sobota, 30 grudnia 2006

Czterodniowe przemyślenia

Dzisiaj miałem piękny sen
Naprawdę piękny sen
Wolności moja, śniłem że
Wziąłem z Tobą ślub

Słońce nas błogosławiło
I księżyc też tam był
Wszystko gwiazdy nieba
Wszystkie gwiazdy

O Victorio, moja Victorio
Dlaczego mam Cię tylko w snach
Wolności moja Ty Victorio
Opanuj w końcu cały świat

Ot, gdyby tak wszyscy ludzie
Mogli przeżyć taki jeden dzień
Gdy wolność wszystkich, wszystkich zbudzi
I powie: "idźcie tańczyć, to nie sen"

O Victorio, moja Victorio
O Victorio ma


Święta... podzieliliśmy się opłatkiem... spożyliśmy wieczerzę i rozeszliśmy znów po swoich kątach... Padło wiele słów. Potem poszedłem na pasterkę. Ksiądz proboszcz śmiało mógłby zostać niańką... Te jego kazania są takie porywające... Ogólnie pasterka niestety trochę bezpłciowa... :|.

Wczoraj [25 grudnia], bo piszę już o 3 w nocy we wtorek, 26 grudnia, spędziłem w domu. Postanowiłem w końcu nadrobić "Dziady" i "Pana Tadeusza". Zacząłem od tej pierwszej pozycji. Została jeszcze tylko część trzecia. Dwie pierwsze, znaczy druga i czwarta przeszły szybko, zwłaszcza, że znałem je już ciut wcześniej. Chciałem ominąć część zatytułowaną Widowisko, ale i ją gwoli ścisłości postanowiłem przeczytać. I nie żałuję bo natrafiłem na piękny fragment.

W przyrodzeniu, powszechnej ciał i dusz ojczyźnie,
Wszystkie stworzenia mają swe istoty bliźnie:
Każdy promień, głos każdy, z podobnym spojony;
Harmoniją ogłasza przez farby i tony;
Pyłek [każdy] błądzący śród istot ogromu,
Padnie w końcu na serce bliźniego atomu;
A tylko serce czułe z dozgonną tęsknotą
W rodzinie tworów jedną ma zostać sierotą?
Twórca mi dał to serce, choć w codziennym tłumie
Nikt poznać go nie może, bo nikt nie rozumie,
Jest i musi być kędyś, choć na krańcach świata,
Ktoś, co do mnie myślami wzajemnymi lata!


Fragment jednocześnie pełen smutku rzekłbym, ale i nadziei. Tak jak ja... Smutku z powodów wiadomych... Nadziei może już coraz głupszej, coraz bardziej naiwnej, ale dalej buchającej w moim wnętrzu. Bo ja ją będę podsycał! Choćby cały świat mówił, że będzie źle to ja nie upadnę na zawsze. Bo to nie o to chodzi... Ja nie po to tu jestem. I dziękuje tu kilku osobom, które wytrzymują ze mną... To musi być mordęga... Zwłaszcza, że jestem dość ciężkim przypadkiem...

