niedziela, 29 października 2006

Niedzielne refleksje

Pomyślałem sobie ostatnio, że do twarzy jest mi z uśmiechem. Bo gdy jestem zdołowany to od razu to widać. Taka moja natura, że mój nastrój widać od razu po mnie. I wtedy co? Moi przyjaciele widzą to i pewnie wpływam nieraz na nich. A ja właśnie wolałbym wpływać pozytywnie. Bo kocham u drugiego człowieka widzieć na gębie uśmiech. A jeszcze bardziej lubię go wywoływać. Na mnie bowiem duży wpływ ma humor przyjaciół. Przyjacielowi/przyjaciółce jest źle, to i mnie w pewien sposób jest źle. No nic na to nie poradzę. Choć wiem, że niezawsze będę mógł być uśmiechnięty. Są dni gorsze, są dni lepsze.

A wszystkie moje problemy w kontaktach z ludźmi powodowane są moją wewnętrzną chorobą. Bo ja jestem chory. Bo często jest tak: Jest grupa osób do których chcę się odezwać, ale coś mnie blokuje. Jakiś wewnętrzny strach. Ta osoba przecież mnie albo zignoruje, albo mi coś nagada... I tak właśnie się nie odzywam i milczę. Potem ta osoba znika, a ja mam pretensje do siebie samego, że się nie odezwałem...

Druga choroba jest taka, że za dużo nieraz biorę do siebie. Ale nie jestem tak jak większość, że jak coś mnie dotknie, to się zamykam. Ja się dalej otwieram.

Trzecia choroba to moje zaufanie. Chyba za mocno ufam ludziom. O tyle. Ile to już mi osób mówiło, żebym przestał tak właśnie wierzyć, ufać... Cała masa. Ale ja się nie zmienię. Dalej będę ufał, dalej za mocno, dalej będę nazywał ludzi swoimi przyjaciółmi, choć oni może tego nie chcą. Ale ja się nie zmienię! Uparty jestem jak osioł?

Inne osoby znowuż powiedziały mi ostatnio, że powinienem nieraz dać upust swojemu wewnętrznemu skurwie*owi. Nie być tak na każde zaufanie, odmówić nieraz pomocy. Wtedy ponoć i mnie ludzie docenią. Jak to pięknie określiła pewna czytelniczka: Ludzi trzeba nieraz sobie wytresować. Może i ma racje. Ale ja nie potrafię. I mam też tego efekty. Ale wiem, że w końcu się to opłaci. A wewnętrznego skurw*ela sprzedałem dawno chyba... To od człowieka zależy czy ceni sobie pomoc drugiego czy traktuje człowieka jako przedmiot. A już jestem taki i się nie zmienie. Nie odmówię pomocy, nie powiem nie. Postaram się być na każde zawołanie. Choć nawet jak teraz to piszę, to czuję, że coś w tym jest źle. Ale to chyba jest najlepsza droga do człowieka. Życie jednego dla drugiego. Na tym chyba polega człowieczeństwo.

A może ja jeszcze po prostu za mało kopów w dupę dostałem od życia przez moją postawę? I dlatego nadal wierzę w ideały, w które wierzę. Ale ja będę nadal wierzył. Niech mnie kopią, niech mnie poniewierają. Jeśli będzie choć jedna osoba, która za każdym razem pomoże mi wytrzepać pył, która pomoże wstać i iść moją drogą dalej. I nie martwcie się, jeśli się tam ktoś o mnie martwi... Dam radę. W końcu zmienię świat. Bo na świecie dawno już powinno rządzić serce wespół z miłością. Naiwniak ze mnie, co nie?

Ale dobrze mi z tym! Dobrze! Ktoś mi powiedział, że ludzi przyciągam w jakiś tam sposób do siebie. Może i tak. Jeśli tak, to pozostaje mi się cieszyć. Bo ja lubię być otoczony przez ludzi. Ludzie to mój żywioł. Rozmowy, wspólne przebywanie. O tak.

I tak nieraz jest jednak, że czuję ten mur. Coś jest takiego nieraz między ludźmi. Brak zaufania... brak jakiegoś uczucia, przyjaźni... Ale ten mur trzeba rozbić. Bo takie mury powstają nieraz przez jakieś głupstwo, a mogą trwać wiecznie. Tak nieraz ktoś buduje mur wokół mnie. I ja nieraz też do tego mojego murku przykładam cegiełkę. Zamykam się w sobie, chcę być sam i tak jakoś w tej samotności dokładam cegiełkę wespół z kimś innym. Ale ja się nie dam. Cegły trzeba odrzucić, a mury muszą runąć! Muszą! Muszą! Muszą! I runą... Oj, znowu jestem naiwny?

A może nie. Ja nie jestem naiwny. Jestem troche inny. Nie akceptuję tego co widzę. Nie akceptuję cywilizacji śmierci. Bo to nie brak zaufania, to nie brak miłości, to nie nienawiść powinny rządzić. Powinny rządzić miłość, zaufanie i wiara w drugiego człowieka.

Ja już nigdy się nie zmienię.

PS. Panna A. mnie niejako przymusiła do napisania tej notki. No, ale czego się nie robi dla przyjaciółki. Czekałaś, czekałaś i się doczekałaś ;].

PS2. Panno M., proszę o jakiś większy sygnał Pani obecności. Ślepy jestem. Najlepiej jakbyś się ujawniła :).

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

To nie Ty jestes chory stary, tylko swiat. Pamietaj o tym. I NIGDY sie nie zmieniaj. Nie warto. Moze kiedys ten caly syf sie zmieni. Miejmy nadzieje. W sensie miej, bo mi to juz tylko wor na plecy i wygodne buty... i w miare prosta droge do piekla.

Anonimowy pisze...

do nieufacza, człowieku chcę Cię po prostu poznać choćby na gg, a z tym bólem, to wiesz, mnie sie nie da już skrzywdzić... musiałbyś umieć perfekcyjnie i świaodmie zadawać ból.

do timiego. jakieś takie mieszane uczucia mam, nie wiem sama czemu i co napisac.

Anonimowy pisze...

mam dylemat...

Anonimowy pisze...

wiesz jakie to straszne, kiedy widzisz smutnego człowieka, a nie możesz podejśc, zagadac?
nie smuc się już więcej jak dziś przed lekcją matematyki zdaje się...
nos do góry, głowa w chmury ! ;)

Anonimowy pisze...

ufaj i nie przestawaj ufac :)

Anonimowy pisze...

"Bo na świecie dawno już powinno rządzić serce wespół z miłością."
Mi się wydaje, że od zawsze i na zawsze rządzi serce z miłością, tylko trafiają się wyjątki i to one bardziej rzucają się w oczy.
Mogę Ci oddać połowę nieufności, bo mam jej za dużo, podzielimy się?

Anonimowy pisze...

Timek zmienisz się kiedyś ?