzeczy nie robi się ze zwykłym przyjacielem, kolegą. To robi się z ukochanym... A ja nim nie byłem. Ani tu, ani tu. A może jestem ślepy. To już teraz jest nauczka. Że mnie też potrzeba nieraz pewnych słów... bym był pewny tego co wydaje mi się, że widzę... A że mam wadę wzroku to widzę często niewyraźnie. I już dziś nie widzę tego wszystkiego. Bo się wszystko zmieniło. W sprawę zostały wplątane głupio osoby trzecie. Niepotrzebnie.

Choć tu należy zacząć kolejny wniosek z tej rewolucji. Tym razem pozytywny [szok!]. Ale jest tu też wniosek pozytywny. Doceniłem przyjaźń. Dziękuje ludziom, którzy pomogli mi to wszystko przetrwać. Słuchali i pozwalali słuchać. Nie będę Was wymieniał z imion, przezwisk. Nie potrzeba tego. Wy wiecie, że to o Was mówię.

Bo ja nie jestem sam i sam nie będę już.

A dziś kończy się chyba jakaś epoka. Urodziła się 10. listopada 2006 roku. Zmarła śmiercią naturalną, spokojną, dogorywając na łożu spokojnym 18. stycznia 2007. Trwała 68 dni... Długo. Może kiedyś wróci.

Ale wiem też jeszcze jedno. Dojrzałem. Wiem dziś, że potrzeba mi kogoś [dziewczyny], kto po pierwsze i najważniejsze [a może drugie] będzie mnie kochać i pozwoli kochać siebie. Po drugie [a może pierwsze] nie będzie uwikłana w żaden związek. Po trzecie - nie będzie chciała wziąć tylko moich problemów na siebie. Niech będzie to osoba, która razem ze mną do wielkiego wora wrzuci wszelkie swoje problemy, strachy, przeżycia, doświadczenia, łzy... I ten wór razem, na wspólnych plecach poniesiemy... Gdzieś w dal. Bo ze mną można tylko w dali znikać cicho...

Nie wiedziałaś co robić gdy płaczę? Emancypantki walczyły o to, by kobiety mogły robić to co mężczyźni... A co to jest!? Płakać mogą tylko kobiety? Mówić o swoich odczuciach mogą tylko kobiety? Guzik prawda. Ja jestem taki jaki jestem. Płaczę, śmieję się... Nie jestem głazem, skałą. I co, może wydaję się słaby? Nie. Nie jestem słaby. Jeszcze to pokażę. Samemu sobie i światu. Tym, którzy we mnie nie wierzą.

No one knows what its like
To be the bad man
To be the sad man
Behind blue eyes

No one knows what its like
To be hated
To be fated
To telling only lies

But my dreams
They arent as empty
As my conscience seems to be

I have hours, only lonely
My love is vengeance
Thats never free

No one knows what its like
To feel these feelings
Like I do
And I blame you

No one bites back as hard
On their anger
None of my pain and woe
Can show through

But my dreams
They arent as empty
As my conscience seems to be

I have hours, only lonely
My love is vengeance
Thats never free

When my fist clenches, crack it open
Before I use it and lose my cool
When I smile, tell me some bad news
Before I laugh and act like a fool

If I swallow anything evil
Put your finger down my throat
If I shiver, please give me a blanket
Keep me warm, let me wear your coat

No one knows what its like
To be the bad man
To be the sad man
Behind blue eyes


I to tak. Zbliżam się niby ku końcowi, a tu kolejna myśl. Kto będzie chciał przeczyta. Kto nie - wyłączy wcześniej. Mam puste kieszenie i torbę pełną snów. Nie czekam na zmiłowanie od Boga. Nie chcę litości. Nie chcę miłości z łaski. Tak jak nie chciałem piątki z łaski.

Bo w tym wszystkim nie było jednego/jednej winnego/winnej. Każde z nas nosi pewną winę. Ja za swoje postępki przepraszam. Odpokutuję je kiedyś pewnie. Choć czy Ojciec Nasz jest? Ponoć jest niemy i go nie ma...

Epoka skończona. Ta epoka. Ale może wrócić. Bo na nic nie będzie w życiu chyba za późno. Błędy uczą. Błędy pomagają zrozumieć. Siebie samego i ludzi.

Polały się łzy[...]Na moją młodość górną i durną[...]

Adam Mickiewicz

Ale ta młodość jest nadal. Co przede mną - nie wiem.

Tak wiele rzeczy kojarzy mi się z kimś. Z każdym chyba coś... Piosenka, wiersz...