Co ja mogę powiedzieć... To wszystko pędzi... Na złamanie karku, nie wiem dokąd... Może ku mojej zgubie... Może ku totalnemu upadkowi. A może pędzi to w tym momencie tylko w dół, by odbić się i zajaśnieć jak gwiazda na widnokręgu... W tym momencie moje samopoczucie jest nieokreślone... I już nie powiem kiedy ono ostatnio było określone przez choć jeden dzień... Tak się zastanawiałem kiedy ostatnio miałem całkowicie dobry dzień... Ostatnio jednak dni dobre nie są... Siadła mi jakoś psychika. To wszystko tak się zmienia. Ale o pomoc wołać nie będę... Bo zaraz ktoś powie, że robię z siebie męczennika, że robię z siebie Matkę Teresę, albo jeszcze kogoś innego... Ale ja nikogo z siebie robić nie będę. Pozostanę sobą. Bo to jestem ja... I ten uśmiechnięty od ucha do ucha... I ten smutny. I ten co potrafi napisać wiersz i ten co rzuca wulgaryzmami. Ten co jest źródłem spokoju i ten co rzuca się jak ryba w sieci... Bo w życiu moim się wszystko praktycznie zmienia ostatnio... A zaczęło się... Hmmm... niech sięgnę pamięcią... Pamiętam... 10. listopada... 180 kilometrów stąd. A może nie? Może to jednak zaczęło się od noty "Przyjaciele i przyjaciele"? Sam nie wiem. Ale to wszystko rewolucja. To wszystko jak wybuch. Bomba, bomby, całe tuziny bomb. Wybuchających w moim sercu, duszy, robiących zamęt w moim życiu, w życiu bliskich mi osób... Ale w samym środku tego wszystkiego ja. Główny sprawca swoich własnych kłopotów, swoich własnych stanów psychicznych... Bo to najczęściej moje akcje rodzą wasze reakcje... Choć nie do końca... Czas odrzucić też postawę wiecznego męczennika. Bo takim nie jestem.

I Bartek przypomniał mi pewne słowa z Biblii.

Czemu widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?

To wstęp do następnej części wywodu poświątecznego. Wkurza mnie, dobija mnie jedno. Gdy ludzie gadają głupoty... Głupoty typu:

I tak przegram. Zaraz mi strzelisz trzy bramki... blablabla... - brat mój podczas meczu, w którym prowadzi. Te słowa mi dały do myślenia. Bo jest chyba coś takiego w ludzkiej podświadomości, zakorzenione często jak wielki dąb... Nazwałbym to mentalnością przegranego. Na czym to polega? Już tłumaczę. Z wieloma osobami rozmawiam, ale są takie, które mają jakby już zakorzenione w sobie pewne stwierdzenia. "Ja już jestem za stary na miłość, mnie to już nie spotka, itp..." Mówi mi co najmniej dwóch rozmówców. Wielu mówi, że się nie nadaje, że jest do dupy.... A Ty mówisz, że już nie potrafisz, że już nie wiesz czy umiesz... że się wypaliłaś.... A to jest chyba w życiu tak, że gdy sobie coś wmawiamy i wmawiamy to w końcu uwierzymy, że taka prawda... I wtedy braknie zapału do walki... Braknie sił, bo już się PRZYZWYCZAJAMY... Przeklęte słowo. Wcześniej nie było takie. Stało się takim gdy usłyszałem je w parku... PRZYZWYCZAJENIE... Do wszystkiego można się przyzwyczaić... Ale nie przyzwyczajajmy się do własnych, często niedorzecznych twierdzeń! I kto to mówi? - zapewne powiecie. Wiem kto to mówi... Ten, który częstokroć sam sobie wmawia... Ale co jest najważniejsze w pracy nad sobą? Uświadomienie sobie własnych wad. I widzę swoją najbardziej chyba wkurzającą wadę. To wmawianie. Dlaczego najbardziej wkurzającą? Bo ona właśnie najbardziej wkurza mnie u innych. A sam przez długi czas nie widziałem jej u siebie... Ale w końcu widzę. W końcu widzę, że największe problemy stwarza sobie często sam człowiek. Bo sobie wmówiłem, że nie mam szans. Bo sobie wmówiłem, że jestem do niczego. Bo sobie wmówiłem, że jestem zerem. I w to uwierzyłem. Ale dość tego! Tak nie jest! Do jasnej cholery... Są zjawiska, są wydarzenia, które otwierają nam oczy... Nie wiem czy to kwestia tych rekolekcji, które przeżyłem dość mocno... Czy po prostu cała ta sytuacja. Wiem, że ostatnimi czasy dowiaduję się wiele o sobie, o ludziach, o tym wszystkim. Szkoła życia w najczystszej postaci. Tracę relacje z pewnymi ludźmi, te słabsze relacje, które nie wytrzymują takiej próby... Ale i są nowe relacje... Znaczy nowe-stare, wzmacniają się relacje z ludźmi, których znałem wcześniej. Ale dopiero teraz dowiaduję się, że są moimi przyjaciółmi. Pomagają mi siłować się z samym sobą... I już naprawdę mam dość nieraz samego siebie. Tego mojego wmawiania sobie. I dość już tego. Nie jestem nikim, mam szansę! I was też proszę. Przestańcie. Bo to nieraz jest aż głupie. Stoimy zaślepieni swoim własnym twierdzeniem... Twierdzeniem, które zasłania nam oczy na świat. I jesteśmy jako Ci fanatycy... Tylko jedna prawda objawiona i koniec... A to guzik prawda... Bo Ty nie będziesz sam. W końcu znajdzie się dla Ciebie Arturze ta jedna jedyna... Pamiętaj o tym. Bo człowiek z Ciebie wielki. A Wy drodzy rozmówcy, którzy mówicie, że się nie nadajecie... Nadajecie się częstokroć bardziej niż Ci wszyscy, którzy mówią wam, że się nie nadajecie... I kto to mówi?! zakrzykniecie zapewne. Ano mówi to gość, który ma taki sam problem... Który sam sobie też często wmawiał... Piszę wmawiał, bo zdał sobie sprawę, że wmawianie jest gówno warte... I chcę to zmieniać. Jak wiele rzeczy w moim życiu. Jak już pisałem, szkoła życia. To taka szkoła, której nigdy nie kończymy. Zaczynamy ją w momencie narodzin. Kończymy w momencie śmierci. Ale i tak oblewamy egzamin... Jak w przysłowiu... Człowiek się uczy całe życie, ale umiera i tak głupi... I to jest chyba prawda. I ktoś by powiedział... W takim razie po co się uczyć? Lepiej może płynąć z całym tym szambem ludzkości... Lepiej może wtopić się w szarobury tłum, trzymać łeb przy glebie i się nie wychylać. Gówno prawda! Po raz kolejny powiem gówno prawda! I jeszcze raz! Gówno prawda! Nie wiem jak wy, ale ja zawsze będę się wybijał ponad przeciętność... Tak chcę prowadzić swoje życie. Takie jest moje życie. I inne nie będzie. Niech świat rzuca kamieniami. Niech ludzie się śmieją. Ja będę zawsze żył po swojemu!

