piątek, 27 października 2006

Sam sobie winien...

No to tak. Jestem w tym moim życiu nierozumiany. Nierozumiany przez ogół. No i co? - ktoś mógłby zapytać. To, że każdy potrzebuje kogoś, kto by go zrozumiał. Kto potrafiłby wskazać mu drogowskaz...

A ja jestem romantyk. I za mocno ufam ludziom... Tak mi wszyscy mówią. A ja się tym nie przejmuję, tylko ufam jeszcze bardziej. I znów idę z sercem na dłoni do ludzi. A tu kop, bach, bęc. Serce spada, podnoszę je i dalej idę. Troche skowyczę, ale idę, idę, idę... Ale po co? Ufam ludziom, a jak jest vice versa? Nie wiem, każdy z moich znajomych sam niech to określi. Ja wiem, zaraz będzie, że to trzeba czasu, czasu, czasu, czasu, czasu... Hmmm... a co to czas? Komu bardziej byś zaufał/a: komuś znanemu pobieżnie 10 lat czy komuś kogo znasz dobrze rok? U mnie odpowiedź jest jedna. Tej drugiej osobie. Bo to nie czas jest ważny. Bo przyjaciół nie poznaje się w czasie, tylko w biedzie. Nie. Najważniejsze jest podejście do drugiego człowieka. A jak należy podchodzić? Tłumaczyć nikomu nie będę, to jest chyba jasne... Moje podejście jak już napisałem jest zawsze takie samo. Z sercem na dłoni, z otwartą przyłbicą, z wiarą i ufnością. Ale po co? Żeby dostać kopa? Choćby i dlatego. Bo to jestem ja. Ja już nigdy się nie zmienię. Zawsze będę żył już tak.... Widocznie moim drugim imieniem winno być Zaufanie, a trzecim Miłość... Dlaczego? A bo ufam, ufam i to nieraz aż za mocno, zbyt naiwnie rzekłbym... Ale dobrze mi z tym. Choć mnie ktoś nie ufa... A dlaczego miłość? Bo kocham. Kocham ludzi, wspieram, etc. I nikt nie musi mnie wspierać. To zależy już od serca każdego człowieka. Mnie mówi ono bym kochał i pomagał. I nim się kieruję. A jak robią inni? W to nie wnikam. Takie mi przyszło kiedyś motto do głowy: "Żyj tak byś każdego ranka mógł spojrzeć sobie w twarz w lustrze. Byś mógł spojrzeć sobie w oczy".

A wczoraj pewna niewiasta powiedziała mi, że nie wychodzi mi w życiu bo jestem... za dobry... Ciekawie to zabrzmiało, toteż od razu zapytałem cóż to znaczy. Dowiedziałem się, że jestem po prostu zbyt dobry, by mi się coś udało. Bo po prostu jestem dla przyjaciół niemal na skinienie ręki, nie odmawiam pomocy, etc. Ale do jasnej ciasnej!? Na czym polega przyjaźń jak nie na takim czymś? Przyjaciel, wg mojej definicji, to osoba, która zawsze pomoże, zawsze znajdzie chwile czasu by porozmawiać, by wesprzeć w kłopocie. I która nie odmówi... Ale to tylko moja definicja. Pewnie jest zła, albo co najmniej zbyt miękka. Ale jest moja. I zostanie w moim wnętrzu na zawsze. Trzebaby chyba wielkiej katastrofy by to się zmieniło. Zaufanie u mnie zawsze będzie ważne. Tak samo przyjaźń. Może być tak, że znam kogoś miesiąć i nazwę go przyjacielem, bo widzę, że mogę na taką osobę liczyć, że ta osoba nie zostawi mnie w kłopocie. I tak będzie zawsze... Do końca już.

I jeszcze jedna ciekawa dygresyjka z rozmowy z pewną niewiastą. To prawda, że tacy twardzi, puści w środku, ale napompowani na zewnątrz, bezmózgowcy, bez własnego zdania są teraz w modzie? Powinni mieć tylko prześwietne poczucie humoru i być duszą towarzystwa... Hm... to może dobrze, że jest taka moda. Ja za tą modą nie podążę. Zostanę tu gdzie stoję. Jedyny w swoim rodzaju (skromne...), a nie odciśnięty z jednej formy co tysiące... Myślę, że moją formę Stwórca kazał wyrzucić jako bezużyteczną.

Ale i tak prawda jest jedna. Sam jestem sobie za wszystko winny. Za brak zrozumienia, za moją samotność. A dlaczego? Nie wiem. Nie wiem. Nie wiem. Wiem, że problem leży we mnie, a nie w otoczeniu. Ale nie wyleczę się z moich problemów. Poczekam, aż ktoś zobaczy, że może problem to tak naprawdę zaleta...