Odczuwam potrzebę dawania miłości.
Odczuwam potrzebę braku zazdrości.
Odczuwam potrzebę śmierci zawiści.
I całej bzdurnej ludzkiej nienawiści...


eM eS - znany też jako timon, Skibi, Marcin Adam Albert - jest autorem tego krótkiego wiersza.

Napisałem. W końcu napisałem. Czuję się lżejszy. Coś wyrzuciłem z siebie. Nie gotuje się we mnie teraz. Mieliście rację. Lepiej mi po tym.

A teraz trzeba chyba znów wracać do mojej samotni. Ale już nie sam. Widzę to wyraźnie. Latarnię na horyzoncie. Latarnię dobrze mi znaną - PRZYJAŹŃ. Chcę znów z Tobą normalnie rozmawiać. Jak na początku. Może niedługo przestanie mnie to wszystko blokować. To co odżywa na nowo każdego dnia...

Ale idę znów z wielką wiarą w siebie. Bo dzięki tej całej rewolucji doceniłem siebie. Nie jestem i nie będę już nieudacznikiem. Jestem sobą. Każdy ma szansę. I ja też. I kiedyś jeszcze będzie dobrze. Wierzę. Może tu, może tam... Gdzie. Nie wiem. Ale love will find the way. Pamiętajcie!

Dobranoc państwu.

To chyba wszystko co chciałem napisać. Nie będę nic dopisywał. Mogłem jeszcze napisać o tych wszystkich paranojach moich. Szukaniu jakiś symboli. Czy wczorajszy kot, który szedł za mną to wysłannik? Czy te słowa, które wydawało mi się, że słyszałem były takie jakie myślałem? Czy ten opis jest smutny? Czy ten opis jest do mnie/o mnie? Nieważne. Paranoja to paranoja. I dalej będę jak do tej pory... W piosenkach, wierszach szukał obrazów tego co mnie otacza... A może jakichś rozwiązań.

Dżem - Dzikość Mego Serca


Jeszcze dokoła słychać Twój śmiech,
czuję zapach Twój, egzotyczny kwiat.
Siedzę znów sam, tak potwornie sam
Nie udało się, wszystko nie tak.

Nie wiem sam, odwagi mi brak.
To nie jest grzech, to nie jest grzech
Onieśmielony tak
Milczę wciąż, milczę wciąż.

Dzikość w moim sercu, nawet nie wiesz jak
Trudno zdusić ją, ukryć - ciężko tak.
Obłęd w moim sercu. Boże pomóż mi!
Złamać strach, złamać wstyd!
Jutro odważę się ten pierwszy raz...

Jeszcze dokoła echo Twych słów.
Czuję każdy nerw, bicie Twego serca.
Znów jestem sam, tak potwornie sam,
tu powinien być ostatni wers. Ale on teraz chyba jest nieaktualny...

Dzikość w moim sercu...


Byłem katem, ale byłem i ofiarą. Była trójka katów i trójka ofiar.... Sprawiałem i odczuwałem ból. I wy tak samo.

Ale już się skończyła egzekucja. Rozejść się. Nie ma na co patrzeć...

A nieraz jest tak, że coś się skreśla na początku. Wynajdujemy wtedy masę powodów by coś było na nie... Strach jest spróbować, zaryzykować.

Proszę mówić o uczuciach choć trochę bardziej jasno. Otwarcie... By już nie powstawały chore sytuacje.

6 komentarzy:

UnH pisze...

Mam nadzieję, że to co piszesz, że twoje uczucia się uspokoiły, potrwa jakiś czas. A gdy w końcu wybuchną, to zrobią to pozytywnie. Życzę Ci tego:)

Anonimowy pisze...

O, no nie mogłam sie postrzymac i brata wyrzuciłam, by przeczytać.
Szczerze mówiąc te ery, epoki czy dzieje, jak je tam nazywasz to wiesz 'nasze' byly dwie. i to wiesz co krótkie i przerywane, raz z Twojej winy raz z mojej. Ale Dystans. Dystans..

Dystans to złudzenie.

Jutro z ana dopisze wiecej bo teraz mogłabym sie o dualiźmie Platońskim rozpisać, a nie na temat.

Mówiłeś, ze pewnie nie będę chciała Cię znać.

Powiem tyle. Przez ostatni tydzień wszyscy możliwi faceci wokół mnie wyrządzili mi krzywdę, Ty chyba tę najmniejszą [przywyczajenie zawodzenia się ludźmi, czy co?].

A poza tym i tak uważam, że nie napisałeś wszystkiego tak 'pokurwiście', i się chamowałeś.


U mnie cóż, nowa nota, gwarantuję, ze nic nie zrozumiesz ;)

Anonimowy pisze...

hamowałeś*

O żesz w morde, czytanie książek rodzi analfabetyzm.

