23:57 - wtorek, 12. grudnia 2006. Pobudka tego dnia wczesna - 5:30. Powód prosty - wycieczka do pięknego Torunia. Odjazd w szaroburej pogodzie zielonym autokarem nastąpił około 7:40. Około 11 zameldowaliśmy się na miejscu. Najpierw teatr. Przedstawienie "Niebieski, niebieski, niebieski". Większość chyba bawiły najbardziej te kurwy padające ze sceny. Ale padały nieprzypadkowo. Przedstawienie bowiem opowiadało u ludziach z problemami. Problemami z samymi sobą... Tak jak ja. I przez te ich problemy nie mogli dojść do zgody z otoczeniem. To tak jak ja... Czuję takie rosnące wyalienowanie. Ta moja droga jest coraz bardziej różna... Ale jest moja. Kontakt z otoczeniem, kolegami, koleżankami zachowuję, ale nie jest on już taki jak jeszcze niedawno. Ulubiłem moją samotność...przerywaną tylko przez Nią.
Pies ma przerąbane [;)], bo wychodzi na spacery kilka razy dziennie i te spacery oczywiście trwają po około godzinę, a ich trasa jest zawsze pokręcona. Ale w końcu starego dziadka mogę lekko wytresować [troche się mnie słucha...]. I łączę przyjemne z "pożytecznym". Pies się wybiega, a ja mogę spokojnie umysł wywietrzyć i nie zasmucać rodzicielki widokiem mojej ostatnio rzadko kiedy wesołej facjaty. A ja w tym czasie włóczę się z wiernym czworonogiem i myślę o tym wszystkim co się dzieje.
Przepraszam, zbaczam z myśli przewodniej tejże noty. Po przedstawieniu przeszliśmy do domu Kopernika, na wystawę o piernikach. Średnio było to ciekawe. Zapamiętam z pewnością, że pierniki są pierne ;]. Swojego piernika nie wypiekłem. Takie życie. Czas wolny to włóczęga. Toruń, znaczy jego Rynek w miarę poznałem, więc zdecydowałem się na samotną wyprawę uliczkami. Wpadł mi też do głowy iście szatański pomysł by odwiedzić brata w akademiku. Tak też uczyniłem. Przechodziłem obok tych jakże bliskich mi miejsc. Miejsc wspomnień... 11. listopada... Niedawno... A o 17:30 czas na zbiórkę przy przystrojonym okolicznościowo Koperniku. A ja z okolicznościowo zakupioną różą stoję wraz z bliską mi osobą i rozmawiam. Gdy widzę uśmiech w Jej oczach - jestem szczęśliwy... Gdy uśmiech zastępuje smutek - serce mi się rozdziera. W drodzę do autobusu pada dużo słów, nieraz wolałbym nie mieć języka, by nic nie mówić... Wracamy, a Ona zamiast totalnie na mnie się obrazić siedzi obok mnie. A ja ściskam Jej dłoń, tak bliską i ważną dla mnie i czuwam nad Jej snem. I myślę, myślę, myślę...
a ja Cię pilnuję
towarzystwo gonię podejrzane
które tu nad ranem
ściąga patrzeć jak śpisz
wcale się nie dziwię
jest to nawet zrozumiałe lecz
lecz mogą Cię obudzić
a widzę jak nad Tobą
nad Tobą się unoszą
nad Tobą się unoszą
nad Tobą płyną wolno moje sny
I wracamy do naszej małej ojczyzny. I znów... Nieraz wolałbym być niemową...
Ja naprawdę nie chcę ranić... nie chcę Twojego smutku... za często przepraszam...
przyznaję się do winy:
naprawdę kocham Cię
aresztujcie mnie
kocham Cię
aresztujcie mnie
ps - o niczym innym już nie myślę... i o nikim innym chyba...
środa, 13 grudnia 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
9 komentarzy:
Ja też podobno za dużo przepraszam. I podobno robię to nie potrzebnie bo nie było za co. Niby za wszystko się niepotrzebnie obwiniam. Może ty też masz taki problem?
a ja odejdę.
leave me alone, please.
i nie smuć się.
ja już swoje zrobiłam, teraz już wiem, ze jestem bezużyteczna.
wypaliłam się.
nie lubię takich sytuacji.
niech teraz ona się Tobą zaopiekuję.
ja już nie mogę.
czuję odrazę i obrzydzenie.
nie 'kręci sie na dwa fronty'.
i już nie mogę słuchać kołysanki dla nieznajomej, albo lecą mi łzy, albo w ogóle nie chce jej słuchać.
żegnaj.
a ja się już pogubiłam.
Nie podejmuj pochopnych decyzji i nie rzucaj slow na wiatr. Prosze :) I ZAWSZE idz za glosem serca. Ale Ty to wiesz!
daruj Mu Ewa...
daruj Jemu i mnie...
przepraszam
________________
dziękuję za ten dzisiejszy uśmiech :) :*
Powtórze raz jeszcze:
bezużyteczna.
wypaliłam się.
ja już nie mogę.
czuję odrazę i obrzydzenie.
i już nie mogę słuchać kołysanki dla nieznajomej,
nie wmawiajcie mi pochopności. robie to co uważam za słuszne dla mnie. Nie jestem Marcinem by cierpieć dla dobra innych. On będzie szczęsliwy z pAnną. Ja będę szczęśliwa gdy naprawię błąd i zapomnę. Uszczęśliwiłam go, wskazałam drogę do przodu, od niego zalezy czy wykorzysta, ja już tu więcej nie pomogę.
Umarło.
Moj komentarz byl do Timona.
I nagle stałam się tą złą. Love that!
so...
love me or hate me.
Skibi co do Twojego komentarza...Nie jestem szczęśliwa bo kogoś mam , to nie o to chodziło...Każdy z nas szuka tego szczęścia ...I prawda jest taka,że raz ono jest raz nie. A z brakiem takiej zapierającej dech w piersiach szczęśliwości każdy radzi sobie na swój sposób.Można użalać się nad sobą jak Werter.Można szukać na wprost i tak się na tym skupić i tak bardzo chcieć znaleźć,że nie widzi się,kiedy nadejdzie gdzieś z boku. Można jak ja oszukiwać się ,że jest wszystko w porządku ,że ktoś czeka i żyć w świecie jakiejś fantazji czy nadziei czy tak szybko biec przez życie ,że nie wiadomo kiedy się je przeżyje , bo nie ma czasu żyć...
I najgorsze ,że nie mam pojęcia, która z tych dróg poszukiwania szczęścia czyni nas najszczęśliwszymi...
Prześlij komentarz