Pamiętasz... jak byłaś smutna, jak mówiłaś, że serce Ci pęka, gdy wmawiałem sobie te wszystkie głupoty? A dziś co!? Dziś sama sobie wmawiasz... I nie patrzysz na to, że pęka mi serce... Tylko gadasz swoje... Powiem szczerze, swoje głupoty. Tak bardzo chcesz w nie wierzyć, że wydają Ci się nieomal prawdziwe... Wmawiasz sobie... Wmawiasz... gorzej niż ja...

Piszę tę notę już przeszło 24 godziny, oczywiście z przerwami. I dalej wiem, że to jeszcze nie koniec. Ale w tym momencie (27. grudnia, godzina 2:48) wszystko mi jakoś ze łba wypadło. To o czym dzień cały rozmyślałem... Wypadło chociażby przez niedawno zakończoną rozmowę, która przypominała raczej walenie łbem w mur... Ruń murze! Ruń! Zawal się! Ale gdzie tam... Ten mur stoi, a tam z drugiej strony jeszcze dyskretnie jest dokładana cegiełka za cegiełką. Ale ja się nie poddam! Ten mur runie! Runie mur wmawiania sobie idiotyzmów, mur samotności. Albo runę ja... Ale jak widać dziś energii we mnie sporo. I poradzę sobie z każdym murem, z każdym pociskiem celowanym we mnie... Ten mur bowiem chyba musi runąć sam... Ale jak on ma runąć?! Jak on ma runąć gdy załoga twierdzy sama dokłada kolejnych cegieł... Już Wam tak dobrze tam!? Nie... nie... nie... gdzieś słyszę ściszone głosy... Ale jednak mur nie chce runąć. A ja będę walczył i czekał. Bo jest takie zjawisko, które nazwać można prosto... zależy mi na Tobie.