Anonimowy pisze...

Ja np. sypie tyle soli do frytek, ze jest wazniejsza niz frytki. Albo chili do chili con carne ;) Wiec nic nie jest takie oczywiste!

Anonimowy pisze...

Pamiętasz ile razy mówiłes, ze w każdej piosence szukasz czegoś co pasowałoby do Ciebie? to teraz popatrz na to:

Niech kończy się świat.
Pojutrze czy dziś - nieważne.
Niech rozpadnie się na pół,
albo niech coś zgniecie go na miazgę.
Obojętne.
Tak czy siak,
nieważne i tak ja
jestem czysty jak łza.

Ale zanim pójdę, ale zanim pójdę,
ale zanim pójdę chciałbym powiedzieć ci, że:
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty.
(...)
ani róże ani całusy małe, duże.
Ale miłość - kiedy jedno spada w dół,
drugie ciągnie je ku górze.

Zrozum to wreszcie
Że świat nie kończy się na ich gestach
nie kończy się na ich podniesionych rękach

Tych kilka nocy tych parę dni
kiedy wszystko było tak
Ty byłaś rzeźbą a ja partyzantem
i wiem
że Ty i ja - dalibyśmy się wychłostać
aby mogło tak pozostać

I tak nie spotkamy się więcej i tak
I tak nie będziemy się więcej już znać
I tak nasze usta nie będą już ze sobą więcej grać...

A może sama powiesz mi
Jak mam powiedzieć to tobie
Że już nie kocham cię nie chce
Że kiedy patrzę na to jak jest
Już nie przechodzą mnie dreszcze
Już nie brakuje mi powietrza
Już nie wołam jeszcze, jeszcze, jeszcze

Wszystko ucieka gdzieś
Wszystko krąży gdzieś i zanika
Zwykle gubiąc swój sens
Zwykle z tego nic nie wynika
A ja to wszystko mam gdzieś
Póki to jakoś mnie nie dotyka
Póki nie połyka mnie
Póki na skórze mej nie zasycha się

Ale krok za krokiem
Niesie cię pozytywna myśl że nie jest źle
że wszystko ma jakiś sens

Kiedyś kupię nóż i powyżynam wszystkich wkoło
Kupię nóż
Zostawię tylko dwoje

Czego chcieć więcej?
Prócz tego co mam,
prócz tego za czym stoję w kolejce od lat.
No czego chcieć więcej?

Znowu coś umarło znowu coś się śniło
Znowu oszukali nas

Jestem ekonomistą myślę bystro
Za parę lat zmienię wszystko
Przezwisko też zmienię
Powpycham w kieszenie kamienie

Jeśli nie rozjadą nas czołgi
Jeśli nie zestrzelą samoloty
(...)
Mamy spore szanse, mamy spore szanse
Przeżyć jeszcze jeden taki dzień,

A miało być tak pięknie
Miało nie wiać w oczy nam
I ociekać szczęściem
Miało być sto lat! sto lat!

I nieważne, że na świat
na którym przyszło Ci życ
Lepszym wydawał się być

to miejsce na mapie
tu gdzie kończy się papier
gdzie farba się zmywa

bo nie wiadomo skąd zawieje wiatr...
i ty tez nie mów nic
no może prócz tego że zależy ci
nie planujmy lat
wszystko byle nie tak

jak minął dzień
nie pytam i tak widzimy się rzadko
to już chyba rok
odkąd na ciebie nie patrzę

próbuję otworzyć oczy huk rozlepianych powiek wiruje mi w głowie

ilu chłopców już miała i czy była do wzięcia
ilu kochała i trzymała w objęciach
złośliwi mówili na nią niewinna

ty jesteś jednym a ja drugim końcem
daleko nam do siebie strasznie...

powoli przyzwyczajam się
do swej nieobecności
powoli przyzwyczajam się
do swej obojętności i tak
czasem sobie myślę że
lepiej byłoby gdyby nie było mnie
a może nie
a może właśnie mylę się
i tak sobie myślę że
wszystko czego pragnę czego chce
spala się
zanim wyciągnę po to ręce
spala się

tak pomiędzy nami powiem ci
że gdybyśmy mieli zbawiać świat
pewnie zostalibyśmy sami
tak sam na sami

upadniemy razem tak
jak jeszcze nigdy nisko

czy nie czujesz że
jakoś tak
do siebie bliżej nam

Wszyskie kawałki Happysadu jakie mam.
Długie. Nudne. Musiałam. Skasuj.

Tabula rasa... pisze...

Nie skasuję. Niech zostanie to tu zachowane. Jako kolejne ważne słowa.