środa, 18 października 2006

Mam zwyczajowy problem z tytułem...

...a dwie czytelniczki, które deklarowały chęć wymyślania tytułów już śpią. Więc jak zwykle jest bez tytułu, znaczy jest tytuł, tylko taki quasitytuł, rzekłbym taki przenośny tytuł.

Klasa. To takie zbiorowisko ludzkie. W klasie żyjemy w zgodzie, ale nie da się ukryć podziału na grupy, grupki. Ta nie gada z tamtą, bo ta jest biedniejsza/brzydsza/głupsza (niepotrzebne skreślić), ten z tamtym, bo ten jest szpanerem/dresem/metalem (także skreślić). A gdzie w tym wszystkim ja? Nigdzie. Dochodzę do wniosku, że w mojej klasie pełnię trzy zasadnicze funkcje: encyklopedii, terminarza i negocjatora. Encyklopedia - to ten co niby wszystko wie. Innymi słowy zawsze musi wiedzieć, by podpowiedzieć. Spoko. Mogę podpowiadać, to jest normalna pomoc. Ale niech to nie będzie pomoc typu jeleniowatego, że wszystko za kogoś mam robić... Terminarz, to ten co wie, kiedy jest każda klasówka, każdy sprawdzian, etc. Negocjator to ten, który wszystko załatwia z belframi, przekłada klasówki, etc. Ja nie mówię, że przestanę negocjować, przestanę pomagać. Bo w gruncie rzeczy to lubię, ale nie lubię gdy jestem traktowany właśnie przez pryzmat tych trzech zjawisk. Chyba nie jestem aż tak mało wartościowym człekiem by traktować mnie w ten sposób...

Jednak to już zostawiam pod rozwagę kolegów i koleżanek. Ja sobie poradzę bez nich, mnie potrzeba jedynie kilku bliskich, naprawdę bliskich osób. Tych, którym ufam. Tych, które ufają mnie. Tych, które słuchają co do nich mówię. To wystarczy. Dla tych ludzi wielkie dzięki. O kolegach, koleżankach prędzej czy później zapomnę... Niestety... Pamięć ludzka... Ale chyba tego nie będę żałował.

A tu pewne przesłanie do pewnej pani. Jak to przeczytasz to się domyślisz, że to chodzi o Ciebie. Przepraszam, że nie powiem tego "na żywo", ale nie chcę się narzucać moją osobą. Szkoda, że jest tak jak jest... Miałem nadzieję na coś większego... Chciałem przyjaźni. Niestety przyjaźń przeradza się teraz w związek konsumpcyjny, czyli taki, że jedyny raz gdy otwierasz do mnie swe usta jest wtedy gdy chcesz ode mnie zeszyt z historii (w ostatnio poniedziałek bodajże). Nie odpowiada mi takie coś. Ale rozumiem i Ciebie. Nie jestem tym, kim powinienem dla Ciebie być. Za bardzo się staram no nie... Wiem, ja też się nie odzywam. Nie odzywam się, bo widzę, że jestem dla Ciebie powietrzem. A pardon! Jak potrzeba jakiejś pomocy, to się nagle pojawiam. I dobrze! Jestem po to by pomagać... Ale nietylko pomagać w szkole, z pracami domowymi, etc. Wiem, że pewnie się za te słowa obrazisz i będziesz mi je wypominać, ale jestem na to gotowy. Chcę żyć dla Ciebie jak dla innych, ale Ty tego nie widzisz, panno... Ale też od razu przepraszam za te słowa. Wiem, że nie mnie oceniać innych, nie mnie osądzać wydawać opinie. Ja tak tylko piszę co tkwi w moim sercu. Przepraszam. Nie chcę Cię urazić... Ja może za dużo wymagam. Za bardzo się staram... Ale cóż - przyjaźń winna być z obu stron... A ode mnie to jest ciągłe spalanie się, a od Ciebie coś innego. Nie będę tego określał, sama to określisz najlepiej.

Ale taki już mój los. Słucham na polskim o bohaterach bajronicznych, werterycznych i jakoś w sobie dostrzegam ogromne pokłady tych dwóch typów...

Życie...

"Możesz splunąć w moją twarz bez zastanowienia..."

Ale ja to wszystko przejdę. Serce mam silne...

PS. Do pełni szczęścia brakuje tylko jednej, jedynej rzeczy... Ale to daleko jest... i chyba nie dla mnie... A może i dla mnie, a ja tu po prostu patrzę przez ciemne okulary? Chyba tak.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Internet, blog...fajna rzecz, ale nie podoba mi sie że używasz "dziennika" jako posrednictwa w kontaktach z ludzmi, z ktorymi powinenes pogadać "na żywo". I nie dociera do mnie argument że nie masz odwagi. Nie musisz od razu opisywać relacji miedzy nami w necie, tym bardziej ze to tylko jedna strona medalu - Twój punkt widzenia. Ale skoro sądzisz że lepiej takie sprawy załatwiać wirtualnie, ok... Co do klasy, nie zauwazyłam żeby ktos był dyskryminowany ze wzgledu na brak kasy na przykład, albo jakiekolwiek inne sprawy. To chyba naturalne że tworza sie pewne grupy, ale nie sa ścisle zamkniete, z kazdym mozna pogadać. A jesli chodzi o "encyklopedię" i "terminarz"...to zwykła kolezeńska pomoc przypomniec komus o pracy klasowej albo powiedziec co jest zadane, jesli o to pyta. Ale jak chyba zauwazyłeś, ja juz tego nie robię i robic nie będę.

Anonimowy pisze...

Chyba za ostro...

Anonimowy pisze...

ona chyba ma trochę racji... a nawet sporo.
uważam Cię za sensownego człowieka, szczerego człowieka. jeżeli coś Cię boli, to mów o tym otwarcie, nie ukrywaj się po kątach w swojej Utopii, którą jak widać odwiedza dużo znajomych Ci osób...
w ogóle nie wiem co mnie naszło. bronię racji kogoś, o kim nie mam zielonego pojęcia.
to chyba kobieca solidarność :P

nie, tak naprawdę to jest dobra rada, bo nikt inny, tylko [a raczej aż] bliskie Ci osoby i Ty sam cierpisz...

tyle mojego na ten temat...

p.s. w swojej klasie też pełnię funkcję niejako 'mięsa armatniego' i załatwiacza wszelkich spraw, więc Ciebie rozumiem dosknale. bynajmniej takie odnosze wrażenie.
ale zawsze musi się znaleźć taki ktoś.
czasem mi się wydaje, że sami na to pracujemy i nie jest to tylko zimne wykorzystywanie, ale okazanie zaufania właśnie nam :)

ale się rozpisałam :P

Anonimowy pisze...

"Zeszyt z historii i o zgrozo (???) negocjator.."