I tyle mówisz o altruizmie. Jesteśmy obydwoje altruistami. I jak zgodnie stwierdziliśmy tracimy często coś z siebie, bo zaniedbujemy własne potrzeby... A ja wiem jak temu zaradzić. Jak zostać altruistą, a jednocześnie zadbać o własne szczęście choć trochę... Po prostu. Wyjdź z siebie. Stań obok. Spójrz na samą siebie z boku, jak na kogoś drugiego... I powiedz wtedy szczerze... Jej też potrzeba mojej pomocy! I pomóż sama sobie. Tak jak ja pomagam sobie. Wyszedłem, popatrzyłem i zobaczyłem. Człowieka z problemami. Człowieka, któremu trzeba pomóc. I nie zawsze pomogą ludzie... Ludzie nie zawsze będą tak silni. Samemu sobie trzeba pomóc. Więc nie odmawiaj sobie samej pomocy!

Godzina 1:17, sobota, 30. grudnia 2006 roku. Dzień przed końcem tego jakże wielkiego, dziwnego, popieprzonego, radosnego, smutnego roku.

W głośnikach Turbo - Dorosłe dzieci. Naprawiłem ten sprzęt i mogę w końcu dokończyć tę notę. A może nie dokończę jeszcze teraz... Ostrzegłem część czytelników, że nota nudna, długa... i taka jak zwykle... W międzyczasie dochodzi do zmiany piosenki. Piękna ballada zespołu TSA - 51... Idąc cmentarną aleją szukam Ciebie mój przyjacielu... Nie mam żadnego przyjaciela na cmentarzu jeszcze. Na szczęście... Są gdzieś tutaj... Gdzieś obok, bliżej, dalej... I są... A ja ich właśnie często nie widzę... To jest to... Człowiek często wmawia sobie, że jest sam... Że nikt się o niego nie martwi. A mówiąc tak wiem, że sprawiam Wam ból... Ostatnie dwa, trzy dni były ciężkie, ale mogłem na Was liczyć... Dziękuje pannie B. i pannie A. Rozmowy z Wami dały mi wiele wytchnienia, otuchy i siły. Odpocząłem od labiryntu moich poskręcanych, połamanych myśli. Odpocząłem od zepsutego komputera, pijanego jak zwykle tatusia. Odpocząłem od samego siebie. Bo to jest prawda... Człowiekowi łatwiej jest sobie radzić z tym wszystkim, gdy ma jakieś wsparcie... Choćby duchowe... Bo wiem, że te moje problemy są zagmatwane i mało kto może pomóc w nich bezpośrednio. Ale nieraz ważniejsze jest wsparcie duchowe. Bo na tym polega to wszystko. Żeby żaden człowiek, zwłaszcza bliska nam osoba nie została z problemem sama! I to trzeba zrozumieć już chyba... Potrzeba serca mówi, że nie mogę Cię zostawić... Choć fakt... Znów zostałem uświadomiony... Ale ja po prostu nie chcę smutku na Twojej twarzy... Bo ja go w tym samym momencie czuję w swojej duszy... I zrobię wszystko, by znów na Twojej twarzy gościł uśmiech. I to nie jest zamykanie w klatce, nie dawanie oddechu... Choć każdy to i tak będzie widział inaczej. Dla jednego troska to troska, a dla drugiego już odbieranie wolności osobistej... Różni ludzie, różne punkty widzenia. I to jest wielka rzecz tego świata. A jednocześnie rzecz, która powoduje wszelakie konflikty... Wielka, bo można rozmawiać z ludźmi, którzy widzą pewne rzeczy inaczej i czerpać od nich coś dla siebie. A jednocześnie zła, bo często jest tak, że ludzie oceniają człowieka choć go nie znają. Bo ktoś przeczyta dziennik i już myśli, że wie o Skibim wszystko... I może oczywiście mnie oceniać, bo wie lepiej co czuję... A to gówno prawda drogi krytykancie/droga krytykantko. Oszczędź sobie tych daremnych słów... Choć one i tak zostaną gdzieś w mojej głowie zapisane...

