sobota, 21 października 2006

Taka tam sobota...

Taka tam sobota zaczęła się dla mnie o 10:30. Wstałem. I siadłem do tego złoma. Włączyłem to i owo. Następnie umyłem się, zjadłem śniadanie. No i dzień się zaczął na dobre. Zaczął się źle. Ile dni z rzędu człowiek może przyłazić do domu uchlany?

I zaczął się źle. I myślałem, że się tak potoczy. Siąpił za oknem deszcz. Jesień. No, to jesień. I tak zimnawo. Ale tak pomyślałem, spojrzawszy na moją listę kontaktów, że zagadam do dwóch niewiast: panny B. i panny O.. I tak też postąpiłem. No i tak zaczęła się odmiana dnia złego w dzień dobry. O godzinie 13 poszedłem pod dom panny B.. Po chwili panna B. wyszła zza winkla i poszliśmy na spacer. Doszliśmy aż na kres chodnika na ulicy Olsztyńskiej, czyli całkiem daleko. Gdy się umawialiśmy na to wyjście obydwoje byliśmy tacy smutnozdołowanowkurzeni. A wracaliśmy już w o wiele lepszych nastrojach. I jeszcze jedno: gdy wychodziliśmy - padał deszcz, gdy wracaliśmy - świeciło słońce. Nasze nastroje sterowały pogodą! I bardzo dobrze, że sterowały ku lepszemu. A kto by pomyślał tak 2 miesiące temu, że my będziemy się tak ze sobą kumplować/przyjaźnić. Wszak pierwsza nasza rozmowa odbyła się 25 sierpnia. I tak jakoś się rozwija i rozwija. Ku lepszemu. Co mnie cieszy. Za to kocham życie. Jest takie pełne niespodzianek. Świetnych ludzi nieraz się nie zauważa długo, ale można błąd naprawić. Tyle czasu się nie znaliśmy, albo znaliśmy tylko z opowieści naszej wspólnej przyjaciółki O., a teraz i my się przyjaźnimy...

Po odprowadzeniu do domu pogodosterującej B. poszedłem do domu. Ale na bardzo krótko. Zadzwoniła panna A. z prośbą o pomoc z chemią. Wskoczyłem na rower, raz dwa i byłem już na miejscu. Sam nie rozumiałem aż za bardzo chemii, ale pomagać przyjaciołom trzeba ;). Od tego się ich ma. Bo żadna chemia nam niestraszna! Potem panna A. chciała mi wyprostować włosy, ale ja się nie dam! :P Moje loki, fale są pięknie ;].

Ledwo wpadłem do domu, zjadłem 4 kanapki z Dżemem i już zadzwoniłem do panny O. I z panną O. poszedłem na spacer. Panna O. to jest też bardzo fajna niewiasta. Tyle mamy tematów do rozmowy, możemy gadać i gadać. O wszystkim! Nawet jakie buty są modne w tym sezonie: w szpic czy okrągłe ;]. Wg mnie okrągłe, bo takie mam. A panna O. ma małe stópki i w ogóle jest mała, co obserwowałem sobie na naszych cieniach na asfalcie, ale to nie gra roli. Bo jest wielka sercem. I jeszcze ma siłę, by słuchać starego S.. Wyrazy podziwu. Dla wszystkich trzech wymienionych zresztą.

A na koniec nie może oczywiście zabraknąć mojej E., z która niestety wyjść na spacer na razie nie mogę :(. Ale rozmowy mi wiele rekompensują. I wierzę, że niejeden jeszcze spacer przed nami. I mimo, że nieraz rozmowa się nie klei, że nieraz jest jakiś mały zgrzyt to ja wiem, że będzie dobrze. Bo Ty też to wiesz i pamiętasz i to jest najważniejsze. Dalej jesteś wiatrem...

I dlatego kocham to moje życie z kobietami...

I tak na koniec piosenka z dedykacją dla wyżej wymienionej czwóreczki. Zespół Queen z nieodżałowanym Freddym Mercurym - You're my best friends. O tak. I wyrazy podziwu, że macie siły słuchać mnie... macie tę cierpliwość.. anielską. Dziękuje wam anioły. I taki tu jeszcze piękny cytat, który mi kiedyś panna E. przesłała

""Last night I asked my angel to watch over You... But he came back soon.... I asked why...? She smiled and said: An Angel doesn't watch another Angel"

Genialny... Przepiękny...

I PS. bo nie dopisałem jeszcze dwóch panien. Panna A. inna niż wymieniona wcześniej to też bardzo ważna osoba w moim życiu. I jakby nie było między nami to pamiętaj, że zawsze na Ciebie czekam. A druga to panna M., której mimo że nie znam osobiście to winien jestem podziękowania za czytanie tych moich wypocin :P.

Zawsze możecie na mnie liczyć.

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ja CI dam taka tam sobota!
Ja też się dziwię, że się tak krótko znamy, a tak fajnie się gada. :D
I w ogóle lubię sobie posłuchać jak nawijasz. To relaksuje. :P

Anonimowy pisze...

A ja tradycyjnie:

Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade CI dam :PPP

Anonimowy pisze...

"Last night I asked my angel to watch over You... But he came back soon.... I asked why...? She smiled and said: An Angel doesn't watch another Angel"

a to dostałem kiedyś także od pewnej pani...

Anonimowy pisze...

Tia, myślę, że komentorz jest zbędny. Fajna taka przyjaźń. Bez podtekstów. Bezinteresowna. I właśnie, będziemy nosić spodnie w kozakach? :D
P.S. Bertocha znowu napisała to co myślę. :P

Anonimowy pisze...

Wiesz, tak zazdroszcze, A, B i O. Tak po prostu. Bo mi już brakuje takiego kogoś. Bo on mnie opuścił, ale życie toczy się dalej... Oby Twoje słowa się spełniły o spacerach. Oby. Ja póki c czekam na zastrzyk paliwa do moich skrzydełek, bo jak sie sam przekonałeś już 3 razy upadłam bez paliwa...

Sorry, za dołujący wpis, Aniołku.

Aha, jeszcze jedno, czemu napisałeś ,,"mojej"E.'' z kursywa?:>

Anonimowy pisze...

generalnie to fajnie byłoby mieć takiego przyjaciela jak Ty...
ja czasem nawet nie mam kogo wyciągnąć na mały, maleńki spacer :/
nikomu się nie chce...
a Ty jesteś taki niespokojny duch, Twoim kumpelom tylko pozazdrościć Twojego towarzystwa :)

Anonimowy pisze...

takie jest życie i właśnie jako takie należy je brać, brać je spontanicznie i beztrosko i jak ma się ochotę podreptać na spacer poszukać czasem swoich myśli pogubionych w tym zgiełku życia.
A tak na marginesie, objętnie o czym piszesz fajnie się to czyta, LUBIę TWOJE PIóRO..

UnH pisze...

Hmm, dużo tych pań tu nawymieniałeś miszczu:). No ale fajnie, że ostatnimi czasi Cię przybitym nie widzę:)

Anonimowy pisze...

Whisky, wódka, piersiówka, nalewka...