Zaopiekuj się mną, nawet gdy nie będę chciał,
Zaopiekuj się mną... mocno tak...


PS. Nighti mi kazała by nie było smutno, bym napisał coś optymistycznego. Jak widać, wyżej jest mało optymistycznie. Ale zobowiązanie wypełniam. Za 15 dni jadę do Torunia! I zobaczę Evę. Nareszcie! Czerwona róża będzie w mej dłoni, albo jakiegokolwiek innego koloru, prócz czarnego ;-)

PS 2. PS. Ja tak tylko piszę. Wiem, że to głupie. Wiem, że to bez sensu. Wiem, że przeżywam. Wiem, że wyolbrzymiam. Ale to jestem ja. Ja nie wyolbrzymiam. Przelewam tu to, co w sercu mam...

PS 3. Dowiedziałem się przed chwilą, że jednak pomoc innym może nieraz przeszkadzać. Więc jeśli komuś moja pomoc przeszkadza, to niech mi po prostu powie... Bo najgorsze dla mnie jest narzucanie się drugiej osobie swoją osobą...

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

czasem czujemy się jak relikty przeszłości - nie pasujące do nikogo, do niczego, z zasadami zupełnie odmiennymi, staromodnymi...
nie jesteśmy 'ludźmi naszych czasów' - luz, spontan, zero emocji, tylko dobra zabawa, bezmyślnośc w postępowaniu, wykorzystywanie innych...
czasem ktoś właśnie z takim podejściem do życia po prostu nas 'oświeca', że nasz światopogląd, nasze słowa, czyny będą wytykane palcami, bo są tak różne, tak 'niestosowne'...
bo zamiast wbic komuś nóż w plecy, Ty temu komuś pomożesz wstac, zamiast wybuchac gniewem przy ludziach, głośno krzyczec o swoje prawa, Ty po prostu kwilisz z boku, nie chcesz by ktoś zauważył, że cierpisz...
masz jednak często tak wielką ochotę wykrzyczec światu, że to właśnie Ty, to Ty wiesz co jest najważniejsze, czym należy się kierowac, że masz jednak rację !

wkrótce jednak znów ktos podetnie Twoje skrzydła, ktoś rzuci kamieniem w Twoją stronę, ktoś Cię skrytykuje...
Ale ufaj, że nie jesteś sam, że ktoś chce też Tobie pomóc...
wiem, że trudno się przyzac, że czasem pomocy potrzebujesz, bo zawsze Ty jej udzielałeś...
czasem jednak łakniesz zainteresowania Twoją osobą, chciałbyś, żeby ktoś Cię zauważył, żeby ktoś zrozumiał co przeżywasz...

uwierz - ja rozumiem...

Anonimowy pisze...

Bądź kim jesteś, sobą, po tym co czytam to i tak zmieniać się nie ma potrzeby, bo moim zdaniem masz bardzo dobry punkt widzenia - mam na myśli np. czas, który nie odgrywa roli w przyjaźni, popieram to, zgadzam się, że to nie czas kształtuje i buduje przyjaźń.
Jesteś bardzo wartościową osobą i takim pozostań, bo wielu ludzi, a może nie wielu, bo nie ilość się liczy, ale Ci wartościowi zauważą Twoją cenę ;]

Anonimowy pisze...

Otoz to ludzie nie potrafia docenic troski, zwlaszcza kobiety w sytuacji MF. Wtedy zaraz sie jest natretem, czuja sie ograniczane i inne bzdury. Taki los. Lepiej sie napic wodki.

UnH pisze...

Uwierz mi, że w końcu życie Ci się odmieni, a ktoś doceni twoje wszelkie starania. To, że teraz jest źle nie oznacza, że zawsze tak będzie. Jest masa wszelakich przykładów, że droga trudna droga się opłaca. "Przez ciernie do gwiazd", jasna i ciemna strona mocy, Jezus etc. :) Wybierz sobie coś z tego rodzaju za motto życiowe a powinno być łatwiej. Albo może nie tyle co łatwiej, ale będzie motywacja. Howgh!

Anonimowy pisze...

To żeś jebnął samcu, bardoz optymistycznie. :/ a prosiłam, ż nie ma być smutów, prosiłam...

"9 razy upaść, 10 razy podnieść się"

aha, ja chce te notke nadal napisac, a z tym hasłem to mi nie ufasz po prostu i już!

Anonimowy pisze...

Nie ufaj kobietom ;) :P