Ta rewolucja... Kiedyś życie takie spokojne... Teraz jest szalone... Kurna mać.. Nie ma dnia bez jakiegoś przemyślenia... Bez jakiś głupich, mądrych, pustych, pełnych myśli. Każdy dzień składa się ze smutków, radości... Kiedyś potrafiłem cały dzień radosny łazić. Dziś już niezbyt... Od 10. listopada nie piłem alkoholu. I nie chce mi się pić... Więc pewnie nic nie wypiję 31 grudnia/1 stycznia. Myślę nad bojkotem tego święta... Ciekawe czy dam radę usnąć o 22... A miało być tak pięknie. Trzeba przywyknąć, że plany się rozwalają...

Godzina 3:00. W głośnikach nidzicka Legenda - Skała.

na wysokiej skale odległej niewiadomej
zostawiłem swój żal ostatnią moją łzę
ostatnią moją chorą myśl ostatnią moją łzę
ostatnią moją chorą myśl innych już nie będzie

rozrywa mnie i puszcza
i słodkie ukojenie
przychodzi raz na tydzień
a może raz na dwa

na najwyższej skale płonie ogień
mojego pojednania
pojednania z chorym samym sobą
albo zgaśnie on albo umrę ja

mój zegar stoi w miejscu
nie świeci promień słońca
przypływa znajomy dźwięk ciszy
dźwięk ciszy rozwala mi łeb
i nie mogę zbliżyć się do lustra
i nie mogę zobaczyć swojej twarzy

z mych oczu nie popłynie łza
z mych oczu nie popłynie łza
z mych oczy nie popłynie żadna łza

na najwyższej skale płonie ogień
mojego pojednania
z chorym samym sobą
albo zgaśnie on albo umrę ja


I znów się doszukuję w piosence jakiegoś obrazu samego siebie, otoczenia... Taki już jestem... Jest ten ogień... Ale właśnie coś nie mogę się ze sobą pojednać... I pewnie łza popłynie... Niejedna... Nie dwie... W życiu jeszcze tysiące... I już nie chrzańcie, że chłopaki nie płaczą, bo to kłamstwo... Są ci, którzy mniej, są ci co więcej. Są ci co się tego wstydzą... Chore... Są ci, którzy traktują to jako normalną rzecz w życiu. Dla mnie nie ma różnicy czy jest to facet czy kobieta. Każdy ma prawo płakać. Ma prawo się wstydzić. Korzystam z tego prawa. Bo ze mnie taki facet jak z koziej, itd... Resztę napiszę w dzień. Koniec kolejnej części - 3:08.

8:26. Wstałem godzinę temu, po czterech godzinach snu. Chyba się organizm już przyzwyczaił do tak małej dawki snu. A może udaje i jak padnie to tak naprawdę poważnie. Nieważne. Co dziś w planach? O 14 czas na ważną rozmowę. A wcześniej będzie normalny dzień, normalna sobota. Ni stąd ni zowąd się zorientowałem, że plany sylwestrowe mi się spierdzieliły... Myślę, czyby się o 22 nie położyć. Ot tak. Rzekłbym manifestacyjnie. Ale rozwalenie się planów sylwestrowych uczy mnie kolejnej rzeczy... Nie planuj zbyt wiele, nie oczekuj za dużo... Choć fakt, jeszcze mam dzień do 31. grudnia. Jeszcze się wiele może zdarzyć... Tak sobie będę wmawiał... może mi się lepiej zrobi...

