Miniony weekend był dłuższy, znaczy objął jeszcze swoim zasięgiem piątek. Bardzo mnie to oczywiście ucieszyło. Poza tym cieszył mnie niesamowicie jeden fakt. W sobotę mieliśmy pojechać z Bartoszem na koncert Pidżamy Porno do Olsztyna. I słowo stało się ciałem. O godzinie 11:07 ruszyliśmy ze stacji Nidzica pociągiem osobowym. Po około godzinie zameldowaliśmy się w Olsztynie. I zaczęło się poszukiwanie szkoły pewnych niewiast, które to niewiasty miały nam towarzyszyć w czasie koncertu. Ta szkoła miała być fioletowa... A mówią, że daltonizm to choroba tylko męska. Jeśli ta szkoła była fioletowa to ja jestem ślepy ;). Niemniej jednak dzięki mojej spostrzegawczości trafiliśmy do właściwej placówki. Powitania, uściski, etc. Potem trochę wędrówki po Olsztynie i koncert. Godzina 17:30, klub Heaven w Olsztynie. Pod klubem tłum. Po chwili oczekiwania jesteśmy w środku. Bartosz płaci 5 PLN za szatnię i możemy iść na miejsce koncertu. Chwila oczekiwania i zaczęli. Całej imprezie patronowało hasło Nie pozwól im iść dalej. Taki transparent wisiał nad sceną, a pod tym napisem zdjęcia dwóch dobrze znanych PiSiorów i dwóch LPRuchów. Jednak w to się nie będę zagłębiał. Mogę napisać tylko, że cholernie to popieram.
Pierwsza piosenka - spokój. Ale już przy drugiej nogi same zaniosły mnie w tłum. Po raz pierwszy byłem wewnątrz młyna. I zakochałem się w tym zbiorowisku ludzkim. Taką wolność czułem, swobodę. Muzyka płynęła przez całego mnie. A były tam wielkie hity Pidżamy: Styropian, Marchef w Butonierce, Chcąc pokonać Babilon. Szkoda tylko, że to trwało tak krótko. Dwie godziny i już wracaliśmy. To, oraz brak tzw. supportu, zaliczę do minusów tego koncertu. Jednak plusy są przytłaczające. Wyszedłem z koncertu mokry i wielce szczęśliwy. Noc spędziliśmy w Olsztynie. A rankiem wracaliśmy... Z powrotem też wiąże się świetna historia. Pociąg o godzinie 8:52, autobus MPK z nami na pokładzie odjechał w kierunku dworca o 8:19. Niby wiele czasu, ale gdy autobus zaczął krążyć po osiedlach zrobiło się nieciekawie. Ale w końcu! O 8:40 zobaczyliśmy ulicę Dworcową (kto to był Dworcow? ;)) i nadzieja odżyła. A wcześniej było nieciekawie. Kierowca miał w lusterku widok prosto na mnie i jakoś dziwnie spoglądał na mnie po każdej "kurwie", którą rzucałem, gdy zbyt długo staliśmy na przystankach... 8:44, 200m do dworca. Plan jest taki: wypadamy z autobusu i pędem na dworzec, do kasy, to może jeszcze zdążymy... Ale nie! Skręcamy w Towarową. Z Bartka uszło w tym momencie powietrze, a ja zdołałem tylko wykrztusić soczystą "kurwę mać". Było pewne, nie zdążymy... Wpadliśmy na stację i zobaczyliśmy nasz piękny pociąg, który odjeżdżał. Następny pociąg... 14:49...Musieliśmy się zrujnować na PKS... I jakoś dojechaliśmy.
Ale już wtedy w głowach szaleńców zwanych Karlik i Skibi narodził się nowy pomysł. Spacer do lasu miejskiego. Z sentymentu do kolei poszliśmy do lasu po torach. Chwilę pospacerowaliśmy po lesie. Bardzo ładnym lesie. Tyle liści na podłożu, te wysokie drzewa. I ekologiczne powietrze. Jednak szybko wyszliśmy na skraj lasu... I tym skrajem doszliśmy nad rzekę, zwaną Wkrą, Nidą, czy jakoś tam. I tu kolejny szarlatański pomysł wpadł nam do głowy. Może warto by pójść w górę tej rzeki, przynajmniej kawałek. Przytaknęliśmy i poszliśmy. Początkowo było łatwo. Jednak później zaczęły się schody. Dopływy rzeczki odcinały nam proste przejście i trzeba je było obchodzić. Efektem tego były zmoczone buty, skarpety i spodnie. Ale warto było. Przebywanie na łonie natury uszlachetnia. I jeszcze te sarny! 100m od nas rzeczkę przekraczały sarny. Piękne, powabne, zrobiły to bezszelestnie i pognały przez pole do lasu... Ponadto nad rzeką widzieliśmy nory szczurze (chyba). Potem znaleźliśmy mostek i wróciliśmy do domu, w drodze zaś podziwialiśmy piękne formacje chmur.
Weekend oceniam na 6+. Najpierw genialny koncert, potem genialna niedziela. I wyczekuję teraz z niecierpliwością następnego wyjazdu na koncert. Takie rzeczy trzeba powtarzać. A do źródeł rzeki jeszcze dotrzemy. Na pewno! :)
Piosenki na dziś: wszystko Pidżamy Porno ;).
PS: Prósba do panny Migotki. Jam jest mało spostrzegawczy. Mogę nieopacznie popełnić błąd. Proszę o ujawnienie się, albo jakiś bardziej widoczny znak ;).
wtorek, 17 października 2006
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Masz rację było super. Szkoda tylko, że tak krótką mogłem z moim Kotkiem przebywać. No ale koncert był fajniusi, a niedziela to już w ogóle poezja, ale o tym już napisałem i to dość długo;P
wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że panna Migotka czasem jest tak blisko, czasem się uśmiecha ukradkiem i czasem ma wrażenie, że ją rozpoznajesz :)
ja wiem, że dedukcję utrudnia tłum dziewcząt naszego LO, więc postaram się trochę zawężyć grono potencjalnych panien Migotek ;) [zamieszałam :P]
hmm, jak napisać, żeby napisać a w pełni się nie ujawnić? ;)
Należę do różnie pojmowanego grona dziewcząt o złotym kolorze włosów ;) Na szczęście od stereotypowego image'u i charakteru panny z dowcipów wiele mnie różni :) Wyrosłam na ok. 1,7 m i czasem się zastanawiam czy to udręka czy nie :P
A i zazdroszczę Ci tego koncertu Pidżamy, też bym z miłą chęcią pofikała ;P
Narazie to tylko tyle...
wiem, że to bardzo okrojona wersja mnie samej, ale podobno najtrudniej jest pisać o samym sobie...
do następnego ! ;)
Focha strzelam -_-.
No już się chwaliłeś, że fajnie było. Ja też tak chcę. :P
Eee Pidżama :P Teraz to moje ziomy z miasta :P Ale i tak ich nie slucham ;)
Prześlij komentarz