I kolejna rzecz ciekawa. Jak to jest, że nieraz drugiemu człowiekowi zależy bardziej na sprawach, na których mnie powinno zależeć, niż mnie samemu? Doświadczam tego... Ja, ciepła klucha, nie wiem czy dam radę pisać do gazety, ale redaktor naczelny upiera się. Pierwszy tekst ma być na 8. stycznia. Już obmyślam plan ucieczki do Kolumbii ;). Nie wiem czy dam radę. Choć fakt, sam tego chciałem. Ale co ze mnie za pisarz. Nadaję się do takich rozwlekających się dziennikowych wpisów, a nie do mających się zawrzeć w 1500 znakach myśli. Hmmm... a może ja sobie wmawiam? Nazwę to raczej stwierdzeniem faktu. Piszę i piszę i skończyć nie mogę... W tej nocie owe 1500 znaków kończy się gdzieś we fragmencie Widowiska... Więc nie wiem co zrobię z owym pisaniem do gazety. Wiem, że to czysta korzyść dla mnie... Ale cóż mi z tego, kiedy głupia głowa i tak robi swoje...

Bo ja chcę tylko szczerości. Szczerze. Jeśli robię źle, to niech nikt nie głaska Marcina po główce, że robi dobrze... Niech powie szczerze co go/ją boli we mnie. Każdą opinię przyjmę, rozważę. I ze swojej strony zawsze obiecuję to samo. Choć prawda taka, że często ta prawda wasza nie chce jakoś spłynąć po mnie. Przyjmuję zbyt dużo do siebie. Lepiej ciut więcej niż za mało... I cały czas łapię się na tym, że prawda sprawia mi nieraz przykrość, a nie powinna. Opinie ludzi nieznających mnie, którzy próbują powiedzieć, że znają mnie lepiej niż ja siebie samego są najbardziej denerwujące... Bo są wydawane na podstawie strzępków wiadomości na mój temat. Ale do tego trzeba przywyknąć. Kochamy się nawzajem oceniać, wydawać opinie. Jednak po części jest to potrzebne na tym świecie. Bo dzięki temu, że może wydawać opinie, nawet najbardziej zamknięta w sobie osoba jakoś na chwilę się otwiera.

Pragnę w chwili obecnej jakiegoś pojednania z chorym samym sobą. W końcu się pogodzę ze sobą samym. Może wtedy się ze światem pogodzę...

W głośnikach Pidżama Porno - Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości...

I ten tekst też mi pasuje. Mało który tekst ostatnio czegoś nie zawiera dla mnie...

Chory jestem wiem. Paranoje moje wewnętrzne są nie do wytrzymania często dla mnie samego... Bo schrzaniłem dużą część siebie, część kontaktów z ludźmi przez swoje decyzje... Bo rzadko myślę... Sercem się kieruje. I te moje paranoje. Ale kiedyś wszystkie odejdą...

I na koniec stara śpiewka.

Ja już nigdy się nie zmienię.

Będę tylko wyrzucał z siebie to co złe. Bo życie to praca nad sobą samym. Choć i tak do końca nikt nie osiągnie w tym sukcesu... Nikt nie będzie nigdy doskonały...

[9:28]

Jeszcze jedno ważne. Nie napisałem o wolności. Tak się wiele o niej mówi. Każdy sobie ceni swoją wolność... Swoje prawa. A często przez nasz strach, nasze obawy, lęki, brak wiary, wmówienie zakładamy sobie kajdany... Pewnie i mnie zwisa gdzieś łańcuch... Założyłem go sobie wespół z moim życiem. Ale tak samo się go pozbędę. Nie będę tłumaczył, że tak powinien każdy zrobić... Każdy zrobi tak jak uważa. Najważniejsze chyba w pracy nad sobą jest uświadomienie sobie własnych wad. W tym wypadku trzeba zauważyć nasze własne kajdany... zakładane najczęściej przez nas samych... Po tym można zacząć działanie... Choć ciężko jest sobie poradzić z łańcuchami samodzielnie... Bo one rosną i rosną, robią się coraz dłuższe i cięższe... Dlatego ważna jest obecność ludzi bliskich, którzy z tym łańcuchem pomogą... Samodzielnie rady nie damy...

I ktoś mógłby zapytać skąd w tak młodej głowie tyle przemyśleń, tyle sprzeczności, swoistej paranoi. Sam nie wiem. Jakoś tak wyszło... Tak już mnie ukształtowano, taki już sam siebie ukształtowałem.

W czwartek oglądałem Gorączkę sobotniej nocy z Johnem Travoltą. Genialny film, długo czekałem by znów go zobaczyć. Ten klimat lat 80.... tam chyba bym się nadał. Choć tam jeszcze więcej zwracali uwagę na powierzchowność... Ale i tak czasy wspaniałe. I ten taniec. Ta muzyka Bee Gees... I cała historia. I jeden tekst mi utkwił w pamięci.

Jesteś nikim w drodze donikąd...

Hmm... jestem... nie wiem... Niemniej jednak film genialny...

I nic nie poradzę na to, że ostatnimi dniami mówiłem sobie, że nie chcę się dziś z Tobą spotkać, że nie chcę dziś się z Tobą zetknąć... Moje serce i tak szukało... I miałem nadzieje, że i Ty zechcesz się o 22 wybrać na samotny spacer... Bo mimo, że nie chciałem Cię spotkać, to i tak serce wiedziało lepiej... Wyrywało się... I przypominam sobie te dwa dni... Pierwszego wietrzyłem pokój... Drugiego po powrocie wolałem zaraz iść się umyć... Tak bardzo czułem ten zapach... I często się łapię na tym, że gdzieś go znów czuję... Tak blisko...Tak samo jak łapię się na tym, że gdzieś Cię widzę... gdzieś słyszę... Ale to złudzenia.

15 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Podpisuję się pod częścią noty obiema rękami. Dobrze że jakaś taka siła przez Ciebie przemawia, chociaż obawiałam sie raczej rezygnacji, która często nastepuje po chwilowym wzburzeniu (chęc darcia zeszytów ;])Trzymaj sie Marcin i szczęsliwego Nowego Roku. Wiesz juz, że sami możemy go uczynic szczęsliwym, prawda? ;)

Tabula rasa... pisze...

Wzburzenie jest rozładowywane na bieżąco. Zeszyty wszystkie są jeszcze całe, natomiast do kosza poszły już dwa numery Piłki Nożnej. Pamiętam jak kiedyś zrywałem się o 6, żeby jak najszybciej móc ją przeczytać, a teraz po prostu gazety wędrują do kosza.

A czy sami możemy uczynić go szczęśliwym to już nie wiem. Pożyjemy zobaczymy, choć będę się starał by ten rok był jeszcze lepszy niż ten, który się za 38 godzin skończy.

A która Asia pisze ten komentarz? Bo was tak dużo ;).

Anonimowy pisze...

Asia klasowa, a która z 2 to się chyba mozna domyslić. Pogłaszcz kota.
Ciągle coś dopisujesz w tej nocie...

Tabula rasa... pisze...

Kot gdzieś ciągle ucieka. Ale dopadnę gada i mu nagłaskam od Ciebie ;).

Coś dopisuję, bo coś mi do łba znów przychodzi.

Anonimowy pisze...

Skibi czasem nie wiem co myslec czytajac te noty. Wydaje sie ze jestes silnym, odwaznym czlowiekiem bo w koncu tchorz nie pisalby tak szczerych linijek. Chwilami wydaje mi sie ze powinienes byc bardziej stanowczy i zdecydowany. Co sie stalo to sie stalo - nie ma co rozpamietywac przeszlosci. Liczy sie to co bedzie. Nie daj sie kobietom... te bestie osiagnely mistrzostwo z niszczeniu mezczyzn hehe :P tak sie szczesliwie zlozylo ze i ja poznalem pewna kobiete. Mimo iz wiem ze za najpozniej za kilka miesiecy sie rozstaniemy to narazie o tym nie mysle. Jak to ktos kiedys powiedzial: chwytaj dzien, ciesz sie chwila. Ja tak robie i to dziala.
Aha zycze Wam wszystkim udanego sylwestra.
Peace!

Anonimowy pisze...

już Ci mówiłam, ze się Ciebie boję.

Anonimowy pisze...

Ej ty!!! Masz iść na tego sylwestra, ja Ci karzę. ;P to nie jest dobry pomysł przespać rozpoczęcie nowego roku, bo potem będziesz żałował, że nie świętowałeś z innymi.
No to wiesz, Wesołego Nowego roku. ;P

Anonimowy pisze...

i jeszcze to:

PRZEBUDZENIE

Słuchać w pełnym słońcu, jak pulsuje ziemia
Uspokoić swoje serce, niczego już nie zmieniać.
I uwierzyć w siebie, porzucając sny
To twój błąd przemija, a nie ty.

Widzieć parę bobrów przytulonych nad potokiem
Nie zabijać ich więcej, cieszyć się widokiem
Nie wyjadać ich wnętrzności, nie wchodzić w ich skórę
Stępić w sobie instynkt łowcy, wtopić w naturę.

Wybrać to co dobre, z mądrych starych ksiąg
Uszanować swoją godność, doceniając ją
A gdy wreszcie uda się, własne zło pokonać
Żeby zawsze mieć przy sobie, czyjeś ramiona.

Wyczuć taką chwilę w której kocha się życie
I móc w niej być stale na wieczność w zachwycie
W pełnym słońcu dumnie, na własnych nogach
Może wtedy będzie można ujrzeć uśmiech Boga.

Przejść wielką rzekę
Bez bólu i wyrzeczeń...

Anonimowy pisze...

Jakże się cieszę, że minął okres "Jestem głupi, zły i w ogóle idiota". Skakać mi się chce! Nie wiesz nawet ile na to czekałam ;). Najlepszegoo. :-*
P.S. Ciekawe jakie czubki butów będą modne w tym rocku? :>

Anonimowy pisze...

Pilka Nozna to syf. Pamietaj ;)

Tabula rasa... pisze...

Arturze. teraz to wiem :). Ale wcześniej nie wiedziałem. Czytałem jak najęty ;). Teraz to dobry materiał do rozwalania.

Anonimowy pisze...

Człowiekuuuu jaki nudny post. Zasnac mozna. Poza tym piszesz ciagle o tym samym. Moze inaczej dobierasz slowa ale all the time to samo.
dobry zasypiaczo-usypiacz
pzdr

Tabula rasa... pisze...

Nikt nie wydaje nikomu rozkazu czytania ;). Nie chcesz czytać to: "a pódziesz Ty". Nie stoję przecież nad Tobą z lufą karabinu i nie zmuszam do wpisywania tego adresu.

Też pozdrawiam, kimkolwiek jesteś.

Anonimowy pisze...

Moim sąsiadem jest Anioł
On strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
Na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest zwijanych skrzydeł
On rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
Twoje okno znowu świeciło długo
w noc
_____________________

a jednak jestem taka jak One...
a zawsze chciałam od tego uciec...

wraz z nadejściem świtu nisością się stanę...

wybacz...
kolejny już raz...

Anonimowy pisze...

i widzisz, widzisz, widzisz co się stało przyajcielu mój drogi.

Okrągły zegar wybił godzinę narodzin
Młodzieńcza miłość taka niewinna jak żadna
A jego słońce świeciło gdzieś tam daleko, w oddali
Co w życiu mym się zmieniło, dziś moja dusza się pali

Może to wszystko robię dla Ciebie
I gdzieś tam jesteś, i o tym nie wiesz
Może to wszystko polega na tym
By żyć dla kogoś

Smutne serce, karmiła go miłość, a nie,
nie będziesz wiedziała, ile dla niego znaczyłaś
A jego słońce już zgasło i jego oczy płakały
minął ten czas i słońce, żyć pośród ludzi nie chciało

Może to wszystko robię dla Ciebie
I gdzieś tam jesteś, i o tym nie wiesz
Może to wszystko polega na tym
By żyć dla kogoś

Okrągły zegar wybił godzinę śmierci
Czerwone róże, na które lecą łzy

Może to wszystko robię dla Ciebie
I gdzieś tam jesteś, i o tym nie wiesz
Może to wszystko polega na tym
By...

Może to wszystko robię dla Ciebie
I gdzieś tam jesteś, i o tym nie wiesz
Może to wszystko polega na tym
By żyć dla kogoś

Żyć dla kogoś /x2


o tak.